02-08-2009, 13:49
|
Public Enemies (2009)
|
|
sorry, wujo444, ale to, że że ty jesteś wyjątkiem (choć nie jesteś - patrz, co wypunktowałeś na poprzedniej stronie), nie znaczy, że 98% negatywnych recek nie wyżywa się na cyfrze. "po co cyfra? cyfra jest be. wszyscy kręcą normalnie, a Mann na opak. ja chce celuloid." jakby "nudny film bez napięcia" stanowiło nierozerwalną parę z "cyfra jest do dupy".
Nie ukrywam, że na "Public Enemies" czekałem z nerwowym biciem serca. Jako, że bieżący rok to IMHO największa filmowa posucha od wieków (poza "Watchmen" Snydera nie widziałem w nim jeszcze dobrego filmu, ale może jesień / zima, kto wie?), to pokładałem ufność w Manna, jaką wierny na tonącym okręcie może pokładać w swojego boga. I mam bardzo mieszane uczucia:
NA PLUS: - Depp!! Geniusz, postać Dillingera dźwiga cały film na wyżyny. Scena na komisariacie z pewnością przejdzie do historii, jako jedna z najlepszych scen kina - muzyka, nienachalna, pojawiająca się tylko we właściwych momentach - scena strzelaniny (jak zawsze u Manna prima sort) i finałowa na ulicy NA MINUS - ile można z tą cyfrówką z ręki?! Zbliżenia z anusa wzięte, miałem wrażenie, że co niektórzy bohaterowie chcą mnie połknąć, wszystko się trzęsie i momentami wygląda to gorzej, niż "Cloverfield". - wprowadzenie od groma postaci, które aktorsko przy Deppie bledną. Żadna nie przykuła mnie do ekranu, nie sprawiła, żebym ją pamiętał, czy analizował jej poczynania (łącznie z dziewczyną Dillingera). Kumple Johna pojawiają się i znikają, a ja pozostaję głupi. - Christian Bale!! Toż to Rasiak "Public Enemies", gra jedną mimiką twarzy, mówi ciągle tą samą intonacją głosu. W kontekście jego "końca" (informacja przed napisami końcowymi) jest jedna rzecz, która go broni: można założyć, że on sobie po prostu zupełnie nie radził z zastaną sytuacją, z kontrolowaniem poczynań podwładnych etc. a zżerała go ambicja (ostatnia dialog). Ale można było to zagrać znacznie lepiej. I czy tylko mi się wydaje, czy agent Pelvis jak szepce, to tylko mu doprawić czarną pelerynkę i stałby się... ![]() - brak choć jednej bardziej rozbudowanej sceny napadu na bank. Na Szatana, to film o Dillingerze - znanym właśnie z niesamowitej sprawności obrabowywania najlepiej strzeżonych lokacji, perfekcyjnego planowania i przeprowadzania akcji. To jakby robić film o Hendriksie i nie pokazywać, jak gra na gitarze, ewentualnie pokazać tylko, jak zakłada ją, bierze kostkę i przeskakiwać od razu do sceny pożegnania z publicznością. Mimo wszystko film jest... Rzetelny. Gdyby to był czyjś debiut reżyserski, napisałbym, że rewelacja. Ale jak to mówią - "mały koń - mały wóz, duży koń - duży wóz."
.noisivelet naht nuf erom era srorriM
02-08-2009, 13:53 Cytat:Na Szatana, to film o Dillingerze - znanym właśnie z niesamowitej sprawności obrabowywania najlepiej strzeżonych lokacji, perfekcyjnego planowania i przeprowadzania akcji. a co mieli wielce planować w latach 30 XX wieku (niedawno się wild west skończył), kiedy lokalna policja nawet nie znała z twarzy osób, które ściga? to nie Heat - tutaj nie potrzeba dwóch miesięcy planowania, rozrysówek i wyłączania alarmów. minuta i 40 sekund - tyle potrzebował dillinger na sfinalizowanie napadu i tyle to trwało w filmie. homer, ty stoisz przy wejściu i pilnujesz, żeby nikt nie wszedł, red czeka w aucie, a ja, nelson i józek wbijamy do banku. 02-08-2009, 13:56
Średnio mi się chce w ten czas trwania wierzyć. Masz może na to jakieś pozafilmowe dowody?
.noisivelet naht nuf erom era srorriM
02-08-2009, 14:04
pomyśl przez moment: dzisiaj w przypadku napadu na bank albo na konwój w mieście od odebrania zgłoszenia do przyjazdu policji czas wynosi max 3 minuty, stąd prosta kalkulacja: jeśli nie obrabujesz banku w 2-3 minuty, to masz na karku gliny.
EDIT źródeł historycznych ci teraz nie przywołam. moze później. tak czy siak, konferencja w areszcie została cholernie szczegółowo odtworzona (nawet gesty, jakie wykonuje depp sie zgadzają) i pokrywa się z faktami. 02-08-2009, 14:12
Nie widzę dziur w twoim rozumowaniu, więc się zgadzam. Niniejszym cofam myślnik o braku scen planowania napadów na bank.
![]() Jak widać, czasami można mnie przekonać.
.noisivelet naht nuf erom era srorriM
02-08-2009, 14:25 wujo444 napisał(a):to chyba jest w pierwszym punkcie....? Nie do końca - piszesz w nim, że gloryfikacja bohatera jest przesadzona. Tymczasem ja się pytam, jakim cudem niektóre osoby tu piszące wywnioskowały jednoznacznie z filmu, że Dillinger jest strasznym człowiekiem i niesamowitym bandziorem, na którego nie warto nawet splunąć, a co dopiero się identyfikować. Bo na razie argumentów jak dotąd nie macie żadnych pod tym względem, ergo oskarżenia są z dupy.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 02-08-2009, 15:11
Freak - po co to otwieranie wyważonych drzwi? Przecież tu nikt nie traktuje poważnie wypowiedzi, że pod tym względem (szeroko rozumianej moralności) Dillinger był "kontrowersyjny". Bandzior był i tyle, choć na pewno miał swoje zalety.
02-08-2009, 18:22 Mefisto napisał(a):Dillinger jest strasznym człowiekiem i niesamowitym bandziorem, na którego nie warto nawet splunąć, a co dopiero się identyfikować. Bo na razie argumentów jak dotąd nie macie żadnych pod tym względem, ergo oskarżenia są z dupy. Mama, tata, szkoła, a potem własny światopogląd ukształtował mnie, że strzelanie do ludzi, okradanie czyjegoś mienia jest złe. Jeżeli ktoś kradnie z marketu bułkę bo jest głodny jestem w stanie mu wybaczyć i nie oceniać takiego człowieka przez stereotypowy pryzmat â złodzieja. Jeżeli ktoś wchodzi do banku uzbrojony w karabin maszynowy by ukraść kilkadziesiąt tysięcy dolarów na spełnienie swoich zachcianek, grążąc ochronie śmiercią, bijąc ich kolbami, to ja nie mam szacunku dla takiej osoby. Nawet jeżeli w życiu prywatnym taki bandzior, jest szarmancki, kulturalny, dobrze wychowany i z szacunkiem odnosi się do ludzi, a starszym babciom i kobietom w ciąży ustępuje miejsca w autobusie.. Nie zmienia to nic w mojej ocenie jego osoby. Człowieka zapamiętuje się przez jego czyny â czyny Dillingera nie są chwalebne. On do jasnej cholery wchodził uzbrojony do banku terroryzując ludzi by skraść czyjeś mienie w postaci zielonych banknotów. To nie jest coś chwalebnego. Sorry Mefi ale rozśmieszasz mnie. 02-08-2009, 18:51
Jest to pierwsze miejsce w nieskończonym internecie na które trafiłem, gdzie ludzie usiłują innym ludziom udowodnić, że złodziej i morderca nie jest dobrym człowiekiem - bez powodzenia. Mam wrażenie, że to jakiś chory sen.
02-08-2009, 19:00
Solo, szczerze i z reką na sercu. Sama nie wierzę, że muszę komuś tłumaczyć takie rzeczy. I to zaczyna nie być nawet już dla mnie śmieszne, ale przerażające. Zastanawiam się czym to może być spowodowane? Być może panującą znieczulicą.
02-08-2009, 19:03 Monika napisał(a):I to zaczyna nie być nawet już dla mnie śmieszne, ale przerażające. Zastanawiam się czym to może być spowodowane. Być może panującą znieczulicą. Raczej głupotą, a co bardziej prawdopodobne - niechęcią do przyznania się do błędu. Kilka osób tutaj pomyliło fikcję z rzeczywistością, polubiło bohatera filmu Manna i zaczęło go bronić, niezauważenie przekraczając granicę groteski. I tak to się potoczyło, jak to zazwyczaj bywa na tym forum. Brak jakichkolwiek argumentów, bądź "argumenty" tak bzdurne, że śmieszne ("on nie kradnie pieniędzy ludzi, tylko banku, w dodatku ubezpieczone"), jakieś niezdarne próby spychania dyskusji na boczne tory i rozwadniania jej. A sprawa jest prosta i nie do wybronienia: bandzior jest bandziorem, człowiekiem złym i podłym i żadne jego cechy charakteru tego nie zmienią. Dyskusja na ten temat jest stratą czasu i kompromitacją osób broniących tezy "kontrowersyjności postaci". Możesz to dalej ciągnąć, tylko nie rozumiem po co. 02-08-2009, 19:09
Psychologiczna zagrywka. Jeżeli w kinie pokażemy bandytę, którego ukażemy od ludzkiej strony. Pokazując, że był on zdolny do miłości, do okazywania uczuć, był miły dla ludzi. To kiedy podczas sceny z napadem na bank policja otworzy do niego ogień będziemy kibicować bandziorowi a nie policji. Bo przecież ten bandzior to taki dobry i super fajny koleś, który chce miłości i lepszego życia na tropikalnej wyspie, a policja to zwykłe psy, które węszą za nim ścigając go i chcąc pokrzyżować jego plany.
02-08-2009, 19:12 Monika napisał(a):To kiedy podczas sceny z napadem na bank policja otworzy do niego ogień będziemy kibicować bandziorowi a nie policji. Racja, ale to przecież nic nowego pod Słońcem - nie pierwszy Mann użył tego chwytu z powodzeniem. Pamiętaj tylko, że dyskusja zaczęłą się od czego innego - od sławnej (albo niesławnej raczej) wypowiedzi Mentala, że Dillinger nie był złym człowiekiem w filmie i w rzeczywistości. Ta absurdalna teza oczywiście nie mogła zostać bez odzewu, jednak dyskusja o samym bohaterze w kontekście filmu to trochę co innego. Oczywiście w żadnym momencie nie można nawet filmowego bohatera oceniać w oderwaniu od jego wszystkich czynów, a zdaje się że obrońcy Dillingera na tym forum usiłują to właśnie robić. To tak jakby postać Hitlera z "Upadku" postrzegać w oderwaniu od jego historycznych czynów. Monika napisał(a):Bo przecież ten bandzior to taki dobry i super fajny koleś, który chce miłości i lepszego życia na tropikalnej wyspie, a policja to zwykłe psy, które węszą za nim ścigając go i chcąc pokrzyżować jego plany. Już o tym pisałem - na szczęście Mann nie popłynął w kierunku takiej głupoty i jego Dillinger, mimo że przedstawiony w zdecydowanie pozytywnym świetle, wciąż jest draniem, co widać. Agenci zaś to może typy nieciekawe, jednak w znakomitej większości postacie pozytywne. Tak więc sam film, pod tym względem, demoralizujący jakoś nie jest. 02-08-2009, 19:17
Masz racje. Zgadzam się ze wszystkim co wyżej napisałeś.
Ja napisałam to w takim kontekście, że ludzie oglądając taki film jak PE czy Heat wpadają w pewną pułapkę. Zaciera się granica percepcji â gdzie bandzior staje się pozytywnym bohaterem, a ścigająca go policja negatywnym. Potem przychodzą na fora i głoszą jaki to Dillinger był dobrym i fajnym człowiekiem bo ładnie uśmiechał się do kamery i pięknie pozował do zdjęć. Zwłaszcza ładnie wyszedł na tych ostatnich zdjęciach przykryty prześcieradłem ;-) 02-08-2009, 19:28
Trochę upraszczasz, ale w sumie to słusznie, bo sprawa jest prosta. Ja nie bardzo potrafię kibicować przestępcom w filmach, gdzie pokazuje się ich w pozytywnym świetle.
02-08-2009, 19:33 freak_outXP napisał(a):Dillinger gra Robin Hooda Że rabował bogatych to ok, ale komu dawał? Jakoś nie zauważyłem. ![]() freak_outXP napisał(a):Samo odstrzelenie Dilingera było niezgodne z policyjnymi procedurami; bo co to jest tak komuś strzelać w plecy. Przypominam, że Dillinger zginął w momencie gdy wyciągnął broń. Do tego momentu policja do niego nie strzelała. freak_outXP napisał(a):Mann chyba chce mi coś ważnego powiedzieć o moralności, ale gubi się w tym filmie. Raczej ma nadzieję, że widz zapomni o czynach Dillingera i zacznie postrzegać go w oderwaniu od jego przeszłości. 02-08-2009, 19:45 Monika napisał(a):Potem przychodzą na fora i głoszą jaki to Dillinger był dobrym i fajnym człowiekiem bo ładnie uśmiechał się do kamery i pięknie pozował do zdjęć. nie tylko na forach: The title of the film is 'Public Enemies,' but I don't see John Dillinger as an enemy of the public. J. Edgar Hoover was the man who sent federal agents after Dillinger. I mean, who's the real criminal? JDepp dla Los Angeles Times 02-08-2009, 19:45 Mental napisał(a):The title of the film is 'Public Enemies,' but I don't see John Dillinger as an enemy of the public. J. Edgar Hoover was the man who sent federal agents after Dillinger. I mean, who's the real criminal? Ooo, to nie wiedziałem że i Depp jest niespełna rozumu. ![]() Ale to na pewno żart. 02-08-2009, 19:45 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Public Enemies (2009) | Mental | 661 | 91,049 |
17-07-2009, 00:29 Ostatni post: Glut |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |







