Southland Tales
#21
Błąd. Ja to już robię. ;)

Odpowiedz
#22
R! Yeah ;) A Scott jest dobry. Domino to wypadek przy pracy i scenarzysty, i reżysera.

Odpowiedz
#23
Obejrzałem pierwsze 30 minut, i muszę niestety powiedzieć że to wszystko takie.. dziwne, nudne, nieprzystępne.. Może się rozkręci bo jak narazie to takie 5/10 :cry:

Odpowiedz
#24
Dno i metr mułu. Pseudoartystyczny bełkot. Co to w ogóle miało być? 2/10 za (momentami) ładne ujęcia.
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#25
No niestety - reszta obejrzana i obawy się potwierdziły.
Bardzo zły film, beznadziejne aktorstwo, tylko Sean William Scott nawet niezły, a reszta to żałość. Szczególnie ta pseudoartystyczna fabuła. Oceny nie wystawiam, z sentymentu dla Donniego. Ale nie polecam!

Odpowiedz
#26
film jest bardzo dziwny, napewno nie dla wszystkich. Mimo to da się to obejżeć. choć miejscami głupota filmu naprawde zwala z nóg. Ogólnie nic wybitnego, ale obejżeć się da. Kelly reklamował ten film "When Philip K. Dick meets Andy Warhol" i myślę, że ten opis jak najbardziej pasuję, z tym zastrzeżeniem, że Warhola jest tam dużo więcej niż Dicka:).

Odpowiedz
#27
o ja cie krece, co za... belkotliwie ekstrawagancki film. tu juz nawet nie chodzi o to, ze nie lubie oniryzmow (bo wcale tak nie jest, ze nie lubie - Paparhouse uwielbiam i doceniam, Donnie Darko tez byl spoko). po prostu ST odbieram w kategoriach przegiecia paly na calej linii. jedynie The Rock daje rade - jest tak drewniany i nawoskowany, ze patrzenie na niego sprawialo mi nieklamana radoche podziwiania w ruchu utykajace kukly. fajowa jest scena, w ktorej przedstawia zarys scenariusza - naprawde solidnie sie usmialem.

czy ja napisalem, ze The Rock daje rade? no dobra, niech bedzie, ze daje, ale tylko wtedy, kiedy nie musi grac, bo juz na przyklad jego wymagajaca szczatkowych zdolnosci aktorskich metamorfoza z Boxera Santarosa w Jericho Cane'a to lipa jakich malo. teatralne miny majace sugerowac... zreszta... o czym tu gadac? przeciez to plastikowy Krol Skorpion w jednej z glownych rol.

swiat przedstawiony ST - sorry za ten nagly przeskok - stanowi bezczelny miks odpustowego budzetu i scenicznej umownosci. panstwo policyjne w wydaniu Kelleya traci kpina: niby w przechadzajacych sie po plazy w Santa Monica "turystow" permanentnie celuja rzadowi snajperzy, a jednak nie przeszkadza to ludziom chodzic z pieskami na spacery i organizowac pol-jawnych marksistowskich wiecow. ale wiecie co? ja chyba nie zajarzylem konwencji. jakkolwiek by nie bylo, jedno jest pewne ponad wszelka watpliwosc: Southland Tales to dzielo postmodernistyczne w kazdym calu i kazdej sekundzie: nagromadzenie potencjalnie wypasionych cytatow i aktorskich wolt zajezdza tak niewyobrazalnie pretensjonalna taniocha, ze leb peka w szwach. o fabule nie wspominam, bo jej poziom zagmatwania i wielowatkowosci przerasta moje skromne zdolnosci kojarzenia.

albo powspominam: jest kilka watkow, ktore krzyzuja sie na rozne fikusne sposoby. mamy wiec motyw III wojny swiatowej (swietna czolowka), mamy grupe naukowcow-szarlatanow, wynajdujaca zrodlo nieskonczonej energii, mamy gwiazde wrestlingu z amnezja, ktora budzi sie na srodku pustyni, wraca do domu i probuje nakrecic film do spolki z gwiazeczka porno, niejaka Krysta Now, mamy tez knyf z Neo-Marksistami porywajacymi policjanta i w jego miejsca podstawiajacymi innego policjanta, blizniaczo podobnego do policjanta poprzedniego (w obydwu rolach czlowiek o chronicznie kretynskim grymasie twarzy - Steve Stifler), otoczke zas calej historii tworzy konflikt miedzy Neo-Marksistami, korporacja Barona Von Westphalena i US-Identem (firma, ktorej prezesuje demoniczna zona senatora)... juz widze te gre interpretacji, jaka rozgorzeje wsrod wyznawcow rezysera Donniego: beda rozciagac jego Southland Tales na prokrustowym lozu gotowego systemu i doszukiwac sie w nim filmowej inscenizacji wlasnej wydumanej tezy. czysta postmoderna.

powiem tak: jesli kogos rajcuje taki kogel-mogel, to ok, nie wnikam. dla mnie to nic wiecej jak tylko deliryczne majaki ujaranego ziolem rezysera. na plus zaliczam klimatowa jak zawsze muzyczke Moby'ego i wspomniany epizodzik The Rocka. reszte zostawiam do rozgryzienia koneserom.

P.S.
w filmie gra amerykanski raper i ex-czlonek boysbandu Justin Timberlake. nie wypada najgorzej. powiedzialbym wrecz, ze jest najjasniejszym (obok The Rocka) punktem obsady. przypadla mu w udziale zaszczytna rola "ducha" opowiesci - siedzac za sterami mega wypas dzialka przeciwlotniczego Justin 'N Sync Timberlake calkiem gawedziarskim glosem opowiada o wydarzeniachi i wywiazuje sie z powierzonego zadania przyzwoicie.

Odpowiedz
#28
Ten film ma jeden jasny plus: pojawia sie w nim Eli Roth, ale tylko na piec sekund - zostaje zastrzelony siedzac na kiblu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Tale of Tales (Il racconto dei racconti) (Reż. Matteo Garrone) (2015) Lawrence 4 2,555 14-05-2015, 22:21
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości