The Hunger Games
Ja przygodę z Igrzyskami zakończyłem na jedynce. Wizyta w kinie bezbolesna, lekkie 5/10 bo całość jest i tak niedorzeczna i mało w tym logiki. Przed drugą częścią przeczytałem streszczenie i zrezygnowałem, bo nie chciałem sobie psuć zabawy z seansu tej miernej jedynki. Jedyny plus tej serii to wylansowanie Lawerence :)
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Dwójkę radzę omijać i z powodu jakości i  dlatego że w ogóle nie jest widzowi do niczego potrzebna. Od jedynki do trójki można przejść od razu i wypadnie to dużo lepiej.

Ja tymczasem jak już zrzuciłem z siebie tutaj ciśnienie po obejrzeniu dwójki to obejrzałem jednak trójkę (a nie byłem pewny czy będę kontynuował)..

I potężne zaskoczenie. Moim zdaniem trójka to naprawdę dobry film. Jakimś cudem. Moja ocena to nieco naciągnięte 8/10. Dla mnie to wręcz szok. Inna sprawa że  zgodnie z wypadkową serii czwórka  zapowiada się.. strach się bać.

Już chyba załapałem o co chodzi ze Złym Prezydentem - ta postać wypada dobrze kiedy praktycznie jej nie ma i pojawia się w mignięciach (jak np w jedynce). Wtedy Donald Sutherland wypada świetnie - inteligentny, władczy, z klasą i pewną taką pogardą dla innych. I sporo rzeczy się tak nie rzuca w oczy  (w trzeciej części też tak jest).
Natomiast generalnie (zwłaszcza w dwójce) ta postać jest nakreślona tak że Sutherland nie jest tutaj właściwym aktorem. To powinien zagrać Nicolas Cage na pełnej ekspresyjnej kurwie. I piszę to bez żadnej ironii - to jest taka postać, to by świetnie pasowało i nie byłoby zgrzytów.

W trójce musimy przełknąć na wstępie trochę głupot jak zniszczenie całego cennego górniczego Dystryktu Katniss.. w sumie bez powodu. Tak samo jak pojawienie się znikąd Wielkiej Tajnej Bazy z armią, bronią i Panią Prezydent (dołączająca do gwiazdorskiej ekipy Julianne Moore). Są to jednak głupotki z gatunku "do łyknięcia" bo naprawdę nieźle później wykorzystane.
Materiał książkowy podzielono na dwie części "dla kasy" ale filmowi to się bardzo przysłużyło. Dzięki temu mamy coś pesymistycznego, gdzie właściwie nie ma szczęśliwych rozwiązań i jakiekolwiek perspektywy rysują się w bardzo ciemnych barwach. I dobrze przemyślanego. Katniss staje się raczej ważnym elementem całości niż jedynym punktem. "Rozgrywającymi" są  Julianne Moore i Philip Seymour Hoffman . Katniss jest główną bohaterką poprzednich części która - dzięki temu - jest tutaj tym "symbolem". Ale to też jest  kwestionowane. Bo zachodzi pytanie jak to ma działać i.. to wcale nie jest takie proste. I to jest fajne :)



Są tutaj kwestie propagandowe obu stron, zwłaszcza podobało mi się jak dość oschła i rzeczowa Pani Prezydent korzysta w końcu z porad Hoffmana i "emocjonalnie" wygłasza mowę napisaną przez niego :)
Jest odpowiednie wykorzystanie aktorów. Chyba każdy ma tutaj coś konkretnego do grania, nawet niewielkiego. Elizabeth Banks ma tutaj swoje najlepsze sceny w tym cyklu  - szkoda ze potem jej postać usuwa się z powrotem w tło. Nawet Hemsworth  ma swoją całkiem niezłą scenę.

Czuć zmianę scenarzystów, pomimo powstania na na gruzach toporności części poprzedniej to jest dobrze pomyślany, dobrze wyreżyserowany i dobrze zagrany film. Sam jestem zdziwiony, ale jestem na tak.

.. ale teraz czeka mnie podejście do czwórki....

Odpowiedz
(06-09-2014, 12:06)shamar napisał(a): IMDB - 7,3/10
FW - 7,1/10

To jest ten hit, który doczekał się już dwóch kontynuacji? Ten, który wyniósł na szczyt, tą bardzo przeciętnej urody, aktorkę? Potwierdziłem sobie ponownie, czemu tzw. dzisiejsze kino młodzieżowe omijam z daleka. Miałem średnie oczekiwania głupiego przeciętniaka, ostatecznie ładnego wizualnie. A nie dostałem praktycznie nic.

Wtórny, durny badziew, bez polotu.

2/10

PS - finałowa scena z tymi CGI-stworami przepełniła czarę...
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
https://variety.com/2022/film/news/hunger-games-prequel-release-date-1235253782/

:)

Odpowiedz

Odpowiedz
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Ta dziewczyna w oczami Sida mi się z kimś kojarzy...

Odpowiedz
Przecież to Królewna Śnieżka, od razu poznałem po alabastrowej cerze.
Ja tam chciałbym wiedzieć dlaczego Snow wygląda w połowie scen jak Eminem. Komuś się biali raperzy pomylili:


Ale taks szczerze mówiąc nie wygląda to najgorzej. Materiał jest potencjalnie bardziej interesujący niż ostatnie trzy filmy.

Odpowiedz
po co kręcili film skoro pokazali całą fabułę w trailerze?

Odpowiedz
Docelowa widownia i tak już zna całą fabułę, ta książka sprzedawała się jak świeże bułeczki.

Odpowiedz

Odpowiedz
Byłem w kinie na tym "Ballad of Songbirds and Snakes"


Film jest podzielony na 3 rozdziały, z czego pierwsze dwa są... zaskakująco niezłe.
Tom Blyth wyciska ze swojej roli (młodego Snowa) ile się tylko da, niesie ten film na swoich barkach. Rachel Ziegler, po tym wszystkim złym co o niej słyszałem jest... znośna, nie pomaga filmowi, nie przeszkadza, wypada płytko w porównaniu do Jennifer Lawrence, ale też ma mniejszą rolę. Lepiej śpiewa.
Niemniej świat jest całkiem intrygujący, poznanie historii przyszłego dyktatora, jakkolwiek zbędne, dobrze się ogląda.
Sceny akcji są dobrze nakręcone, względnie emocjonujące, podparte dobrą muzyką.
Poszedłem na ten film bo dziewczyna chciała (oglądaliśmy razem całą serię Igrzysk, ona jest fanką książek), miałem niskie oczekiwania, a byłem pozytywnie zaskoczony.

I wtedy pojawia się nieszczęsny trzeci rozdział. Zaczyna się normalnie, a potem bardzo szybko spada równią pochyłą na samo dno.
Kompletny chaos, gonitwa na oślep do finału, próba związania wątków i dłuższej historii przeskakując urywkami scen...
Napisanymi chyba na kolanie przez twórców 8 sezonu Gry o Tron, bo nijak się to żadnej logiki nie trzyma.
Ostatnie sceny relacji/romansu Snowa z Rachel Ziegler są tak bezsensowne, jak wyjęte ze scenariusza Tommy'ego Wiseau.

Niemniej, nie dlatego piszę o tym filmie x czasu po premierze, bo w skali Jeremy'ego Jahnsa to film do zapomnienia po paru dniach.
Oglądam właśnie sceny Prezydenta Snowa z serii Igrzysk Śmierci (lubię czasem oglądać urywki różnych filmów, które już widziałem - raz dla aktorstwa, dwa dla komentarzy na youtubie)
i naszło mnie czego najbardziej w tym filmie brakowało.

Seria "The Hunger Games" mimo całej hollywoodzkiej i błahej otoczki, była zaskakująco... dojrzała i realistyczna.
Można to było przeoczyć oglądając areny przypominające momentami Jumanji, ale gdy seria schodziła na ziemię była bardzo na czasie.
Absurdalna wizja świata okazywała się jak najbardziej możliwa - na pewno pomógł design świata bazowany na książce, bogactwo szczegółów, zarys społeczeństwa i aktorzy.

Ale na dobrą sprawę większość zasługi można przypisać jednemu aktorowi. Tak jak Anthony Hopkins uczynił Westworld wiarygodnym w swoich fe-no-me-nal-nych dialogach,
tak tutaj Donald Sutherland odwalił aktorstwo o kilka poprzeczek wyższe od całego filmu. W całej serii był tylko przez 20 minut, a był dominującą obecnością w każdej scenie.
A przede wszystkim - był w pełni realistyczny, jak dyktator z prawdziwego świata. 



Co więc zrobili twórcy prequela - "Ballady ptaków i węży"?
Uczynili przywódcami świata - i shit you not - zapijaczonego karłowatego profesora Petera Dinklage'a, i szarżującą jak w horrorze klasy B szaloną naukowiec

[Obrazek: viola-davis-hunger-games-tout-102423-a52...8b93cc.jpg]

Zła do szpiku kości, eksperymentująca na ludziach, zasypująca arenę kilkoma tonami węży, przy każdym jej monologu brakowało tylko piorunów w tle (raz chyba nawet były).

To tyle z realizmu świata przedstawionego.

Odpowiedz
Zrobiłem sobie powtórkę "Ballady ptaków i węży". I muszę przyznać, że lubię ten film dużo bardziej niż całą serię z Jennifer Lawrence.

W tamtej serii irytuje mnie wkurza mnie ta Katniss grana przez Lawrence a przede wszystkim ten cały Peeta grany przez Hutchersona.

W "Balladzie..." za to mamy wątek romansowy, któremu się kibicuje. Coriolanus i Lucy Gray. Chłopak z wyższej kasty i biedna, mała Lucy Gray, która choć jest bardzo utalentowana miała pecha i została podstępem wciągnięta do głodowych igrzysk.

Relacji Lucy i Coriolanusa szczerze się kibicuje, mają chemię i trzyma się kciuki za obojga. Lucy Gray ponadto mimo wszystkich nieszczęść jakie na nią spadają, dzielnie podnosi głowę do góry i lekiem dla niej jest... śpiew. Piosenek, które śpiewa Rachel Zegler w tym filmie mógłbym słuchać bez przerwy.

Ironia losu jak kończą się ich losy w tym filmie. A jeszcze bardziej wkurza jak porówna się ich do pierwotnej serii i zakończenia losów Katniss i Peety.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Zwiastun kolejnych "Igrzysk Śmierci".


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości