No Country for old men. (SPOILERY)
To się rozumiemy. Natomiast świetne spostrzeżenie z tą koszulą! Rzeczywiście, idealny przykład tej groteskowej (a jakże!) ironii losu. Co więcej, gorzki autentyzm potęguje fakt, że przecież Llewelyn faktycznie wygląda wtedy jak maksymalnie podejrzany typ, którego zwykły człowiek chciałby ominąć jak najszerszym kręgiem, a Chigurh w oczach tamtych dzieciaków to zwykły, poszkodowany człowiek, któremu trzeba pomóc. Piękna ironia losu. Dzięki za zwrócenie uwagi :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
Słaby ten film :)

A tak naprawdę, to zielonego pojęcia nie mam jak opisać to co przed chwilą widziałem. Film jest wybitny.

Aha, to chyba pierwszy film (innego nie mogę sobie teraz przypomnieć), w którym nie występuje muzyka. Jedynie grajki uliczne rzępolą sobie coś tam przez dosłownie kilkanaście sekund. I muzyka na napisach końcowych. A mimo to siedziałem na krawędzi krzesła. A później kanapy :)

Niesamowity film. Dzieło geniuszy.
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
Brak muzyki to rozbrajająco prosty i skuteczny patent. Negrin, jeden z meksykańców mówi 'son of a bitch'. Jak się z tego wytłumaczysz? :)

Obejrzałem przed chwilą jeszcze raz. Uwierzycie że można siedzieć na krawędzi krzesła, oglądające ten sam film dwa razy w dwa dni? To uwierzcie. :)

Powracam do artykułu czytanego przez Jonesa. Cytat prosto z napisów. :) :

"Mój Boże, Wendell... to jest jak wojna, nie mam na to innego słowa. Kim są ci ludzie? W zeszłym tygodniu, złapali pewne małżeństwo w Kalifornii.. Wynajmowali pokoje starszym ludziom, zabijali ich, grzebali w ogródku i spieniężali czeki z ubezpieczenia społecznego. Najpierw ich torturowali. Nie wiem dlaczego. Może zepsuł im się telewizor...? I trwało to do czasu, aż... cytuję: "...Sąsiedzi przerazili się, kiedy z posesji wybiegł człowiek, mając na sobie jedynie psią obrożę." Nie można nawet wymyślić czegoś takiego. Nie da się. Ale do tego było trzeba, żeby zwrócić czyjąś uwagę. Kopanie grobów w ogródku nikogo nie zainteresowało.

<Młody usiłuje zamaskować uśmiech>

W porządku. Też się czasem z tego śmieję."

Wg. definicji encyklopedycznej groteska to coś nierealistycznego i komicznego.

Taki jest właśnie NCFOMonwy świat. Komiczny? Może trochę. Nierealistyczny? Nie wydaje mi się. Jak dla mnie opowieść Szeryfa brzmi jak artykuł wycięty z gazety. Konkluzja: Nie ma potrzeby ironizowania i używania groteski, świat jest wystarczająco absurdalny i chory. Taka jest moim zdaniem intencja Coenów, to mówią.

Żeby na mnie zjebki nie poleciały. :) Oczywiście że podczas seansu mamy parę absurdalnych i wykręconych postaci, jednak korzeń historii opiera się na czymś innym. W świecie pełnym postaci - symboli rozgrywają się jak najbardziej realistyczne wydarzenia. To mnie również kręci w NCFOM. Chyba zacznę robić jakąś listę. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
Pf, takie tam przekleństwo :P
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
Jop, to to nawet MacClane powiedział w DH 4 :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
Damn, nie zdążyłem edytować posta. Tak to jest jak człowiek parę razy usuwa co drugie zdanie. :)

EDIT z poprzedniego postu.

Powracam do artykułu czytanego przez Jonesa. Cytat prosto z napisów. :) :

"Mój Boże, Wendell... to jest jak wojna, nie mam na to innego słowa. Kim są ci ludzie? W zeszłym tygodniu, złapali pewne małżeństwo w Kalifornii.. Wynajmowali pokoje starszym ludziom, zabijali ich, grzebali w ogródku i spieniężali czeki z ubezpieczenia społecznego. Najpierw ich torturowali. Nie wiem dlaczego. Może zepsuł im się telewizor...? I trwało to do czasu, aż... cytuję: "...Sąsiedzi przerazili się, kiedy z posesji wybiegł człowiek, mając na sobie jedynie psią obrożę." Nie można nawet wymyślić czegoś takiego. Nie da się. Ale do tego było trzeba, żeby zwrócić czyjąś uwagę. Kopanie grobów w ogródku nikogo nie zainteresowało.

<Młody usiłuje zamaskować uśmiech>

W porządku. Też się czasem z tego śmieję."

Wg. definicji encyklopedycznej groteska to coś nierealistycznego i komicznego.

Taki jest właśnie NCFOMonwy świat. Komiczny? Może trochę. Nierealistyczny? Nie wydaje mi się. Jak dla mnie opowieść Szeryfa brzmi jak artykuł wycięty z gazety. Konkluzja: Nie ma potrzeby ironizowania i używania groteski, świat jest wystarczająco absurdalny i chory. Taka jest moim zdaniem intencja Coenów, to mówią.

Żeby na mnie zjebki nie poleciały. :) Oczywiście że podczas seansu mamy parę absurdalnych i wykręconych postaci, jednak korzeń historii opiera się na czymś innym. W świecie pełnym postaci - symboli rozgrywają się jak najbardziej realistyczne wydarzenia. To mnie również kręci w NCFOM. Chyba zacznę robić jakąś listę. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
długo czekałem na najnowszy film Coenów. prosto z mostu: bracia mnie rozkurwili. to nie jest Fargo. No Country For Old Men najbliżej do Bring Me The Head Of Alfredo Garcia Peckinpaha. ten sam absurdalnie rozciągnięty tytuł, ta sama gorycz, wypalająca rany na skórze, wreszcie ten sam rechot losu, przy czym ja ani razu się nie zaśmiałem. kolejna po A Simple Plan historia, w której człowiek nie może się wzbogacić, znajdując cudza forsę. żadna siła nie zezwoli na taki luksus posiadania.

cała groteska skumulowana jest w jednej i tylko jednej postaci - mordercy z butlą stężonego powietrza, kasującym ofiary z precyzja chirurga naczyniowego. kim on jest? zdaje się, że łatwiej odpowiedzieć na pytanie, kim nie jest, ale szczerze mówiąc - mam to w gdzieś. wystarczy mi wygłuszony przez potężny tłumik odgłos wystrzału z jego strzelby. niczego więcej nie potrzebuje.

jakie jest ich najnowsze dzieło? ciche. w trakcie oglądania filmu dotarło do mnie, jak bardzo muzyka jest łopatologiczna i niepotrzebna. jak wiele zdradza, sugeruje, wręcz nakazuje. w ciszy mieści się więcej grozy niż we wszystkich dźwiękach świata. nie odczytujcie powyższego wyznania jako manifestu anty-jakiegoś-tam. bardzo lubię motywy dźwiękowe w filmie, oparte na powtarzalność identycznych fragmentów utworu (The Thing, TCM, Hardware). jestem również zwolennikiem umieszczania całych kawałków (Heat, MV), znowu Hardware), ale to co innego niż katowanie instrumentów w kulminacyjnych momentach fabuły.

Coenowie mogliby już spokojnie umrzeć. Zrobili to samo, co zrobił Peckinpah w 74. - wykopali sobie grób.

moja ocena: nieprzyzwoicie wysoka.

EDIT

nakręcenie takiego filmu jak NCFOM nie jest kwestia decyzji artystycznej, a nawet jeśli, to w minimalnym stopniu. wszystko rozbija sie o sposób postrzegania świata. to trochę tak jak z westernem - nie może go kręcić byle kto. wówczas wychodzi stylizacja albo kino akcji (jak największe rozczarowanie roku 2007, czyli remake 15:10 To Yuma)

Odpowiedz
Najpierw bardzo wysoka, teraz nieprzyzwoicie wysoka, zdecydujże się wreszcie :)

Prawda jest jedna - oglądając ten film, miałem wrażenie, że jeśli zaraz usłyszę jakiś motyw muzyczny, albo mocniejsze przekleństwo, to wszystko pójdzie się walić. Muzyka w tym filmie, o czym z początku w ogóle bym nie pomyślał, jest po prostu niepotrzebna. Jej brak jeszcze bardziej dozuje napięcie w niektórych momentach. MAŁY SPOILER (NICZEGO SZCZEGÓLNEGO NIE ZDRADZA ALE KTO NIE OGLĄDAŁ NIECH NIE CZYTA :) ) Na przykład - Llewelyn czeka w motelu na Chigurha, siedząc na łóżku z shotgunem wymierzonym w drzwi. Wie, że gdzieś tam się czai. Gasi światło w pokoju, a dzięki palącej się żarówce na holu zauważy każdy cień. Po chwili zauważa, że ktoś staje koło jego drzwi. Czeka. Poci się. Po chwili osoba spod drzwi odchodzi. Słyszymy kroki dobiegające z korytarza. I w tym momencie gaśnie światło na holu. W tej sekwencji nie pada ani jedno słowo, a na muzykę nie ma miejsca. Panuje tutaj ABSOLUTNA cisza. a mimo to siedziałem na krawędzi krzesła, tak bardzo emocjonująca jest ta sekwencja.KONIEC

Dzieło wybitne. Nasze dzieci, kiedy zapytają nas o najlepsze filmy jakie widzieliśmy, bez wahania wymienimy też ten. Panowie, jesteśmy świadkami narodzin klasyki :) Tej prawdziwej, nie tej o której niedługo zapomnimy.

Choć może mówię tak, bo jeszcze nie otrząsnąłem się po seansie. Spróbuję ochłonąć i obejrzę niedługo jeszcze raz. Jednak w chwili obecnej na ocenę tego filmu zabrakłoby mi skali.
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
Cytat:Llewelyn czeka w motelu na Chigurha, siedząc na łóżku z shotgunem wymierzonym w drzwi. Wie, że gdzieś tam się czai. Gasi światło w pokoju, a dzięki palącej się żarówce na holu zauważy każdy cień. Po chwili zauważa, że ktoś staje koło jego drzwi. Czeka. Poci się. Po chwili osoba spod drzwi odchodzi. Słyszymy kroki dobiegające z korytarza. I w tym momencie gaśnie światło na holu. W tej sekwencji nie pada ani jedno słowo, a na muzykę nie ma miejsca. Panuje tutaj ABSOLUTNA cisza. a mimo to siedziałem na krawędzi krzesła, tak bardzo emocjonująca jest ta scena.

to moja ulubiona scena z całego filmu. zauważ, ze na szafce nocnej są kołowe ślady po popielniczce.

Odpowiedz
w NCFOM nikt nie krzyczał. to tak nieprawdopodobne, ze wręcz surrealistyczne.

Odpowiedz
Normalnie zmuszacie mnie, żebym to jeszcze raz obejrzał, a przecież ja mam tyle zaległości... :P
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
Mental a można wiedzieć jaką wersje oglądałeś 16:9 czy 2.35.1 z przeźroczystymi pachami bo nie mogę sie teraz zdecydować która wybrać Język

Odpowiedz
oglądałem wersje No Country For Old Men READNFO DVDSCR XViD-bald, jakość dvd-rip, format 2:35.1, bez pikselozy w dolnych partiach kadru.

Odpowiedz
Oglądaj tą co Mental, ja obejrzałem z watermarkami i to jedyna rzecz jakiej żałuję po seansie.

Negrin napisał(a):Normalnie zmuszacie mnie, żebym to jeszcze raz obejrzał, a przecież ja mam tyle zaległości...

Ja podobnie. Muszę obejrzeć jeszcze raz, a kurde od tygodni kisi mi się kilka filmów na dysku i na dvd, ale jakoś nie mogę się za nie zebrać :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
Nie mogę się otrząsnąć po seansie. Aż mnie coś tam w środku dusi. Każda sekunda tego filmu złożyła się na dzieło. Wszystko co wymieniliście.
Genialny film.
100/100. 10/10. 6/6. whatever. Napewno obejrze wiele razy i zajmuje zaszczytne miejsce w zbiorze moich ulubionych filmów. Tuż przy Pulp Fiction, Reservoir Dogs, Fight Club i Se7en od dziś będzie stał No Country for old men.

Odpowiedz
Generalnie spojlery.

Napisy pojawiły się dwa dni temu. Oglądłem film już dwa razy. Dziś będzie trzeci. :)

Cytat:cała groteska skumulowana jest w jednej i tylko jednej postaci - mordercy z butlą stężonego powietrza, kasującym ofiary z precyzja chirurga naczyniowego.

O to to to.

Mnie najbardziej z całego filmu rozwala Lee Jones opowiadający swój sen. Stary, przygięty do ziemi człowiek, który całe życie spędził na egzekwowaniu prawa czuję się przegrany. Wycinki z gazet, sytuacje i zdarzenia, których jest świadkiem wydają się przeczyć temu aby świat zmierzał ku lepszemu. Bóg się nie pojawia. Odchodzi ze służby. Niedługo umrze. Śni mu się zmarły ojciec, również były szeryf, który czeka na niego. Akcja filmu dzieje się w 1980. Mam łzy w oczach. Metafizyka.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
Nie obedzie sie bez spojlerow.

Przegladam ten topic i dochodze do wniosku, ze gdybym filmu nie obejrzal, najpewniej puscilbym pawia z tego calego tutejszego nadecia. :) Wszyscy gromadnie oddaja hold dzielu Coenow, nie mogac przy okazji 'otrzasnac sie z wrazenia'. Dla rownowagi Wszechswiata powinien przyjsc teraz ktos, kto zrownalby ten film z ziemia. :)

Tym kims jednak nie bede ja - ja bede kolejnym skladajacym Coenom poklony. :) Wiele juz zostalo napisane, wiec nie chcac sie powtarzac powiem tylko, ze poczatkowo zirytowala mnie koncowka. Owszem, tresciowo komponuje przemyslana calosc, ale w fabularnym ciagu przyczynowo-skutkowym (chodzi mi przede wszystkim o dwie ostatnie sceny z udzialem Tommy'ego Lee Jonesa) wydaje sie za bardzo oderwana i z takiego punktu widzenia wcisnieta nieco na sile. 80% filmu prezentuje ciag scisle okreslonych zdarzen, ktore w ostatnich minutach wydaje sie nie miec w ogole znaczenia. Oczywiscie wydaje, bo laczy je jednak finalowa refleksja, powstaje jednakze pewien zgrzyt, ktory poczatkowo doskwieral mi znacznie. Ale im wiecej mija czasu od seansu, tym bardziej zaczynam przekonywac sie do tego rozwiazania.

Na koniec garsc truzimow, ale wypada odnotowac: ten film to realizacyjny majstersztyk. Wspomniany brak muzyki, zdjecia, tempo. Takiego filmu nie nakrecilby debiutant ani przypadkowy, przecietny rezyser - jedynie inteligentny tworca, ktory rezyserski kunszt szlifowal latami.



[quote="Mush Room"]Llewelyn czeka w motelu na Chigurha, siedząc na łóżku z shotgunem wymierzonym w drzwi. Wie, że gdzieś tam się czai. Gasi światło w pokoju, a dzięki palącej się żarówce na holu zauważy każdy cień. Po chwili zauważa, że ktoś staje koło jego drzwi. Czeka. Poci się. Po chwili osoba spod drzwi odchodzi. Słyszymy kroki dobiegające z korytarza. I w tym momencie gaśnie światło na holu.[/color]

Moja ulubiona scena tego filmu.

Odpowiedz
Jakuzzi napisał(a):Moja ulubiona scena tego filmu.

powtarzasz za mną, laskojadzie :)

ps: fajny wstęp. przez chwile myślałem, ze nie żartujesz...

ps2: o której oglądałeś? ja zacząłem wczoraj o 22:30 :)

Odpowiedz
Ja o 21. Wygralem. :)

Odpowiedz
Ja o 17 so fuck you all :)

Nie bez powodu przytoczyłem tą scenę właśnie - dawno nie oglądałem czegoś, co tak bardzo trzymałoby mnie w napięciu i co miałoby w sobie tak olbrzymią dawkę mocy. Jak wyżej - najlepsza scena z całego filmu.

Przy okazji, przypomnijcie mi, czy to ja byłem tym idiotą, który na zwiastun reagował wzruszeniem ramion, mówiąc, że to "nic specjalnego"? Przecież oglądając go sikam w majty, olać to, że jest mylący i w ostateczna wymowa tego filmu mało ma z nim wspólnego. Jest idealny. Jak ja mogłem pierdzielić takie bzdury? :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości