Sweeney Todd
#61
Ugh. Co za rozczarowanie. Po obejrzeniu trailera byłem pewny że to będzie kolejny znakomity film Burtona, który będę wielokrotnie oglądać i który stanie na półce z filmami.

Nie. Nie obejrzę tego po raz kolejny i tym bardziej nie kupię.

Co mi się podobało? Scenografia. Kolorystyka. Gra Heleny. Depp też dobry. I to wszystko.

Cała reszta woła o pomstę do nieba. KOSZMARNE piosenki, w zasadzie nie piosenki, tylko jakieś zawodzenie na pograniczu śpiewu i mowy do bezpłciowych melodii. Chicago, Hairspray - to są musicale z PIOSENKAMI, a nie jak tutaj z jakimiś badziewami.

Scenariusz - nuda, nuda, nuda. Do tego niektóre sceny (które powinny wylecieć ze scenariusza, a takich tu nie brakuje) ciągną się w nieskończoność.

I zakończenie. Bubel, którego nie spodziewałbym się po Burtonie, nawet jeśli tak było w musicalu.

4/10

Odpowiedz
#62
Mierzwiak napisał(a):I zakończenie. Bubel, którego nie spodziewałbym się po Burtonie, nawet jeśli tak było w musicalu.

Czemu? Bo tak oczywiste?

Odpowiedz
#63
Bo tak durne.

Chłopaczek wyłaniający się z kanałów z sińcami pod oczami (które jak rozumiem oznaczają jakąś przemianę, bo wcześniej ich nie miał) i podrzyna gardło Toddowi. Kiła i mogiła.

Jestem fanem Burtona, poza beznadziejną Planetą Małp i średnimi Marsjanami kocham jego filmy. Oglądanie Sweeneya było tym bardziej bolesne. Obok Planety to najgorszy film Tima :cry:

Odpowiedz
#64
ta produkcja ma wszystko czego brakuje w naszym PRAKTYCZNYM ZE AZ BOLI swiecie...zdjecia, rezyserie, scenografie..i SCIEZKE DZWIEKOWA oczywiscie !!!!
Burton sie przeobrazil od jakiegos czasu zgodnie ze swiatem konsumpcji, zysku i egotystycznego egoizmu ( wybaczcie skladnie ) ale pasuje do naszych czasow jak rzadko CO !!!

9/10

Odpowiedz
#65
no cóż, domyślam się, ze nowy "Ed Wood" to nie jest niestety

Odpowiedz
#66
Jak dla mnie ST leży poległ przede wszystkim jako musical. Piosenki były tylko odspiewaniem dailogow, zadna mnie nie porwala, nie wzruszyla, nie zapadła mi w pamięć. Jako film do obejrzenia, choc rzeczywsicie Burton+Depp zdecydowanie mi się już przejedli. Fajna scenografia, aktorsko film wypada poprawnie. Zakonczenie dla mnie na plus. Ale w zadnym momencie film nie porusza. Do jednorazowego obejrzenia. Ogolnie 5/10.

Odpowiedz
#67
NoBody_PL napisał(a):Burton sie przeobrazil od jakiegos czasu zgodnie ze swiatem konsumpcji, zysku i egotystycznego egoizmu ( wybaczcie skladnie ) ale pasuje do naszych czasow jak rzadko CO !!!

Bez urazy, ale nic nie rozumiem z tego zdania.

Odpowiedz
#68
Generalnie film jest dobry, choć jeszcze lepszy byłby... no właśnie, bez śpiewania. Faktycznie, niektóre piosenki męczą, inne są nijakie i w końcu najlepiej bronią się "Pretty Women", odpowiednio dramatyczne i w ogóle, a druga najlepsza piosenka to chyba właśnie ta ze zwiastunu. Ma ten zdecydowany plus, że chyba jako jedyna z całego filmu zapada w pamięć i się ją nuci (przynajmniej mnie i kilku innym osobom, z którymi byłem, wyraźnie chodziła po głowie). Swoją drogą średnie umiejętności wokalne aktorów akurat wcale nie przeszkadzają. Ot, taki smaczek.

Wizualnie film jest wyborny, aktorsko świetny, fabularnie fajny, odpowiednio groteskowy, ponuro zabawny... Nie jest to Wielkie Kino, ale bardzo dobrze się ogląda. Szczególnie parę Jasio i Helena, którzy razem wyglądają wprost obłędnie. A scena, kiedy pani Lovett snuje wizje wspólnej przyszłości jest przegenialna :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#69
Mental napisał(a):żeby budyniową krew pokazywać, wygenerowana w 3d studio? żenada.

Nie rozumiem czemu wszyscy się tej krwi czepiają. Przecież ona nie miała wyglądać mega realistycznie. Ta, którą widzimy w filmie idealnie wpasowuje się w mroczno-bajkowy klimat "Sweeneya Todda".

Mental napisał(a):podsumowując: najgorszy film Burtona

"Planeta małp" była gorsza. ;)

Teraz moja opinia o filmie.

"Sweeney Todd", który w założeniu miał być połączeniem musicalu i horroru nie spełnia swojej roli. Nie uświadczy się w nim bowiem, ani ciekawych piosenek (zaledwie dwie wpadły mi w ucho, ale i tak zaraz po zakończeniu filmu wyleciały z pamięci), ani się na nim nie przestraszymy (film w ogóle nie przeraża).

Jednak nie oglądało się tego tragicznie. Bardzo dobra gra aktorów (szczególnie Heleny Bonham Carter), świetna scenografia i dosyć ciekawa fabuła sprawiają, że można ten film nazwać chociaż przeciętnym.

5/10.

Odpowiedz
#70
Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem narzekanie...

Czy 'Sweeney Todd' sprawdza się jako musical? Owszem.
Nie wyobrażam sobie tego typu opowieści okraszonej melodyjnymi, albo też szybkimi i wesołymi potencjalnymi hitami. W moim odczuciu muzyka świetnie współgrała z ogólnym klimatem filmu i na dodatek nie wymagała od aktorów wybitnych umiejętności wokalnych:)

Helena i Johnny to ekranowa para idealna - Burton wiedział co robi obsadzając swoich ulubieńców w takiej właśnie scenerii, kolejny plus dla spójności filmu. Ogólne odrealnienie przywoływało czasem na myśl wczesnych Jeunet i Caro, innym razem gilliamowskich 'Braci Grimm'. Swoista kameralność (więc stosunkowo niewiele do pokazania w dziedzinie scenografii na zewnątrz) pozwoliła na utrzymanie dobrego tempa narracji - film ani chwilki się nie dłuży, akcja ciągle prze naprzód. I jeszcze rozwiązania dramaturgiczne niczym z greckiej klasyki - miód.

Nie jest to może poziom 'Sleepy Hollow', ale doskonałe tegoż 'uzupełnienie'.

Odpowiedz
#71
D'mooN napisał(a):akcja ciągle prze naprzód
Hmm?

Odniosłem inne wrażenie. O ile z dłużeniem się filmu nie zamierzam dyskutować, tak z tym owszem. Przecież ten film stoi w miejscu, tu się nic nie dzieje. Pierwsze zabójstwo następuje dopiero w połowie filmu (sic!). Nie dzieje się NIC co w jakikolwiek sposób miało by przybliżyć Todda do jego zemsty. Tego całego zabijania mogłoby równie dobrze w ogóle nie być, na dobrą sprawę to niczemu nie służy.

Dodam jeszcze, że już dawno nie widziałem tak wypranego z dramaturgii i emocji filmu. Co, biorąc pod uwagę że to film o zemście, jest niewybaczalne. A że musical? To nie zwalnia filmu z obowiązku wywoływania choćby drobnych emocji.

Mam wielką nadzieję, że z Sweeneyem będzie tak samo jak to było z Planetą Małp, po której Burton wrócił do wielkiej formy. Trzymam kciuki, no i może już czas odpocząć od Deppa? Zaczynam odczuwać przesyt kolejnymi jego dziwnymi rolami.

Odpowiedz
#72
Mierzwiak napisał(a):Dodam jeszcze, że już dawno nie widziałem tak wypranego z dramaturgii i emocji filmu. Co, biorąc pod uwagę że to film o zemście, jest niewybaczalne.
Ale przecież trudno oczekiwać autentycznych emocji po tak groteskowym i przerysowanym filmie. Niby wiem, co masz na myśli, nawet chyba na początku seansu też miałem podobne przemyślenia, ale wkrótce dotarło do mnie, że nie o to tutaj chodzi.

Mierzwiak napisał(a):no i może już czas odpocząć od Deppa? Zaczynam odczuwać przesyt kolejnymi jego dziwnymi rolami.
A z tym się zgodzę. Co prawda Depp był w ST bardzo fajny, ale chyba również z przyjemnością zobaczyłbym w rękach Burtona inne "narzędzie".
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#73
Bardzo trafny tekst: http://esensja.blox.pl/2008/02/Ostrza-zemsty-czyli-demoniczny-golibroda-z-Fleet.html

Odpowiedz
#74
Poza pierwszym zdaniem:

Cytat:O filmach Tima Burtona można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że ogląda się je z czystą przyjemnością.
:?

Odpowiedz
#75
swieżo po seansie. ten film to po prostu żenada. Burtonowi zamarzył się musical? okay, ale niech występują w nim aktorzy, którzy potrafią śpiewać. bo czego jak czego, ale Deppowi i Carter zdolności wokalnych trzeba odmówić. najbardziej irytująco podziałała na mnie swoista "oda do brzytew", która ciągnęła się nie wiadomo ile ( zresztą, prawie podczas wszystkich wstawek wokalnych kręciłam się niecierpliwie w fotelu. piszę "prawie", bo jeszcze Rickman ratował sytucję). co mnie jeszcze wkurzyło - nuda. ten film jest po prostu nudny. trup ściele się gęsto, a ja jakoś nie mogłam wczuć się w klimat. może mord krwisty niczym befsztyk powtarzany po tysiąckroć był zbyt surrealny? a może podziałał znieczulająco?
tak na marginesie, nie jestem wrogiem ekranowej brutalności i przemocy, ale patrząc na to masowe i sugestywne podrzynanie gardeł dokonywane z szerokim uśmiechem na twarzy i śpiewem na ustach, dostałam gęsiej skórki; Sweeney jest tylko dla dorosłych. ten fakt nie powstrzyma jednak milionów młodych, młodziutkich fanów twórczości Burtona.
"zgroza. zgroza", odpowiadając słowami J. Conrada.

co na plus? Rickman i Sacha Baron.
ogólem: z czym do ludzi?
2/6
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej

Odpowiedz
#76
Film miałem okazje obejrzeć dopiero jakiś tydzień temu na DVD i się w nim zakochałem (aż musiałem od razu jeszcze raz zobaczyć)… A tu widzę? Strasznie negatywne recenzje! O tyle zdziwiony jestem że krytykowane jest to co mi się podobało w filmie najbardziej…

Muzyka… Nie wiem, może to dlatego że chodzę często na musicale i do opery, i jestem przyzwyczajony do tego typu opowiadania historii, ale mi się bardzo, bardzo podobała. Zresztą podoba mi się cała „operowość” w przebiegu fabuły. Jest coś bardzo scenicznego np. w momencie gdy dziewczyna chowa się do skrzyni, jednocześnie gdy nawiedzona kobieta wchodzi do środka.
Krew/brutalność, też mi się podobały ze względu na sceniczność. Może bez przesady, ale to trochę jak gdy używają na scenie czerwonych wstęg ect. by było symbolicznie. W ogóle nie odczułem przemocy w tym filmie, i piszę to w pozytywnym sensie [Ba! Gdyby ode mnie zależało dałbym temu filmowi P3-13]
Zakończenie… Też dla mnie dobre bo typowo sceniczne. Tu chodzi o symbolikę, a nie o to czy miało to sens czy nie.

Mimo tej całej waszej krytyki, oceniam film jako czarującą, bogatą w symbolikę i genialną pokazaną wizualnie historie. To nie ma być opowieść, która ma powalać wielkimi zwrotami akcji, czy zwartką akcją. Podoba mi się że w sumie przez długi czas stoi w jednym miejscu, a jednocześnie skupia się na postaciach [Helena była genialna, swoją drogą] .
Jakbym miał dać minus, to, to intro było trochę „Burtonowe” na siłę, ale reszta wspaniała.

I ogólnie film oceniam wysoko, i jak dla mnie Burton nie stracił ani trochę formy i się trzyma w tym co robi najlepiej…

Odpowiedz
#77
Maik jesli lubisz musicale, gdzie ludzie obiektywnie nieumiejacy spiewac ciagna niekonczace sie arie, gdzie nie ma ani jednego utworu wpadajacego w ucho, gdzie wystepuje rozowa krew, pseudo mrok i infantylna przemoc to rzeczywiscie ten film mogl byc dla ciebie arcydzielem. W porownaniu z takim "Hair" to "Sweeney Todd" jest zenujacy, przy "Chicago" tez wymieka.

Jeszcze nigdy ludzie majacy tak malo glosu nie spiewali tak duzo.

Odpowiedz
#78
Gwahlur napisał(a):Jeszcze nigdy ludzie majacy tak malo glosu nie spiewali tak duzo.
Szczęśliwy

Boskie zdanie <ok>

Odpowiedz
#79
Mi osobiście piosenki wydały się w większości śliczne, a przemoc nie nazwał bym infantylną a symboliczną/sceniczną. Dla mnie ten film jest bardziej jak naprawdę świetnie sfilmowana sztuka wystawiana na scenie...

Ciężko mi "Sweeney Todda" przyrównać do "Hair", "Chicago" czy np. "Grease", bo to dla mnie zupełnie inne gatunki, a widzę w tej samej co "Cats", "Taniec Wampira" czy "Upiór w Operze".

Odpowiedz
#80
Swego czasu napaliłem się na premierę, ale jakoś film przeoczyłem. W ramach nadrabiania burtonowskich zaległości odpaliłem Sweeney'ego po raz pierwszy. Wrażenia? Jeden z najlepszych filmów Burtona, a już na pewno, obok Corpse Bride, najlepszy w poprzednim dziesięcioleciu.

Osobiście nie przepadam za musicalami, choć sekcje śpiewane w starszych filmach Disneya zawsze lubiłem. W Demonicznym golibrodzie zagrało wszystko - świetna historia, w której tragizm miesza się z groteską, artyzm ściera się z kiczem, a romantyczność z makabrą, czarny humor na poziomie, wreszcie finałowy "twist" - śledziłem to wszystko z pełnym zaangażowaniem i przejęciem. Strona wizualna to "brudne" piękno i kolejny dowód na to, że prawdziwa scenografia z minimalną domieszką z CGI bije na głowę wszelkie blue-screeny - w takim sposobie realizacji Burton czuje się wyśmienicie i mam nadzieję, że słaba Alicja była jednorazowym wyskokiem w PieCe.

Aktorstwo i piosenki zasługują na oddzielny akapit. Depp bardzo dobry, Bonham Carter chyba w swojej najlepszej roli, solidni Rickman, Spall i Cohen, którzy grają postaci, jakie najbardziej im pasują. Talentu wokalnego w przypadku dwóch ostatnich nie stwierdziłem, ale za to Depp, żona Burtona i Rickman wypadli świetnie, kroku dotrzymał im także ten młody aktor w roli Anthony'ego. Takie piosenki jak Epiphany, Johanna czy Final Scene non-stop kręcą się w Winampie i nie zapowiada się, aby prędko przestały Uśmiech

Film posiada zdecydowanie iskrę bożą. 9 / 10 - prawie opus magnum Tima Burtona.

Bdb trailer tegoż filmu:

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości