Coś gdzieś ostatnio była tu jakaś dyskusja o Pearl Harbor, więc naszło mnie na pierwszą powtórkę od czasów kina, z którego wyszedłem rozczarowany. No i cóż, pora się z filmem przeprosić. Wygląda bowiem jak milion dolarów, co w dużej mierze odbija się pozytywnie na seansie (w 4K by ten film miażdżył), który zlatuje całkiem szybko i przyjemnie - dopiero ostatnie pół godziny było nudnawe i zwyczajnie przebajerzone fabularnie, no i chyba ogólnie niepotrzebnie. Z wcześniejszymi dwoma godzinami, zwieńczonymi kapitalną sceną ataku, nie mam żadnego problemu. Jasne, jest to trochę kalka z Armageddonu, ale cały ten wątek romansowy jest po prostu uroczy i dobrze sfilmowany. Gorzej, gdy przychodzi do realacji Afflecka z Hartnettem - ten nie istnieje, przez co brakuje finałowi dramaturgii i staje się niezamierzoną parodią. Niemniej do momentu ataku jest to naprawdę solidne patrzydło z mega obsadą (nawet zapomniałem, że gra tu Shannon - fajna rola w sumie). Jasne, że można narzekać na to, że Bay postawił na fikcję zamiast na dokumentalne odwzorowanie historii ze zbiorowym bohaterem, ale biorąc pod uwagę, że takie filmy zrobiono już wcześniej, to można to zbyć naprawdę lekką ręką. Oczywiście, że można to było lepiej rozpisać, zwłaszcza przy takim metrażu do dyspozycji. Ale też nie jest tak tragicznie jak zapamiętałem. Tak w ogóle to chyba ostatnia tak duża wojenna produkcja Hollywoodu nakręcona "po bożemu" - z pomocą kompa rzecz jasna, ale naprawdę minimalną. Ocena zdecydowanie idzie w górę: 7/10 (gdzie 10/10 dla samego ataku i 5-6 dla reszty).
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
14-11-2022, 00:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-11-2022, 00:20 przez Mefisto.)







