Pozwól mi wejść
#41
Nowa wersja LTROI w formie serialu...

[Obrazek: bf9de117f296b7a14f48c1822005e70f.jpg]

Jestem wiellkim fanem książki i oryginalnego filmu. Po przeczytaniu paru artykułów odnośnie tej "adaptacji" stwierdzam, że to będzie epicka porażka.

Czarę goryczy przepełnia ten casting.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
#42
Ten dzieciak po lewej jest mega creepy. :P
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
#43
Po mojej czy Twojej lewej?

Odpowiedz
#44
Po mojej rzecz jasna.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
#45
No to fakt, dziwny jakiś.

Odpowiedz
#46
Hm. Nawet nie wiedziałem, że film miał tu swój temat. W październiku obejrzałem szwedzki oryginał w ramach maratonu filmowego w Halloween i z perspektywy czasu uważam jednak za najlepszy film z całego maratonu. I wtedy zadawałem pytanie, czemuż to ja pojawia się jakiś uznany zagraniczny, nieanglojęzyczny, to Amerykanie decydują się go zremake'ować zamiast zastosować dubbing. I właśnie obejrzałem Pozwól mi wejść w wersji amerykańskiej. I faktycznie odtwarza oryginał, nawet bullie po pieprznięciu w ucho krzyczy po minucie ciszy. Nie jest to zły film, ale w zestawieniu ze Szwedami przegrywa pod każdym względem.

Przede wszystkim oryginał był subtelny. Dla przykładu - bullies. W oryginale najpierw pokazano, że dzieciakowi dokuczano i stąd jego wyobrażanie o zabijaniu swych oprawców. U Amerykanów najpierw scena wyobrażania i to jeszcze w masce psychopaty, więc człowiek może pomyśleć, że dzieciak faktycznie jest jakiś pojebany i nic dziwnego, że dokuczają mu. Gdy u Szwedów widać było, że to normalny dzieciak, który miał pecha. I dodatkowo amerykańscy bullies i sceny gnębienia są dość mocno przerysowani - brakuje tylko skórzanych kurtek Marlona Brando.

I o ile oryginałowi faktycznie chciał być bardziej dramatem niż horrorem, to i tu był bardziej naturalny. Jak pamiętam jedynym problemem młodego był bullying, a tu dostajemy rozwodzących się rodziców (gdzie jasno sugeruje, że ojciec to jakiś kutas). Także ci sąsiedzi u Szwedów byli dość rozbudowani, a tu ograniczają się do POV głównego bohatera, gdzie wychodzą na jakichś kłótliwych dupków ze Śmierci na 1000 sposobów. Amerykańscy twórcy tutaj mocno stawiają na horror i co chwila rozlega "straszna muza" (a wampirzyca podczas wysysania krwi ma potworzą gębę), gdy oryginał jednak stawiał na kino obyczajowe, przez co te straszne sceny zapadały się mi w pamięć. 

 

Zdjęcia ładne. Kilka scen jest creepy, jak opiekun Abby w worku ukrywająca się samochodzie. I aktorsko główna para wypada dobrze.

6/10 i nic się nie stanie, jak zobaczy się jedynie oryginał.

Odpowiedz
#47
Remake Reveesa obnaża te same problemy co w Batmanie, brak subtelności.

Oryginał pozostawia wiele kwestii otwartych, w remake'u wiemy czego chce główna bohaterka i jak skończy główny bohater, do tego dochodzi przyziemność, w oryginale mamy sąsiadów żuli którzy sobie żyją, piją i plotkują co podkreślało monotonne życie w blokowisku, w sequelu zamieniono to na detektywa prowadzącego śledztwo, taka typowo amerykańska zmiana.

Odpowiedz
#48
Obejrzałem pilot serialu... Jakie to nędzne... Nie ma nic wspólnego z książką, wzięli tylko tytuł i ideę przyjaźni wampirzycy z chłopcem i to tyle.

Cały element horroru i dramatu płynący z faktu, że chłopiec udający dziewczynkę żyje z samotnym pedofilem który zaopatruje go w krew zostaje zamieniony na ojca i córkę którzy próbują przeżyć po tym jak jego córka przed dziesięcioma laty stała się wampirem.

Odpowiedz
#49
Planowałem zacząć od oryginału ale jakoś pierwszy wleciał remake. Może dlatego że słyszałem że oryginał lepszy..

Hm, jest spoko, ale bez jakiegoś szału. Sceny horrorowe są, nawet jest sporo krwi, ale to nie horror. Dramat przez duże D też nie bo dwójka głównych postaci w zasadzie takich kwestii nie przeżywa, ten należy do postaci granej przez Jenkinsa.
Jak dla mnie to po prostu obyczajówka z horrorowymi wstawkami.

Film z jednej strony jest trochę posępny a z drugiej ma te strangerthingsowe odwołania do krainy beztroskiej młodości dzisiejszych amerykańskich filmowców, czyli do ejtisów. Jest sobie ten chłopak, Owen, dość samotny i mający dość typowe problemy ejtisowego dzieciaka.. i.. Ja bym powiedział że to nawet nie jest film o przyjaźni tylko o pierwszej, jeszcze dość szczenięcej i niewinnej pierwszej miłości (nawiązania do "Romea i Julii"), połączonej z przyjaźnią i odkrywaniu sthasznych tajemnic o których nie wiedzą dorośli (Stranger Things..). Tak, ja wiem że Stranger Things było później, ale ten film powstał na tych samych nostalgiach.
Tutaj w opozycji do niewinnego Owena mamy postać Abby, dla której to najwyraźniej nie pierwsza miłość i która w tych kilku krótkich scenach ze swoim pierwszym (?) partnerem jest dużo bardziej dorosła, gniewna i "bossy", wręcz nim czasem pomiata. Muszyński w recenzji Filmwebu wysnuł z tego wniosek że mamy do czynienia z czystym wyrachowaniem i uwiedzeniem.. bym nie powiedział, bo widzimy Moretz w różnych scenach jak je wygrywa, widzimy jak jej postać postępuje, co robi, co mówi, co pisze.. więc nie wydaje mi się żeby była nieszczera, tylko.. jednak nie pokazuje Owenowi tej swojej doroślejszej części.
Ten film ma swój wydźwięk i wdzięk, ale.. nie jest to też jakaś przejmująca historia która ze mną na dłużej zostanie. Ode mnie 7/10.

Odpowiedz
#50
No i trzeba było zacząć od oryginału :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości