20-05-2026, 07:22
|
Mortal Kombat
|
|
O ironio, przeniesiono premierę na maj, żeby zarobić więcej, a mam wrażenie, że zabito tym hajp z zeszłego roku
I konkurencja chyba tez jednak ostrzejsza była teraz.
20-05-2026, 08:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-05-2026, 08:32 przez Gieferg.)
Zdecydowany MVP drugiego filmu. Chętnie obejrzałbym jakis spin-off z nim w stylu "Desperado" jak sobie podróżuje po tych różnych światach czy zaświatach i gra na gitarze :)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
20-05-2026, 17:44
Zapomniałem napisać jak FATALNY ma ryj.
Ale wstrzymam się do 2. seansu.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 20-05-2026, 19:33
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
20-05-2026, 19:40
Przeklęte Koleje Śląskie, przez nie pierwszy raz w życiu spóźniłem się na film do kina. Pociągi jeżdżą teraz tak, że w sumie cały podany rozkład jazdy można wyrzucić do śmieci. Tylko jeden Bóg wie teraz, o której dany pociąg przyjedzie i kiedy będzie u celu. Mój spóźnił się o 23 minuty, a do Katowic zamiast 14 minut (jak według rozkładu) jechał dłużej niż pół godziny. Efekt był taki, że kiedy wreszcie dotoczył się do Katowic, właśnie zaczynał się mój seans. Brat uznał, że pewnie dadzą pół godziny reklam, to jeszcze może zdążymy. Następny seans z napisami (ponieważ chrzanić dubbing) miał być dopiero za pięć godzin, a co można robić przez tyle czasu w Kato? Więc podjęliśmy wyzwanie i biegliśmy jak jacyś frajerzy sprintem z dworca do Silesia City Center - a ja mam 39 lat i astmę, więc dla mojego organizmu to nie była łatwa przebieżka. Całe szczęście, że poza nami nikogo więcej nie było na sali kinowej, bo inaczej biedni niewinni widzowie musieliby wdychać mój pot i słuchać, jak rzężę niczym stary gruźlik. Okazało się, że blok reklamowy przed filmem ma około 20 minut, a nie pół godziny. Spóźniliśmy się na film o około dwie minuty - sprawdziłem po powrocie w jakiejś kamerówce na CDA, z azjatyckimi napisami, że ominęła nas scena, w której ojciec daje Kitanie wisiorek, oraz nieduża część jej początkowej narracji. Więc w sumie nie ma tragedii, ale i tak hejtuję Koleje Śląskie. Znajdę je gdzieś w internecie i wystawię im jedną gwiazdkę. Następnym razem jadę autobusem.
O samym filmie mam mniej do powiedzenia. Dobra zabawa i tyle. Nie oczekuję nie wiadomo jakiej fabuły. To "Mortal Kombat" - mają się fajnie naparzać. A naparzali się całkiem fajnie. Ogólnie sequel lepszy niż pierwsza część (choć jedynka akurat też dla mnie ogólnie wychodzi na plus). I nie powiedziałbym, że to "historia Kitany". Czas ekranowy jest rozdzielony na ileś postaci i w zasadzie chyba nawet nie ma tu jednego głównego bohatera. Oczywiście Cage i Kitana faktycznie się tu wybijają na pierwszy plan, ale nie sądzę, że ona go przyćmiewa. Tym, co piszą, że to ona jest tą najgłówniejszą postacią, chodzi pewnie o to, . Tak że, podobnie jak Gieferg, wyszedłem z seansu zadowolony. Dodatkowy plusik za to, że "Techno Syndrome" na napisach tym razem podali w bardziej klasycznym brzmieniu, bo ten remiks, jaki dali w pierwszej części, nie był za dobry. Czy są minusy? Jak dla mnie film mógłby być dłuższy, miałem wrażenie, że historia dzieje się ciut za szybko, ale to pewnie subiektywne odczucie. W zasadzie ostatnio coraz więcej filmów wydaje mi się za krótkich. Walki oczywiście mi się podobały, ale niektóre momenty mi zgrzytały - domyślam się, że próbowano odtworzyć ruchy postaci z gier (nigdy nie grałem, dlatego piszę, że to tylko moje domysły, a nie pewnik), a to nie zawsze pasowało. Przede wszystkim wyglądało niedorzecznie w końcówce walki z Baraką, kiedy Cage przez długi czas macha łapami w powietrzu jak pajac, nie zadając żadnego ciosu, a jego przeciwnik również w tym momencie nie atakuje, jakby... no nie wiem... zdekoncentrowany tym machaniem łapami? Czy Johnny Cage ma hipnotyzujące ręce? To jest jego moc? Mam też wrażenie, że 27-05-2026, 16:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-05-2026, 16:55 przez al_jarid.)
Niby tak, z drugiej strony gdyby Shao Kahn nie oszukiwał jadąc na czitach to przecież Cole by go dosyć łatwo i brutalnie pokonał a film by się szybko skończył :)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
27-05-2026, 17:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-05-2026, 17:26 przez slepy51.)
I ja też wróciłem z kina. Późniejszy seans, bo pierwszy był o 15:00, a ja byłem w pracy (i poza tym był to seans z dubbingiem. A tym razem skorzystałem z wolności wyboru i chciałem napisy). Tyle wstępem:
W przypadku tego filmowego Mortala tym razem to sequel jest lepszy. Wreszcie mamy ten turniej i co jakiś czas są walki. Fabuła pretekstowa i przewidywalna, ale nikt nie idzie dla meandrów scenariuszowych. Sądziłem, że więcej będzie nowych twarzy. No bo rozumiem, że Noob Saibot wraca, ale czemu I słusznie czułem (właściwie to każdy czuł), że Jakiś Koleś kipnie, przy czym faktycznie mogli to zrobić mniej przewidywalnym Oczywiście gra aktorska kiepsko-przeciętna, ale wyjątkowo uderzył mnie Urban jako Johnny Kurwa Cage. Nie wiem czy celowo grał kiepsko, w nawiązaniu do innych upośledzonych aktorskich fajterów? I ta reklamówka w założeniu powinna być z lat 90., czyli ziarnista taśma, KOLOR, i odmłodzony cyfrowo Urban. Skoro na początku dają zaczątek jak z Betamaxa. Co też zauważyłem, że rywale w walkach są jednorodni - Jax kontra Jade, czyli oboje czarni; Sonya kontra Sidel, czyli obie kobiety. Też ciągnie w dół strona wizualna w pozbawionych ciemnych kolorach czy osadzenie walk w nędznych miejscówki jak uliczki z disneyowskiego Pinokia. Komputerowa krew też nie robi wrażenia i w zasadzie jest jeden pomysłowy zgon, Generalnie jestem zadowolony z seansu (zwłaszcza, że była oryginalna techno-muza na napisach wykrzykująca imiona postaci przy wyświetlaniu ich aktorów) i jak będzie potencjalny sequel, to z chęcią ujrzę - pewnie w trójce będziemy spodziewać cyborgów, innych kolorowych nindżów i Strykera :)? 6/10 EDIT: Kitana jest 100% razy lepsza od wersji z 1995-1997. I ma lepszy kostium (bo tamten był fatalny). EDIT2: Uroczy in-joke, kiedy Cage myśląc, że Raiden to cosplayowiec, pyta czy kostium nawiązuje do Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy. 28-05-2026, 23:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-05-2026, 23:58 przez OGPUEE.) Cytat: w zasadzie jest jeden pomysłowy zgon, "pomysłowe zgony" w grach spod znaku MK od lat oznaczają nic innego jak "przekombinowane zgony". a tego mi (jako komuś, kto najbardziej lubił dwie pierwsze części gry) do szczęścia nie potrzeba. I tak, ten wymieniony zgon jest przekombinowany. 29-05-2026, 03:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-05-2026, 03:26 przez Gieferg.)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
11-06-2026, 00:58
Zamiast wrzucać fimiki, których i tak nikt nie ogląda może swoją opinię byś w końcu przedstawił? :P
11-06-2026, 03:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-06-2026, 03:28 przez Gieferg.)
Jak nikt nie ogląda? Ja obejrzałem :)
Co do filmu to nie wiem za bardzo, co miałbym napisać, co jeszcze tutaj nie padło. Grałem kiedyś w gierkę na Segę i na tym moja znajomość marki się kończy, film z 1995 roku najlepszy ale to też nic wybitnego, taka bardziej 90-tisowa kalka "Wejścia smoka". Ten poprzedni "Mortal Kombat" strasznie mnie rozczarował, tutaj naprawili większość jego błędów i powiedziałbym, że to całkiem przyzwoita rozrywka, ale nadal słabsza od tego co Paul W.S. Anderson zmontował te ponad 30 la temu. Fajnie się ogląda, klepią się po mordach choć oczekiwałbym ciut ciekawszej choreografii walk - ta bitka z Baraką była fajna bo miała jakąś historię, ciekawą strukturę i wykorzystanie otaczającego bohaterów terenu, czego zabrakło mi trochę w pozostałych naparzankach. Znów, w 95' było to momentami o wiele ciekawiej zrobione, a to też nie jest najlepsze turniejowe kino kopane w historii. Kitana mi się podobała, ta cała jej historia i zaszłości z Shao Khanem to trochę kopia tego co było w "Avengers: Infinity War" między Thanosem a Gamorą ale jakoś to działało, do tego aktorka bardzo ładna a to zawsze w dzisiejszych czasach plus. Johnny Cage też ok, ten starszy Karl Urban to zawsze plus do charyzmy i ogólnej fajności filmu, resztę w większości już widzieliśmy w tym wcześniejszym obrazku i nie ma tam za bardzo nikogo, kto byłby lepszy od swojej wersji sprzed 31 lat. Osobiście wolałbym, żeby Joe Taslima było więcej bo jest on tutaj raczej zmarnowany, a gość jest według mnie mistrzem kina kopanego i nie mogę się doczekać zbliżającego się "The Furious", który zbiera zajebiste recki i jest podobno rewelacyjny. Boli trochę, że z Shao Khana zrobili takiego leszcza, bo gość przedstawiany jest jako to wielkie zagrożenie a bez kodów wygrywa w sumie tylko pierwszą walkę. Ale Martyn Ford jest odpowiednio duży dlatego przynajmniej pod względem wyglądu jest w porządku. Fabuła sztampowa i szczerze mówiąc niezbyt interesująca, ale z drugiej strony w końcu mamy turniej, chociaż wolałbym, żeby te zasady były jakoś bardziej ogarnięte, bo nie wszystko co działa w gierkach będzie działało w filmie i rozumiem, czemu to wygląda tak jak wygląda ale to randomowe dobieranie bijących się w różnych randomowych momentach nie do końca według mnie się tutaj sprawdza. No ale znowu, wiem że miało to odzwierciedlać grę. Wizualnie cudów nie ma, za dużo CGI teł a za mało miejscówek w stylu tej wioski Baraki, która jest jak najbardziej prawdziwa i namacalna, niektóre walki tracą na efektowności właśnie przez biedną scenografię chociaż znowu, ponoć odzwierciedla to w jakimś stopniu te nowe gry, w które nigdy nie grałem i nie zagram. Twórcy powinni pod tym względem wziąć przykład choćby z hongkońskiego kina kopanego z Jackie'm Chanem, w którym wykorzystywanie scenografii do walk było na porządku dziennym i sprawiało, że te napierdalanki było zwyczajnie dużo bardziej interesujące. I tak w większości narzekam ale ogląda się to przyjemnie, no jest to czystej wody fan serwis i bardzo dobrze, choć ja oczekiwałbym mimo wszystko właśnie tych bardziej pokombinowanych i dużo ciekawszych pod względem choreografii walk. Jeśli miałbym ocenić to dałbym takie mocne 6, może 6,5/10. Film Andersona ciągle najlepszy w serii, tak na 7,5, może nawet 8 za zajebistą muzę i kultowy soundtrack. No i między innymi dlatego nie ogarniam też, czemu ciągle kombinują z normalnym soundtrackiem i zwykłą orkiestrową muzą chociaż obrazek z 95' pokazał, jakie dźwięki w przypadku ekranizacji tej serii działają najlepiej. Tam to połączenie elektroniki z metalowym przypierdolem sprawdzało się rewelacyjnie i nie wiem, czemu po prostu nie wezmą przykładu i nie zrobią podobnie tutaj, w kopiowaniu od lepszych nie ma przecież niczego złego. A tu znów, kultowy motyw, dodatkowo nie wiedzieć czemu zremiksowany do gorszej wersji pojawia się tylko na napisach końcowych. Twórcy powinni sobie przypomnieć walkę Reptile'a z Liu Kangiem i ogarnąć, ile tam dawał ten znakomity "Control" autorstwa Traci Lords: I wiadomo, tam też mieliśmy muzę George'a S. Clintona ale po pierwsze była ona dużo lepsza i bardziej klimatyczna od tego co dostaliśmy tutaj, po drugie było to wszystko świetnie wymieszane z tymi utworami, o których pisałem wcześniej. Może być taka krótka opinia? ;)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
11-06-2026, 11:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-06-2026, 12:06 przez slepy51.)
Może być :)
Po wyjściu z kina z He-Mana zapytałem żonę i córkę (15) co lepsze - He-Man czy Mortal (oba te filmy mają w sumie całkiem sporo wspólnego) i obie stwierdziły, że Mortal ale ogólnie to były zadowolone z obu filmów - uznaje to za swój sukces w zakresie szkolenia z podejścia do kina, szczególnie, że żona zanim mnie poznała to jednak gustowała w ambitniejszych rzeczach (jest po kulturoznawstwie tak w ogóle) i choć da się z nią oglądać wszystko to akurat Mortal Kombat (włącznie z filmem z 95 roku) dalej ją przeważnie usypiał. Z kolei córa jest przeszkolona również w zakresie grania w Mortala, a Kitana to w ogóle jej ulubiona postać, więc tak a nie inaczej skonstruowany film musiał się podobać. Cytat:Kitana mi się podobała, ta cała jej historia i zaszłości z Shao Khanem to trochę kopia tego co było w "Avengers: Infinity War" między Thanosem a GamorąFakt, ale że motyw z KItaną i Shao w takiej czy innej postaci znałem na długo przed Infinity War, w ogóle mi to nie przeszkadza. Cytat: a to też nie jest najlepsze turniejowe kino kopane w historii. Z ciekawości - jakie jest najlepsze turniejowe kino kopane w historii? Od razu dodam - lubię The Quest, nie przepadam za Bloodsport. 11-06-2026, 11:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-06-2026, 12:06 przez Gieferg.)
No dla mnie ciągle będzie to "Bloodsport", mam ogromny sentyment do tego filmu, rewelacyjna jest w nim muza i to jest jeden z tych filmów, które są tak skonstruowane, że możesz oglądać go co jakiś czas i choć znasz go na pamięć to i tak ogląda się go tak samo dobrze. Pewnie "Wejście smoka" można by dorzucić, chociaż "Quest" też byłoby w porządku, gdyby bardziej skupić się na stronie turniejowej a wyjebać ten przygodowy wątek Rogera Moore'a albo tej przeszłości bohatera granego przez Van Damme'a. Coś mi się kojarzy, że za bardzo rozbuchane to wszystko było i strona turniejowa traciła na tym sporo, bo tam zdaje się ego Van Damme'a wjechało na pełnej i gość chciał zrobić swoje opus magnum i się trochę pogubił. A i jeszcze nie pasił mi do końca ten ostatni przeciwnik, którego grał brat Michela Abdel Qissi - w "Lionheart" jako Attila wyglądał dużo groźniej, tutaj jakoś nie do końca kupiłem, że to niby taki wielki kozak. Z drugiej strony dawno nie widziałem i musiałbym sobie powtórzyć, być może dziś odebrałbym to wszystko zupełnie inaczej. Ogólnie jakby się tak nad tym zastanowić, to nie ma takich typowo turniejowych filmów zbyt dużo, dwa lata temu próbowali wskrzesić tego typu kino i zrobili to "The Last Kumite" ale według mnie nie był to zbyt udany film, jedyne co w nim było świetne to piosenki Stana Busha i muza Paula Herzoga, poza tym szkoda sobie tym zawracać gitarę.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
11-06-2026, 12:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-06-2026, 13:09 przez slepy51.)
W The Quest na dobrą sprawę z całego turnieju najmniej lubię walki Van Damme'a i te z udziałem głównego bossa, a już całkiem najmniej tę finałową. Ale ogólnie fajny klimat, trochę taki Mortalowy właśnie.
Za Wejściem smoka też jakoś specjalnie nie przepadam. Zycie Bruce'a Lee to dużo ciekawszy temat niż wszystkie filmy jakie zrobił. Co do turnieju w MKII, przynajmniej jest tu jakakolwiek organizacja walk, w MK95 było bardziej na zasadzie: "dajcie Johnny'emu i Sonyi po jednym przeciwniku, a Liu niech walczy z całą resztą. Nawet jak Johnny chce walczyć z Goro Shang mówi, że nie on miał z nim teraz walczyć (bo pewnie miał walczyć Liu :P). Aż się przypomina to: (tyle że tu akurat Cage dostaje rolę, którą w filmie miał Liu). 11-06-2026, 13:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-06-2026, 13:35 przez Gieferg.)
Jeśli uznać Lwie serce z Van Damme za turniejowe kino kopane to dla mnie najlepszy film z tego gatunku. Niepopularna opinia, ale nigdy nie przepadałem za Krwawym sportem, wolę Quest i Kickboxer (w sumie to też turniejowy film). A jest jeszcze Nieustraszony z Jetem Li, który jest dziś trochę zapomniany.
12-06-2026, 01:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-06-2026, 01:48 przez michax.)
Niepopularna? Myślałem, że to standardowa opinia, zwłaszcza, że ją w pełni podzielam :D
12-06-2026, 10:38 michax napisał(a):Jeśli uznać Lwie serce z Van Damme za turniejowe kino kopane to dla mnie najlepszy film z tego gatunku. Niepopularna opinia, ale nigdy nie przepadałem za Krwawym sportem, wolę Quest i Kickboxer (w sumie to też turniejowy film). A jest jeszcze Nieustraszony z Jetem Li, który jest dziś trochę zapomniany. Ani "Lwie serce" ani "Kickboxer" to nie są turniejowe filmy tylko filmy, w którym się biją i są walki. W pierwszym masz po prostu organizowane gdzieś przez przez bogoli randomowe nielegalne napierdalanki, w drugim typ się bije i ginie, potem jego brat trenuje i bije się z gościem, który zabił mu brata - nie ma w nich żadnego turnieju. Żeby film był turniejowy to, jak sama jego nazwa wskazuje, musi być jakaś eka bohaterów, która bierze udział w jakimś turnieju, który gdzieś się odbywa. Na przykład pierwszy "Karate Kid" jest takim filmem a drugi nie. Żeby "Lwie serce" spełniał tę definicję to jego fabuła musiałaby tam być bardziej w stylu tej z "Shootfightera" na przykład. Też masz organizowane nielegalne walki ale odbywa się to co roku w formie turniejowej na zasadzie, że przegrany ginie. Z takich bardziej znanych filmów turniejowych można wymienić też takie obrazki jak "Best of the Best", "Undisputed 3" albo nawet "Sidekicks". W sumie jak się tak nad tym zastanowiłem, to dałbym na pierwszym miejscu razem z "Bloodsport" "Warriora" z Hardym - to jest przecież fenomenalne kino turniejowe a nie wiedzieć czemu o nim zapomniałem, odruchowo myślami szukałem chyba gdzieś wśród tych bardziej obskurnych, VHS-owych klasyków. A odnośnie samego "Lionheart" to jest raczej oczywiste, że to pierwsza trójka najlepszych filmów z Van Damme'm razem z "Hard Target" i "Bloodsport".
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
12-06-2026, 11:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-06-2026, 12:26 przez slepy51.) (12-06-2026, 01:43)michax napisał(a): Niepopularna opinia, ale nigdy nie przepadałem za Krwawym sportem, Chcesz niepopularną opinię? Walki w "Bloodsport 2" są lepsze niż w jedynce.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 12-06-2026, 15:29 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |

Spoiler




