ja probuje z nich wyciągnąć cokolwiek :)
07-01-2008, 00:38
|
No Country for old men. (SPOILERY)
|
Cytat:w "normalnym" filmie po takim wyznaniu oczekujemy sceny, w której bohater wykorzystuje zawodowe umiejętności, by wykaraskać się z pułapki albo coś w ten deseń. tutaj nic. dowiadujemy sie, że Moss jest spawaczem, ale równie dobrze moglibyśmy tergo nie wiedzieć. Mental, a co ty kiedyś mówiłeś o olewaniu widza? :) Coenowie olewają. Tropiciel chce wiedzieć, to się dowie. Przy okazji mamy jeszcze podkreślenie, naturalnej dla jego zawodu, 'wścibskości'. Gość mówi o petuniach bo jest zaskoczony kontrastem. Tam leżą trupy - tu rosną kwiatki. Ot co.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 07-01-2008, 00:39 Mental napisał(a):tu wszystko jakieś taki... nie wiem... jakbym Lyncha oglądał. film ryje czache, ale to "rycie" przybiera niepokojący wymiar :) Mnie Lynch, a konkretniej Mulholland Drive, przyszedl na mysl kiedy uslyszalem historie o snie. Ale nie o snie z ojcem, tylko o tym pierwszym, ktory w ustach Lee Jonesa zdawal sie nie miec wiekszego znaczenia. Sen o forsie, ktora Lee Jones dostal, ale stracil. Silentio?... 07-01-2008, 00:42 Glut napisał(a):Gość mówi o petuniach bo jest zaskoczony kontrastem. Tam leżą trupy - tu rosną kwiatki. Ot co. Przyklad specyficznego coenowskiego humoru. Ale glebszego znaczenia w tym nie ma. ;) 07-01-2008, 00:44
Dla potomności i interpretatorów: Jakuzzi troszkę pokręcił. Pierwszy sen też jest o ojcu. :) To on wręczył kasę Jonesowi.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 07-01-2008, 00:44 Cytat:Gość mówi o petuniach bo jest zaskoczony kontrastem. Tam leżą trupy - tu rosną kwiatki. Ot co. no nie wiem... pewnie widział w życiu trupy leżące w bardziej kontrastowych miejscach:) Cytat:Tropiciel chce wiedzieć, to się dowie. no i sie dowiedział:) Cytat:Mental, a co ty kiedyś mówiłeś o olewaniu widza? :) mówiąc o olewaniu widza, miałem na myśli robienie filmów wbrew panującym trendom. w tym sensie NCFOM idzie pod prąd. 07-01-2008, 00:45
Właśnie, właśnie. Mental, nie zapominaj, że to jest film braci Coen. Świetnie się trzyma kupy i jest bogaty w znaczenie, ale to nie znaczy, że każdy fragment i każdy dialog _bezpośrednio_ coś znaczy. Często kontrybuuje (pardon my French) na innej płaszczyźnie.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
07-01-2008, 00:45 Jakuzzi napisał(a):Przyklad specyficznego coenowskiego humoru. Ale glebszego znaczenia w tym nie ma. ;) Więc i chyba pod to wypadało by podciągnąć gadkę Mossa z żoną przed wyjściem. Humor. Prztyczek w stronę westernu. :) Jakoś wypadło mi z głowy: Czy na was też takie wrażenie zrobiła scena z 'osuszaniem' pistoletu? Zagranie tak łatwe, a jeszcze nikt na nie nie wpadł.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 07-01-2008, 00:47 Mental napisał(a):Jedna i druga opcja jest możliwa. Może jest zaskoczony. A może właśnie wiele widział i dlatego zdobywa się na taki komentarz, zamiast jakoś dosłowniej wyrazić swój szok.Cytat:Gość mówi o petuniach bo jest zaskoczony kontrastem. Tam leżą trupy - tu rosną kwiatki. Ot co.no nie wiem... pewnie widział w życiu trupy leżące w bardziej kontrastowych miejscach:)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
07-01-2008, 00:48 Negrin napisał(a):A może właśnie wiele widział i dlatego zdobywa się na taki komentarz, zamiast jakoś dosłowniej wyrazić swój szok. pewnie masz racje. kilka dni temu jechałem z kumplem samochodem. ja prowadziłem. o mały włos nie sprasowała nas ciężarówka nadjeżdżająca z naprzeciwka. zatrzymałem wóz na poboczu, żeby ochłonąć, a kumpel do mnie: "Sprawdź, czy mamy światła". koleś był w szoku, nie da się ukryć :) 07-01-2008, 00:51
Moja interpretacja filmu wyglada poki co jak nastepuje. Moze jest trafiona, moze nie - kij w oko. Prawda jest taka, ze Coenowie skonstruowali swoj film tak, ze jest otwarty na wiele interpretacji.
W duzym skrocie. Pod plaszczykiem na poly westernu, na poly kryminalu, Coenowie przemycaja film religijny. Zabieg podobny do tego, ktory Eastwood pare lat temu uczynil przy Million Dollar Baby. Chociaz nie wiem czy slowo religijny jest tutaj akuratne, byc moze podteksty siegaja szerzej, dotyczac ogolnej, szeroko pojmowanej, oderwanej od religii walki dobra ze zlem. Mamy Chigurha, ktory jest personifikacja czystego zla (byc moze mozna go utozsamiac z Szatanem?). Mamy Mossa, ktory reprezentuje przecietnego czlowieka. Mamy w koncu Bella, ktory jest kims na ksztalt duszpasterza (ubranego w szaty stroza prawa). Reszta jest konsekwencja umieszczenia tak widzianych figur w tej opowiesci. Toczacy sie przez wiekszosc filmu pojedynek Mossa z Bellem mozna zatem widziec szerzej. Nie bez znaczenia wydaja sie przy tym sceny-analogie, jak wspomniana juz tutaj proba uzyskania odzienia albo szczegolowo pokazany proses leczenia ran. Kluczowe znaczenie maja - oprocz prologu i epilogu - dwie, bardzo podobne sceny, w ktorych Bell mija sie (?) z Chigurhem (w pierwszej obaj usiedli na kanapie i pili mleko). Zwlaszcza ta druga, w ktorej Bell decyduje sie wejsc do pokoju motelowego, a tym samym stanac twarza w twarz ze zlem (ten 'kowbojski' cien rzucany zza progu). Przy okazji - Bell, odznaczajacy sie duza madroscia starego czlowieka duszpasterz, jest przygnebiony, co moim zdaniem mozna interpretowac jako kryzys wiary, ewentualnie zdanie sobie sprawy z tego, ze zlo jest silniejsze i wygra (Chigurh bezczelnie rzucajacy Mossowi: wiesz jak to sie skonczy, prawda?). Chcialby pomoc zmagajacemu sie ze zlem czlowiekowi, ale zdaje sobie sprawe, ze to nie ma sensu. Boi sie Chigurha, zastanawia sie czy sam nie jest po czesci wypelniony zlem, ostatecznie jednak decyduje sie na konfrontacje (nie bez przyczyny Lee Jones wyglada na wrecz przerazonego przed wejsciem do motelu). W finale zas opowiada swoj sen, w ktorym widzi Ojca, czyli - uderzam z grubej rury - Boga, ktory niesie swiatlo rozswietlajace ciemnosc i zawsze bedzie na niego czekal. Nierowna, przygnebiajaca walke wienczy wiec pewien plomien nadziei. Nieuporzadkowany to wywod pewnie strasznie, niewiadomo czy w ogole trafionym ale nie chce juz mi sie go ani ukladac, ani nad nim zastanawiac. :) 07-01-2008, 01:29
Wiesz, co Ci powiem? Jak się czyta ten Twój tekst, to brzmi jak straszne naciaganie... ale kompletnie ma sens :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
07-01-2008, 01:43
do Jakuzziego:
interpretacja jest jak dupa - kazdy ma wlasna:) zwrociles uwage na kapitalna rzecz, ktora posluzy mi w niedalekiej przyszlosci za punkt wyjscia do stworzenia wlasnej nadinterpretacji:) cytuje: Nie bez znaczenia wydaja sie przy tym sceny-analogie, jak wspomniana juz tutaj proba uzyskania odzienia albo szczegolowo pokazany proses leczenia ran. Kluczowe znaczenie maja - oprocz prologu i epilogu - dwie, bardzo podobne sceny, w ktorych Bell mija sie (?) z Chigurhem (w pierwszej obaj usiedli na kanapie i pili mleko). Zwlaszcza ta druga, w ktorej Bell decyduje sie wejsc do pokoju motelowego, a tym samym stanac twarza w twarz ze zlem (ten 'kowbojski' cien rzucany zza progu). moim zdaniem to najbardziej charakterystyczne, najbardziej kluczowe i najbardziej tajemnicze sceny w całym filmie. od czegoś wypada zacząć, a powyższe fragmenty doskonale nadają sie do położenia podwalin. analogie, ktore wychwyciłeś, sa w pyte niepodważalne. 07-01-2008, 02:05
[Spoilahs?]
Po obejrzeniu nie bardzo wiem co powiedzieć. Rewelacja, ale chyba pójdę za przykładem Gluta i obejrze jeszcze z dwa razy dla pewności. :) Dopiero w połowie filmu zauważyłem, że nie ma żadnej muzyki. :) Przypominało mi to westerny Leone. A tu ciekawy tekst odnośnie zakończenia filmu i książki: http://glennkenny.premiere.com/blog/2007/11/a-ghost-and-a-d.html Przy okazji - filmweb jak zwykle nie zawodzi: http://www.filmweb.pl/topic/764153/kolejny+głupi+film.html http://www.filmweb.pl/topic/763083/Nierozumiem+czym+taki+zachwyt++To+nie+jest+film+dla+zwykłych+ludzi.html (nie łapię zarzutów o senność, ktoś naprawdę miał ochotę spać oglądając to?) 07-01-2008, 06:16 Crov napisał(a):Przy okazji - filmweb jak zwykle nie zawodzi:No, ten wątek ma u mnie plusa za ostatni (w tej chwili) wpis: Lemansky 7 stycznia 2008 0:56 odpowiedz Zgadza się, bracia Coen skończyli się na "Kill 'Em All"! Crov napisał(a):(nie łapię zarzutów o senność, ktoś naprawdę miał ochotę spać oglądając to?)Wśród nas pewnie nikt, ale weź pod uwagę, że "zwykli" ludzie mają często inne wyobrażenie o napięciu :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
07-01-2008, 11:07
Właśnie skończyłem oglądać. I powiem szczerze nie wiem co napisać. Wyglądało to tak, jak gdyby ktoś nakręcił film, a następnie wyciął z niego kilka kluczowych scen (szczególnie w drugiej połowie filmu), i powiedział - niech się teraz widzowie zastanawiają o co w tym wszystkm chodzi hehe <demoniczny śmiech>.
Pierwsza część filmu, zbudowała dobre podwaliny, film mnie wciągnął i zainteresował. Jednak druga połowa to już jazda w dół bez trzymanki. Z całą jednak pewnością zapamiętam Antona i jego giwerę, wow, niezły sprzęcior Za pierwszą połowę filmu daję 8/10, za drugą 4/10. 07-01-2008, 12:58
No wreszcie, wreszcie! Już się nie mogłem doczekać takiej opinii :D
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
07-01-2008, 13:48 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |