Ukończyłem Mafia: The Old Country robiąc 60% achievementów przy pierwszym podejściu na poziomie normal.
Na początek odpowiedź na pytanie - czym ta gra nie jest? Nie jest open worldem na miarę Mafia III z zadaniami pobocznymi czy GTA, ale to wciąż otwarty świat który jest w 100% podyktowany fabule. Rozmiar mapy to takie 2,5x2,5 km więc nie grozi nam szukanie znajdziek, ukrytych lokacji itd. bo tego zwyczajnie nie ma. Co więcej, okazji aby zboczyć z drogi i pochodzić po sycylijskich wioskach nie ma zbyt wiele tak naprawdę, a i sama gra (mądrze) nie prowokuje ku temu. Strukturalnie i pod względem mechaniki to taka Mafia II wymieszana z Mafia III, ale nie w mieście tylko na włoskiej wsi, sadach, ruinach itd. Z tego pierwszego bierze podział na rozdziały, sposób opowiadania fabuły, a z drugiej gunplay. Gdybym miał się przyczepić to ma to vibe gry rodem z 2011-2012 roku, ale mi taki oldskul nawet się podobał.
Fabuła - to wręcz klasyczne mob story, gdzie podążamy śladami Enzo Favary, włoskiego niewolnika w kopalni, który cudem unika śmierci i ucieka przed przemocowymi właścicielami. Trafia przypadkiem do willi Don Torrisiego i tak powoli pnie się w drabince rodzinnych gansterów. Spoko bohater, chociaż Lincoln Clay z trójki wciąż lepszy (zwłaszcza w duecie z Donovanem). Ale cała eka Torrisich jest naprawdę dobra, a już Tino to już w głosie ma wypisane "jestem kawałem ch*ja". Jedyny minus z całej rodziny to postać kobieca, której poświęca się naprawdę sporo czasu (wiadomo do czego to prowadzi), a która wygląda bardziej jak cyganka niż rodowita Włoszka. Historia jest też w 99% poważna, raczej nie ma tu zbyt wielu żartów (zdarzają się pojedyncze, pijańskie wtręty, ale nie jest to takie "edgy" jak w GTA). Wielu graczom nie podoba się finał, ale chyba trzeba mieć oczy na dupie, żeby nie przewidzieć, że pewien element widoczny już w pierwszym rozdziale nie będzie kluczowy na koniec.
I mi zmiana klimatu na lekko pompejską, gdzie wszyscy walczą o przeżycie przy wulkanie jest ok bo po prostu czuć, że to yebnie
Są też znajdzki - jakieś figurki, kawałki artykułów oraz fragmenty amuletów i jakieś obrazy świętych. Z perspektywy gameplaya tylko amulety mają sens bo lekko wpływają na umiejętności bohatera (przydaje się zwłaszcza zestaw wisiorków do powiększenia magazynków). Reszta to kosmetyka, nawet ich nie ruszałem (a wystarczy coś kupić dla konia i dostaje się aczika...).
I jeszcze walki na noże - będę ich zwolennikiem, bo są fajne, krwawe.
Co na minus:
- gra nie jest przesadnie długa. Jeśli nie szukasz bajerków, nie pstrykasz fotek to spokojnie zmieścisz się w 15-16 godzinach. U mnie pękły 23, ale tylko dlatego bo nie śpieszyłem się .
- gra oferuje kilka elementów które mają rozbudować świat np. szef zbrojowni oferuje wykup broni, ale nie różnią się one od tych, które można wziąć na pierwszym lepszym denacie. Co więcej, gdy na pewnym etapie fabuły pojawia się oręż z Ameryki to jest on tak OP, że zabijanie hord wrogów robi się banalne.
- fabuła jest przyjemna, ale wydaje mi się trochę źle zbalansowana. Potrafi się długo rozwijać, a na koniec trochę za szybko przechodzi do sedna. Moją największą wątpliwość daję w spojler:
Decyzja Torrisiego aby odjebać Enzo bo ten zapłodnił mu córkę jest dla mnie idiotyczna, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę co Enzo zrobił dla całej rodzinki i jakich wrogów skasował SAMODZIELNIE. Enzo byłby idealnym zięciem, z kopalnią w posagu, wszyscy mogli się ładnie ustawić do momentu, gdy w okolicy pojawi się nowy baron.
- gra wyszła w słabym stanie technicznym. UE5 niestety jest tak ociężały, że nawet przy takiej wyzutej z ficzerów grze (no bo to nawet nie ma 1/10 rzeczy jakie mają GTA sprzed 20 lat!) bywają momenty ze mocnymi spadkami i lagami. Grafika jest ładna, ale nie jest to też jakiś przełom.
- pisałem o konstrukcji gry rodem z 2011 roku? No to sobie wyobraźcie, że gra jest tak oskryptowana, że podchodząc odpowiednio blisko do 2 rozmawiających wrogów wystarczy chwilę poczekać i obaj ładnie się rozejdą w taki sposób, że eliminacja ich jest banalna. TAK JEST ZAWSZE.
- walka na noże jest fajna, ale jest tu o 2 pojedynki za dużo. Niektóre wstępy do walki wyglądają jak Naga Broń z Nielsenem.
Werdykt - daję 7/10. Zagrajcie za rok jak to połatają i dają w 50% przecenie.
No i może wyjdzie jakieś DLC uzupełniające główną fabułe bo tu akurat potencjał jest spory. Białych plam w historii jest sporo.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.