Na środku pustyni "budzi się" opona. Szybko uczy się toczyć i poruszać po pustkowiu. Z czasem uczy się niszczyć i zabijać, najwyraźniej znajdując w tym przyjemność. Rusza przed siebie by nieść śmierć...
Tak. To film o oponie-mordercy. Trippy stuff. Do tego całość jest cholernie uczciwa i szczera. Serio - film zaczyna się deklaracją, że ten film to hołd dla bezsensowności. Następnie jest śmiertelnie konsekwentny.
Trzeba było zjeść indyka. Ale nie - ja zostałem z facetem na wózku inwalidzkim. Sam sobie winien.
Film ma przebłyski geniuszu. Pierwsza scena, przebudzenie opony, większość scen z szeryfem. W niektórych filmach jest taka scena, gdzie mordercę mija policja, nie mając pojęcia, że to on. Tu też taka jest. Wygląda prawie tak, jakby ta opona się uśmiechała. Ależ ten film angażuje wyobraźnię widza. Hitchock byłby dumny.
Film rozwala czwartą ścianę, stawia ją na nowo, znów demoluje i tak w kółko. Aż widz gubi się w bajorze absurdu. Do tego produkcja może się pochwalić wprost genialnymi zdjęciami.
Niestety pojechali po bandzie. Całość jest nadmiernie pokręcona. Na domiar złego te 80 minut wlecze się. Niestety zabrakło pomysłów na wypełnienie tego prościutkiego filmu. Ale nie codziennie trafia się nam film o oponie mordercy! Sam nie wiem czy mi się podobało czy nie. Z pewnością to niezła ciekawostka.
Oglądać na własne ryzyko. Posłuchać pana na początku a potem w trakcie weźcie pod uwagę zjedzenie indyka zamiast siedzenia z kaleką.
07-03-2011, 02:19







