THE SHIELD [FX]
Miesiąc czasu zajelo mi obejrzenie siedmiu sezonów SHIELD i mogę smiało powiedziec, ze były to ekstremalnie wyczerpujące nerwowo tygodnie. Piąty sezon natomiast śmiało określę najbardziej wyczerpującą nerwowo rzeczą, jaką KIEDYKOLWIEK dane było mi obejrzec, czy to w kinie czy w telewizji. Momentami serial uwielbialam, momentami nienawidzialam i zalowalam, ze zdecydowalam sie na oglądanie, bo po prostu byłam emocjonalnie rozwalona. Jeszcze w trakcie piatego sezonu cały czas naiwnie wierzylam, ze wszystko skończy sie dobrze, a potem dostalam silnego kopa w glowe i uświadomiono mi, ze piaty sezon to dopiero poczatek i nie mam co liczyc na happy-end.

Niesamowite jest tez dla mnie to, co tworcy uczynili z psotacią Ronnie'go Gardockiego - z trzeciorzędnej postaci w pierwszych sezonach, byc moze przez to pomijanie, traktowanej przeze mnie jako jakąs ciapę bez charakteru, stal się jedną z najbardziej wyrazistych osobowości pod koniec. A ostatnia scena z Jego udziałem... Po prostu kosmos. Dla mnie najlepiej poprowadzona kreacja w całym serialu. I najbardziej tragiczna.

Postacie w ogole dzielą się na te, ktore lubie (Dutch-boy!, Claudette, Danny) i te, ktorych nie polubiłam (Aceveda, Shane, Lem), ale kazda z nich ma w sobie coś interesujacego i ich losy niesamowicie wciągają i to jest moc Shield.

MEGA serial i na pewno nieprędko przestane o nim myśleć.

Odpowiedz
The Shield jest pierwszym serialem, który zaliczam po raz drugi, z każdym odcinkiem (właśnie kończę drugi sezon) coraz bardziej gratuluję sobie decyzji o powtórce.

Najlepsze jest to, że mimo, że z grubsza pamiętam główne zwroty akcji to i tak jest tyle szczegółów które wyleciały z głowy i sprawiają, że dalej ogląda się wszystko z otwartą gębą. Zyskał w moich oczach pierwszy sezon, dalej ma status preludium do wiksów jakie będą później odchodzić, ale generalnie nie mam mu w sumie nic do zarzucenia. Jedną z rzeczy jaka jakoś nie utkwiła w pamięci (może dlatego, że później bardziej przyłożą do pieca jeśli chodzi o dramatyzm) jest zajebiste wyczucie twórców w kwestii humoru, banan na gębie pojawia się niespodziewanie często. Ulubiona postać – Dutch oczywiście :).

Smutne, że nie ma wydania całości z polskimi napisami.

Odpowiedz
Chyba też powinnam zobaczyć "The Shield" po raz wtóry. Czytam Wasze ostatnie wpisy i zastanawiam się, czy przypadkiem nie oglądałam zupełnie innego serialu. Po pierwsze, serial, który zaczął się "źle" czyli sceną zabicia gliny, musiał skończyć się " nie dobrze". Wszystko, co działo się później, było logiczną konsekwencją tego morderstwa popełnionego w rytmie Bawitdaba - moim zdaniem było to zdarzenie determinujące poczynania członków grupy uderzeniowej w przyszłości, prowadząc do takiego końca, z jakim spotykamy się w 7 serii.
Ulubione postaci? Z pewnością Vick - za pokazanie, ile zła mieści się w dobrym człowieku, albo raczej ile dobra - w złym.
Shane za całokształt. Jedna z bardziej tragicznych postaci, świadek zabicia gliniarza, złamany przez Vicka, oswojony z sytuacją, na którą na początku nie miał wpływu i z nią się nie godził. Ewidentnie jego późniejsze postępowanie było efektem przekroczenia pewnej granicy, za którą już tylko można pozostać skurwielem. Rola zagrana świetnie, i to dla niego (Walton Goggins - zaczęłam oglądać "Justified" - super rola Boyda Crowdera, warta polecenia).

Lem, ale głównie za scenę spalenia pieniędzy ( jedna z najlepszych). Gardocki - jedyny członek grupy, któremu z czystym sumieniem życzyłam dobrze. No i Kavanaugh - chyba najbardziej inteligentna postać w serialu.
Dutch i Claudette - często irytujący - tacy cholera "niezłomni".
Czyli - oglądam serię od nowa. Może zobaczę wszystko w innym świetle.
Calcat iacentem vulgus

Odpowiedz
Cytat:The Shield jest pierwszym serialem, który zaliczam po raz drugi, z każdym odcinkiem (właśnie kończę drugi sezon) coraz bardziej gratuluję sobie decyzji o powtórce.

Ja również jakiś czas temu zacząłem oglądać ponownie od początku. Finał drugiego sezonu nieodmiennie przyprawia mnie o ciarki. A scena z Vicem i resztą eki stojącymi dookoła stołu, na którym piętrzy się stos banknotów - moim zdaniem jedna z najbardziej pamiętnych scen w ogóle w historii tv. Nie wiem, czy to przez muze czy przez coś innego, ale jest to scena-legenda.

Odpowiedz
ja tam ostatnio w zeszłym tygodniu obejrzałem ostatni odcinek.

10/10 - na razie tylko tyle jestem w stanie napisać...

Odpowiedz
Od którego momentu zaczęły się kłopoty Strike Team z forsą? Kto nabruździł jako pierwszy?




Odpowiedz
Czy tylko mnie doprowadza do kurwicy, jak Dutch-boy mówi o Vicu, że to "bad guy" i że jego ekipa jest "niemoralna"? Dla mnie to najlepsi gliniarze w LA, scenariusz skonstruowany został tak jak został, nic na to nie poradzę, ale z mojej perspektywy to postacie w 100% pozytywne. Niniejszym składam hołd wszystkim Shane'om, Lemom, Gardockim i Vicom tego świata.

Odpowiedz
Vic 100% pozytywny? Heh, kiedy ja parę lat temu wypowiadałem się pozytywnie o Vicu (chociaż nie na 100%) zacząłeś się sprzeciwiać, bo go "po ludzku nie lubiłeś", i że: "vic to człek ze wszech miar omylny - jego błędy splamione sa krwią niewinnych ludzi". ;)

Odpowiedz
Mental parę stron temu napisał(a):powtorze: morderca, kłamca, manipulator, niewierny mąż. jego dobre intencje mnie nie interesują. dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane.

:)

Odpowiedz
Mental po prostu zaczął dojrzewać. ;)

Odpowiedz
Wtedy gadałem jak Pluciński albo inny chujek z fejsa. Teraz mówię: Vic - czysta zajebioza, 100% pozytyw. Przy czym moją ulubioną postacią jest Shane, potem Gardocki, potem Lem (chyba najbardziej honorowa postać w serialu) , Vic na końcu. Ogrom zajebiozy Vica dotarł do mnie wczoraj, gdy oglądam po raz drugi 5 sezon. Vic powiedział wtedy:

I scena salwy w grób - monumentalna.




Odpowiedz
Cytat:Przy czym moją ulubioną postacią jest Shane

Moją również. Jak przez pierwsze cztery sezony wkurwiał mnie niemiłosiernie, tak w siódmym do końca mu kibicowałem. A moment, w którym
wzbudza we mnie ogromne emocje.

Odpowiedz
Ja Shane od samego początku polubiłem - swój chłop :) Synowi nadał imię po konfederackim generale - Stonewallu Jacksonie.

Odpowiedz
Z Shanem kojarzy mi się zajebista scena, jak śledzili tam typka chyba związanego z money train. Shane przez przypadek wjeżdża w tył jego samochodu. Koleś do niego podchodzi i po krótkiej rozmowie pyta:
What's your name?
Shane: Yyyy Cletus yyy Van Damme.

Haha padłem wtedy.

Odpowiedz
Shane? Przecież on swoją głupotą, tchórzostwem i słuchaniem baby położył Strike Team. Gdyby zaufał Vicowi, a nie kierował tylko i wyłącznie własnym interesem, całość nie musiałaby się skończyć tak jak skończyła.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
Ta, i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie za kradzioną kasę, raz do roku składając kwiatki na grobie gliniarza z I odc. Idylla.
Calcat iacentem vulgus

Odpowiedz
wujo444 napisał(a):Shane? Przecież on swoją głupotą, tchórzostwem i słuchaniem baby położył Strike Team.

Mozna tak to ująć. Mara podejrzała, jak Shane wymyka się z domu i chodzi do skrytki. Od tego wszystko się zaczęło. Wspominałem o tym parę postów wyżej. Ale uwaga: nie bez powodu padło na Shane'a. Shane jako jedyny mieszkał na stałe z kobietą. Vic w separacji w pokoju motelowym, Gardocki co tydzień posuwał inną dziwkę, więc to wolny strzelec, Lem podobnie - kawaler od urodzenia. A zatem to musiało się tak skończyć.

Generalnie to, co najgorsze, to po stronie kobiet:

- Mara i jej matka wydające znakowaną przez FBI forsę;
- informatorka Vica, Emolia, która zdradziła go i sprzedała się Jonowi Kavanaugh; Vic chronił i opiekował się nią i jej dzieckiem przez prawie pół roku, a suka tak się odwdzięczyła - krew na nią i na jej potomstwo;

JC-H napisał(a):składając kwiatki na grobie gliniarza z I odc.

Temu kolesiowi nie należały się żadne kwiatki. Co najwyżej nieoznakowany grób w jakimś miejscu hańby.

Odpowiedz

Mental, i tak oto dopadła go "sprawiedliwość" gangu.
Calcat iacentem vulgus

Odpowiedz
Nie wiem, jak dawno oglądałeś ten serial, ale z twoich wypowiedzi wnioskuję, że jeszcze w czasach W11 na tvn. Więc mała lekcja poglądowa od mentala na temat sprawiedliwości (za darmo, normalnie kasują 50 pln od godziny).

Pogrzeb Lema vs pogrzeb tego cwela-szczura-zdrajcy Terry'ego - DWIE RÓŻNE UROCZYSTOŚCI.

Lem zostaje pochowany na cmentarzu gdzieś na zadupiu LA, bez udziału policji, bez policyjnej ceremonii - prawie jak jakiś John Doe albo inny bezdomny. Cała "polityczna góra" w policji LA odcina się od niego, na czele z Mr Everymanem Acevedą. Nazajutrz po pogrzebie Lem zostaje obsmarowany w prasie przez chujków z "Timesa" jako skorumpowany glina, który ukradł cegłę proszku z zamiarem dystrybucji.

Teraz Terry - szczur, zdrajca, wtyka Acevedy, dupowłaz, kłamca, człowiek pozbawiony honoru, służbista, który wręcz błagał szefostwo, żeby dopuścili go do Stike Team celem ich infiltracji w zamian za ciepłą posadkę na dowolnym komisariacie w dowolnie wybranym miejscu w US. Jego pogrzeb to całkowite przeciwieństwo pogrzebu Lema - na uroczystość zjechała się cała "śmietanka" Farmington, opłakiwali to ścierwo jak bohatera narodowego.

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Dlatego scena oddawania salwy w grób Lema przez Vica, Shane'a i Gardockiego to jedna z najpiękniejszych scen ever.

Odpowiedz
Dzięki Mental, że nie dla mnie te Twoje nauki. Terry zdrajca? Czego obawiał się Vick, że musiał mu w łeb palnąć?
Calcat iacentem vulgus

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości