06-01-2008, 19:03
|
No Country for old men. (SPOILERY)
|
|
nic takiego nie wyjdzie. po drugim seansie NCFOM awansował u mnie do rangi klasyki. to prawdziwe wyzwanie. muszę rozgryźć ten film, inaczej nie będę mógł zasnąć :) to taki typowy przykład amerykańskiego geniuszu: na bazie kryminalnej/sensacyjnej intrygi dla plebsu budujemy coś, czego nie widać.
Zwróć uwagę, że żartowałem. A miałem na myśli to, że początkowo już pisałeś, że coś tu nie pasuje, a potem już o potencjalnym zgrzycie :) Ale spokojnie, nie tłumacz -- ja dobrze rozumiem. Takie sobie tylko robię podśmiechujki.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
06-01-2008, 19:27
spoko, zwróciłem :)
początkowo pisałem, że nie ma zgrzytów i nadal to podtrzymuje. pod względem realizacji, logiki działania bohaterów, mechaniki przyczynowo-skutkowej film pracuje na wysoki połysk. mówiąc o zgrzycie, miałem na myśli... zresztą dobrze wiesz, co miałem na myśli :) 06-01-2008, 19:31 Negrin napisał(a):Szeryf wyraźnie nie znajduje się w otaczającej go rzeczywistości. To nie jest już jego świat. to nie takie proste. szeryf nie odkrył, że w domu obok młoda matka mordowała noworodki i upychała zwłoki do beczek po kiszonej kapuście. nie stało sie nic, co mogłoby zachwiać fundamentami jego wiary. pomimo tego wyczuwamy w jego glosie apatie. postać szeryfa jest rzeczywiście zagadkowa. opowiada o złym świecie, a w tle rozgrywają się wydarzenia, które ze światem mają niewiele wspólnego. oto bowiem gdzieś na zadupiu powystrzelało sie kilku kolesi. przypadkowy ranczer odnalazł walizke z forsą i sprowadził na siebie nieszczęście. w ślad za nim ruszył łowca głów z butlą gazu - postać raczej niespotykana w normalnym świecie (jak John Ryder z Autostopowicza). powiedzcie mi teraz: jak czesto natrafiacie na pickupa uginajacego sie pod ciezarem koki albo znajdujecie dwa miliony dolarów? mój rekord to 50 złotych, a kokainy w życiu na oczy nie widziałem. trudno uznać sytuacje, w której znalazł sie Moss za uniwersalna, prawda? co robią Coenowie? Coenowie rozbudowują ów pomysł i kręcą niesamowity, niemal surrealistyczny film, w którym czegoś jednak brakuje - brakuje tropów, wskazujących, że fabuła = przypowieść. z drugiej strony minęło raptem 48 godzin odkąd po raz pierwszy zobaczyłem NCFOM. wielu rzeczy nie potrafie wyjaśnić: jakie jest znaczenie tytułu? jaki jest sens końcowej rozmowy szeryfa ze staruszkiem na wózku? wreszcie: jak odczytać sen o ojcu wiozącym ogień? 06-01-2008, 20:47
podejrzewam, że rozwiązanie Twojego problemu podał już Negrin. świat się zmienia, ludzie stają się coraz gorsi, dzieci nie mówią już "proszę pana". to nie jest kraj dla starych ludzi. nie ma w nim dla nich miejsca, a oni sami, nie potrafią się już w nim odnaleźć. zwróć uwagę, że każdy starszy facet w tym filmie ma zmęczony wyraz twarzy.
tak mi się wydaje. że rozwiązanie jest proste, ale podane w bardzo mylący sposób, właśnie po to, żebyśmy uruchomili szare komórki. a im dłużej nad tym się zastanawiamy, tym większy mamy w głowie mętlik. a tytuł mówi nam wszystko, choć ciężko w to uwierzyć. wiem, że uznasz, że to zbyt proste. ale kurde, jeśli nie o tym jest ten film, to o czym? :)
Aktualnie rządzi: ja
06-01-2008, 21:39
Moss wcale nie był taki stary. 45 lat góra.
Mush Room napisał(a):świat się zmienia, ludzie stają się coraz gorsi, dzieci nie mówią już "proszę pana". bez jaj :) serio? :) niedawno jakiś młokos nazwał moją babcię "kulawą raszplą". chyba nakrece film o tym, jaki to świat jest zły, a młodzież zepsuta :) są trzy możliwości: 1. film Coneów NIE JEST historią o kowboju, który ucieka przed płatnym zabójcą, a jeśli nie jest, to znaczy, ze zawiera ukryte sensy, czekające na odkrycie; 2. film Coenów JEST historią o kowboju, który ucieka przed płatnym zabójcą i nie zawiera żadnych ukrytych sensów. osobiście odrzucam taką ewentualność. zbyt wiele scen temu zaprzecza. coś ewidentnie pulsuje pod warstwa wydarzeń; 3. Coenowie bardzo chcieli, żeby ich film był czymś więcej niż prostą historią o kowboju uciekającym przed płatnym zabójcą, ale im nie wyszło. te ewentualność także odrzucam. na razie :) 06-01-2008, 22:02 Mental napisał(a):bez jaj :) serio? :) niedawno jakiś młokos nazwał moją babcię "kulawą raszplą". chyba nakrece film o tym, jaki to świat jest zły, a młodzież zepsuta :) jasne, że to banały, ale o tym mówią już sami bohaterowie tego filmu. a nie mówią tego bez powodu, zwłaszcza, że film nazywa się, tak, jak się nazywa. SPOILER moim skromnym zdaniem, fakt, że tak beznamiętnie pokazano nam śmierć Mossa (czyli nam jej nie pokazano), a cały finał obserwujemy oczami Eda Toma powinien już nam coś powiedzieć. A co? Ano to, że to postać-klucz w tym filmie. To film o starości i przemijaniu. o niemocy jaka ogarnia starszych wobec wydarzeń w teraźniejszym (dla nich) świecie. takie tam pierdoły po prostu :) KONIEC
Aktualnie rządzi: ja
06-01-2008, 22:50 Mental napisał(a):chodzi o to, że poczynania Chigurha nie powinny generować takich refleksji. koleś zabija, bo chce odzyskać pieniądze - nie ma w tym żadnego barbarzyństwa, znęcania się nad słabszymi, Sodomy, Gomory, zepsucia, chylenia się ku upadkowi. Samo likwidowanie bandziorów nie. Mnie przeraża motyw z monetą. I rozmowa z żoną. Mam tyle samo do powiedzenia, co ta moneta. Rusza mnie i to bardzo. Tytuł wydawał mi się dosyć jasny, a teraz zaczęliście mieszać. :) Postacią kluczem tytułu jest Lee Jones - jest stary i nie może znaleźć miejsca, oczekuje boga, który powinien się pojawić pod koniec - a on się nie pojawia. Jest zawiedziony, świat, wg. wycinków z gazet, nie pędzi się ku lepszemu. Jego wieloletnia praca zdaje się nie dawać żadnych rezultatów. Za JEGO czasów niektórzy szeryfowie nie nosili broni, teraz każdy jest uzbrojony - czy to w pistolet, czy to w przyrząd do zabijania krów. Generalnie - rozczarował się. Nie jest to kraj, w którym ludzie na starość mogą czuć się usatysfakcjonowani. Może nie wszyscy, ale szeryf tak. A on opowiada historię, więc mógł jej dać tytuł. No nie? :) Sen. W śnie ojciec czeka na Tommyego w górach, pośród ciemności i chłodu, z ogniem. Chyba dosyć czytelna metafora - jego ojciec nie żyje, czeka na niego w 'lepszym/gorszym miejscu'. A skąd to? Takie podsumowanie - zbliżający się koniec, dobrze robi fabule. Kończy się opowieść, kończy się i życie Jonesa. Wszystko przemija.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 06-01-2008, 23:18
No to samo powiedziałem, ale Ty ująłeś to lepiej, bo mi się pisać nie chciało :) Mam takie samo zdanie.
Aktualnie rządzi: ja
07-01-2008, 00:03
Łaskawie ci na to pozwalam. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 07-01-2008, 00:04
możecie mi wyjaśnić, o co chodzi w tym dialogu?
Moss: Jeśli nie wrócę, powiedz mamie, że ją kocham. Jego żona: Twoja mama nie żyje, Llewelyn. Moss: Cóż, więc sam jej to powiem. albo w tym: Chigurh wraz z dwoma kolesiami przyjeżdża na miejsce masakry i jeden z gości wyskakuje z tekstem: "Kwitną tu petunie". co jest grane? równie "dziwnych" momentów jest więcej, np. scena na stacji benzynowej i dyskusja z właścicielem zajazdu, rozmowa Mossa z kobieta przy basenie. tu wszystko jakieś taki... nie wiem... jakbym Lyncha oglądał. film ryje czache, ale to "rycie" przybiera niepokojący wymiar :) 07-01-2008, 00:08
Ten akurat dialog odebrałem jako czysto humorystyczną zagrywkę. Rozbawił mnie. :)
A co jest nie tak za gadką Sklepowy - Bardeman, Moss - Kobita znad basenu? Mental, uważaj bo zaraz polecą nadinterpretacje. :) Naprawdę czuję że zbliża się fala bzdur, które w jakiś sposób będą chciały wytłumaczyć te dialogi. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 07-01-2008, 00:11
Serio, lepiej się z tym prześpij. Sam nie miałem problemu z petuniami itd. a teraz rzeczywiście zaczyna wydawać mi się to niepokojące. Ale tylko petunie i dialog w przyczepie (Sam jej to powiem). Zarażasz szaleństwem przez internet. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 07-01-2008, 00:15
Albo to:
Carson: Czym się zajmujesz? Moss: Jestem na emeryturze. Carson: Czym się zajmowałeś? Moss: Byłem spawaczem. Carson: Acetylen? Migomat? Moss: Obojętnie. Jeśli da się zespawać, zespawam. Carson: Żeliwo? Moss: Też. Carson: Nie miałem na myśli lutowania. Moss: Ja też nie. Carson: Stopy. Moss (zirytowany): A co powiedziałem? w "normalnym" filmie po takim wyznaniu oczekujemy sceny, w której bohater wykorzystuje zawodowe umiejętności, by wykaraskać się z pułapki albo coś w ten deseń. tutaj nic. dowiadujemy sie, że Moss jest spawaczem, ale równie dobrze moglibyśmy tergo nie wiedzieć. Cytat:Hm, ale co takiego dwuznacznego jest w obu powyzszych tekstach? coś:) 07-01-2008, 00:22
Ja zdecydowanie mam wrażenie, że się, Mental, za głęboko wgryzasz w te dialogi teraz ;) Dowiadujemy się, kim jest Moss. No i dobra. Ludzie w życiu też rozmawiają o swoich zawodach, wiesz ;) A tutaj te rozmowy budują po pierwsze bohaterów, a po drugie klimat.
A generalnie myślę, że dla szeryfa sprawa z Chigurghem to jest katalizator. Bynajmniej nie chodzi tylko i wyłącznie o niego. A co do tego "Lyncha"... to zanim teraz do kompa -- a przez Ciebie, cholera, też myślałem o "No Country..." -- to też sobie pomyślałem, że to trochę taki Lynch dla bardziej normalnych ludzi ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
07-01-2008, 00:27
problem z tymi dialogami mam taki, ze są one cholernie dziwne. nie chodzi o żadne dwuznaczności. po prostu są dziwne i tyle.
07-01-2008, 00:36 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |







