Ankieta: Która część serii jest najlepsza?
The Fast and the Furious
2 Fast 2 Furious
The Fast and the Furious: Tokyo Drift
Fast & Furious
Fast Five
Fast & Furious 6
Furious 7
The Fate of the Furious
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Szybcy i wściekli
Force Awaknes długo się nie nacieszyło globalnym rekordem otwarcia.

Swoją drogą, to, że ósma część serii, która, wydawałoby się, zdechła po trzeciej odslonie, będzie dzierżyła rekord wszechczasów w BO... kuriozum większe, niż wszsytkie sceny akcji z ostatnich części razem wzięte. :)

Odpowiedz
(16-04-2017, 19:29)Mierzwiak napisał(a): Weekend to piątek-niedziela.

Za to otwarcie w USA 1/3 mniejsze niż poprzednio.

Chyba ktoś się tu nie zna na BOX Office. ;)

PS
W NYC w tej chwili jest 14:00. W USA pozostało 8h niedzieli. :D

PPS:
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_highest-grossing_openings_for_films

Odpowiedz
Oczywiście, że weekend liczy się od piątku do niedzieli, jedyną osobą która się w tym momencie nie zna jesteś ty, lol. Podawane są szacowane wyniki.

Odpowiedz
Dokładnie od piątku od godziny 12:00 do niedzieli do godziny 00:00 ;)

Odpowiedz
Super8 wygrał tytuł największego ośmieszenia się na forum tym tekstem do Mierzwiaka! ROTFL! XD

Oczywiście, że to są szacowane wyniki. Monika też się myli z jakiego okresu - z USA od czwartkowych pokazów przedpremierowych do końca niedzieli, z reszty świata już od środy.

Otwarcie mega! Jutro dokonan obszerniejszej analizy, bo piszę z telefonu, ale zapowiada się na to, że kolejna część może powalczyć o $1,5 mld przychodów i wyśrubować wysoką poprzeczkę dla Gwiezdnych wojen, które niekoniecznie muszą być pewniakiem w walce o tytuł największego hitu roku.

Odpowiedz
Ja piszę tylko jak liczy się długość weekendu. Więc czytaj ze zrozumieniem kolego. A weekend trwa: OD PIĄTKU 12:00 DO NIEDZIELI 00:00. GDZIE SIĘ MYLĘ?

Odpowiedz
No to precyzuj, koleżanko. :* Ale i tak nie słyszałem o żadnym limicie, od której godziny liczy się weekend w piątek.

Odpowiedz
Przyznaję się do błędu i dzięki za naprostowanie. Zawsze wydawało mi się, że niedzielne wyniki około 16:00-17:00 naszego czasu to wyniki ostateczne za weekend od 00:01 w nocy czwartek/piątek do 00:00 w Sobotę/NIedzielę. No ale teraz już wiem. :)

Ja w 1.5 mld nie wierzę. Film zacznie szybko zwalniać. Niemniej 1.3 mld powinien zrobić. Zobaczymy. :)

Odpowiedz
Koniec 8 


Odpowiedz
Muj bosze... A jednak to zrobili...
Jak. Słownie: JAK można "kupować" takie dno?
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Cudowny film! <3 Lepszy niż siódemka. Odjazd oczywiście totalny, choc IMO mniej aż tak rażących przegięc jakie były w siódemce właśnie. Choc wiadomo - The Rock to Kapitan Ameryka na sterydach, a scene w Nowym Jorku z Domem z tarczą możnaby wmontować pewnie z łatwością w któryś film Marvela (np. Captaina America ;)).

Co do Shawa i jego wspolpracy z ekipą:

Nie wiem jaka ocena, ale bawilem sie bardzo dobrze. Ciekaw jestem, co tam się dalej podzieje. Urocza jest ta seria. <3

Odpowiedz
Oficjalnie
Cytat:Domestic: $98,786,705
+ Foreign: $433,200,000 - rekord wszech czasów, JW pobite o blisko $116 milionów (36,7%)!
= Worldwide: $531,986,705 - rekord wszech czasów, TFA pobite o $3 mln!

W USA widać spory spadek, nie tylko względem siódemki (prawie $50 mln!), ale nawet względem szóstki, gdyby wziąć pod uwagę różnicę w cenach biletów, konkurencję i kolosalną różnicę w ilości kin w jakiej filmy były wyświetlane. Można powiedzieć, że seria spadła tym filmem do poziomu piątki, czyli wciąż radzi sobie bardzo dobrze. Z takim startem, film skończy swój kinowy żywot z przychodami w przedziale $235-240 mln.

W reszcie świata masakra!! Film pojawił się 63 rynkach, wszędzie został numerem jeden weekendu, na 17 z nich udało mu się pobić rekord otwarcia wszech czasów, a na 4 kolejnych został pobity rekord otwarcia dla studia Universal. Chiny to rekordowe $190 mln w weekend otwarcia, ale i w innych krajach ósemka sprzedaje się lepiej od poprzedników. Myślę, że miliard jest oczywistą oczywistością. $1,17 mld, czyli pobicie poprzedniej części, uda się nawet z przeciętnymi nogami, jakie miał rekordzista weekendu otwarcia overseas z 2009 roku (szósty Potter). Natomiast z nogami na poziomie poprzedniego rekordzisty (Jurassic World) - a film może takie mieć, bo warto przypomnieć, że JW debiutowało na 100% rynków, a F8 zostało jeszcze 5 premier, w tym Japonia, gdzie może zarobić ponad $30 mln - nowi Szybcy i wściekli mogliby zarobić nawet $1,4 mld poza USA!! :O

Pogrom. Wydaje mi się, że pobicie Pięknej i bestii z wynikiem ponad $1,3 mld jest przesądzony po takim starcie. Zobaczymy jak z przyjęciem przez widzów, bo może się jeszcze okazać, że nawet bez dodatkowego szumu wokół śmierci Paula Walkera, ósemka wyciągnie z kas kin więcej pieniędzy od poprzednika!

Budżet filmu, wg Deadline, wyniósł między $250-270 mln.

Odpowiedz
[Obrazek: landscape-1470912061-fast-7-vin-diesel-j...-fight.jpg]

Właśnie powtórzyłem siódemkę. Kurcze, ależ to zmarnowany film, zdecydowanie słabszy od kilku poprzedników.

Jego pierwszy grzech ciężki - zamiast skupić się na opowiedzeniu jednej, konkretnej historii, jak to było we wszystkich wcześniejszych częściach (np. F4: szukanie mordercy Letty, F5: skok na Reyesa, F6: odzyskanie Letty), zrobiono z niego zlepek zbyt wielu pomysłów. Pierwsze 25 minut to film, którego zapowiadała mi scena w trakcie napisów szóstki. Choć Wanowi wychodzi to gorzej niż Linowi - jest bardziej efekciarski w akcjach i nie potrafi tak dobrze zaprezentować ekipy - to wypadają one całkiem dobrze (walka Hobbsa z Shawem - zajebista!). Nagle wpada Pan Nikt ze swoimi ludźmi na ratunek Domowi (kretyńska scena) i całość przeradza się w "Mission: Impossible 7", gdzie bohaterowie muszą wykonywać jakieś niesłychane skoki na konwój i szejków, żeby odzyskiwać hakerów i ich dzieła. Słabe to, od razu widać, że bez The Rocka, który wolał grać w Herkulesie, musieli kombinować jak wyprowadzić ekipę poza L.A. i wymyślili nową postać, ale nie ma to za grosz sensu. Przez kolejną godzinę można by w ogóle zapomnieć o czym jest ten film, ale twórcy postanowili przypominać o tym widzowi przy pomocy wpisywania Shawa w każdą scenę akcji. O ile podczas pościgu jeszcze mi to nie przeszkadza, tak w Abu Zabi jest ono mega z dupy i niepotrzebne (wymyślono to na planie, w trakcie nagrywania tych scen). Finałowy akt to jeszcze inna bajka. Po idiotycznym utraceniu Oka Boga, bohaterowie bronią się na własnej ziemi, co byłoby całkiem fajne, ale zaczyna męczyć przez nadmiar atrakcji. To samo co z finałem w TDKR Nolana - chcieli pokazać za dużo i czasami już zapominałem że Dom i Shaw w ogóle walczą na tym parkingu. Za dużo, za dużo wszystkiego, na czele z czarnymi charakterami (kto tu jest w sumie main bossem?) i saj faj hakerskimi gadżetami.

Lubię to jak ten film wygląda, lubię sekwencje akcji, niektóre gagi i cichsze sceny (rozmowa telefoniczna Briana z Mią), ale jako całość - yyyy. Środek, a nawet większość tego filmu, nie sprawdza się. F5 i F6 to świetna rozrywka, a przy F7 zaczynałem odczuwać zmęczenie - nie powinno tak być.

Drugim ciężkim grzechem siódemki jest gościnny(!) występ The Rocka. Mając jednego z najbardziej charyzmatycznych aktorów świata i zdecydowanie najlepszą postać w tej serii, zdecydowali się nakręcić film, gdzie występuje on jedynie w CZTERECH scenach?! Duży błąd.

Po wyjściu z kina oceniłem tą część na 5 i po dzisiejszym seansie też bym ją gdzieś tak ocenił, bo wydaje mi się najgorsza po Tokio Drift... ale tylko do zaciemnienia, gdy Shaw siedzi za kratkami. To co się dzieje potem to inny poziom. Ostatnia scena z tributem "dla Paula" jest DOSKONAŁA! Sceneria, atmosfera, to jak dobrze pożegnano w niej nie tylko Briana, ale i Paula. "See You Again" mogło mnie zacząć męczyć przez ciągłe wałkowanie w radiu, ale w tym filmie wciąż działa idealnie. Całość wyciska łzy, a dwa ujęcia to istne perły. Pierwsze, to sam koniec z odjeżdżającym białym samochodem na rozjeździe (w kształcie siódemki!) - cudo, nie dało się tego zamknąć lepiej, po prostu nie dało! Drugie i zdecydowanie moje ulubione, to ujęcie na Michelle Rodriguez patrzącą na Paula, bawiącego się z synem na plaży. Po nim następują ujęcia z uśmiechającym się Tejem, z Romanem, ale nie ma wśród nich ujęcia z Letty - widzę tam tylko Michelle o szklanych oczach, która patrzy na kolegę, z którym od 13 lat grała w filmach i który właśnie umarł. Autentyczne, bardzo smutne, trafia do mnie. Te ostatnie pięć minut to 10/10 i one podbijają ocenę.


Seria w moich oczach
1. Fast Five - 8/10
2. Furious 6 - 8/10
3. The Fast & the Furious - 7/10
4. Fast & Furious - 7/10
5. Furious 7 - 6/10
6. 2 Fast 2 Furious - 5/10
7. The Fast & the Furious: Tokio Drift - 4/10

I w piątek ruszam na ósemkę. :)

Odpowiedz
Zgadzam się w zasadzie w 100% z recenzją FF7. Nie lubię tej części, nie powtórzyłem jej do dziś po premierze w kinie. Jest słabo zmontowana, sceny akcji nie mają żadnych fajnych patentów a bazują w zasadzie jedynie na absurdalnym przerysowaniu. Najbardziej chyba razi zjazd Doma z góry. Otacza go gromada samochodów, zastanawiam się co on tu cudacznego wykombinuje a on po prostu na dziko wali ze skarpy, bo przecież jest nieśmiertelny. Niech to będzie nierealistyczna i głupia akcja, ale z jakimś pomysłem. Nie lubię tej części. Uważam, że jest zwyczajnie topornie wyreżyserowana.

Ósemka to jednak zupełnie inna bajka. Wróciła lekkość, nowy reżyser czuje bohaterów a oni ze sobą się świetnie bawią.

Zawiązanie akcji to telenowela totalna, głupio-zabawna nawet jak na tę serię. O dziwo jednak generuje to momentami nawet jako taką dramaturgię, a w dwóch scenach to można powiedzieć, że poczułem emocje i ciężar sytuacji bohaterów. To jednak nie jest esencja tego filmu, tej serii, ani tego typu kina w ogóle. Sceny akcji znów są przegięte i absurdalne, ale wracają do dawania radości. Mają patenty, których tak brakowało w FF7. Sama akcja z prologu jest bardziej pomysłowa i wesoła niż cokolwiek w poprzedniej odsłonie. Najwięcej radości niesie jednak ze sobą obsada. Vin Diesel tym razem uznał, że sytuacja jest bardziej dramatyczna niż zwykle więc momentami rezygnuje ze swojej twardzielskiej miny, na rzecz dość zabawnej szarży. Charlize jest ok i czuć, że jest groźna oraz kumata, więc spoko. The Rock nie jest postacią epizodyczną jak w siódemce, co chyba z automatu dodaje do oceny 2 punkty, Statham wprowadza świeżość a jego chemia z Hobbsem to serce tego filmu. Kurt i młody Clint dobrze się bawią oraz dostarczają kilka fajnych scen. Najwięcej radości chyba jednak dało mi cameo zapowiadanej Helen Mirren., która w swoich krótkich scenach kradnie ekranie. Poproszę jej więcej w kolejnych epizodach.

Fabularnie jest o tyle ok, że rozumiem o co chodzi głównym złym i w trakcie filmu nie zapominam do czego kto dąży i dlaczego to robi. Nie ma tutaj kretynizmu znanego z siódmej odsłony, gdzie zadaniem ekipy jest szukanie gościa, który goni ekipę. Największym problemem jest wątek wcielenia Shawa do ekipy. Film sugeruje co prawda, czemu niby ma to być akceptowalne, ale ja tego w 100% nie kupię, jeżeli wyjaśnienie nie będzie dosadne. Niech ono jest w telenowelowym stylu serii, niech nie ma zbytnio sensu, ale niech jawnie jest powiedziane więcej niż dotąd. Bo Statham musi zostać, musi wrócić. On tutaj pasuje idealnie.

Ciężko coś więcej powiedzieć o tym filmie. To ma być zabawna, urocza głupotka i jeżeli tak się to obiera, to znaczy, że się udało. Ja się bawiłem doskonale. 8/10 i czołówka sagi. Wróciła radość, zgrabna reżyseria i fajny montaż.
.

Odpowiedz
(18-04-2017, 01:03)Juby napisał(a): Mając jednego z najbardziej charyzmatycznych aktorów świata i zdecydowanie najlepszą postać w tej serii, zdecydowali się nakręcić film, gdzie występuje on jedynie w CZTERECH scenach?!


Aktorów? Charyzmatycznych? Najlepsza postać? LOL.
Może nie wiesz ale robienie kilku (zazwyczaj groźnych) min nie oznacza jeszcze charyzmy i aktora. To samo tyczy się tej sztampowej postaci - wielkiego koksa-strażnika, któremu nikt nie podskoczy.

Swoją drogą - przypomniałem sobie jak irytował mnie Diesel w 6, gdzie w co drugiej scenie "marszy brwi", żeby wyglądać groźniej, poważniej.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Cytat:1. Fast Five - 8/10
2. Furious 6 - 8/10

A ponoć to ja potrafie dać do pieca z jakąś opinią/wypowiedzią :D
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
Ale o co chodzi? Przecież akurat w tym miejscu mówi jak jest.

Odpowiedz
8 wraca w dobrze znane sobie rejony - tam, gdzie konie mechaniczne i siła mięśni pomagają ratować świat. Ma to swój niewątpliwy, kreskówkowy urok - zabawa jest przednia, realizm zerowy, bohaterowie nieśmiertelni, a zwroty akcji głupie jak but. To, co jednak odróżnia film Graya od poprzednika to niesamowity luz, swoboda, chemia między bohaterami i trafiony casting. Ja nie nudziłem się ani przez moment, bo wszystko dosłownie zapierdziela do przodu. Zdziwiłem się nawet, że seans trwał aż 2 godziny bo wydawało mi się, że jest to najkrótsza część uniwersum.

[Obrazek: fast-and-furious-8-slice-600x200.jpg]

No właśnie, nowe twarze to pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy. Theron jako zimna jak lód hakerka chcąca władzy nad światem? Spoko pomysł i mocny dystans samej aktorki do swojego emploi (dredy;)). Można napisać, że Furiosa odtwarza tutaj rolę złej Królewny i czuje się z tym dobrze. Młody Eastwood nie zamierza pełnić roli zapchajdziury jak w Suicide Squad, fajnie również wkomponował się w zespół. Helen Mirren mimo chyba 2 minut na ekranie niszczy system. Ale kim jest - tego nie zdradzę nawet w spojlerze, bo związana jest z tym jedna z najśmieszniejszych scen w całym filmie.

Stara gwardia trzyma się dzielnie - Deckard Shaw i Hobbs dissują siebie nawzajem i jest to perełka tego filmu. Na szczęście reżyser wie, że na samej wymianie uprzejmości obu panów daleko nie zajedzie i oferuje nieco więcej humoru w repertuarze. Reszta paki nie irytuje już tak mocno, nawet kurde Gibson trafia lepiej z tekstami niż zwykle. O fabule nie ma co pisać - jest pretekstowa, przewidywalna i absurdalna, nie mniej trochę dziwi mnie rozdwojenie jaźni scenarzystów i reżysera gdyż obok totalnie jajcarskich, śmiechowych scen jest tutaj kilka minut, które wędrują w trochę mroczniejsze rejony

nie ma tego dużo, ale dysonans jest widoczny.

Zarzuty? Konkretnie dwa, z czego jeden ciągnie się z serią już od 6-tki. Sceny akcji jakkolwiek pomysłowe, są obdarte z realizmu scenografii. Praktycznie wszystkie sekwencje niesamowicie śmierdzą kompem co widać zwłaszcza w finale (paskudny wręcz greenbox w jednej ze scen grupowych). Nie ma co ukrywać - ostatnią w miarę normalnie wyglądającą częścią była piątka. Tak sobie właśnie przypomniałem akcyjkę jak Torreto napieprzał wszystkich na autostradzie sejfem. Można jej zarzucić głupotę, absurd itd. ale nie można jej odmówić, że na tle 8-ki wygląda jak "normalny" pościg na moście, w którym widać prawdziwe samochody:



w 8-ce niestety większość popisów rozgrywa się w CGI, albowiem twórcy chcą przeskoczyć kolejnego rekina i podnieść poprzeczkę awesome'owatości. Moim zdaniem osiągają efekt wręcz odwrotny.
Druga sprawa - Nathalie Emmanuel. W GoT irytowała mnie masakrycznie (no ale w jednej scenie się zrehabilitowała - wiadomo jakiej), ale tutaj to jest jakiś kosmos. Postać totalnie bezpłciowa.

Ocena? Gdyby ktoś mi puścił fragmenty z konfrontacji Stathama i Rocka to dałbym 10/10, ale tutaj jest jeszcze cały film, więc daję 7-kę. Przy czym do mojej ulubionej piątki daleka droga.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Od dawna wiadomo kogo gra Helen Mirren, to żaden spoiler :)

Odpowiedz
Może ktoś nie czytał :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości