The Hateful Eight (2015)
Nascimento, rozumiem, że dla Ciebie śmierć danego bohatera sprawiła, że nie miałeś komu kibicować a tym samym zaangażowanie w film znacznie spadło. Trudno mi to jednak uznać za bezdyskusyjną wadę scenariusza, bo tak jak pisałem, z tego co wiem, jeśli próbujemy dyskutować o teorii scenariopisarstwa, sympatyzowanie widza z bohaterem nie jest konieczne.

Ja przez cały seans miałem swoje sympatie, ale generalnie interesowała mnie fabuła, która była wystarczająco wciągająca. Bez konieczności trzymania się formuły kryminalnej zagadki. A przynajmniej w formie, którą, mam wrażenie Ty bardziej narzucasz Quentinowi, której Ty się spodziewałeś lub przyjąłbyś z większym entuzjazmem niż to, co zaserwował Tarantino - czyli kryminalnej zagadki w stylu Christie. Co więcej, sztuczne udziwnianie tylko po to, żeby stopniowo odkrywać, prowadzić grę z widzem bywa fajne, ale przyznasz, że bywa sztuczne, zbyt filmowe.

Nie widzę nic banalnego w rozwiązaniu zagadki, ani odejścia od początkowego konceptu. Tarantino stosunkowo szybko, w prosty sposób podaje rozwiązanie i owszem, jeśli dla Ciebie główną atrakcją było rozkmninianie "kto zabił" to zgadzam się, że to koniec zabawy, ale Quentin nic nie wyrzucił do kosza. Po prostu, nadal trzymając się tego jednego wątku zaserwował najpierw retrospekcyjne wyjaśnienie a potem finał. Finał ani nie przypadkowy, ani nie bez związku z resztą. Groteskowy, może trochę przegięty, ale zamykający historię jak najbardziej. List jest niepotrzebnym motywem, ale nie przyszło mi do głowy, że jego odczytanie na końcu ma w jakikolwiek sposób przywrócić Jacksonowi sympatię widza.

No i nie rozumiem, co masz na myśli pisząc o epizodzie w piwnicy, ale może to znowu kwestia nomenklatury, tak jak z tym Twoim nieszczęsnym wątkiem lesbijskim w Birdmanie.Oczko Bez urazy.


Odpowiedz
Co do listu


Odpowiedz
Cytat:Trudno mi to jednak uznać za bezdyskusyjną wadę scenariusza, bo tak jak pisałem, z tego co wiem, jeśli próbujemy dyskutować o teorii scenariopisarstwa, sympatyzowanie widza z bohaterem nie jest konieczne.
Oczywiście, że nie jest konieczne. Ja niby najbardziej lubiłem Kurta Russela, no ale to oczywiste, bo towarzyszymy mu od początku i jest pokazany jako koleś z zasadami, z drugiej strony cieszyłem się jak
bo to było po prostu dobre dla historii.

Odpowiedz
Pierwsza połowa jest znakomita i tak idealna, że nie mogę się przyczepić do niczego, ale później Tarantino zaczyna szaleć i robi się bezsensownie groteskowo - te hektolitry czerwonej farby i wybuchające głowy nie pasują do kameralnego początku. Chociaż z drugiej strony, jestem w stanie uwierzyć, że to miała być jakaś westernowa wariacja na temat "The Thing" Carpentera... Ludzie uwięzieni pośród śniegu, Kurt Russell, bardzo podobna muzyka Ennio, no i każdy może nagle okazać się draniem czyhającym na twoje życie Duży uśmiech I wtedy to gore dałoby się jakoś wytłumaczyć.

7,5/10

Odpowiedz
Hmm... to jeden z najsłabszych filmów Tarantino. To nadal Tarantino, więc "H8" mimo wszystko, ma coś do zaoferowania, ale rzeczywiście wiele elementów kuluje. Wydaje mi się, że jest to pierwszy jego film, gdzie wyraźnie widać czemu chce zakończyć karierę na 10. On się zwyczajnie wypala. I nie reżysersko, bo to nadal mu świetnie wychodzi, ale wypala się jako scenarzysta.
Niema chyba w tym filmie ani jednego dialogu, czy też żartu/myśli rzuconego przez bohatera, którą warto byłoby zacytować =/
Nie ma w tym filmie ani jednego bohatera, który w jakimś calu, mógłby zbliżyć się do tych z elitarnego klubu, kultowych, Tarantinowskich postaci...
I to prawdopodobnie największy problem tego filmu :< Nie ma tu takiego "Hansa Landy", który mógłby skraść serca widzów... Sama, prosta jak budowa cepa, historia (Capt. Nascimento chyba oglądał po pijaku, skoro mówi o chaotyczności) jest spoko. Klimat tym bardziej.

Takie 6 może 6,5/10. No i myślę, że Tarantino powinien się poważnie zastanowić nad tym, czy ostatnich 2 filmów, nie zrealizować na podstawie jakichś swoich starszych scenariuszy =/



Ps. polecam wszystkim przeczytać pierwszą wersję tekstu do "H8". Właściwie to niczym się nie różni, ale... no właśnie jest pewne ale. Tarantino nieco inaczej napisał tam 3 akt. Niby jest tam (prawie) wszystko co widzimy w filmie, ale w delikatnie zmodyfikowanej kolejności. I tak np. Jody strzelający w... wiadomo co, to już niemal zakończenie. Według mnie pierwotnie było to lepiej napisane. Miało więcej napięcia. No i generalnie widać, że Tarantino tak bardzo nie chodziło o zagadkę. Raczej miała działać tu zasada: widz już wie, kim oni są, ale bohaterowie pozytywni nadal nie, więc czekamy z niepokojem, na to co się stanie Uśmiech I w tym pierwszym scenariuszu to działało lepiej.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
BĘDĄ SPOJLERY!!!

Świetny pomysł na fabułę, okraszony fenomenalną muzą i sfilmowany najlepszym obiektywem ever, zmasakrowany przez osobę reżysera, który nie potrafi nakręcić niczego poważnego i trzymającego realnie w napięciu. Przecież z tej historii dało się wycisnąć takie soki i zrobić tak fenomenalną powtórkę z "The Thing", że mam ochotę w tym momencie zajebać Tarantino szpadlem.

Sposób, jaki w tym filmie ewoluują bohaterowie - może mi ktoś wyjaśnić, o co kaman?

Na początku jest sobie dobry Murzyn, który zmienia się w psychopatę-gwałciciela (pasowałby do San Quentin), by na końcu dostać strzała w genitalia i spędzić pół godziny na wyrze, rechocząc i kumplując się z największym rasistą, który z kolei z największego rasisty zmienia się w Całkiem Spoko Nigger Lovera i obydwaj czytają list i się wzruszają.

Co poeta miał na myśli?

Murzynka-rasistka, nienawidząca Meksykanów i wywieszająca tabliczkę "Psom i Meksykanom wstęp wzbroniony"? Nie twierdzę, że to nie było super, bo było Uśmiech

Krótko: materiał na pełnokrwisty western, pełen suspensu i epy, koncertowo spierdolony. Podczas oglądania mnożyły mi się pomysły, jak to dalej wszystko poprowadzić, ale niestety - główny problem nazywa się Tarantino i okazał się nie do przeskoczenia.

4/10 - za Kurta Russella i kapitalną rolę Jennifer Jason Leigh.

Odpowiedz
No Quentin zjebał i to porządnie Język

Odpowiedz
zombie001 napisał(a):Capt. Nascimento chyba oglądał po pijaku, skoro mówi o chaotyczności



Capt. Nascimento oglądał na trzeźwo, niestety.

Chaotyczny jest film i scenariusz, a nie HISTORIA. Historia może być prosta, ale całość już spójna nie jest. Tu masz mały przykład z kolejnego posta:


Mental napisał(a):Sposób, jaki w tym filmie ewoluują bohaterowie - może mi ktoś wyjaśnić, o co kaman?
Cytat:Na początku jest sobie dobry Murzyn, który zmienia się w psychopatę-gwałciciela (pasowałby do San Quentin), by na końcu dostać strzała w genitalia i spędzić pół godziny na wyrze, rechocząc i kumplując się z największym rasistą, który z kolei z największego rasisty zmienia się w Całkiem Spoko Nigger Lovera i obydwaj czytają list i się wzruszają. 

Co poeta miał na myśli?


Chaotyczność w tworzeniu postaci. Chaotyczność w prowadzeniu fabuły - kryminał a'la 10 murzynków zmieniający się nagle w bezmyślną jatkę. Mi to wszystko wyglądało na dobry koncept, ale Tarantino nie przemyślał dobrze filmu.

Odpowiedz
Ke? Dla mnie to typowe Tarantinowskie postacie. Gadkę Jacksona traktuje jako zwykłą prowokację. A to co widzimy na ekranie to według mnie wizualizacja wydarzeń, dokonywana przez postać Derna, a nie retrospekcja. Widzisz - zależy kto jak na to patrzy.


I o jaką historię ala 10 murzynków Ci chodzi? Przecież widać, że nie takie było założenie Tarantino. To ty sobie ubzdurałeś, że musi być jeden winowajca i będą ich po kolei odstrzeliwać, a odpowiedź na pytanie, kto za tym stoi, urwie Ci łeb Uśmiech 

Ale fakt, Mental ma racje odnośnie końcówki. W pierwszej wersji scenariusza lepiej to gra. Jacksonowi odstrzeliwują jaja -> jest jatka -> wszyscy giną. Nie ma tego 30 minutowego pitu-pitu, bo... Tarantino umieścił to wszystko wcześniej :> Czytania listu też nie ma. Niemniej Tarantino dobrze wiedział co chce nakręcić. I na pewno nie chodziło mu o westerowych 10 murzynków...
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
Cytat:Gadkę Jacksona traktuje jako zwykłą prowokację
Ja czekałem tylko, aż roześmiany Jackson powie tuż po zabiciu dziadka, że wszystko zmyślił, no ale tak nie było, Tarantino zdecydował się pokazać samą scenę, a nie tylko gadkę Jacksona, więc raczej obowiązuje wersja, że to prawda.

Odpowiedz
Cytat:Gadkę Jacksona traktuje jako zwykłą prowokację.

To imo źle ją traktujesz, bo po pierwsze, została ona zwizualizowana, a po drugie, komponuje się ładnie z wcześniejszymi wypowiedziami majora Warrena. Sam powiedział, że do wojny przyłączył się tylko po to, by zabijać, kroić i podpalać białych.

Odpowiedz
Pffff. Historyjka została zwizualizowana w innym celu. Aby Tarantino mógł się masturbować nad zdjęciami... Tylko dlatego Uśmiech

Nawet w scenariuszu Tarantino pisze to tak:
Cytat:We see what Maj. Warren describes in BIG WIDE 70MM SUPER CINEMASCOPE

I biorę te sceny jako wizualizację, dokonywaną przez Derna, bo dalej nawet Warren gada: Starting to see pictures, ain't ya'?

Ani w scenariuszu, ani w filmie, nie ma jasnego potwierdzenia, że to retrospekcja z życia Warrena. Podpuszcza starucha, żeby mu sprzedać kulkę. To też pasuje doskonale do tej postaci Uśmiech
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
Tarantino często w swoich scenariuszach pisze różne dziwne rzeczy. Nadal uważam, że Ty uważasz, że to ściema tylko dlatego, że szkoda Ci tego białasa na mrozie i wolałbyś, żeby to nie była prawda :p

Odpowiedz
Pozwolę się wtrącić na chwilkę z takim małym pytankiem: Czy w ogóle ktokolwiek ma zamiar zobaczyć ten film w kinie, czy jednak wszyscy zadowolą się screenerem? Z lekka to przykre, podobnie jak z "The Revenant". Smutny
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Jak puszczą gdzieś w Polsce na 70 mm to chętnie :p
Za to na Revenanta już poczekam do kina.

Odpowiedz
(03-01-2016, 23:43)Lawrence napisał(a): Czy w ogóle ktokolwiek ma zamiar zobaczyć ten film w kinie, czy jednak wszyscy zadowolą się screenerem? Z lekka to przykre, podobnie jak z "The Revenant". Smutny
Na oba idę do kina.

@simek:

Tutaj znowu z pomocą przychodzi Oppo! Idę o zakład że screener puszczony na czarodziejskim odtwarzaczu wygląda lepiej niż kopia 70 mm.


Odpowiedz
Omijam spoilery i screenery, 15 stycznia idę do kina.

Revenant aż tak mnie nie interesował.

Odpowiedz
Ja oba obejrzałem w domu, ale tylko Revenanta powtórzę w kinie. Tarantino rozczarowujący tym razem i zastanawiam się, czy moja ocena (7,5) nie jest zbyt wysoka.

Odpowiedz
Nie, nie jest.Oczko Przestańcie marudzić. Słaby Tarantino to nadal dobry Tarantino. Nie kojarzę teraz Twoich innych ocen, ale idę o zakład, że pomimo rozczarowania wynikającego z wysoko ustawionej poprzeczki, bezpośrednie porównanie z innymi, powiedzmy, ósemkami niekoniecznie wypadnie na niekorzyść H8, a Ty tu jeszcze się zastanawiasz, czy nie obniżyć 7,5.


Odpowiedz
8/10 wystawiłem w 2015 czterem filmom: Birdmanowi, Inherent Vice, Sicario i Inside Out i przy każdym z tych filmów H8 wypada bardzo blado. Że nie wspomnę o Mad Maxie czy The Revenant.

No ale z obniżaniem, czy ogólną zmianą oceny poczekam do powtórki, ale póki co nie mam na nią zbytnio ochoty.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości