28-07-2016, 20:54
|
Star Trek
|
|
Robię sobie powtórkę z dwóch pierwszych części i... co tu dużo gadać, akcja jest w nich lepsza, bardziej angażująca i po prostu ciekawa, choć Into Darkness nie polubiłem od razu, może, też inaczej spojrzę na Beyond który i tak uważam, za fajny film.
Zajrzałem po premierze na polskie forum fanów Star Treka - jeden wielki ból dupy, załamywanie rąk i rozkminy o tym jak to się nie zgadza jakiś tam numer statku czy jego wymiary, albo że załoga jednego statku nie zmieściłaby się na pokładzie drugiego, a Star Trek to się w ogóle skończył na Kill'em All.
28-07-2016, 21:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2016, 21:29 przez Gieferg.)
Ja się w sumie im nie dziwię, bo jak bardzo bym nie chciał, nie jestem w stanie przebrnąć przez niektóre filmy, a na Gniewie Khana zasypiałem mimo iż doceniam pewne elementy filmu. Nowe filmy względem tego to coś zupełnie innego, coś ci mi pasuje, ale niekoniecznie musi pasować im, więc nie dziwi mnie to.
W zasadzie jedyną historię jaką pamiętam z poprzednich serii to film ze spotkaniem Picarda i Kirka. 28-07-2016, 21:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2016, 21:31 przez RysuMack.)
Lubię zarówno filmy I-VI (z tym, że akurat uwielbiane przez fanów Wrath of Khan i Voyage Home chyba najmniej), jak i nową trylogię, a zaawansowana nerdoza w tego rodzaju komentarzach przyprawia mnie o mdłości. No ale ja skreśliłem filmy z Picardem, a seriali (poza TNG w dzieciństwie) w ogóle nie chciało mi się oglądać, więc w sumie się nie znam :P
28-07-2016, 21:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2016, 21:36 przez Gieferg.)
Z tego co słyszałem to pierwsza generacja jest lepsza od nowej, a jedynie Picard jest lepszym kapitanem od Kirka :)
No ale każdy radykalny fandom to rak więc to normalne. Zobaczymy jak zareagują na nowy serial, chociaż Paramount i tak wkurzył fanów, bo wydał ten głupi regulamin dla fanfilmów i praktycznie wszystkim twórcom podcięli tym skrzydła, szczególnie to głupie, że to jedyny tak wielki i aktywny fandom mimo braku jeszcze jakiś czas temu, aktywnego rozwijania serii, np. przez filmy. W sumie na odbiór filmu może mieć duży wpływ ostatnie pomysły wytwórni co do tych fanfilmów. 28-07-2016, 21:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2016, 21:46 przez RysuMack.) (28-07-2016, 21:26)Gieferg napisał(a): Zajrzałem po premierze na polskie forum fanów Star Treka - jeden wielki ból dupy, załamywanie rąk i rozkminy o tym jak to się nie zgadza jakiś tam numer statku czy jego wymiary, albo że załoga jednego statku nie zmieściłaby się na pokładzie drugiego, a Star Trek to się w ogóle skończył na Kill'em All. Ale to, że w serialach i starszych filmach, nieścisłości jest od zajebania, to już im nie przeszkadza? :P Fani Treka są jeszcze gorsi od fanów Star Wars. A film bardzo fajny, ale raczej pod względem czystego funu i cholernie sympatycznej obsady. Scenariuszowo wypada to lepiej niż poprzednik, ale jednak Abrams potrafił wykrzesać nieco więcej emocji ze scen akcji, a także nadać lepszy pacing. Najbardziej szwankuje złoczyńca. Ponownie zemsta na Federacji i mocne zmarnowanie Elby w tej roli. A trochę szkoda, bo można było z niego wykrzesać więcej. Mogli błysnąć bardziej fikuśnym designem i pobawić się nieco tajemnicą Może nawet jakieś lekkie elementy horroru wprowadzić? Bo całe backstory Kralla, pomimo że nawet ciekawe, to występuje właściwie kompletnie w tle i jest przedstawione widzowi bez większych emocji. Ale reszta super. Zdecydowanie najfajniejszą rzeczą był bromance Spocka i Bonesa, a Jaylah to fajny dodatek do załogi (mam nadzieję, że powróci). Wykorzystanie "Sabotage" wybitnie dobre :) A po powtórce serii, moje top wygląda tak: 1. Star Trek - 9/10 i serduszko na FW 2. Star Trek Into Darkness/Star Trek Beyond - 8/10. O 2 lub 3 miejscu "Beyond" zdecyduję po powtórce na BD. 4. Star Trek II: Wrath of Khan- 8/10 5. Star Trek VI: The Undiscovered Country- 7/10 6. Star Trek IV: The Voyage Home- 7/10 7. Star Trek III: The Search for Spock- 7/10 8. Star Trek V: The Final Frontier- 6/10 9. Star Trek: Nemesis- 6/10 - słaby film, naciągana ocena, ale ogląda mi się najlepiej z filmów TNG. 10. Star Trek: First Contact- 6/10 11. Star Trek: Generations- 5/10 - podbita ocena za Kirka. 12. Star Trek: The Motion Picture- 4/10 - lubię historię (czyli jakieś 30 minut filmu), score i kilka widoczków... ale nie mogę przymknąć oka na to, że jest WYBITNIE nudny. 13. Star Trek: Insurrection- 2/10 - najgorsza rzecz sygnowana nazwą "Star Trek". 28-07-2016, 23:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2016, 23:35 przez Grievous.)
Na Star Treku to Wy się Gieferg, Grievous i spółka ch...... znacie. Druga opcja to bardzo zły gust filmowy. Dawno już nie czytałem takich pierdół. Tak więc na początku moja subiektywna lista filmów trekowych a potem uzasadnienie:
1. Star Trek: First Contact 9/10 2. Star Trek: Insurrection 7+/10 3. Star Trek: The Motion Picture 7+/10 4. Star Trek: The Wrath Of Khan 7+/10 5. Star Trek: The Undicsovered Country 7/10 6. Star Trek Generations 6+/10 7. Star Trek: The Voyage Home 6+/10 8. Star Trek: The Search for Spock 6/10 9. Star Trek: Nemesis 5/10 10. Star Trek: The Final Frontier 5/10 1. Star Trek: Into Darkness 7/10 2. Star Trek: Beyond 6+/10 3. Star Trek (2009) 6/10 W tej liście umieszczam filmy z Abramsverse w oddzielnej kategorii, bo nie potrafię ich porównać z poprzednimi trekami. To jest inny poziom pod każdym względem. Na wstępie zaznaczę, że jestem trekkerem, nie trekkie. To znaczy że najbardziej cenię sobie erę TNG, DS9 i Voyagera a nie erę klasycznej załogi. Dopiero następne pokolenia przemówiły do mnie jako Star Trek, nie te klasyczne Roddenberrego. Mówię o tym bo większość z was już pewnie jebła i nie wstała po tym co widać na moich pierwszych miejscach w rankingu. Dzieje się tak dlatego że prawdopodobnie bardzo mało was łączy z epoką TNG i z trzeba serialami tam powstałymi. Ja dla odmiany oglądałem wszystkie odcinki z wszystkich serii. Na początek kilka faktów. Star Trek w latach 90 przeżywał swoją złotą erę. To był najlepszy okres jego istnienia. Lata 94-96 to kuluminacja. To wtedy, nieprzerwanie przez 14 lat kształtowało się universum star treka. Pierwszy film kinowy z tamtego okresu był niejako kolejnym finałem serialu TNG, tylko z większym budżetem. Za scenariusz odpowiadali wtedy twórcy najlepszych odcinków TNG czyli Brannon Braga i Ronald D. Moore. (tak, ten talent od BSG). To oni napisali niezwykle udany finał serialu a także wiele najlepszych odcinków serii. Ich wybór nie był przypadkiem, to była kontynuacja, logiczna decyzja. Może Pokolenia nie były ich wybitnym dokonaniem, ale to z tego względu, że tam trzeba było domknąć wiele wątków i może z stąd tylko częściowy sukces. Na całkowity sukces trzeba było poczekać dwa lata później, kiedy mogli już napisać kapitalny nowy scenariusz. Tak też powstał Star Trek First Contact - najlepszy film trekowy jak dotąd. Reżyserię powierzony aktorowi który grał pierwszego oficera w TNG, także reżysera kilku b. dobrych odcinków Jonathanowi Frakes'owi, który znał się po prostu bardzo dobrze na star treku i wiedział jak ten świat funkcjonuje. Powstał więc zajebisty film na 20tą rocznicę. Film, który był niejako sequelem jednego z najlepszych odcinków TNG czyli "The Best of Both Worlds" z udziałem najlepszego trekowego villana czyli Borga. Pamiętam jak ja się jarałem tym filmem w 96 roku. Miałem wtedy 14 lat. Co to były za czasy. Powraca Borg w wydaniu kinowym, mamy nowy wypasiony Enterprise, bitwę kosmiczną w sześcianem, podróż w czasie, Zefram Chochrane, jego pierwszy lot warp, pierwszy kontakt z Volkanami, do tego sceny na misie deflektora, w holodecku no i w bazie w Montanie, gdzie budowano Phoenixa. FC to był taki Star trek na jakiego czekano od zawsze czyli kolejna odsłona w świecie ST, tylko tym razem wysokobudżetowa, nowoczesna, w której wszystko zagrało idealnie. To był dla mnie ulubiony film kosmiczny zaraz po klasycznych SW, które też własnie wtedy oglądałem w kinie. Nie znajdziecie negatywnej recenzji w internecie o FC. Wręcz przeciwnie. We wszystkich rankingach FC jest razem z Gniewem Khana na pierwszym (lub drugim) miejscu jeśli chodzi o trekowe filmy. To co niektórzy prezentują na tym forum to skrajna ignorancja w połączeniu z totalnie z............m gustem filmowym.( przynajmniej jeśli chodzi o treki). Idąc dalej w historię filmów, dwa lata później powstał Insurrection, prawie z ta samą ekipą co poprzednio, wykonany na bardzo podobnym poziomie, tym razem jednak film był w lżejszym tonie i po prostu traktował nie o wielkich epickich sprawach, tylko o losie jednej społeczności. Był to film z ciekawym pomysłem, z niezwykłym fenomenem planetarnym, który generował etyczny dylemat, z pięknymi ujęciami, z masą humoru, ze świetnym F. Murray Abrahamem w roli villana. Do tego wciągał i był świetną zabawą na poziomie. Pamiętam również jak w 98 oglądałem ten film w wielkim napięciu i strasznie mi się podobał, mimo, że nie był taki odjazdowy jak FC. W końcu to wysokobudżetowe TNG, czyż można chcieć więcej? !!! W dzisiejszych czasach na blurayu oglądam te filmy dosyć często i ciągle je podziwiam, jak pięknie są zrobione i jak wszystko w nich gra. Tak samo mam przy oryginalnej trylogii Star Wars. Nemesis już niestety za dobrze nie wypadł głównie dlatego że zabrakło Frakesa w fotelu reżyserskim i film nie pokazał wiele nowego, był po prostu wtórny. Tak więc najbardziej cenię sobie treki Frakes'a, potem TMP, bo to niepowtarzalny, epicki film, czyste s-f(choć też ma trochę problemów i się generalnie zestarzał. Potem treki Meyera, facet potrafił zrobić 2 najlepsze filmy z załogą TOS'a (też się zestarzały), ale jednak już poszedł w inne rejony niż esencja s-f. Następnie Generations, potem treki Nimoy'a, niezłe, choć nie wybitne, no a na koniec dwa najgorsze odcinki filmowe czyli Nemesis i Final Frontier. Do treków Abramsa przekonałem się częściowo po czasie. Pamiętam jak po seansie Star Trek 2009 parsknąłem śmiechem z zażenowania a moja jedyna reakcja to były słowa "co oni k.....zrobili z trekim. Przecież to jacyś cholerni żołnierze kosmosu a nie star trek." Potem mi to przeszło, stałem się bardziej otwarty. Zdałem sobie sprawę, że to jest reebot serii TOS i jako taki można to kupić. Nie ma jednak startu do ery następnych pokoleń. Into Darkness z kolei mi się naprawdę podobał, bo wszystko w tym filmie było lepsze od swojego poprzednika na czele z bad guyem i generalnie fabułą, no a poza tym już wiedziałem jakiego filmu się spodziewać i w jakiej konwencji. Szybkie przemyślenie po Beyond. Star trek to dzisiaj czyste kino akcji które ma tyle wspólnego z s-f co Gwiezdne Wojny. To co też mi bardzo przeszkadza w nowych trekach to to, że są one w o dużo mniej poważnym tonie niż te stare. Bohaterowie pajacują, komediują, wszystko jest takie by uchachać współczesną publikę, współczesne dzieciaki. Przykładowo pierwsza scena w Beyond z ta rasą stworków tak balansowała na granicy śmieszności, że przez chwilę zastanowiłem się "czy ja oglądam jakichś pieprzonych Strażników Galaktyki?" Tak sobie myślę, że jakbym swoim siedmioletnim siostrzeńcom dzisiaj pokazał Beyond to byliby uchachani, nie nudzili by się przez chwilę. Jakbym im pokazał coś z ery TNG to by pewnie narzekali na nudę i prawie nic nie rozumieli. Jakbym im pokazał The Motion Picture, to by już w ogóle nie wiedzieli po co to oglądają. Czyli prosty wniosek. Star Trek się niesamowicie infantylizuje i staje się takim klasycznym letnim Blockbusterem jakich pełno. Pościgi i bójki na platformach rodem z produkcji Marvela, podobnie naiwne motywy co w Dniu niepodległości. I nie twierdze przy tym że stare treki były pozbawione błędów. Ale ewolucja powinna iść w lepszym kierunku a nie gorszym. Powinno to iść w Stronę Battlestar Galactiki, Moona, tego typu rzeczy a nie odwrotnie. Star Trek dzisiaj to nie jest już Star Trek. Ktoś napisał, że to mógłby być kompletnie inny film dziejący się w przyszłości z nieco inną załogą. Moja ocena Beyond jest właściwie identyczna jak ocena Mefisfo. Zgadam się z każdym zdaniem. Tak więc póki co nadzieja w nowym serialu ST: Discovery, ale przy dzisiejszych tendencjach chyba już nie uświadczymy filmu treka w prawdziwej oprawie s-f, poważnego a zarazem rozrywkowego, z ciekawymi dylematami etycznymi, z nieśpieszną akcją, który tak naprawdę byłby jeszcze lepszy niż FC czy Insurrection! Tego bym sobie bardzo życzył. Niewielu zdaje sobie z tego sprawę ale Star Trek jako saga rozwijał się od jego powstania czyli 1966 aż do roku 1996/97 czyli jego szczytu (film First Contact, 6 sezon DS9 - wojna z Dominium, Borg i 7 z 9 w Voyagerze). Potem jest już stopniowy spadek z takimi dołami jak Nemesis czy poniekąd Enterprise. Po prostu ST przestał się rozwijać, zaczął być wtórny. W końcu umarł. Potem poczekali kilka lat i trek przepoczwarzył się w popcornowe kino dla nastolatków. Zatem wszystko się rozstrzygnie w Star Trek Discovery i przekonamy się w jakim kierunku podąża Star Trek i co dzisiaj znaczy.
Eddington, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Feb 2013.
29-07-2016, 18:32 Eddington napisał(a):Na Star Treku to Wy się Gieferg, Grievous i spółka ch...... znacie. Druga opcja to bardzo zły gust filmowy.Przestałem czytać w tym miejscu. Z takim podejściem nie zdziw się, jeśli ludzie nie będą tu traktowali cię poważnie. 29-07-2016, 18:40
Huntersky, to po prostu pierwsza emocjonalna reakcja na ilość głupot i herezji jakie zostały tu wypisane. Potem jest już merytorycznie.
Eddington, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Feb 2013.
29-07-2016, 18:50 Cytat:Na Star Treku to Wy się Gieferg, Grievous i spółka ch...... znacie. (...) To znaczy że najbardziej cenię sobie erę TNG, DS9 i Voyagera a nie erę klasycznej załogi. Dopiero następne pokolenia przemówiły do mnie jako Star Trek, nie te klasyczne Roddenberrego. Plujesz, że się gówno na "Star Treku" znamy, a później sam zaznaczasz, że wolisz wszystko inne niż klasyczny "Star Trek" :) Co następne? "Enterprise" niedocenionym klasykiem? :P Cytat:Dzieje się tak dlatego że prawdopodobnie bardzo mało was łączy z epoką TNG i z trzeba serialami tam powstałymi. Ja dla odmiany oglądałem wszystkie odcinki z wszystkich serii. Widziałem wszystkie seriale (+ kilka odcinków TAS), a DS9 jest jednym z moich ulubionych w ogóle. I co na to mówi twoja teoria? :) Cytat:Szybkie przemyślenie po Beyond. Star trek to dzisiaj czyste kino akcji które ma tyle wspólnego z s-f co Gwiezdne Wojny. "Star Trek" nigdy nie był jakiś "konkretny". Ten świat służył jako platforma to przedstawiania wszelakich historii- klasycznego SF, kosmicznej przygodówki, komentarza społecznego itp. Co zabawniejsze, filmy Abramsa, wcale tak mocno się nie różnią od innych kinowych Treków. Różnica polega raczej na tym, że są one dynamiczniej i efektowniej nakręcone. No i w przeciwieństwie do produkcji spod znaku TNG, prezentują się jak film, a nie jak odcinek serialu ze zmienionym aspect ratio. Cytat:We wszystkich rankingach FC jest razem z Gniewem Khana na pierwszym (lub drugim) miejscu jeśli chodzi o trekowe filmy. A nie no! Jak rankingi mówią, że tak jest, to zmieniam ocenę na 10/10. Ty tak poważnie? 29-07-2016, 19:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2016, 20:05 przez Grievous.)
Ja tam od początku zaznaczyłem, że nigdy nie przepadałem za oryginalnym star trekiem, za to ten "popcornowy" bardzo lubię, więc cała ta analiza bez sensowna... :)
29-07-2016, 19:47 Cytat:To co też mi bardzo przeszkadza w nowych trekach to to, że są one w o dużo mniej poważnym tonie niż te stare. Bohaterowie pajacują, komediują, wszystko jest takie by uchachać współczesną publikę, współczesne dzieciaki.A czy przypadkiem TOS to nie był głupiutki i infantylny serialik komediowy? Skoro nowa seria jest ich rebootem to wpasowuje się w klimat. Bo w czym taki Wrath of Khan jest ambitniejszy od Into Darkness? 29-07-2016, 20:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2016, 20:04 przez Kerev.)
TOS to był twór adekwatny do czasów w których powstał, a filmy Abramsa, to dosyć rzetelna współczesna adaptacja :)
Cytat:Bohaterowie pajacują, komediują, Nie to co gritty&realistic "Generations" :) 29-07-2016, 20:13
Grievous, chyba jest oczywistym, że TNG > TOS pod względem formy i treści. To że akurat Ty widziałeś wszystkie odcinki wszystkich seriali to spoko, masz porównanie, ale np. Gieferg się przyznał, że oprócz TNG z dzieciństwa to innych właściwie nie oglądał i w sumie się nie zna i że od razu odrzuca filmy TNG. To co piszesz o tym, czym był zawsze Star Trek to zgoda, ale właśnie to są motywy s-f, których jest jak na lekarstwo w trekach Abramsa. W najnowszej odsłonie to już wszystko tonie w całej tej spektakularnej akcji i rozwałce. Pierwszy trek Abramsa jest kolejnym filmem o zemście, a przecież to już było w Gniewie i Nemesis. Film tak naprawdę o niczym. A o czym jest Beyond? Powie mi ktoś? Bo Insurrection był o "dziwnym, nowym świecie" który jest praktycznie fontanną młodości, o przesiedlaniu małych grup kosztem innych, o śmiertelności, o szybkim trybie życia, o cieszeniu się każdym momentem itd. Poza tym możesz mi mnożyć przykłady śmiesznych scen z okresu TNG, ale tak jak powiedziałem było tego mniej, miało to swoją klasę. Na przykład scena z Data jest urocza, wynika to bezpośrednio z posiadania chipu emocji. Natomiast Kirk biegający po korytarzach z napuchniętymi rękami i sepleniący a za nim McCoy to jest już taka polewka dla dzisiejszych dzieciaków, humor mniej wyszukany. Już pisałem, że starym trekom też sporo brakuje do ideałów, żadnemu filmowi w końcu nie przyznałem 10/10, ani nawet 8/10, ale moim zdaniem powinno to isć w zupełnie innym kierunki niż treki Abramsa. Wolałbym żeby były bardziej ambitne.
Przykładowo usunięta scena z najgorszego filmu TNG ma w sobie więcej treści i mądrości i ciekawych rozważań niż cokolwiek z Beyond.
Eddington, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Feb 2013.
29-07-2016, 20:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2016, 20:26 przez Eddington.)
Poniżej zebrane wrażenia z pierwszych seansów po latach albo pierwszych w ogóle (w 2009 roku):
I - THE MOTION PICTURE Po wizycie w kinie na nowym Star Treku uznałem że czas przypomnieć sobie klasykę, zacząłem oczywiście od pierwszego filmu, który był jednymz pierwszych filmów jakie nagrałem sobie na VHS wieki temu (w dodatku knocąc coś z ustawieniami, tak, że film miałem nagrany bez kolorów i pamiętałem go przez to jako czarno-biały). Star Trek: The Motion Picture to pierwszy z długiej serii filmów kinowych spod znaku ST, a spośród tych, które widziałem (pierwsze cztery) chyba najbardziej się wyróżniający swoim tempem i klimatem - film jest po prostu wolny. Akcja toczy się do przodu z szybkością kulawego żółwia, dłużyzny nieraz dają się we znaki (jak chocby scena gdy Kirk i Scotty lecą na pokład Enterprise i przez jakieś 5 minut mamy okazję podziwiać statek z każdej możliwej strony), a fabuła jest dośc prosta i chyba tylko w jednym momencie ma miejsce całkiem fajne zaskoczenie. Mimo to jakoś lubie ten film i mam ochotę obejrzeć go znowu mimo że dopiero co go widziałem (DVD już w drodze). Jedną z największych zalet jest muzyka - Goldsmith stworzył prawdziwe arcydzieło, a soundtrack z tego filmu z miejsca wskoczył do mojego top-10 najlepszych/ulubionych ścieżek dźwiękowych, szkoda, że twórcy kolejnych częsci uznali, że muzykę zrobi już kto inny i że nie ma być ona utrzymana w tym klimacie co muzyka z The Motion Picture... 9/10 II - WRATH OF KHAN w ramach powtórek filmowych star treków zasiadłem dziś do częsci drugiej. Film jest zupełnie inny niż The Motion Picture, na pewno szybszy, na pewno łatwiejszy w odbiorze, na pewno się aż tak nie wlecze...ale czy lepszy? Nie wydaje mi się. Co ciekawe, wrażenia mam podobne jak 15 lat temu kiedy to również trzy kolejne Star Treki (II, III i IV) nie robiły na mnie większego wrażenia. Film niby ogląda się fajnie, przynajmniej do pewnego momentu, ale jakieś to takie bez smaku. Irytuje nieco głowny zły i jego ekipa, którzy to osobnicy wyglądają jakby się urwali z Conana Barbarzyńcy, daje się we znaki brak znakomitej muzyki Goldsmitha i niestety Horner nie daje rady go zastąpić - dodatkowo w pewnym momencie miałem wrażenie że słysze muzykę z Aliens...no cóż, nie od dzisiaj wiadomo że Horner znany jest z kopiowania samego siebie. Niższy niż w przypadku TMP budżet też daje o sobie znać - efekty specjalne chwilami nie dają wręcz przestać myślec o tym, że to...no własnie...efekty, do tego przestarzałe i kłujące w oczy. Obronną ręką wychodzi natomiast obsada, a właściwie to częśc obsady, a konkretnie tylko załoga Enterprise znana już z serialu i TMP, reszta niestety wyraźnie odstaje i nie jest zbyt przekonywująca. 6/10 III - SEARCH FOR SPOCK Trzecia część ST pozytywnie mnie zaskoczyła, film okazał się być bardziej wciągający od poprzednika, a pewna dawka humoru sprawiła że oglądało się go przyjemniej. Nie rzucały się też specjalnie w oczy braki w efektach specjalnych, dodatkowo głowny przeciwnik ( w tej roli znany z Powrotu do Przyszłości i Rodziny Addamsów Christopher Lloyd) wypadł o niebo lepiej niż Khan w STII (no a poza tym lubię Klingonów). Zmiana odtwórczyni roli Saavik na plus (nie żebym miał coś przeciwko poprzedniczce ale kojarzyła mi się za bardzo z rolami w "Północ Południe" oraz "I kto to mówi" i nieco wybijała z klimatu). Mogę chyba powiedzieć , że oglądając częsc trzecią jakoś bardziej wczułem się w klimat Treka i teraz tym bardziej nie mogę się doczekać by zabrać się za ciąg dalszy. Nawet muzyka Hornera jakoś bardziej mi się podobała choć znowu dały się słyszeć podobieństwa do Aliens. 7/10 IV - VOYAGE HOME Czwarta odsłona kinowego Treka z pewnością wyróżnia się spośród innych. Raz - miejscem, a raczej czasem akcji, dwa - komediowym charakterem. Film jest całkiem przyjemny w odbiorze, ale jako część serii trudno go oceniać - nie dziwię się, że niektórym może takie odejście od tego co zazwyczaj w tych filmach oglądamy nie przypaść do gustu. Mnie bardziej przeszkadzało niemal powielenie pomysłu z pierwszego filmu - sonda zbliżająca się do ziemi wysyła sygnały na które musi uzyskac odpowiedz bo w przeciwnym razie narobi bałaganu... Wybitnie wkurzająca jest też muzyka, autorstwa tego samego pana, który kilka lat później sprawi, że Robocop 2 będzie miał najgorszy score w trylogii. O ile już muzyka Hornera z dwóch poprzednich filmów niespecjalnie przypadła mi do gustu, tak jeśli zestawić ją z wesolutkimi brzmieniami z częsci czwartej wypada nagle wręcz rewelacyjnie. Aktorsko poziom jest utrzymany - starzy znajomi nie zawodzą, szczególnie Spock (którego brakowało nieco w poprzedniej odsłonie) noszący się tutaj jak jakiś ni to karateka ni to mnich i McCoy. Mimo naiwnej nieco fabuły i swego komediowego charakteru częśc IV nie zaniża specjalnie poziomu serii. Powrót do niej po 15 latach okazał się doświadczeniem całkiem przyjemnym. 6/10 (byłoby wyżej gdyby nie muzyka i odtwórczośc w stosunku do TMP) V - FINAL FRONTIER Wiele złego słyszałem przed o tym filmie i do jego obejrzenia zabierałem się ze sporymi obawami. Miała to być najgorsza częśc Gwiezdnej Sagi, cxo niektórzy doradzali mi wręcz bym ją sobie odpuścił. Obejrzałem i... Najgorsza część? Z której strony ja się pytam? Początek wyglądał nieco jak "Gwiezdne wojny", pustynna planeta, pełna dziwacznych istot knajpa, zakapturzone postacie... Chwilę potem przywitał mnie znajomy motyw muzyczny - taaaa, to rozumiem, Jerry Goldsmith powraca w glorii i chwale przywracając swoje rewelacyjne motywy z pierwszego filmu kinowego - duży plus. Film podobnie jak poprzednia częśc ma sporo elementów komediowych i...bardzo dobrze - dzięki temu po prostu lepiej i przyjemniej się to ogląda. Sam pomysł na fabułę również okazał się być całkiem niezły, co prawda w momencie gdy nasi bohaterowi spotykają "Boga", przez chwile ogarnęło mnie zwątpienie co do sensowności scenariusza, to już następujący chwilę później zwrot akcji wyprowadził mnie z błędu. Dodatkowo są Klingonowie ich Bird of Prey (i oczywiście motyw przewodni) co zawsze liczę na plus. 7/10 VI - UNDISCOVERED COUNTRY Ostatnia odsłona gwiezdnej wędrówki z klasycznym składem okazuje się być również jedną z dwóch najlepszych (obok części pierwszej). Film jest całkowicie odmienny od tego co prezentowały poprzednie dwie części, a i z całej serii się wyróźnia swym polityczno-kryminalnym charakterem. W zasadzie gdyby nie brak muzyki Goldsmitha, który doskwiera zwłaszcza gdy ma się do czynienia z Klingonami, nie miałbym chyba tej częsci nic do zarzucenia. Kawał solidnego SF i aż się łezka w oku kręci przy ostatnich, pożegnalnych scenach :( 8/10 VII - GENERATIONS Pierwszy film kinowy z załogą z serialu TNG jest idealnym przykładem filmu, przy którym możemy powiedzieć "To już nie to samo". Niby jest Kirk, choć jego rola jest dośc nijaka, niby na chwilę pojawiają się Chekov i Scotty, ale brak tu tego uroku jaki cechował poprzednie filmy serii. Załoga kapitana Picarda nie ma zresztą nawet okazji "rozwinąć skrzydeł" i dać się polubić komuś, kto nie zna serialu (ja w zasadzie nie znam, ale oryginalnego też nie znałem, a załogę Kirka polubiłem dośc szybko). Daje się nieco we znaki "serialowy" feeling zwłaszcza w drugiej połowie filmu. Aktorsko tak sobie - McDowell nie zabłysnął, załoga podobnie, a Whoopi Goldberg ma daremną rolę. Poza tym nijaka muzyka - ale tu pocieszam się, że już od następnej częsci powraca Goldsmith :D Na plus niezłe efekty specjalne w sekwencjach kosmicznych. Ogółem - po chwili wahania - naciągane 5/10 zwłaszcza za niezłą pierwszą połowę filmu (a zwłaszcza zwłaszcza za pierwsze 20 minut). VIII - FIRST CONTACT Dobre pierwsze 15 minut. Potem już tylko walka z opadającymi powiekami. Przetrwałem do końca, ale nigdy więcej nie chcę tego widzieć. Jako dzieciak oglądałem co prawda TNG i wtedy lubiłem Picarda i jego ekipę, ale próbując oglądać z nimi filmy w tym roku po prostu się męczyłem. Jedyne co dobre poza bitwą na początku to muzyka bo jednak co Goldsmith to Goldsmith. Cała reszta - marnośc nad marnościami. 3/10 IX - INSURRECTION wyłączyłem po 15 minutach X - NEMESIS Nie próbowałem oglądać. I w sumie oceny po kolejnych powtórkach raczej się trzymały, choć niektóre mogły pójść o punkt w dół. Eddington napisał(a):Na Star Treku to Wy się Gieferg, Grievous i spółka ch...... znacie.W tym miejscu skończyłem czytać. 29-07-2016, 20:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2016, 20:43 przez Gieferg.) (29-07-2016, 20:30)Gieferg napisał(a):Eddington napisał(a):Na Star Treku to Wy się Gieferg, Grievous i spółka ch...... znacie.W tym miejscu skończyłem czytać. Tak, dokładnie mi na tym zależało szczególnie w twoim przypadku, żeby oszczędzić sobie kolejnych farmazonów na temat filmów TNG. O ile w przypadku pierwszej siódemki piszesz z sensem to w przypadku FC i dalej jesteś po prostu ślepym ignorantem, który z uporem maniaka będzie powtarzał, że FC to taki marny film, kiedy reszta świata myśli odwrotnie.
Eddington, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Feb 2013.
29-07-2016, 20:40
Jak widać w 21 wieku, ludzie dalej nie mogą zrozumieć (i sam tego doświadczam...), że ludzie mają różne spojrzenie na różne sprawy i tylko ignorancja sprawia, że nie chce się danego spojrzenia zrozumieć i zaakceptować.
29-07-2016, 20:44 (29-07-2016, 20:30)Gieferg napisał(a): Poza tym nijaka muzyka - http://film.org.pl/soundtrack/tekst/recenzje/star_trek_generations.html Gieferg, może jednak Ty już nie wypowiadaj się o filmach TNG, bo jak widać większości nie oglądałeś albo już nic nie pamiętasz. :P
Eddington, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Feb 2013.
29-07-2016, 20:53
Nie no, 4 gwiazdki w recenzji na KMFie. No to MUSI być zajebista.
Skąd się to dziwadło urwało? 29-07-2016, 20:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2016, 21:00 przez Gieferg.) |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Star Trek: The Motion Picture (reż. Robert Wise) | Corn | 90 | 47,360 |
24-12-2024, 14:42 Ostatni post: Mefisto |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |
Spoiler![[Obrazek: iWKad22.jpg?fb]](http://i.imgur.com/iWKad22.jpg?fb)

![[Obrazek: gfFzaIJh.jpg]](http://i.imgbox.com/gfFzaIJh.jpg)





