Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Bardzo mi się podobało, ale mam problem z tym filmem.
To fascynujący portret patologicznej, ale mimo wszystko funkcjonującej, rodziny. Jak to działało? Jak można się tak kochać i ranić jednocześnie? Rozumieć i nie rozumieć? Epizodyczna struktura ułożona z codziennych, zwykłych, mało medialnych sytuacji pozwala zapomnieć, że mamy do czynienia z biografią. I to jest dobre, bo mam spory problem z "Ostatnią rodziną" jako kinem biograficznym.
Po pierwsze, mam wrażenie, że gdybym nie miał podstawowych informacji o Beksińskich to w wielu miejscach w ogóle nie wiedziałbym o co chodzi. Beksiński to malarz, ale reżyser ledwo co zarysowuje taką definicję. Tomek coś tam robi w radiu, ale skąd się tam wziął? Tutaj nie dostajemy takich odpowiedzi. A w oddali możemy dostrzec mnóstwo szczegółów, które zaczynają mieć sens, kiedy jesteśmy już nieźle zaznajomieni z historią Beksińskich - np. ciągła sraczka Zdzisława na tle nerwowym. No, ale ok, widocznie to biografia z wysokim progiem wejścia. Przed seansem trzeba wiedzieć co i jak.
Po drugie, mam tu dylemat i problem prawie że etyczny :D Nie wiem nic o Tomaszu i dlatego staram się zapomnieć, że film mówi o prawdziwych ludziach, bo jest dość bezlitosny w pokazywaniu ich ułomności. Ogrodnik na tyle często idzie tu w full retarda, że nie chciałbym, żeby ten obraz, być może nie do końca sprawiedliwy, zdominował moje myślenie o młodym Beksińskim. Oczekiwałbym więcej scen przeciwwagi, więcej rozsądnego, spokojnego Tomka. Słyszałem o zarzutach wobec filmu, że przekłamuje, przesadza i takie tam i rozumiem, że ktoś znający te sprawy z bliska może nie być w stanie przyjąć takiej zdystansowanej postawy jak moja. Więc jednocześnie doceniam film jako autonomiczne dzieło, ale widzę też, że to jednak poważna wiwisekcja istniejącej rodziny i mam problem z epatowaniem jej wnętrznościami. To ambitna próba, ale mająca w sobie coś z uroku plotkarskich serwisów. Reżyser prawie całkiem olewa publiczną perspektywę Zdzisława jako malarza i skupia się na prywatnej. Świetnie się to ogląda, ale miałem problem, kiedy - tak jak w scenie wywiadu z Jagielskim - przypominałem sobie nagle, że to przecież biografia prawdziwych ludzi.
I to jest bardzo zabawne, bo ileż razy czepiałem się filmów biograficznych, że to laurki. Ale kiedy dostałem coś, co laurką zdecydowanie nie jest, to pokręciłem nosem i zrozumiałem, że biografia jednak musi być wyidealizowana. A przynajmniej pokazywać bohaterów w lepszym świetle, bo "Ostatnia rodzina" w pewnym sensie jest bardzo wyidealizowana - w jakiś fatalistyczny mit w stylu opowieści o Hiobie, w którym na bohaterów spadają same psychiczne plagi.
8/10
Ps. Może mam problemy ze słuchem, ale wydaje mi się, że "Ostatnia rodzina" miała wyjątkowe jak na polskie realia problemy z udźwiękowieniem. Zbyt często miałem spore trudności ze zrozumieniem tego co Beksińscy do siebie mówią i żałowałem, że nie mam napisów.
12-02-2017, 01:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-02-2017, 02:03 przez patyczak.)