Nowy
Liczba postów: 314
Liczba wątków: 7
Zrobiłem sobie wczoraj maraton jego filmów (Trylogia Dolara + Once Upon a Time in the West) i doszedłem do wniosku, że forum nie może się obyć bez tematu o nim. Bo Leone należy niewątpliwie do tych mistrzów kina, którzy wypracowali własny, niepodrabialny styl. Gość do niebotycznych rozmiarów wywyższył poetykę westernu nadając mu cechy niespotykane nigdy wcześniej. Szlachetny szeryf John Wayne złożył odznakę i powiesił Colta na kołku, a w jego miejsce przyszła zgraja hedonistów czyniąc Dziki Zachód miejscem bardziej atrakcyjnym. Leone wyzuwając postaci swoich filmów z jakiejkolwiek moralności potrafił w niesamowity sposób opowiadać o rzeczach związanych z przyjaźnią czy honorem. Dlatego myślę, że przedwczesna śmierć nie pozwoliła mu zrealizować prawdopodobnie jego najlepszego dzieła ("Leningrad"). Wyobraźcie sobie opowieść taką jak "Dawno temu w Ameryce/ na Dzikim Zachodzie" osadzoną w realiach II wojny światowej. Jak dla mnie hardcore. Żadne inne tło historyczne nie oddawałoby w pełni tego, o czym Leone opowiadał w swoich filmach.
27-03-2007, 10:22
Nowy
Liczba postów: 314
Liczba wątków: 7
No co jest? W tym temacie już 5 stron powinno być :)
27-03-2007, 20:18
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Apone, twardy z ciebie zawodnik, skoro jednego dnia skonsumowałeś 4 westerny Sergia - jesteś paker większy niż Pudzian :) No i zapomniałeś o "Fistful of Dynamite". Maraton niekompletny :)
Odnośnie samego reżysera - na niwie westernowej ciut wyżej doceniam wysiłki Peckinpaha. Dlaczego? Już śpiesze z wyjaśnieniem:
1) Peckinpah przedstawia w swoich filmach ten typ przemocy, jakiej nie chciałbym nigdy doświadczyć na własnej skórze (w westernach Włocha ma ona charakter nieco bardziej groteskowy, co oczywiście nie jest żadnym zarzutem, jedynie pokazuje różnicę, dzielącą obu panów);
2) U Peckinpaha wyciągnięcie broni z kabury równa się natychmiastowa śmierć, podczas gdy u Leone przeciwnie - staje się zaproszeniem do ludycznej zabawy (poprzedzonej nierzadko fantastycznymi one-linerami), która może, ale nie musi kończyć się zgonem.
Pieprzenie, że Leone przyczynił się do erozji mitu Dzikiego Zachodu jest czczą gadaniną krytyków, wyspecjalizowanych w żonglerce sloganami. Obydwaj z Peckinpahem tak naprawdę stworzyli mit Ameryki, zamykając erę naiwnych bajek o kowbojach.
Leone to sarkazm i cynizm. Peckinpah to bezkompromisowość i wyraźnie nakreślona hierarchia wartości, od której nie ma odstępstw. Obu reżyserów cechuje również brak taryfy ulgowej dla postaci, które kreują. Zdradziłeś - umrzesz. Krótko. Inaczej u Leone, choć morał ten sam - droga od zdrady do grobu jest dalece bardziej zawikłana i prowadzi przez gąszcz misternie tkanych intryg.
Podsumowując: nie potrafię myśleć o Leone bez Peckinpaha i odwrotnie. Panowie stworzyli serię tytanicznych arcydzieł, przy których taki Tarantino z Rodriguezem to poziom przedszkolny.
Korzystając z okazji, zareklamuje jeden tytuł: "Bring me the head of Alfredo Garcia" w reżyserii Peckinpaha - obraz bombarduje łeb i rozgniata mózg na miałkie wapno. Krańcowo przygnębiający film, robiony przez człowieku na skraju jakiegoś roztrojenia psycho-somatycznego. Lektura obowiązkowa.
---------------------
Kwestia z "Dzikiej Bandy". Pike Bishop mówi do swoich towarzyszy, rabujących bank: "Jeśli ktokolwiek sie ruszy - zabić" (to a propo zakładników), po czym centralnie na środku ekranu pojawia się napis: DIRECTED BY SAM PECKINPAH, jakby pieczętując słowa Pike'a. Gęsia skórka murowana. Czemu dzisiaj tak się nie kręci?
28-03-2007, 01:27
Nowy
Liczba postów: 314
Liczba wątków: 7
Cytat:Apone, twardy z ciebie zawodnik, skoro jednego dnia skonsumowałeś 4 westerny Sergia - jesteś paker większy niż Pudzian :) No i zapomniałeś o "Fistful of Dynamite". Maraton niekompletny :)
Dieta marchwiowa czyni cuda 8)
Niestety nie mam kopii "Fistful of dynamite". Na necie trudno znaleźć, a wydanie DVD to jakaś kpina (podobnie jak "For a Few Dollars More" i "The Good, the Bad and the Ugly").
Peckinpaha widziałem dwa filmy: "Pat Garrett i Billy Kid" oraz "Nędzne Psy". Dzięki temu pierwszemu odważę się zakupić całą kolekcję Peckinpaha, natomiast drugi jest... Pozwól, że zacytuję Ciebie samego:
"Obraz ów jest tak moczopędny, tak wmordojebny, tak cholernie intensywny, że obojętnie jakiego antyperspirantu byśmy nie używali, to i tak zakończymy seans z dwiema plamami potu na koszulce.
Cytat:Czemu dzisiaj tak się nie kręci?
1. Dzisiaj nakręcenie porządnego westernu graniczy z cudem równym ustąpieniu Kaczyńskich z rządu.
2. Żaden dzisiejszy reżyser nie ma takich jaj jak Peckinpah i Leone 8)
28-03-2007, 08:12
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:Peckinpaha widziałem dwa filmy: "Pat Garrett i Billy Kid" oraz "Nędzne Psy"
czyli nie widziałeś the getaway (wybrane kadry u mnie w stopce)... i dzikiej bandy... AAAAAAAAAA!!!! :)
28-03-2007, 10:27
Nowy
Liczba postów: 314
Liczba wątków: 7
Nawet nie wiesz jak mi to nie daje spać po nocach :)
A tak btw Leone podczas pracy:
![[Obrazek: OneLeoneRegie.jpg]](http://i59.photobucket.com/albums/g304/gcnardi/Leone/OneLeoneRegie.jpg)
100% zaangażowania w robotę. Nie to co ten obibok Mann :)
28-03-2007, 10:53
Nowy
Liczba postów: 163
Liczba wątków: 8
Cytat:Krańcowo przygnębiający film, robiony przez człowieku na skraju jakiegoś roztrojenia psycho-somatycznego.
Po prostu alkoholika. Mental, załóż topic o Samie :wink:
Leone też jest fajny, co stwierdzam po obejrzeniu Pewnego razu na Dzikim Zachodzie/w Ameryce i Za kilka dolarów więcej.
Ten gościu to mistrz reżyserii filmowej.
28-03-2007, 16:09
Nowy
Liczba postów: 314
Liczba wątków: 7
Obejrzałem "Dziką Bandę". Krótko, bo i temat niestosowny: ten film jest orgazmiczny.
31-03-2007, 02:58
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Stwórz topic o Dzikiej bandzie :) z reguły niewiele osób interesuje się żywo westernem, traktując "filmy o kowbojach" jak rekwizyt muzealny. ty natomiast wydajesz się jedną z niewielu osób na forum, która a) otwarcie przyznaje się do tego typu skrzywienia :) b) poważnie podchodzi do najpoważniejszego z filmowych gatunków.
czekam :)
31-03-2007, 16:35
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
dlaczego zawsze jak oglądam ten filmik chce mi się wyć... i bynajmniej nie ze śmiechu?
-------------------------------------
"For a few dollars more" - to moja ulubiona część dolarowej trylogii. Brak słów, by cokolwiek powiedzieć. Melodia z pozytywki i zakończenie i retrospekcje i dialogi ("Połowa twojej rodziny należy do mnie") i kurna wszystko przekracza zdolność pojmowania...
18-04-2007, 23:56
Nowy
Liczba postów: 314
Liczba wątków: 7
Cytat:
Wymiękłem kiedy zobaczyłem Roda Steigera z cygarem w zębach... Na przekór wszystkim fanom Leone uważam "Fistful of dynamite" za twór genialny. Nie bardzo dobry, nie świetny, a po prostu genialny. Że wspomnę tu choćby sam finał filmu ( "Duck, you sucker")
Gdybym usłyszał melodię z pozytywki w środku nocy, ze strachu wlazłbym pod łóżko i siedział tam do rana :). Bez jaj. Scena w której Mortimer i Indio wlepiając w siebie wzrok czekają aż muzyka ucichnie jest jedną z najbardziej elektryzujących jakie kiedykolwiek widziałem.
Ale...
Z całej trylogii najbardziej lubię "Dobrego, złego i brzydkiego". Powodów są setki, podam tylko jeden: końcowy pojedynek (przypomnę, że spełnia wszystkie wymagania na miano udanego). Tak wciskających w fotel pięciu minut nie zaznam już nigdy. Trzech uzbrojonych mężczyzn co rusz rzucających nerwowe spojrzenia na przeciwników, w samym środku cmentarza położonego na spalonym w słońcu pustkowiu... Mógłbym tak bez końca go wychwalać pod niebiosa, ale trzeba zająć się czymś bardziej przyziemnym...
19-04-2007, 08:43
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
a ja lubie bardziej "For a few dollars more" - własnie ze względu na końcowy pojedynek :) jest w nim element, którego brakuje w dobrym, złym i brzydkim, mianowicie motyw pozytywki - człowiek myśli, że to już koniec, że zaraz padną strzały, aż tu nagle zjawia się Eastwood i melodia trwa dalej.
19-04-2007, 18:00
Nowy
Liczba postów: 314
Liczba wątków: 7
Kwestia upodobań. Chociaż trzeba przyznać, że w obydwu filmach postaci grane przez Eastwooda przejawiają najbardziej kozackie zachowania z możliwych.
19-04-2007, 22:50
Stały bywalec
Liczba postów: 1,636
Liczba wątków: 8
Nie bijcie, ale nie widziałem żadnego filmu Leone i dopiero teraz się o tym zorientowałem.. Ale może to dlatego, że nigdy raczej nie interesowały mnie westerny. Zobaczę jak teraz, po kilku latach i z trochę innym nastawieniem na kino będę na nie reagował.
Żeby nie wypaść już kompletnie źle, to powiem, że zaczynam od jutra nadrabiać zaległości. na pierwszy ogień pójdzie Dawno temu w Ameryce. Zapytałbym czy dobry, ale odpowiedź chyba już znam :)
Aktualnie rządzi: ja
22-07-2007, 23:20
Nowy
Liczba postów: 2,172
Liczba wątków: 13
Jestem lepszy, widziałem "Za garść dolarów" :)
23-07-2007, 22:49
.
Liczba postów: 28,127
Liczba wątków: 62
Ja przez dlugi czas, nie wiedzieć czemu nie lubiłem westernów(chociaż lepiej powiedziane i bliższe prawdy będzie powiedzieć że po prostu ich nie znałem). Znaczy chyba przez jakiś czas w dzieciństwie oglądałem jakąś nudną kreskówkę o kowbojach i miałem awersje przez to :/ Jednak wszystko zmieniło się po obejrzeniu "Pewnego razu na dzikim zachodzie". Leone pokazał mi co znaczy kunszt reżyserski, bo naprawdę przed tym filmem nigdzie nie widziałem tak wspaniałych scen, gdzie niby nic się nie dzieje, a mimo wszystko nie spuszczam wzroku nawet na głośniki koło telewizora. Każdym ujęciem cieszę się jak obrazem niderlandzkiego mistrza. Osobna kwestia to temat, "Pewnego razu..." to chyba najbardziej męski film jaki widziałem, wszystki w nim jest takie jakie powinno być z męskiego punktu widzenia, całe szczęście, że kiedyś nie kręciło się filmu, który obowiązkowo podobałby się obu płcią. Powiem jeszcze, że widziałem "Za garść dolarów" i "Pewnego razu w Ameryce". Teraz mam pedalskie pytanie: jakie westerny polecacie, oprócz Leone i Peckinpaha? Tylko wiecie, te poważne, a nie te z krzyształowymi szeryfami, bo przeglądając opinie o westernach z innych stron i gazet to dochodzę do wniosku, że chyba nikt ich naprawdę nie oglądał, tylko co drugi nazywa klasykiem i obowiązkowo zachęca do obejrzenia.
03-11-2007, 21:26
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
do westernu też przez dłuższy czas nie byłem przekonany. Do momentu napotkania Leone i "Za garść dolarów". Na potrzebę chwili krótka kategoryzacja wg desjudi'ego:
1. Leone i Peckinpah - absolutne i niepodważalne arcydzieła;
2. naśladowcy Leone i Peckinpaha - z lepszym bądź gorszym skutkiem (np. "Unforgiven", "Silverado", "Wyatt Earp", "Open range", "Tombstone", "Posse", "The Proposition");
3. Deadwood;
4. pedalski John Wayne z czerwoną bandaną na szyi i koniem z jedwabistym ogonem;
5. naśladowcy Johna Wayne'a tworzący kino ku uciesze masowej publiczności bez intelektualnego i estetycznego prasowania mózgu;
6. około 10 tytułów nie wpisujących się w powyższe schematy (w tym świetny "Pat Garret i Billy the Kid", "Tańczący z wilkami", "Deadman")
8)
03-11-2007, 22:06
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
Des zapomniales o najwazniejszym. Wild Wild West :lol:
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
03-11-2007, 22:12
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
:arrow: 5
03-11-2007, 22:18
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
WWW zasluguje na oddzielna kategorie, a tak poza tym to zartowalem :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
03-11-2007, 22:22
|