Krótko o polskich filmach
- Zamach na papieża (2025)


Najprawdopodobniej ostatni wspólny film Władysława Pasikowskiego i Bogusława Lindy (chyba że wróci z emerytury) to produkcja, którą ogląda się jak zaginiony film reżysera Krolla, który przeleżał od lat 90 w jakimś magazynie i ktoś go odnalazł po wielu latach. Od pierwszych scen widać, że to film Pasikowskiego i nie chodzi mi o nawiązanie na początku do pierwszej sceny z Psów, bo Zamach na papieża też się zaczyna od komisji, na której nie przesłuchują tym razem Lindy, ale Bogusław siedzi w komisji. Mam na myśli też dialogi, w których może nie pada tak dużo bluzgów jak w innych filmach Pasikowskiego, ale od razu słychać kto je napisał. A świetną muzykę to byłem pewien,że zrobił Michał Lorenc, który tworzył muzę do filmów twórcy Gliny, tylko nieznany mi wcześniej niejaki Daniel Bloom, który idealnie naśladuje styl jednego z najlepszych polskich kompozytorów, muzyka robi klimat.

Tak na marginesie, to szkoda, że Michał Lorenc jest na emeryturze. Nie wiem, czy nie chce mu się, czy z jakiś innych powodów np politycznych, nikt nie daje mu propozycji. W nowym Glinie była muzyka Lorenca, ale kawałki z oryginału, nic nowego. Od czasu trzecich Psów i Raportu Pileckiego nie ma go w polskim kinie. Wracając do filmu dostałem typowe zagrania z filmów Pasika, np to jak przedstawia kobiety, które są takie jak w Psach, Krollu, itd (no  oprócz serialu Glina, tam były postaciami interesującymi, które miały coś do powiedzenia i chyba w Operacji Samum tak było).

Pożegnanie Lindy z kinem zbiera słabe recenzje, ale  to nie jest zła produkcja, tylko średnio udana próba powrotu do największych sukcesów z początku swojej kariery, która ma kilka fajnych scen. No i niektóre pasikowskie dialogi mi się podobały, są odpowiednio macho i mięsiste, a Linda nawet nieźle wypadł w swojej ostatniej roli, jest po prostu Lindą z filmów Pasikowskiego, tylko starszy. Drugi plan też się całkiem dobrze spisuje, najlepiej wypada Woronowicz i aktor grający tego młodego głupiego Waldeczka. No i miło też zobaczyć Zamachowskiego po dłuższej przerwie, ale on za bardzo nie ma co grać.

Film poświęcono pamięci Sinead O'Connor, tak pisze na napisach końcowych. Nie wiem czy to jakaś prowokacja, bo film w jakimś tam stopniu (nie tak dużym jakby sugerował tytuł i opis fabuły) jest poświęcony Janowi Pawłowi II, a wiadomo, że artystka wojowała z kościołem i papieżem, i raczej pozytywnie film ocenia papieża, jeśli już pada w ogóle jakaś ocena Karola Wojtyły w filmie. Sinead zmarła w 23 roku, a film miał premierę w tym roku, więc tak długo by kręcili, a to przecież nie jest jakaś superprodukcja, w stylu Ogniem i mieczem. Ocena: 5/10.

Odpowiedz
Akurat TVP nad ranem puściła Koniec świata u Nowaków, który oglądałem też niemal dekadę temu. Bardziej to sylwestrowe, ale zaliczam do swego grudniowego maratonu. I zamieszczam poniżej reckę z krótkiej piłki, bo wtedy jakoś nie ogarniałem, że Polska uzyskała krótkopiłkową autonomię:

(02-01-2017, 16:04)OGPUEE napisał(a): Koniec świata u Nowaków - głupi, ale uroku nie można mu odmówić. Fabuła tak absurdalna, że trzeba by pisać osobnego posta. Mimo to bawiłem się znakomicie, wiele razy się uśmiałem (zwłaszcza z przegiętego do granic Pawła Burczyka w roli gangstera :D) i miodem na moje serce było wyśmianie tropu z Home alone -
Dla mnie kapitalna rzecz!

I w zasadzie ocena bez zmian. I dalej to trzyma. Dzieciaki w rolach fajne i naturalne, rodzice grani przez Zającównę i Zborowskiego też dobrze zagrani. Prócz Burczyka bryluje Ewa Błaszczyk jako zimna notariuszka. No i pochwalę twórców za to, że bliźniacy, choć preferujący komputerowe rozrywki i grają w brutalne gry edukacyjne typu "Quake", to nie są pokazani jako psychopaci czy złole. Też postać Zborowskiego ma nawet badass, kiedy dostaje supersiły dzięki indiańskiej magii. I ładna jest to kapsuła czasu, bo na przełomie wieków. Zaskoczeniem dla mnie było to, że robił Maleszka. Znając jego dotychczasową filmografię, to Koniec... jest najbardziej przyziemnym jego dziełem().

A kij, będę nieobiektywny i dam 8/10.

Odpowiedz
Skrzat. Nowy początek - obawiałem się trochę czy oglądać po ostatnich doświadczeniach z gatunkiem "polski przygodowy film aktorski dla dzieci z elementami fantastycznymi". Chodzi mi zwłaszcza o nowe "Akademie pana Kleksa" i ostatnio "Dziadku, wiejemy", które okazały się bardzo słabe i zwyczajnie nudne.
No i okazało się, że obawy były zbędne bo zaskakująco film okazał się być naprawdę ciekawy. Film nie tylko jest opowiastką familijną ale podejmuje także ważny temat bullyingu w szkołach czy straty rodzica w młodym wieku. Skojarzył mi się najbardziej z "Mostem do Terabithii" i trochę "Stranger Things". Ponadto zaskoczyło mnie pozytywnie jak świetnie to wygląda technicznie, zdjęcia pierwsza klasa, muzyka również, zwłaszcza w scenach dynamicznych. Aktorsko jest bardzo dobrze, świetna naturalna gra dzieciaków. Ze starszych wyróżnia się najbardziej Jakubik, chociaż dziwne że go obsadzili jako ojca głównej bohaterki. Jest już w takim wieku, że spokojnie mógłby zagrać jej dziadka. Zwróciłem na to uwagę bo rolę matki zagrała Agata Turkot, która jest młodsza o tyle od Jakubika, że ona sama mogłaby zagrać jego córkę.
Miłe zaskoczenie w święta, choć nie jest to w sumie film świąteczny. Ale jest otwarte zakończenie, żeby zrobić kontynuację. 8/10.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Spadek - lubię czasami obejrzeć taki, zwyczajnie kiepsko nakręcony, film aby utwierdzić się w słuszności dawania 5 czy 6/10 wszystkim filmom, które mają mnóstwo wad, ale przynajmniej są porządnie zrobione. Spadek może nie jest jakiś szczególnie tragiczny, no ale reżyseria jest dosyć marna: po prostu bardzo czuć, że oglądamy aktorów na planie filmowym, zaledwie w kilku scenach cokolwiek ciekawego dzieje się z kamerą, a i tak bez większego sensu. Aktorstwo również średniawka, tylko stara gwardia Peszek i Ferency nieźle. Pod względem scenariusza też niezbyt dobrze, przy czym twórcy starali się upchać tyle dowcipów na 90 minut seansu, czasami mocno absurdalnych, czy nawet żenujących, że siłą rzeczy niektóre siadły i nawet się zaśmiałem. Więc no tragedii nie ma, momentami nawet pewna przyjemność, ale nie przekraczamy granicy bycia dobrym filmem, a więc: 4/10

Odpowiedz
Wielka Warszawska - siary nie ma, bo czuć inspirację "Piłkarskim pokerem" i "Wielkim Szu", więc jest tu wszystko co łączy sport, hazard, gangsterkę, relacje, dramaty. Jest więc przyzwoicie, a formalnie wygląda to trochę jak zagubiony owoc polskiej kinematografii lat 90-tych (tych wczesnych). Daleko jednak do ideału. Prasa rozpisuje się o mocnej historii, ale właśnie ona, a raczej jej tempo jest dużym problemem, bo znowu - niby wszystko się zgadza i jest na miejscu, ale nie ma to odpowiedniej temperatury. A jest czasem bardzo letnio. Na dobrą sprawę nie poczułem tego całego super planu głównego bohatera i jakiegoś akcentu na który nacisk kładzie całość, ot fabuła miota się między układami z bukmacherami na gonitwach, trudnej relacji z ojcem (byłym dżokejem, który poczuł na własnej skórze czym są wałki) i relacji miłosnej. Kolejność nieprzypadkowa, bo ten ostatni element układanki jest daremny, słabo wykorzystany (a mógł być fajnym punktem zaczepienia, zwłaszcza gdy pojawia się w historii postać Żulewskiej). A szkoda, Mary Pawłowska to fajna dziewczyna.

Bohaterowie nakreśleni są grubą krechą, ale są wystarczająco wyraziści zwłaszcza na drugim planie. Każda scena z "panem Ryśkiem" jest pierwszorzędna, a epizodyczny występ Kota - rewelacja. Wyścigi koni są dynamiczne, ale niestety krótkie, bez większych emocji. Przekłada się to też na zakończenie, które o dziwo jest słodko-gorzkie, a nie jakieś tandetne. Tym bardziej szkoda, że nie pokuszono się na jakąś 15-20 minutową sekwencję całego przygotowania do wyścigu, a całość zamyka się w niewiele dłuższej sekwencji niż pierwszy bieg bohatera w 1/3 historii.

Solidny, ale w porywach tylko dobry film będacy uzupełnieniem filmów o sportowych, nieczystych zmaganiach.

6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Teściowie 3 - powrót do formy. Niesamowicie brakowało Dorocińskiego w drugiej części, więc świetnie, że tym razem się pojawił, bez niego ta franczyza (?) traci połowę uroku. Wiadomo, że jak ktoś chce się czepiać, to stwierdzi, że ileż komedia można jechać na jednym motywie (biedni wieśniacy żenią się z bogatymi miastowymi), ale po co, skoro to zwyczajnie działa? Znakomity film do tego, aby usiąść ze znajomymi z kilkoma drinkami i wspólnie obejrzeć, ja śmiałem się co chwila :) Jeśli powstanie czwórka, to ja bardzo chętnie. Dla trójki to samo, co dla jedynki: 7/10

Odpowiedz
LARP. Miłość, trolle i inne questy (2025)

Polscy filmowcy odkryli, że można prostą historię miłosną ubrać w całkiem ciekawe, nerdowskie ciuszki i trochę pobawić się formą samej opowieści. Nie odkryli natomiast jeszcze, że ta prosta historia niekoniecznie musi być aż tak prosta, skrótowa i mimo wszystko banalna. Wychodzi z tego momentami takie całkiem zjadliwe ale w gruncie rzeczy jednak niekoniecznie spełnione artystycznie młodzieżowe kino, na które już prawdopodobnie jestem za stary, bo ani żarty mnie nie śmieszyły, ani historia nie porwała, ani też aktorstwo jakoś nie zachwyciło, wręcz przeciwnie. Pozostaje sama forma, która w polskim kinie jest być może czymś nowym, ale jak ktoś wystawi głowę ponad nasze podwórko to już taki zauroczony tym wszystkim nie będzie. Przyjemna ale raczej słabizna.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Tyle co nic - leciał na Jedynce i tak oglądałem. I po co mi to było? Jak się spodziewałem się, glutowaty dramat społeczny robiony przez kolejnego świeżego absolwenta, któremu wydaje się że jest polskim Kenem Loachem. Pochylenie nad ciężkim losem jakiejś społeczności, wszyscy są smętni lub antypatyczni, są długie przerwy między dialogami, zero muzyki (a jak jakaś jest to grobowa i mówiąca "patrzcie jestem dramatem"), kręcenie jeszcze w 4:3 nudno nakręconych scen. A! I główny bohater musi jeszcze mieć problem z alkoholem.

No, ale co z fabułą? Banda rolników wywala gnojówkę przed willę polityka, który ich wydymał i w gnoju znalezione jest ciało jednego z nich. Podejrzenie pada na lidera protestu. Schemat taki - lider se jedzie do innego mieszkańca wsi, by szukać tropów. I każdy jest bucem albo ma kosę z bohaterem lub patrzy spod byka. Czy wynikło coś z tego? Nie. Postacie się snują bez celu, a reżysera bardziej interesuje stawianie banałów (politycy to kurwy, a na wsi nie ma perspektyw). Przy okazji główny bohater to narwany idiota, który do wszystkich się sapie i odrzuca każdą rozsądną ofertę. A bratanek-adwokat, jedyny ogarnięty bohater, znika na pół filmu. No, na pewno mnie mieszczucha przekonał mnie do przejęcia się losem roszczeniowych pieniaczy, którzy są wyjęci z ostatnich odcinków Sprawy dla reportera. I podczas napisów ktoś zapomniał wyłączyć audio w amerze, bo słychać odgłosy maszerującego kogoś.

Czy jacyś nadęci krytycy mieli już mokro w majtach na "ważkie arcydzieło"?

3/10

Odpowiedz
Wielka Majówka - 1981

Lata tego nie widziałem, ale leciało właśnie na "Kino Polska" i jak zacząłem tak obejrzałem a seans zleciał jak z bicza strzelił.
Co tu dużo opowiadać. Kapitalny film, nic się nie zestarzał. Przygody naszych dwóch urwisów są smutne, głupie, wesołe, dziwaczna ale to wszystko działa. Cała fabuła jest lekko oniryczna i bajkowa, trudno ją traktować poważnie, ale jednocześnie paradoksalnie jest bardzo naturalna.

Głowna zasługa tkwi też oczywiście w aktorach. Piechociński i Zamachowski grają po prostu genialnie. Bez żadnej przesady, jakby to był film który powstał w Holiłód, to mogliby liczyć na co najmniej nominacje do Rycerzyka.
Poza nimi mamy plejadę polskich znakomitych aktorów na drugim planie. Nawet nie chce mi się wymieniać bo jest ich za dużo.
Do tego oczywiście "Manaam" i świetne, pasujące piosenki, a na końcu upragnione spotkanie z żyrafą.

Wspaniały film, spokojnie 8-9/10
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Wspaniały film, i to z niego pochodzi moja ulubiona polska piosenka filmowa, czyli "Ta noc do innych jest niepodobna".

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Ministranci

Zadebiutował na Prime Video, więc obejrzałem. Jakoś wyszło, że do kina sie nie wybrałem, a w sumie mocno chciałem obejrzeć. Tymbardziej, że trochę ważnych wyróżnień zdobył.

Generalnie niezły, ale tylko niezły, ponieważ jest popsuty przez absolutnie fundamentalną rzecz przy takim filmie - dzieciaki są do kitu. Nie całkowicie, bo mają momenty, ale całościowo nie dźwigają tego filmu, jak dla mnie. Mając w pamięci występy gówniaków w produkcjach zachodnich, jak chociażby niedawny "Rycerz Siedmiu Królestw" to mamy jakąś przepaść. No, ale to nie pierwszy raz, kiedy dziecięcy aktorzy są bolączką w polskim filmie. Przez to nie mogłem do końca wejść w tę historię, nie poruszył mnie tak bardzo jak powinien, przez co emocjonalny odbiór raczej na marnym poziomie.

Sama historia jest niezła, wydaje mi się, ze jest to kino mocno chrześcijańskie, ale jednocześnie antyklerykańskie, co jest jak najbardziej okej. Wyszło w sumie takie troche dzieciece Smarzolversum, ponieważ film korzysta z podobnej estetyki brudu, prowincji i moralnego rozkładu.

Można obejrzeć, ale bez szału.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
A to ciekawe co piszesz, bo większość opinii jakie słyszałem jest taka, że właśnie dzieciaki dźwigają film,  przede wszystkim Tobiasz Wajda.

Odpowiedz
Czyli tego, który mnie najbardziej irytował :)

Problem jest taki, że jak się oglądało produkcje z uniwersum Gry o gron, początek Stranger Things czy Adolescence, to później tacy Ministranci mogą rozczarować, bo po dzieciakach aż za bardzo widać, że oni grają. W Stranger Things siłą serialu była autentyczność i naturalność dzieciaków, w Ministrantach tego nie ma i tak naprawdę najlepsze sceny są wtedy, kiedy nagrywają hiphopowe klipy.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Król dopalaczy - kolejna rola Włosoka, gdzie gra gościa w schemacie "od zera do bohatera do zera", tym razem w historii opartej na legendarnym biznesie z dopalaczami sprzed 15 lat. Nie jest to arcydzieło, ale jest tu kilka naprawdę dobrych scen (najlepsza - gdy Bratko zaprasza senatora na sushi) i samo tempo historii jest niezłe. Zdarzają się mocne skróty fabularne (jak na przykład szybki przeskok z etapu "startupowego" do bycia szefem całej sieci bake shopów) i trochę śmiesznie wypada tu ekipa policyjna Simlata, bo to taki motyw bohatera który pojawia się, gdy trzeba, a jak nie trzeba to może zniknąć. 

Mimo wszystko bawiłem się dobrze, nawet ten mały twist w fabule mnie zaskoczył, choć w teorii nie powinien.

więc z tej perspektywy biznes był z góry skazany na zagładę. Czy to w 100% prawdziwa historia? Zakończenie jasno wskazuje, że scenarzyści tylko się inspirowali prawdziwym królem dopalaczy.

Nie wiem skąd ta zmiana, chyba że to jakiś podświadomy apel do młodych, którzy chcieliby zrobić coś podobnego w przyszłości.

5+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Good Boy aka Heel - Ciekawy film o współczesnej rodzinie, o i tym, czemu nie działa [chyba, może twórca miał jednak coś innego na myśli?]. I jednocześnie kolejny przykład współczesnego kina, które nie potrafi dopiąć wszystkiego składnie w satysfakcjonujący sposób, co wg mnie spowodowane jest odgórną indolencją twórczą, którą ogranicza politpop. Grzeczny chłopiec jest zatem cały czas grzecznym kinem i ani razu nie dociska gazu na maksa. Intrygujący pomysł wyjściowy, choć dobrze zagrany i, powiedzmy, że dobrze, zrealizowany (współczesna kolorystyka to rak dla kina - w całym filmie są dosłownie dwa ujęcia, które określiłbym mianem ładnych, reszta to tradycyjna szaro-bura sraka o smaku pomarańczy i napoju, który pije bohater w jednej ze scen), rozbija się więc o masę niedopowiedzeń i pytań, które pozostają bez odpowiedzi, choć przecież powinny być częścią katharsis. Tego ostatniego zresztą nie uświadczyłem, choć w postaciach niby zachodzą jakieś zmiany. Graham i Riseborough niewykorzystani. Ta druga głównie snuje się po domu, biała jak papier. Stefek z kolei, choć wydaje się w szczycie formy, trafił na okres wspomnianej indolencji X muzy, więc podejrzewam, że nikt pełnego potencjału tego aktora już nie wykorzysta. A szkoda, bo tutaj widać, że są możliwości. Anson Boon niesie zatem całość na swoich barkach, choć mam problem z poprowadzeniem tej postaci - przedstawiony jako prawdziwy madafaka, ostatecznie jest fasadowym buntownikiem ze związanymi rękami, więc strzelba i tutaj nie wybucha [tutaj dygresja: ten projekt w czasach młodego Brando to byłby prawdziwy killer - już abstrahując od zupełnie innej mentalności tamtych lat]. Polski-niepolski wątek pominę, bo z dupy zupełnej i znowuż: donikąd nie prowadzi, nic nie wnosi do historii. Metraż do przycięcia. Oglądało się nieźle, ale niedosyt spory.

5-6?/10

P.S. Tradycyjnie rozpierdoliła mnie lista podmiotów odpowiadających za finanse. Już kij z tym, że całość dzieje się praktycznie w jednym miejscu, więc za czasów młodego Skolimowskiego (który widnieje jako producent) dałoby się to zrealizować za kilka tysi funtów szterlingów. Ale czemu film dziejący się w Anglii dostał hajs od woj. pomorskiego?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
W ogóle mnie nie ziębi ani grzeje ta zagraniczna kariera Komasy. Nawet wcześniejszej "Rocznicy" nie chciało mi się do tej pory obejrzeć.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
No mnie w ogóle Komasa nie emocjonuje specjalnie, ale z całej kariery - pomijając hype na Miasto 44 swego czasu - ten projekt zapowiadał się w sumie najciekawiej.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Nie będę cię kochać (1973) to polskie zadupie i problemy młodzieży i dorosłych z powodu alkoholu. Smarzowski mógłby się uczyć, tyle powiem, bo skupienie całości na dzieciach i ich perspektywie jest naprawdę przygnębiające i mocne, choć nie ma tutaj praktycznie nic aż nazbyt dosadnego i bezpośredniego. Ot, dziewczynka chodzi do szkoły, ojciec wypije sobie kieliszka z inżynierem bo nie wypada odmówić, potem winko do obiadu i dwa piwka przed snem, takie rzeczy... i on może przestać, może nie pić, bo przecież nie pije dużo i w ogóle co to za awantura. Bluzgów brak, może padnie jedno gdzieś w tle, obrazowych scen rzygania, srania i chlania też brak, tylko zwykła, obyczajowa codzienność za PRLu gdzieś na prowincji.

Na partego może trochę przeszkadza epizodyczność przedstawionych wydarzeń, bo tu jest lekcja w szkole, potem zabawa nad jeziorem, potem wypad do lasu, do knajpy po piwko dla tatusia, z kolegą łódką w trzciny albo motorkiem do miasta obok "na randkę", oczekiwanie na powrót ojca i lęk czy będzie pijany czy nie, albo panika gdy przez szkołę przetoczyła się wieść, że ciężarówka potrąciła pijaka, czy inne takie, ale to tyle, bo całość niosą aktorzy. Naprawdę, dzieciarnia świetnie odegrała swoje role, od irytujących gówniarzy, poprzez pyskate małolaty aż po wioskowego bad boya co ma motorynkę. No fajne to, fajne, a im dalej, tym bardziej depresyjnie, bo u jednej koleżanki widać podbite oko czy rozwaloną warge, kolejną wszyscy pomiatają i wyzywają od najgorszych, inna reaguje agresją na wszystko i praktycznie każda zapowiada, że nie wyjdzie za mąż, bo nie i tyle, a lokalne chłopaki to gorsze jak hipisy :)

8/10, bardzo dobra rzecz, idealnie wyważona moim zdaniem, bez zbędnego epatowania patologią czy brudem.

Odpowiedz
Szczęśliwego Nowego Jorku - dziwny film, po obejrzeniu na dobrą sprawę rozumiem wszystkich wystawiających zarówno 9 jak i 3. Mi się raczej podobało, najntisowy klimacik robi robotę, a i fabuła głupia nie jest - takie tam kilka przerysowanych dni z życia polaków cebulaków na emigracji w USA. Sercem filmu oczywiście monolog Lindy o polskich mordach :D Chociaż mi się bardziej podobał podsumowujący tekst Pazury (w ogóle jaką on ma stylówę! Aż szkoda, że go ostatecznie tak mało) o tym kogo USA zniszczyło: "po pierwsze indianie, po drugie murzyni, po trzecie bizony" :)
Sympatyczne, daję 6/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dystrybucja polskich filmów na świecie Pai-Chi-Wo 9 2,910 04-10-2018, 19:45
Ostatni post: Pai-Chi-Wo
  Efekty dźwiękowe w polskich filmach... pawian 25 9,209 08-08-2007, 08:31
Ostatni post: Massimo



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości