28-11-2013, 00:19
|
The Hunger Games
|
|
OK, przeczytałem swoją reckę jedynki. Dwójka jest trochę gorsza od jedynki. Po prostu wyparłem jak gównianym filmem była jedynka.
28-11-2013, 00:30
Usunąłem wszelkie przejawy chamstwa w tym temacie i kilka nie na temat. Proszę o pisanie na temat oraz nie używanie argumentów Ad Personam.
Przyzwoitości trochę oraz szacunku do innych osób proszę. To w szczególności do paja się tyczy
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron 30-11-2013, 11:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-11-2013, 11:48 przez Danus.)
Obejrzane. Nie wiem, irracjonalnie oglądanie tego typu produkcji sprawia mi dość dużo przyjemności, chociaż zdaję sobie sprawę, że są one generalnie denne. Czas podczas seansu mknie jak szalony, patrzy się na to nieźle i w ogóle jest całkiem przyjemnie. Tak samo było z pierwszą częścią i teraz było podobnie - przynajmniej do czasu.
Zacznę od tego, że czytałem książkę i część drugą trylogii uważam za najsłabszą. Chociażby ze względu na fakt, że bardzo nie przypadła mi do gustu cała ta arena walki. Przekombinowane, na siłę efekciarskie rozwiązanie. Mimo wszystko, znając fabularne rozwiązania, oglądanie tego na ekranie znowu sprawiło mi mnóstwo bólu. Do momentu wkroczenia zawodników na arenę, czyli przez zdecydowaną większość filmu bawiłem się nieźle. Co prawda walki ograniczono do koniecznego minimum, przez co akcja rozgrywa się trochę jakby w przyspieszonym tempie, ale i tak zdążyłem wpaść w poirytowanie oglądając małpy, ptaszki, fale i inne ustrojstwa, które w mojej opinii są po prostu durne. Początek, który właściwie jest przydługim prologiem przed trzecią (najlepszą) częścią tej historii przypadł mi do gustu. Do pewnego momentu podobały mi się zdjęcia, muzyka już mniej. Ścieżka dźwiękowa jest identyczna jak w pierwszej części, a moim zdaniem nie sprawdza się to już tak dobrze, jak początkowo. Na plus nowe postaci, Jennifer mam wrażenie, że ma mniej do zagrania, niż w pierwszej części. W ogóle seans przypomniał mi, że jedyne naprawdę porządne osiągnięcie Suzanne Collins (autorki książki), to wątek i postać Peety. No autentycznie chłopakowi współczuję za każdym razem, gdy widzę, jak jest sponiewierany. Najbardziej tragiczna postać spośród wszystkich wykreowanych przez autorów książek młodzieżowych w ostatnich latach. Dam 6/10.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
02-12-2013, 23:48
Obejrzałem wczoraj, kolegów wkurzyło nagłe zakończenie:d. JLaw daje z siebie więcej niż musi, zdjęcia i efekty na plus, poza tym antyutopie mają to do siebie, że lepiej za bardzo nie wnikać w ich sensowność. Nikt nie napisał, że Oswald z Synów Anarchii ma tu małą rólkę szefa zomowców - za to plusik. Film oceniałem z początku na takie 7, 8/10, ale po wytknięciu paru głupot na tym forum (i 5 minutowej rozkminie) obniżam do siódemki minus na dychę:D
Red, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Aug 2012.
04-12-2013, 21:14
Część pierwszą obejrzałem. W końcu. I żałuję, ale teraz mogę przynajmniej jechać po tym filmie do woli :)
W teorii wszystko tu gra i buczy, bo dwa tuziny młodzieży mają walczyć na śmierć i życie ku uciesze ludu, głównie bogaczy, zajebisty koncept i kupuję to. Nie wierzę jednak, że można to było tak spieprzyć... gdyby to jeszcze wywoływało jakieś sensowne emocje, ale wszystko jest tutaj niemiłosiernie nudne, nieciekawe, pozbawione sensu i jakiejkolwiek logiki, że zaczyna mnie boleć głowa. Wszystko się dłuży i nie wciąga, nie ma żadnej walki o przetrwanie tylko leżenie na drzewach, pod drzewami, nad rzeką i w jaskiniach, a aktorstwo poza Lawrence i trzecim planem (Banks, Harrelson, Kravitz) nie istnieje, tak samo jak pozostali uczestnicy "głodowych" igrzysk - wiem, że była tam mała murzynka i Fuhrman z Sieroty, reszta to randomy z numerami których równie dobrze mogło nie być, bo NIC nie robią. Są bo muszą być, jakoś trzeba zapełnić te dwa tuziny. Na dodatek operator miał chyba padaczkę praktycznie nic nie widać przez trzęsącą się kamerę, a scenarzyści pewnie sami zeżarli trujące jagody - niektóre motywy są głupsze niż wypowiedzi naszych polityków (pojawiające się zwierzaki, zdalnie sterowane kule ognia, wprowadzanie i usuwanie zasad, sponsorzy od których zależy wszystko, informacje o głodzie, zarazach, ranach, wodzie, schronieniu...). 05-12-2013, 18:56
I co, nagle Lone Ranger nie wydaje się taki zły, nie? :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 05-12-2013, 21:47
Jeżeli jedynka była filmem o siedzeniu na drzewie i chowaniu się w jaskini, tak dwójka jest filmem o chodzeniu po lesie i leżeniu na plaży. KOMPLETNIE ne rozumiem, jak można zwalić taki potencjał emocjonalny i dramaturgiczny jakim są igrzyska i ta cała walka o przetrwanie. Nudy panie, nudy, ale w przeciwieństwie do równie bezjajecznego poprzednika obraz broni się technicznie i ma jeszcze lepszą Lawrence. Znakomita aktorka, która wyciska ze swojej roli jakieś 500%. Dobrze określił to Mierzwiak - postać Katniss mogła być zagrana przez każde beztalencie bo to płytka bohaterka. Jennifer oddaje jednak wszystkie emocje w superwiarygodny sposób.
BTW, też mieliście wrażenie jakby Hoffman ograniczył się wyłącznie do wpadnięcia na plan na 5 minut, aby odebrać czek? 5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
06-12-2013, 21:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-12-2013, 21:42 przez Snappik.) (06-12-2013, 21:36)Snappik napisał(a): KOMPLETNIE ne rozumiem, jak można zwalić taki potencjał emocjonalny i dramaturgiczny jakim są igrzyska i ta cała walka o przetrwanie.Dokładnie. Swoją drogą właśnie uświadomiłem sobie, że to wzajemne wybijanie się jest najzupełniej zbędne. Skoro są "magiczne" mutanty, tsunami, gadające ptaki (lol wut?) i toksyczne mgły, to równie dobrze mógłby to być po prostu survival na zasadzie " Rzucamy Was na kurewsko niebezpieczny teren, ostatni który przetrwa wygrywa". A tak film stoi w rozkroku i nie realizuje potencjału wynikającego ani z wzajemnego zabijania się, ani ze wspomnianych niebezpieczeństw. Na dodatek obie te rzeczy się zwyczajnie gryzą. 06-12-2013, 21:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-12-2013, 21:44 przez Mierzwiak.)
Nie gryzą się specjalnie, jeżeli uzna się fakt, że organizatorom chodziło o wybicie wszystkich uczestników. Problem tkwi raczej w postaci Hoffmana i nienaturalnym twiście, ale wszystko jest do wyjaśnienia:
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
06-12-2013, 22:15
Ale sama plansza i stojący za nią zamysł jest taki trochę, ten teges, naciągany.
Rozwalił mnie moment z wirówką mającą ich zdezorientować, a przecież cała reszta areny się nie zmieniła na czele ze stanowiącym świetny punkt odniesienia ogromnym, wyróżniającym się drzewem (tym, w które uderzały pioruny) Swoją drogą ten piorun i strzała... Przewrót oczami obowiązkowy. 06-12-2013, 22:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-12-2013, 22:19 przez Mierzwiak.)
Tu akurat zgoda. Też bardzo mi się nie podoba motyw planszy-zegara. Tanie efekciarstwo, właściwie bez większego uzasadnienia. Wolałbym już, żeby na przykład na arenie oprócz zawodników był jeden przeciwnik-łowca, ktoś w rodzaju Predatora, niż nawalone od groma różnych mniej lub bardziej śmiechogennych pułapek.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
06-12-2013, 23:23
"Igrzyska Śmierci" jak i "W Pierścieniu Ognia" przypadły mi do gustu - typowe kino młodzieżowo-rozrywkowe. Zachęcony po obejrzeniu obu filmów sięgnąłem po książkę "Kosogłos" - trzecią i ostatnią część, aby poznać dalsze losy Katniss, Peety, Haymitcha i pozostałych bohaterów. Może mam zbyt wyostrzony gust, ale jestem rozczarowany powieścią Suzanne Collins. Filmowa Katiniss wzbudza sympatię, widz chętnie jej kibicuje. Ta książkowa zachowuje się jak zagubiona nastolatka, ogólnie kilkoro z bohaterów sprawia wrażenie jakby mieli odchyłki psychiczne. Kosogłos poza wydarzeniami pod koniec książki jest dość hmm... przegadany, wr ecz nudny. Collins nie stroniła od ilości przemocy np. masakry dzieci na placu Kapitolu (nie zostało dokładnie powiedziane kto za tym stał, która ze stron chciała złamać przeciwnika). Moim zdaniem zbyt dużo bezsensownej śmierci. O zgrozo nie wywołującej szoku czy refleksji u bohaterów - podchodzili do tego emocjonalnie jak do... robienia zakupów? Zakończenie także rozczarowuje (poza epilogiem), a w szczególności decyzja Katniss ws. sposobu ukarania władz w Kapitolu. Zastanawiam się jak reżyser przeniesie to wszystko na taśmę filmową. Ale trzecią część i tak z ciekawości obejrzę :)
10-12-2013, 19:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-12-2013, 19:46 przez grimlock.)
Pisz ładnie, pisz - jeszcze 6 postów Ci brakuje :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 10-12-2013, 20:51
Can't wait! :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 11-12-2013, 22:22
Dla mnie to niewykorzystany potencjał. Kilkakrotnie na tym forum został wspomniany film Battle Royale ale nie wiem czy ktoś tu czytał mangę. W porównaniu z nią Igrzyska to bajeczka dla dzieci. W japońskim komiksie mamy na każdym kroku mamy seks, wulgaryzmy, rozrywane na kawałki ciała (bohaterów których zdążyliśmy wcześniej poznać najczęściej także poprzez liczne retrospekcje). Nie mówię już o czarnych charakterach bo Kato to Kubuś Puchatek przy Kazuo Kiryiamie a Prezydent Snow to pluszowy miś przy Kamonie Yonemi. I tu i tu postacie są dość jednoznaczne co jest po prostu zbrodnią bo powinny być pełne dylematów sceny „ja czy on”. Pierwszą część oglądałem jakieś pół roku temu i sceny walk już słabo pamiętam. Cały czas powtarzają że z czterdziestu dwojga wychodzi jeden i od razu wiadomo kto tym zwycięzcą będzie (ciekaw tylko byłem jak rozwiążą sytuację bo śmierci Peety też się nie spodziewałem). Jest kilku głównych bohaterów, jeden czołowy czarny charakter , reszta to tło/mięso armatnie.
Druga część jest lepsza od pierwszej. Sceny na arenie są dobre do chwili gdy bohaterowie orientują się że co jakiś czas pojawia się kolejne zagrożenie. Jest też więcej wyrazistych bohaterów. Wizja przyszłości według mnie bardzo ciekawa (wielu z was krytykuje pstrokate stroje i dziwaczne fryzury jakoś nikt nie doczepia się tego w Mad Maxie, żeby nie było bez porównania lepszym filmie od tego, a poza tym widziałem futurystyczne rysunki z XIX wieku przedstawiające świat na początku XXI wieku, były tam XIX-wieczne stroje i fryzury, myślę że nasi pradziadkowie również byliby zażenowani naszym widokiem),, to ratuje jedynkę – pierwsza połowa filmu jest dużo lepsza od drugiej. Śledzenie wywiadów i treningi w futurystycznym świecie są dla mnie znacznie ciekawsze od drętwej nawalanki. Sprawia to że filmy te są lepsze od filmu Battle Royale w którym nie było żadnego futurystycznego świata, a powód dla którego rzuca się licealistów w wir zabijania jest po prostu żałosny (bo nie szanują starszych). Na Kosogłos czekam bo jak już mówiłem podoba mi się wizja przyszłości z Igrzysk i ciekaw jestem jak będzie wyglądać rewolucja mam nadzieję że już bez walk na arenie (nie czytałem książek więc nie wiem jak to się skończy). 16-12-2013, 02:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-12-2013, 02:30 przez Megaloceros_____.) (06-12-2013, 21:42)Mierzwiak napisał(a): A tak film stoi w rozkroku i nie realizuje potencjału wynikającego ani z wzajemnego zabijania się, ani ze wspomnianych niebezpieczeństw. Na dodatek obie te rzeczy się zwyczajnie gryzą.Uzasadnij, w jakiż to sposób te rzeczy gryzą się ze sobą? Bo moim zdaniem w ogóle się nie gryzą, a to jest zwykłe czepianie się. 16-12-2013, 18:13
Według Ciebie idea wzajemnego wybijania się na zasadzie "Ostatni żywy wygrywa" nie gryzie się z zabójczymi "atrakcjami" w postaci fal, piorunów i zabójczych mgieł? Bo według mnie tak. Igrzyska, w których ludzie walczą ze sobą, a zawody w których chodzi o unikanie pułapek zastawianych przez organizatorów to dwie różne rzeczy, które jak dla mnie do siebie nie pasują. Albo albo. I tak jak pisałem wcześniej, z pierwszej opcji można by spokojnie zrezygnować, a rozwinąć drugą i zrobić z tego przygodowy, dynamiczny survival.
17-12-2013, 00:00 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |


Spoiler




