Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Obejrzałem drugi raz pierwszy sezon.
Bardzo nierówny poziom. Momentami jest wybitnie - piękna scenografia, nocne zdjęcia Londynu z gotyckim klimatem, opętany Tom Hardy, wszechmocna Kompania pod patronatem Jonathana Pryce'a, świetnie szarżujący, rozpasany król czy zapijaczony mąż siostry głównego bohatera. Rozmowa negocjacji, niektóre twisty naprawdę dobre (jak to że Delaney w testamencie spisuje swoją ziemię Amerykanom na wypadek śmierci, przez co Kompania musi go chronić).
Jednak w którymś momencie twisty i geniusz Delaneya (który przecież jest jakimś prostym marynarzem, a nie geniuszem zbrodni) stają się karykaturalne, widząc jak bezbłędnie rozgrywa między sobą króla, angielski wywiad i wszechmocną Kompanię - brakuje czasem muzyki z Benny Hilla. Zdecydowanie wolałem część serialu umoczoną w mrocznym, gotyckim realizmie, niż ta dalszą z głupkowatą hollywoodzką przygodowką.
Jedyna dobra scena z twistów to pod koniec jak król mówi "dobra mam w dupie sądy, ziemię, jestem królem i każe go zabić". Kompania Wschodnioindyjska jest tu ukazana wprost jako organizacja o większej armii, bogactwie, wpływach niż wszystkie kraje katolickie świata. A mimo to bawią się w głupie procesy, gdzie sytuację ratuje im zeznanie dwóch prostytutek (lol!). Niby sam król się ich boi, a w serialu tego w ogóle nie widać, są komediowo bezradni.
Jeszcze ta akcja, gdzie w piętnaście minut Delaney organizuje zabójstwo wszystkich trzech przywódców Kompanii, w tym najwyższego szefa zabija... Prezentem z bombą w środku.
Dużo jest też przestojów fabularnych, niektóre wątki nie wiem do czego służą. Na przykład postać siostry zajmuje... Z 1/5 serialu? A nic nie wnosi do fabuły.
13-09-2022, 03:50