Film idealny na piątkowy wypad do kina po robocie. Fabuła jest prosta jak cep, ale stanowi wystarczającą wymówkę dla 90 minut szalonej jazdy na dwukołowcach po zatłoczonych ulicach Nowego Jorku. Z ekranu wprost bije czysta radość z szalonej jazdy na rowerze. Od wieków nie jeździłem, po wyjściu z kina z zazdrością spoglądałem w parku na mijających mnie rowerzystów. Film jest bardzo współczesny, na ekranie miga wiele ozdabiających elementów, strzałki wyznaczające trasę, cyfry zegara zdradzające czy aktualnie obserwujemy bieżące wydarzenia, retrospekcje, czy też wybiegamy w przyszłość do finału zabawy. No właśnie, fabuła jest prosta, ale montaż próbuje to zatuszować licznymi – w zasadzie zbytecznymi – retrospecjami. Stosowane jest to jednak w umiarze, można wybaczyć.
To co nie udało się też do końca, to powtarzające się momenty prekognicji bohatera, który niczym Robert Downey Jr. w „Sherlocku Holmesie” w ułamku sekund dokonuje szybkiej oceny sytuacji na drodze i przewiduje dalszy przebieg wydarzeń, wybierając tym samym najbezpieczniejszą dla siebie trasę. W praktyce nie sprawdza się to tak fajnie jak u Ritchiego. Za minus można rozpatrywać również brak czarnego charakteru z prawdziwego zdarzenia. Michael Shannon jakkolwiek znakomity jak zwykle w swej psychopatyczności, to jednak z braku porządnej motywacji, robi za dość przypadkowego villaina, który zagrożeniem dla bohatera jest nikłym, za to błaznem pierwszorzędnym. Na minusy patrzy się jednak przez palce, bo to całkiem sympatyczny akcyjniak, zrobiony bez zarzutu, uczciwy, nie udający czegoś czym nie jest, stroniący przy tym od wybuchów i komputerowych efektów, stawiający na dobrą staroszkolną sztukę kaskaderską.
To co nie udało się też do końca, to powtarzające się momenty prekognicji bohatera, który niczym Robert Downey Jr. w „Sherlocku Holmesie” w ułamku sekund dokonuje szybkiej oceny sytuacji na drodze i przewiduje dalszy przebieg wydarzeń, wybierając tym samym najbezpieczniejszą dla siebie trasę. W praktyce nie sprawdza się to tak fajnie jak u Ritchiego. Za minus można rozpatrywać również brak czarnego charakteru z prawdziwego zdarzenia. Michael Shannon jakkolwiek znakomity jak zwykle w swej psychopatyczności, to jednak z braku porządnej motywacji, robi za dość przypadkowego villaina, który zagrożeniem dla bohatera jest nikłym, za to błaznem pierwszorzędnym. Na minusy patrzy się jednak przez palce, bo to całkiem sympatyczny akcyjniak, zrobiony bez zarzutu, uczciwy, nie udający czegoś czym nie jest, stroniący przy tym od wybuchów i komputerowych efektów, stawiający na dobrą staroszkolną sztukę kaskaderską.
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
14-09-2012, 22:03






