Lust, Caution
#1
Dziwię się, że nikt jeszcze nie założy tego tematu, wszak premierę polską mamy już za sobą. Nie sposób nie zdziwić się, czemu to dzieło pominięto w walce o Oscary, bo jest to filmu, który bez żadnych problemów mógłby zgarnąć najważniejszą statuetkę, gdyby nie to, że nie jest amerykański. Wiele gorszych filmów ją dostawało. Nie znam dokładnego powodu tej oscarowej absencji, problem chyba w tym, że film nie był(jeszcze?) rozpowczechniany w Stanach w odpowiedniej ilości kopie. Kategoria wiekowa też swoje zrobiła. Jednak "sprytni" amerykanie wiedzą że to świetny film i Warner Bros. zapowiedziało remak na 2009 rok. Oczywiście wykastrują połowę fabuły, wstawią kilka obowiązkowych hollywoodzkich scen i pewnie będzie to główny kandydat do oscara 2010. Przeczytać o wrażeniach z filmu polecam w Gazecie Wyborczej (TU). Sobolewski całkiem do rzeczy pisze, więc po co mam pisać tutaj właściwie to samo. Mogę dodać, że film dosyć dziwnie podzielony jest na dwie części, dwie próby uwiedzenia pana Yee, jednak jak dla mnie połączenie ich jest troche naciągane, nie w pełni satysfakcjonujące. Albo inaczej mówiąc odstaje poziomem od całej reszty filmu, która jest perfekcyjna. Aktorstwo jest na najwyższym poziomie, wschodnia kultura już taka jest że mało się o uczuciach mówi, więc trzeba wszystko wyrazić za pomocą gestów i mimiki twarzy, co utrudnia aktorom robotę, jednak tutaj nie zauważyłem żadnego potknięcia, każdy, nawet najmniejszy uśmiech ma swoje uzasadnienie w uczuciach bohaterów, oglądanie ich jest czystą przyjemnością. O zdjęciach, muzyce, kostiumach, charakteryzacji nawet nie ma co wspominać bo ograniczałoby się to do sypania samymi pochwałami. Gdybym miał oceniać, to tak między 9, a 10. Potrzebna mi powtórka...

[Obrazek: beztytuurl6.jpg]

Odpowiedz
#2
a na jakiej podstawie twierdzisz, ze ten film pominięto w walce o oscary? nominacji jeszcze nie ogłosili, poza tym nominacja za film zagraniczny pewna jak w banku (aczkolwiek faworytem będzie wspaniały "motyl i skafander")

Odpowiedz
#3
marc napisał(a):a na jakiej podstawie twierdzisz, ze ten film pominięto w walce o oscary? nominacji jeszcze nie ogłosili, poza tym nominacja za film zagraniczny pewna jak w banku (aczkolwiek faworytem będzie wspaniały "motyl i skafander")

'lust, caution' na 100% NIE dostanie nominacji do oskara nieanglojezycznego - tajwan nie mogl go zglosic ze wzgledu na niewielki udzial tego kraju w produkcji filmu, a jest taka gluuupia (lagodnie mowiac) zasada w oskarach, ze filmy niezgloszone nie sa brane pod uwage.

sam film mnie nie ruszyl, a przynajmniej nie na tyle, zebym mogl uwazac go za arcydzielo (zloty lew zobowiazuje). tony leung chiu wai zagral ge-nial-nie, ale cala reszta - tylko dobra.

p.s. 'motyla i skafandra' nie ma chyba na skroconej liscie do nominacji - trzeba by to sprawdzic

Odpowiedz
#4
TU jest lista filmów które mogą być nominowane. "Lust, Caution" oraz "Motyla i skafandra" na niej nie ma...

Film jest bardzo wyraźnie azjatycki, jest nakręcony z zupełnie niezachodnią wrażliwością, kluczowe momenty nie są szczególnie podkreślane np. przez muzykę. Zauważ, że w kulminacyjnej można powiedzieć scenie gdy
. Nie jest to film w stylu tych, które olśniewają zaraz po seansie, tylko docenia się go(przynajmniej ja tak miałem), gdy się o nim troche pomyśli i usiłuje się go podsumować. Podobnie miałem z "Brockeback Mountain".

Odpowiedz
#5
Jeśli chodzi o budowanie napięcia to bardzo przypomina mi "Brokeback Mountain". Widzimy niesamowicie silne napięcie erotyczne, przeradzające się w trudne do opanowania pożądanie, a potem widzimy seks. Seks sprowadzony tylko i wyłącznie do kamasutry. Ani tu ani w "BM" nie ma według mnie miłości; dostrzega się tylko lub aż, niesamowicie silne, niszczące, totalnie pochłaniające pożądanie. Piekniejsze i niosące większą zgubę od miłości. Dużo ciekawsze i bardziej tragiczne. A najbardziej fascynujące i zarazem przedziwne jest to, w jaki sposób mimo ogromu emocji, oba filmy a "Lust,Caution" szczególnie - emanują chłodem.
Ale to jest w twórczości Anga Lee takie pochłaniające i sprawia, że nie jest "Lust, Caution" kolejnym wyświechtanym melodramatem miłosnym, choć z pozoru mogło by się tak wydawać. Dostajemy dramat bez miłości, dramat pragnienia cielesnego spełnienia, cielesnego uzależnienia, niewolnictwa, poddania... Niesamowicie ciężki do ukazania temat, w tym przypadku zrealizowany bezbłędnie. Właśnie to wspomniane napięcie struny do granic możliwości, ale nie pozwolenie jej na pęknięcie działa tak, że nie da się płakać, ale nie da się też tak po prostu przejść obok tego obojętnie.

Odpowiedz
#6
Sądzisz że to co było między kowbojami oraz między Wong i Yee to nie była miłość?? Oczywiście definicji miłości jest pewnie tyle ilu ludzi probujących ją ułożyć, więc ciężko jednoznacznie wyrokować czy bohaterami tych dwóch filmów kieruje tylko proste pożądanie. Sądzę, że Lee po prostu chciał wymusić na widzu refleksję na temat tego czy pożądanie to miłość i czy dla niego też można poświęcić wiele, jak dla miłości, bo przecież w tym przypadku pożądanie zwyciężyło, Wong zdecydowała, że woli zniweczyć zamach na Yee. Gdyby nie taki charakter ich związku powiedzielibyśmy "miłość zwyciężyła i okazała się najważniejsza", a teraz musimy powiedzieć, że to pożądanie zwyciężyło. Według mnie Lee pokazuje, że pożądanie może być czymś równie ważnym co miłość, może wpływać na nasze najważniejsze decyzje życiowe, reżyser w jakimś stopniu zrównuje miłość z pożądaniem, jego postacie zachowują się dokładnie tak jakby były ogarnięte jakimś potężnym uczuciem, jakby wpadły w jego pułapkę, taki stan można nazwać miłością, a to że akurat tym ludziom chodzi głównie o seks to nie robi różnicy.

Odpowiedz
#7
Dokładnie o to mi chodzi.
Filmy Lee pokazują, że wcale niekoniecznie z miłości można zrobić dużo głupich rzeczy, że pożądanie również może sterować naszym losem i wywierać dużo bardziej niszczycielski wpływ.
Nie będę się na siłe sprzeczać, jeśli ktoś nazwie to jakimś rodzajem miłości, ale jednak w filmach Anga Lee uczucie to znacznie odbiega od standardowego postrzegania. Bo jeśli takie rzeczy dzieją się na poziomie duchowym to jakoś łatwiej nam sobie wyobrazić, że miłość może zmieniać życie, determinować decyzje i wywierać tak silny wpływ na człowieka. A skoro w BM czy L.C dzieje się to na poziomie czysto fizycznym, wręcz fizjologicznym, to otrzymujemy dużo bardziej wstrząsający i trudny do oceny moralnej wizerunek uczucia, które łączy dwoje ludzi. I to jest takie wstrząsające i piękne w tych filmach.

Odpowiedz
#8
Ty twierdzisz że sfera duchowa(np. miłość) wpływa na podejmowane przez nas decyzje, ok. Według mnie Lee dorzuca do tego jeszcze jeden element i wygląda to tak: pożądanie determinuje miłość, która wpływa na decyzje, czyli całe życie.

Aha, no i u Anga Lee ciężko mówić w ogóle o jakimś standartowym postrzeganiu uczuć, zwłaszcza z pozycji europejczyków. Trzeba pamiętać, że to nie nasza kultura jest w tym filmie przedstawiona.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości