Agent Putina
Liczba postów: 4,373
Liczba wątków: 21
Ja tam nadal uważam, że gdyby była to opcja numer jeden, to nie użyliby niedopowiedzenia, tylko pokazali konkretnie, żeby zakończyć mocnym akcentem. Wszyscy wolelibyśmy tę opcję, ale jak dla mnie najbardziej żenujący wątek filmu kończy się jeszcze bardziej żenująco.
08-10-2018, 20:10
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Juby napisał(a):Powiedzcie mi, jak mam rozumieć zakończenie?
Zrobił z niego swoją wtykę. Zawsze myślałem, że to raczej oczywiste. Zabicie byłoby działaniem kompletnie bezsensownym.
Raz, że chłopak MUSIAŁ strzelić mu w ryj, inaczej sam by zginął. Alejandro doskonale to rozumnie. A dwa, kto marnowałby tak doskonałą okazję na przekabacenia jednego z żołnierzy kartelu, żeby zbliżyć się do swoich wrogów?
Obstawiam, że gdy spełni swoją rolę, chłopaczek zostanie wyeliminowany (tak samo jak policjant w pierwszej części).
08-10-2018, 21:53
Oskarmeister
Liczba postów: 6,847
Liczba wątków: 18
Wczoraj nasunęła mi się myśl, że podczas seansu trochę głupie wydawało mi się trafienie Alejandro w policzek i przeżycie. A przecież w "Psach" jest identyko sytuacja, gdy Olo strzela do jednego z braci Słaby, a ten wyłazi z bagażnika. . To tylko tak na usprawiedliwienie tej sceny, że skoro UB-ek chybił, to i młody może.
08-10-2018, 22:03
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Sollima i Sheridan podeszli do tej sceny bardzo realistycznie. Sollima mówił w wywiadach, że konsultowali się w sprawie rodzaju broni i kalibru. Młody użył SIGa P226 w kalibrze 9 mm. Gdyby walnął z broni z większą średnicą lufy, Alejandro nie przeżyłby postrzału. Swego czasu 50 Cent też oberwał w policzek i przeżył. Do dzisiaj niewielki odłamek pocisku tkwi mu w języku.
08-10-2018, 22:36
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Może mi coś umknęło ale przypomnijcie mi skąd w ogóle założenie, że Alejandro wiedział, że to właśnie ten gówniarz do niego strzelał? Przecież nie widział kto do niego oddaje strzał - miał przecież przez cały czas na głowie założony worek.
09-10-2018, 06:15
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Rzeczywiście, nie mógł go widzieć w scenie zdemaskowania i potem na pustyni. Ich spojrzenia spotkały się tylko raz - wcześniej, w scenie na parkingu, ale bez związku z egzekucją. Podejrzewam, że przez rok (bo tyle minęło od postrzału do sceny spotkania) zdobył jakoś informacje, kto do niego strzelał.
09-10-2018, 10:26
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Meh.
Nie wiem kogo gra Brolin, ale to nie jest ta sama postać co poprzednio.
Nie wiem co tu robi Del Toro.
Nie wiem po cholerę trwa to 2 godziny, skoro fabuła wyczerpuje się w połowie po ataku na konwój a zakończenia nie ma.
W ogóle za dużo się w tym filmie gada, tam gdzie w pierwszej części wystarczyło spojrzenie, tutaj wali się widza łopatą po głowie.
Meh.
06-01-2020, 18:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-01-2020, 18:04 przez Mierzwiak.)
Krzyżowiec
Liczba postów: 7,252
Liczba wątków: 19
(11-09-2020, 22:21)Mental napisał(a): "Sicario" uważam za wspaniały film - pod warunkiem że przymkniesz oko na fabułę, która jest śmiesznie nierealistyczna (pod tym względem druga część - "Soldado" - jest znacznie lepsza).
Przy czym w dwójce klimat już się trochę ulotnił, nie mówię, że nie było go wcale, ale jednak z połączenia tematyki Sicario i reżyserii Sollimy spodziewałem się większego pierdolnięcia. Ja tam czekam na drugi sezon ZeroZeroZero, bo finał do dzisiaj mnie trzyma za jaja.
11-09-2020, 22:36
Agent Putina
Liczba postów: 4,373
Liczba wątków: 21
A wiadomo, czy drugi sezon mają robić? Bo teraz to Stefek pracuje nad takim trochę dziwolągiem - adaptacją powieści Clancy'ego z Michaelem B(ardzo przereklamowanym) Jordanem w roli Johna Clarka. Napisali toto Sheridan i... Akiva Goldsman.
12-09-2020, 17:20
Wnuczek Hitlera
Liczba postów: 3,422
Liczba wątków: 16
Najbardziej niepotrzebny sequel zeszłej dekady. Przeciętny akcyjniak z cienkim scenariuszem i fabułą, która nie ma nic wspólnego z jedynką. Nijakości projektu nie ratuje też raczej reżyseria Solimy.
Co do scenariusza - na początku jest wątek islamski i zamachy terrorystyczne. Wątek przestaje istnieć po 15-20 minutach, mimo że zapowiada się jako główna oś fabularna filmu... Potem operatorzy CIA porywają córkę el hefe jednego z karteli... W celu zwalczania islamskiego terroryzmu... Debilizm do kwadratu, ale zamachy nośny temat. Wrzucamy do gara, przecież im więcej dramy, tym lepiej, czyż nie? Mogliby jeszcze wpleść wątek korei północnej, która sprzedawałaby militarne graty kartelom, a co tam?
Potem szmuglują dziewczynkę do Teksasu. Po ki chvj tego nie wiem, skoro za moment znowu mają przeszmuglować ją do Meksyku. Po co małej potrzebna jest wiedza, że została odbita przez rząd USA? Czemu nie załatwić wszystkiego w Meksyku, przecież miało to wyglądać na porwanie przez wrogi kartel. No ale kij tam. Plan jest taki, żeby przewieźć córkę szefa kartelu w wojskowej kolumnie i zostawić na terenie innego, wrogiego kartelu - żeby zaognić wojnę. Pierwszy problem - chyba chcą, żeby wszyscy ich widzieli. Rozumiem, że do USA dało się ją przywieźć po kryjomu, ale w drugą stronę już nie? Drugi problem - czemu nie polecieli helikopterem, skoro w trzecim akcie lecą sobie na misję helikopterami? Trzeci problem - celem misji jest zostawienie dziewczyny na terenie wrogiego kartelu, co oznacza najpewniej jej śmierć. Teraz mają ją gdzieś, a pod koniec filmu ruszyło ich sumienie? Czwarty problem - CIA nie zna trasy przejazdu :) Piąty problem - operator karabinu maszynowego w hummerze otwiera ogień do swoich. Kierowca i reszta załogi nic z tym fantem nie robią. Szósty problem - dziewczyna ucieka, ale nikt nie wpadł na pomysł, aby ukryć przy niej jakiś nadajnik. Co notabene robi później Del Toro. Siódmy problem - dron nie widzi zaparkowanego auta gości od wyrzutni rakiet, ale zbliżającą się meksykańską policję już tak - idź pan w chvj :)
Głupot jest jeszcze więcej, niektóre z nich: Zbieg okoliczności, gdyby genialny scenarzysta nie rozpisał genialnej sceny, w której przemytniczy gówniarz-prospekt wpada na samochód Del Toro na parkingu, to nie byłoby trzeciej części filmu :) To nie jest scenariusz, to gówno przelane na papier :) Illegalsi chowający się pod drzewami przed murykańskim heli - co za kompletna bzdura, wyłapaliby ich na podczerwieni (co z resztą widać na samym początku filmu, LOL). Del Toro dostaje z odległości 1.5 metra kulę w łeb, nie umiera, ale nie wiadomo czemu traci przytomność i przestaje się ruszać. godzinkę później budzi się z dziurami w ryju. Dostał w policzek i kula chyba wyszła drugim policzkiem, mimo że kąt pod jakim padł strzał, sugeruje raczej, że kula powinna wyjść mu gardłem...
W dodatku rok później odwiedza gnoja, który go postrzelił, mimo że nawet nie mógł wiedzieć, kto był strzelcem, bo miał zasłonięte oczy, a wszyscy świadkowie zajścia zostali zabici...
Nie wiem jak można twierdzić, że to jedynka była głupia.
19-11-2020, 22:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-11-2020, 22:25 przez Derelict Machine.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,367
Liczba wątków: 77
Day of the Soldado - przez pierwszą godzinę był to dla mnie wyborny film. Nie wyciąłbym i nie dodawał z niego ani minuty. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu - od dobrze wyreżyserowanej akcji, po konkretne dialogi (każda wymiana zdań pcha historię do przodu i jest to super. Nie ma zamulaczy), a na świetnej realizacji kończąc - Solimma inspiruje się Denisem, ale stara się też budować coś autonomicznego, pozbawionego typowego dla sequelów wmawiania że o to ta historia jest częścią większego planu i tak naprawdę koniec pierwszej części był tylko przystawką. To, co łączy Soldado z pierwszym Sicario to wyłącznie dwójka bohaterów w osobach świetnego Brolina i del Toro i to tyle. Gdyby nie końcówka (o niej za chwilę) to rzekłbym, że Soldado jest sequelem wzorcowym - pozbawionym ciężaru poprzednika, stojącym mocno na swoich nogach. Villeneuve opowiadał o zmaganiu jednostki z systemem, którego nie można zmienić i który prędzej czy później Cię pokona. Solimma opowiada o działaniu systemu od środka, pokazuje jego kolejne macki, gdzie "human traficking" jest więcej wart niż kolejny karton kokainy, a symbolem tego jest scena w której młokos przekraczający granicę z emigrantami jest następnie zabierany w środku nocy samochodem prowadzonym przez matkę z niemowlęciem. Coś niesamowitego.
Ale tak pięknie nie mogło to trwać do samego końca, bo o ile druga godzina filmu nie jest wcale zła (ileż ja bym chciał filmów widzieć prezentujących taki poziom...) to jednak rozczarowuje ona swoim finałem i "ostatnią sceną", w której ten sam młokos staje się niejako głównym bohaterem opowieści (a muszę dodać, że młody aktor go grający jest niesamowitym drewnem - w przeciwieństwie do Isabeli Moner, która jest genialna!). I gdyby Solimma z Sheridanem zostawili pewne rozwiązania fabularne niedopowiedziane to ta historia miałaby jeszcze mocniejszy i pesymistyczny wydźwięk.
Tak czy inaczej film Solimmy > film Villeneuve'a. Jest dla mnie bardziej konkretny, zwarty i lepiej zmontowany.
8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
14-02-2021, 09:59
Początkujący
Liczba postów: 8
Liczba wątków: 0
Ostatnio odświeżyłem obie części, wyborne filmy choć z nieco niewykorzystanym potencjałem. Kiedyś były plany że będzie z tego trylogia, ktoś się orientuje czy to dalej możliwe czy już raczej temat zdechł?
12-05-2021, 09:13
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Wróciłem do Sicario 2 po wielu latach.
Część pierwszą uwielbiam, dwójka jest nadal dobra, ale czegoś jej brakuje, pozostawia uczucie niedosytu.
Z rzeczy oczywistych: Deakins > Wolski i mimo wszystko Johansson > Gudnadottir. Zdjęcia i soundtrack pierwszej części są wyraźnie lepsze... Autorka ścieżki dźwiękowej do sequelu muzykę od budowania napięcia skopiowała niemal kubek w kubek, ale zabrakło muzyki emocjonalnej i zwykłego suspensu.
Zresztą muzyka to raz, ale w jedynce ona dodawała tylko wrażenia do potęgi i postrachu meksykańskich karteli, które w sequelu są nieobecne.
Solimę uwielbiam, "Gomorra" to ścisłe top moich ulubionych seriali, ale w "Sicario: Soldado" w przeciwieństwie do Villeneuve nie wycisnął ze scenariusza tyle ile się dało. W jedynce główna bohaterka była świetną postacią wprowadzającą widza w świat karteli i rdzeniem emocjonalnym całej historii. W dwójce nie jest potrzebna podbudowa i rdzeń emocjonalny jest na... Córce lorda kartelu której tak naprawdę nie znamy, i na Sicario i dowódcy oddziału CIA, którzy nawet nie mają ze sobą interakcji. A przez to film wywołuje mniej emocji.
Scenariusz jedynki był też bardzo spójny, z pięknie wiążąco wszystko puentą. Scenariusz sequelu jest trochę chaotyczny, mamy atak terrorystyczny, porwanie córki lorda by wywołać wojnę karteli, a potem meksykański standoff gdzie każdy próbuje tą dziewczynę porwać... Struktura aktów jest zaburzona i nie do końca działa, a puenta jest słabsza niż powinna.
Jedynka pozostawiała widza z poczuciem wszechpotęgi meksykańskich karteli, czystego zła CIA i braku nadziei i cierpieniem zwykłych cywili którzy dostają rykoszetem.
Dwójka nie pozostawia zbytnio żadnego wrażenia.
Nadal solidne kino i przyjemny seans, ale rozczarowujący.
7-/10
18-09-2024, 19:52
Gepard Retardieu
Liczba postów: 2,293
Liczba wątków: 2
Po obejrzeniu dwójki miałem bardzo podobne uczucia. Pierwsze Sicario pomimo pewnych niedociągnięć, oglądało się świetnie i wiele scen na długo utkwiło mi w pamięci. Plus miażdzący klimat.
Day of the Soldado też spoko, ale film padł ofiarą klątwy sequela. Być może trzecia część podniosłaby poziom na ten bliższy oryginałowi.
Captain Obvious
18-09-2024, 20:06
|