The Fantastic Four: First Steps (2025)
W końcu zobaczyłem i jak ten film i Thunderbolts mają być powrotem do formy to... tak, lepsze to niż jakieś She-Hujki, Quantumanie, Miłostki i Grzmocenia, ale dalej to są jakieś generyczne superhero. A może urok MCU już na mnie nie działa, nie wiem i jakoś nie ciągnie mnie do powtórki niczego poza 2-3 tytułami.

Więc najbardziej podobał mi się początek i oglądanie retrofuturyzmu lat 60, momentami miałem przez to skojarzenia z Jetsonami. The Thing był spoko, ale pewnie wycięto sceny, które bardziej rozwijały go jako postać. Właściwie wszystko tutaj jest takie przycięte a sam film wydaje się zawierać tylko sceny potrzebne fabule, mało miejsca dostają postacie by po prostu być postaciami. Johnny jest ok, użyteczny fabule i gotowy do poświęceń, ale został wykastrowany z charakteru i swojego bad boystwa. Sue spoko i tutaj wątek ciąży i dzieci metaludzi to jakiś powiew świeżości, chociaż scena z Franklinem na końcu była śmieszna i jednak jak dla mnie przegięcie z:
Z rzeczy, które mnie śmieszyły to jeszcze rozciągający się Mr Fantastic. Te efekty wyglądały bekowo. + na początku filmu są ze dwie sceny, gdzie Reed podczas wykładu stoi przy wielkiej tablicy i... nie używa swoich mocy a tu aż się o to prosiło :D
Sam Pascal coraz bardziej wnerwiał graniem jedną ponuracką miną. No i właśnie, niby to miały być wesołe lata 60, ale ostatecznie wyszedł kolejny brzydki i ponury blockbuster jakich wiele.

Niemniej nie jest to tragiczny film, ma szybkie tempo, niezłego villaina, który tworzy ciekawy konflikt oraz aktorów, którzy się starali z tym co dostali, poza Pascalem ofc :D

5/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości