Nowy
Liczba postów: 163
Liczba wątków: 8
Jeden z najlepszych scenariuszy Quentina zrealizowany przez Tonego Scotta z czasów gdy ten był jeszcze u szczytu formy. Dzięki temu mamy to co najlepszego obaj panowie mogą zaoferować czyli świetne dialogi, żywe postaci i odniesienia popkulturowe z jednej strony oraz wartką akcję i fenomenalne zdjęcia z drugiej. Jest to chyba najbardziej osobisty tekst Tarantino, który pisząc wzorował głównego bohatera, Clarence'a na sobie. Co tu dużo gadać, ta historia to po prostu marzenie każdego nerda. Stwierdzenie że aktorzy są doskonale dobrani i świetnie grają będzie banalne ale i tak wspomnę o niesamowitym Oldmanie w roli parszywego alfonsa czy pogawędce duetu Walken/Hopper. To jest, Panowie i Panie, prawdziwe aktorstwo. Coś wspaniałego, magnetyzującego i pochłaniającego bez reszty.
Lubicie ten film?
04-04-2007, 19:09
Nowy
Liczba postów: 343
Liczba wątków: 1
Arghh... zlosliwosc losu, mialem dzisiaj zalozyc topic o True Romance :>
Duet Tarantino+Scott jest niesamowity :) Zakonczenie troszke rozczarowuje, ale poza tym film rewelacyjny.
Dla Mentala: slowo fuck pada 225 razy :)
Genialne soczyste dialogi, razem z jednym z najlepszych tekstow w kinie:
Clifford Worley: You're Sicilian, huh?
Coccotti: Yeah, Sicilian.
Clifford Worley: Ya know, I read a lot. Especially about things... about history. I find that shit fascinating. Here's a fact I don't know whether you know or not. Sicilians were spawned by niggers.
Coccotti: Come again?
Clifford Worley: It's a fact. Yeah. You see, uh, Sicilians have, uh, black blood pumpin' through their hearts. Hey, no, if eh, if eh, if you don't believe me, uh, you can look it up. Hundreds and hundreds of years ago, uh, you see, uh, the Moors conquered Sicily. And the Moors are niggers.
Coccotti: Yes...
Clifford Worley: So you see, way back then, uh, Sicilians were like, uh, wops from Northern Italy. Ah, they all had blonde hair and blue eyes, but, uh, well, then the Moors moved in there, and uh, well, they changed the whole country. They did so much fuckin' with Sicilian women, huh? That they changed the whole bloodline forever. That's why blonde hair and blue eyes became black hair and dark skin. You know, it's absolutely amazing to me to think that to this day, hundreds of years later, that, uh, that Sicilians still carry that nigger gene. Now this...
[Coccotti busts out laughing]
Clifford Worley: No, I'm, no, I'm quoting... history. It's written. It's a fact, it's written.
Coccotti: [Laughing] I love this guy.
Clifford Worley: Your ancestors are niggers. Uh-huh.
[Starts laughing, too]
Clifford Worley: Hey. Yeah. And, and your great-great-great-great grandmother fucked a nigger, ho, ho, yeah, and she had a half-nigger kid... now, if that's a fact, tell me, am I lying? 'Cause you, you're part eggplant.
Ostatnio obejrzane:
TDK - 8/10 jako film, 10/10 jako Batman
Once Upon A Time In America - 11/10
Alien^3 - 9+/10 | 11/10 (se)
Heat - 11/10
04-04-2007, 19:20
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Dla mnie True Romance to idealny przyklad naciaganej kultowosci. Film jest rozmemlany i srednio angazujacy. Kilka scen ma wszakze swietnych, ot chocby zacytowany wyzej wywod Dennisa Hoppera.
04-04-2007, 20:08
Nowy
Liczba postów: 163
Liczba wątków: 8
Jakuzzi napisał(a):Film jest rozmemlany
A konkretnie?
04-04-2007, 21:24
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Przegadany, srednio spojny, srednio emocjonujacy, ze srednim napieciem.
04-04-2007, 21:28
Nowy
Liczba postów: 163
Liczba wątków: 8
Nie uważam że jest przegadany. Dialogi są dobre, z jajem, nie nużą tylko sprawiają że chce się oglądać dalej. To zresztą znak firmowy Tarantino.
04-04-2007, 22:10
Nowy
Liczba postów: 403
Liczba wątków: 4
Milord napisał(a):Dialogi są dobre, z jajem, To zresztą znak firmowy Tarantino.
Tak, ale same dialogi nie grają - ktoś je musi wypowiadać, a w TR mamy nudnego Slatera i jescze ndniejszą P. Arquette. Jestem wielkim fanem filmów opartych na dialogach - wiadomo, że w tym najlepsi są D. Mamet (wyłączywszy "Spartan") i właśnie Tarantino (bez ubu KB); np. Reservoir Dogs czy Glen Garry Glen Ross oglądałem spokojnie ponad sto razy i znam je na pamięć (już teraz nie musze oglądać, bo rozgrywam wszystkie sceny w głowie), ale w tych filmach aktorstwo sięgnęło zenitu - w obu przypadkach mamy grupę świetnych aktorów płci męskiej, którzy grają koncert aktorski (prawdziwa uczta dla kinomana), bo po prostu casting został przeprowadzony w należyty sposób.
I'm smart and I want respect!
06-04-2007, 10:31
Nowy
Liczba postów: 163
Liczba wątków: 8
I tak też jest w przypadku PR. Slater i Arquette są świetni, żeby już nie wspominać o reszcie. Ten film jest bezbłędnie obsadzony.
06-04-2007, 14:46
Nowy
Liczba postów: 1,743
Liczba wątków: 5
Ja się zgadzam z Milordem! True Romance jest filmem prześwietnym i w sumie nie muszę nic dodawać. Aktorsko, dialogowo i muzycznie (motyw Zimmera - genialny!) filmowi nic nie brakuje. Końcówka również nie odstaje od reszty.
Jakuzzi - wiesz co myślę o Twojej opinii co do tego filmu :P
Malutki P.S. Dialogi w Spartanie SĄ dobre 8)
KMF - Follow your dream to fly
-----------------------------
Ostatnio widziane:
Meet John Doe: 8.5/10 | Arsenic and Old Lace: 10/10 | You Can't Take It With You: 8/10 | Frost/Nixon: 8/10 | The Chaser: 7/10 | Transporter 3: 4.5/10
06-04-2007, 15:48
chaotic good
Liczba postów: 937
Liczba wątków: 15
dialogi w Spartanie są równie bezpłciowe jak i cały film...
It has been said that time heals all wounds. I do not agree. The wounds remain. In time, the mind, protecting its sanity, covers them with scar tissue, and the pain lessens, but it is never gone.
06-04-2007, 16:09
Nowy
Liczba postów: 1,743
Liczba wątków: 5
To nie ten topic Karolino ;)
KMF - Follow your dream to fly
-----------------------------
Ostatnio widziane:
Meet John Doe: 8.5/10 | Arsenic and Old Lace: 10/10 | You Can't Take It With You: 8/10 | Frost/Nixon: 8/10 | The Chaser: 7/10 | Transporter 3: 4.5/10
06-04-2007, 16:21
Nowy
Liczba postów: 403
Liczba wątków: 4
Przecież napisałem, ze Spartan wyłamuję się z wcześniejszego dorobku Mameta, więc nie wiem dlaczego ten komentarz Deiny.
A wracając do tematu, szanuje chłopaki wasz pogląd na temat True Romance, ale zachowuje swoje stanowisko - Slater i Patricia nic nie pokazali, przez co film jest nudny i bezwartościowy, co zresztą można powiedzieć o całej twórczości T. Scotta (miał szczęście, że spotkał Denzela, bo w przeciwnym razie byłby dla mnie "nikim" w świecie kina) - ot zwykły rzemieślnik, nie znajacy się na ludziach (a przypominam, że o ludziach robi się kino). T. Scott obok Tarantino czy Mameta - nie, nie (to nie ta pólka).
I'm smart and I want respect!
06-04-2007, 18:14
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Beowulf napisał(a):Jakuzzi - wiesz co myślę o Twojej opinii co do tego filmu :P
I vice versa. ;)
06-04-2007, 18:16
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Wlane prosto z mostu kiedy myślę o Prawdziwym Romansie to przychodzi mi do głowy tylko jedno Genialna Kreacja Oldmana i scena w której to wytłumaczono ze Włosi spłodzeni są przez Czarnuchów nic po za tym :D
06-04-2007, 19:03
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Jakuzzi napisał(a):Dla mnie True Romance to idealny przyklad naciaganej kultowosci. Film jest rozmemlany i srednio angazujacy. Kilka scen ma wszakze swietnych, ot chocby zacytowany wyzej wywod Dennisa Hoppera.
zgadzam się w 100%. to w zasadzie wszystko ode mnie w tym temacie :)
06-04-2007, 20:30
chaotic good
Liczba postów: 937
Liczba wątków: 15
nowak napisał(a):Przecież napisałem, ze Spartan wyłamuję się z wcześniejszego dorobku Mameta, więc nie wiem dlaczego ten komentarz Deiny.
w odpowiedzi na malutki P.S. Beowulfa;)
It has been said that time heals all wounds. I do not agree. The wounds remain. In time, the mind, protecting its sanity, covers them with scar tissue, and the pain lessens, but it is never gone.
06-04-2007, 21:22
Nowy
Liczba postów: 163
Liczba wątków: 8
nowak napisał(a):przez co film jest nudny i bezwartościowy, co zresztą można powiedzieć o całej twórczości T. Scotta .
Scott robi fajne akcyjniaki, zdjęcia i montaż w jego filmach to pierwsza klasa, warto to docenić.
10-04-2007, 22:48
Nowy
Liczba postów: 403
Liczba wątków: 4
"Fan", trzy filmy z Denzelem są wartościowe
Reszta to właśnie takie akcyjniaki, które na pewno są świetnie zrealizowane, ale niektóre z nich są po prostu nudne (np. Wróg Publiczny, Spy Game, Top Gun, Prawdziwy Romans). Koleś ma na pewno swój styl i to warto docenić; może trochę przesadziłem z tym "nikim", ale mi po prostu jego styl nie odpowiada - najbardziej doceniam w filmach autentyczność bohaterów (tzw. realizm postaci), której u Scotta za często brakowało.
I'm smart and I want respect!
11-04-2007, 12:30
Dużo pisze
Liczba postów: 549
Liczba wątków: 9
Warto zwrócić uwagę na fakt, że trzy filmy Scotta z Denzelem to - nie lpytając tzw. wielkich koneserów kina, którzy pewnie wspomnieliby o "Dniu próby" - najgłośniejsze filmy z Denzelem. Jakoś tak wyszło, że przed poznaniem się ze Scottem Denzel raczej bywał na ustach widzów niż po prostu był. tymczasem sam T. stworzył kilka klasyków kina jeszcze przed zaangażowaniem do swoich filmów Washingtona. Tak więc z tym szczęściem Scotta, że spotkał Denzela... darujmy sobie.
Scott jest na prawdę dobry w prowadzeniu aktorów, a to w jaki sposób jego filmy się "podgrzewają" jest dla mnie klasą samą dla siebie. Żałuję jedynie, że znów go "popsuł" Bruckheimer - ostatnie "Deja Vu" śmierdzi Jerrym na kilometr, a ja chcę oglądać Scotta - bezkompromisowe zdjęcia i montaż, brak wyważonych reguł filmowych, po prostu coś innego, co przy okazji ociera się o wizualną perfekcję a'la reklamówka telewizyjna. Kino nie musi być za każdym razem takie samo, dlatego chciałbym kolejnego "Man On Fire", albo "Domino".
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott
11-04-2007, 22:32
Nowy
Liczba postów: 56
Liczba wątków: 0
Indroman napisał(a):Warto zwrócić uwagę na fakt, że trzy filmy Scotta z Denzelem to - nie lpytając tzw. wielkich koneserów kina, którzy pewnie wspomnieliby o "Dniu próby" - najgłośniejsze filmy z Denzelem. Jakoś tak wyszło, że przed poznaniem się ze Scottem Denzel raczej bywał na ustach widzów niż po prostu był. tymczasem sam T. stworzył kilka klasyków kina jeszcze przed zaangażowaniem do swoich filmów Washingtona. Tak więc z tym szczęściem Scotta, że spotkał Denzela... darujmy sobie.
ej sorry, Ty sugerujesz, że Scott jakoś wielce pomógł denzelowi w rozwoju kariery ? :lol: tak przynajmniej rozumiem tę wypowiedź. "wcześniej raczej bywał na ustach widzów" ?? zalezy o jakich widzach mówimy :lol:
13-04-2007, 00:56
|