Nowy
Liczba postów: 265
Liczba wątków: 0
Miesiąc czasu zajelo mi obejrzenie siedmiu sezonów SHIELD i mogę smiało powiedziec, ze były to ekstremalnie wyczerpujące nerwowo tygodnie. Piąty sezon natomiast śmiało określę najbardziej wyczerpującą nerwowo rzeczą, jaką KIEDYKOLWIEK dane było mi obejrzec, czy to w kinie czy w telewizji. Momentami serial uwielbialam, momentami nienawidzialam i zalowalam, ze zdecydowalam sie na oglądanie, bo po prostu byłam emocjonalnie rozwalona. Jeszcze w trakcie piatego sezonu cały czas naiwnie wierzylam, ze wszystko skończy sie dobrze, a potem dostalam silnego kopa w glowe i uświadomiono mi, ze piaty sezon to dopiero poczatek i nie mam co liczyc na happy-end.
Niesamowite jest tez dla mnie to, co tworcy uczynili z psotacią Ronnie'go Gardockiego - z trzeciorzędnej postaci w pierwszych sezonach, byc moze przez to pomijanie, traktowanej przeze mnie jako jakąs ciapę bez charakteru, stal się jedną z najbardziej wyrazistych osobowości pod koniec. A ostatnia scena z Jego udziałem... Po prostu kosmos. Dla mnie najlepiej poprowadzona kreacja w całym serialu. I najbardziej tragiczna.
Postacie w ogole dzielą się na te, ktore lubie (Dutch-boy!, Claudette, Danny) i te, ktorych nie polubiłam (Aceveda, Shane, Lem), ale kazda z nich ma w sobie coś interesujacego i ich losy niesamowicie wciągają i to jest moc Shield.
MEGA serial i na pewno nieprędko przestane o nim myśleć.
02-06-2011, 13:29
Nowy
Liczba postów: 837
Liczba wątków: 10
The Shield jest pierwszym serialem, który zaliczam po raz drugi, z każdym odcinkiem (właśnie kończę drugi sezon) coraz bardziej gratuluję sobie decyzji o powtórce.
Najlepsze jest to, że mimo, że z grubsza pamiętam główne zwroty akcji to i tak jest tyle szczegółów które wyleciały z głowy i sprawiają, że dalej ogląda się wszystko z otwartą gębą. Zyskał w moich oczach pierwszy sezon, dalej ma status preludium do wiksów jakie będą później odchodzić, ale generalnie nie mam mu w sumie nic do zarzucenia. Jedną z rzeczy jaka jakoś nie utkwiła w pamięci (może dlatego, że później bardziej przyłożą do pieca jeśli chodzi o dramatyzm) jest zajebiste wyczucie twórców w kwestii humoru, banan na gębie pojawia się niespodziewanie często. Ulubiona postać – Dutch oczywiście :).
Smutne, że nie ma wydania całości z polskimi napisami.
28-04-2012, 21:56
druga setka
Liczba postów: 278
Liczba wątków: 0
Chyba też powinnam zobaczyć "The Shield" po raz wtóry. Czytam Wasze ostatnie wpisy i zastanawiam się, czy przypadkiem nie oglądałam zupełnie innego serialu. Po pierwsze, serial, który zaczął się "źle" czyli sceną zabicia gliny, musiał skończyć się " nie dobrze". Wszystko, co działo się później, było logiczną konsekwencją tego morderstwa popełnionego w rytmie Bawitdaba - moim zdaniem było to zdarzenie determinujące poczynania członków grupy uderzeniowej w przyszłości, prowadząc do takiego końca, z jakim spotykamy się w 7 serii.
Ulubione postaci? Z pewnością Vick - za pokazanie, ile zła mieści się w dobrym człowieku, albo raczej ile dobra - w złym.
Shane za całokształt. Jedna z bardziej tragicznych postaci, świadek zabicia gliniarza, złamany przez Vicka, oswojony z sytuacją, na którą na początku nie miał wpływu i z nią się nie godził. Ewidentnie jego późniejsze postępowanie było efektem przekroczenia pewnej granicy, za którą już tylko można pozostać skurwielem. Rola zagrana świetnie, i to dla niego (Walton Goggins - zaczęłam oglądać "Justified" - super rola Boyda Crowdera, warta polecenia).
Lem, ale głównie za scenę spalenia pieniędzy ( jedna z najlepszych). Gardocki - jedyny członek grupy, któremu z czystym sumieniem życzyłam dobrze. No i Kavanaugh - chyba najbardziej inteligentna postać w serialu.
Dutch i Claudette - często irytujący - tacy cholera "niezłomni".
Czyli - oglądam serię od nowa. Może zobaczę wszystko w innym świetle.
Calcat iacentem vulgus
29-04-2012, 09:42
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:The Shield jest pierwszym serialem, który zaliczam po raz drugi, z każdym odcinkiem (właśnie kończę drugi sezon) coraz bardziej gratuluję sobie decyzji o powtórce.
Ja również jakiś czas temu zacząłem oglądać ponownie od początku. Finał drugiego sezonu nieodmiennie przyprawia mnie o ciarki. A scena z Vicem i resztą eki stojącymi dookoła stołu, na którym piętrzy się stos banknotów - moim zdaniem jedna z najbardziej pamiętnych scen w ogóle w historii tv. Nie wiem, czy to przez muze czy przez coś innego, ale jest to scena-legenda.
03-05-2012, 22:57
Red Crow
Liczba postów: 12,733
Liczba wątków: 50
ja tam ostatnio w zeszłym tygodniu obejrzałem ostatni odcinek.
10/10 - na razie tylko tyle jestem w stanie napisać...
03-05-2012, 23:03
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Od którego momentu zaczęły się kłopoty Strike Team z forsą? Kto nabruździł jako pierwszy?
Mara zajmumała ze skrytki 7 tys $$$ i dała matce. W międzyczasie Vic dowiedział się, że cześć banknotów była znaczona. W ten sposób fedzie na czele ze skarbówką wpadli na trop pieniędzy. Potem zrobił się z tego efekt kuli śniegowej i już nie było odwrotu.
06-05-2012, 15:02
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Czy tylko mnie doprowadza do kurwicy, jak Dutch-boy mówi o Vicu, że to "bad guy" i że jego ekipa jest "niemoralna"? Dla mnie to najlepsi gliniarze w LA, scenariusz skonstruowany został tak jak został, nic na to nie poradzę, ale z mojej perspektywy to postacie w 100% pozytywne. Niniejszym składam hołd wszystkim Shane'om, Lemom, Gardockim i Vicom tego świata.
13-05-2012, 21:14
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Vic 100% pozytywny? Heh, kiedy ja parę lat temu wypowiadałem się pozytywnie o Vicu (chociaż nie na 100%) zacząłeś się sprzeciwiać, bo go "po ludzku nie lubiłeś", i że: "vic to człek ze wszech miar omylny - jego błędy splamione sa krwią niewinnych ludzi". ;)
13-05-2012, 22:38
Nowy
Liczba postów: 837
Liczba wątków: 10
Mental parę stron temu napisał(a):powtorze: morderca, kłamca, manipulator, niewierny mąż. jego dobre intencje mnie nie interesują. dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane.
:)
13-05-2012, 22:39
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Mental po prostu zaczął dojrzewać. ;)
13-05-2012, 23:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-05-2012, 23:51 przez Gal Anonim.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Wtedy gadałem jak Pluciński albo inny chujek z fejsa. Teraz mówię: Vic - czysta zajebioza, 100% pozytyw. Przy czym moją ulubioną postacią jest Shane, potem Gardocki, potem Lem (chyba najbardziej honorowa postać w serialu) , Vic na końcu. Ogrom zajebiozy Vica dotarł do mnie wczoraj, gdy oglądam po raz drugi 5 sezon. Vic powiedział wtedy:
Zabije go [Gurado]. Umrze tak jak Lem, tylko że wolniej.
I scena salwy w grób - monumentalna.
14-05-2012, 11:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-05-2012, 11:47 przez Mental.)
Red Crow
Liczba postów: 12,733
Liczba wątków: 50
Cytat:Przy czym moją ulubioną postacią jest Shane
Moją również. Jak przez pierwsze cztery sezony wkurwiał mnie niemiłosiernie, tak w siódmym do końca mu kibicowałem. A moment, w którym Claudette czyta Vicowi jego list pożegnalny, ze słowami "Żałuję, że kiedykolwiek go poznałem" wzbudza we mnie ogromne emocje.
14-05-2012, 11:50
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Ja Shane od samego początku polubiłem - swój chłop :) Synowi nadał imię po konfederackim generale - Stonewallu Jacksonie.
14-05-2012, 11:53
Użytkownik
Liczba postów: 247
Liczba wątków: 1
Z Shanem kojarzy mi się zajebista scena, jak śledzili tam typka chyba związanego z money train. Shane przez przypadek wjeżdża w tył jego samochodu. Koleś do niego podchodzi i po krótkiej rozmowie pyta:
What's your name?
Shane: Yyyy Cletus yyy Van Damme.
Haha padłem wtedy.
14-05-2012, 17:34
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Shane? Przecież on swoją głupotą, tchórzostwem i słuchaniem baby położył Strike Team. Gdyby zaufał Vicowi, a nie kierował tylko i wyłącznie własnym interesem, całość nie musiałaby się skończyć tak jak skończyła.
14-05-2012, 19:16
druga setka
Liczba postów: 278
Liczba wątków: 0
Ta, i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie za kradzioną kasę, raz do roku składając kwiatki na grobie gliniarza z I odc. Idylla.
Calcat iacentem vulgus
14-05-2012, 20:42
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
wujo444 napisał(a):Shane? Przecież on swoją głupotą, tchórzostwem i słuchaniem baby położył Strike Team.
Mozna tak to ująć. Mara podejrzała, jak Shane wymyka się z domu i chodzi do skrytki. Od tego wszystko się zaczęło. Wspominałem o tym parę postów wyżej. Ale uwaga: nie bez powodu padło na Shane'a. Shane jako jedyny mieszkał na stałe z kobietą. Vic w separacji w pokoju motelowym, Gardocki co tydzień posuwał inną dziwkę, więc to wolny strzelec, Lem podobnie - kawaler od urodzenia. A zatem to musiało się tak skończyć.
Generalnie to, co najgorsze, to po stronie kobiet:
- Mara i jej matka wydające znakowaną przez FBI forsę;
- informatorka Vica, Emolia, która zdradziła go i sprzedała się Jonowi Kavanaugh; Vic chronił i opiekował się nią i jej dzieckiem przez prawie pół roku, a suka tak się odwdzięczyła - krew na nią i na jej potomstwo;
JC-H napisał(a):składając kwiatki na grobie gliniarza z I odc.
Temu kolesiowi nie należały się żadne kwiatki. Co najwyżej nieoznakowany grób w jakimś miejscu hańby.
14-05-2012, 21:06
druga setka
Liczba postów: 278
Liczba wątków: 0
Mental, i tak oto dopadła go "sprawiedliwość" gangu.
Calcat iacentem vulgus
14-05-2012, 21:10
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Nie wiem, jak dawno oglądałeś ten serial, ale z twoich wypowiedzi wnioskuję, że jeszcze w czasach W11 na tvn. Więc mała lekcja poglądowa od mentala na temat sprawiedliwości (za darmo, normalnie kasują 50 pln od godziny).
Pogrzeb Lema vs pogrzeb tego cwela-szczura-zdrajcy Terry'ego - DWIE RÓŻNE UROCZYSTOŚCI.
Lem zostaje pochowany na cmentarzu gdzieś na zadupiu LA, bez udziału policji, bez policyjnej ceremonii - prawie jak jakiś John Doe albo inny bezdomny. Cała "polityczna góra" w policji LA odcina się od niego, na czele z Mr Everymanem Acevedą. Nazajutrz po pogrzebie Lem zostaje obsmarowany w prasie przez chujków z "Timesa" jako skorumpowany glina, który ukradł cegłę proszku z zamiarem dystrybucji.
Teraz Terry - szczur, zdrajca, wtyka Acevedy, dupowłaz, kłamca, człowiek pozbawiony honoru, służbista, który wręcz błagał szefostwo, żeby dopuścili go do Stike Team celem ich infiltracji w zamian za ciepłą posadkę na dowolnym komisariacie w dowolnie wybranym miejscu w US. Jego pogrzeb to całkowite przeciwieństwo pogrzebu Lema - na uroczystość zjechała się cała "śmietanka" Farmington, opłakiwali to ścierwo jak bohatera narodowego.
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Dlatego scena oddawania salwy w grób Lema przez Vica, Shane'a i Gardockiego to jedna z najpiękniejszych scen ever.
14-05-2012, 21:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-05-2012, 21:21 przez Mental.)
druga setka
Liczba postów: 278
Liczba wątków: 0
Dzięki Mental, że nie dla mnie te Twoje nauki. Terry zdrajca? Czego obawiał się Vick, że musiał mu w łeb palnąć?
Calcat iacentem vulgus
14-05-2012, 21:30
|