Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
Michael Mann opowiada o władzy. zawsze to robił, ale tym razem robi to w sposób ewidentny.
scenariusz nie jest specjalnie odkrywczy (opiera się na amerykańskim archetypie, w którym anonimowa jednostka dzielnie stawia czoło żarłocznej korporacji), ale realizatorzy wycisnęli z tej historii ostatnie soki. dante spinotti wzniósł się na wyżyny sztuki operatorskiej, lisa gerrard i peter bourke skomponowali zapierająca dech w piersiach muzykę, a scenarzyści (roth i mann) dali postaciom do gadania kapitalne dialogi. słynne mannowskie męsko-męskie krótkie wymiany zdań stanowią ozdobę "informatora". każdy szczegół konwersacji został uchwycony: wahanie, spontaniczne reakcje, tiki nerwowe, pauzy, tłumiona złość. jednym z powodów, dla których uważam zakładnika za "najsłabszy" film Manna, to właśnie spieprzone dialogowanie: rozwleczone i momentami banalne. w "informatorze" inaczej. 4 lata trzeba było czekać na to, by Mann zabrał się za swój kolejny film. tyle czasu minęło bowiem od premiery Heat.
niesamowite jest wprowadzenie postaci granej przez russela crowe'a. jeffrey wigand wychodzi z biura, eskortowany wzrokiem przez strażnika w recepcji. zwolnione kadry. zajeżdża pod luksusową posiadłość, rozmawia z żoną, podłącza aparat mającej atak astmatycznej córeczce. wychodzi na dwór, mówi, że został zwolniony. żona zaczyna marudzić o ratach za dom i samochód, nie współczuje, odcina się, potem wystąpi z pozwem o rozwód. suka. wkrótce wszyscy przeprowadzają się do tańszego domu, sprzedają audi, na końcu on trafia do hotelu. sam. w obsadzie są też pacino i christopher plummer, brawurowo wcielający się w role starych dziennikarskich wyjadaczy na froncie. na ich popisy nie będę strzępił języka, bo każdy wie, jakiego kalibru to artyści. w ostatniej pamiętnej scenie filmu pacino opuszcza gmach CBS przez szklane drzwi, wychodzi na ulicę. i znowu zwolnione kadry. miałem wrażenie, jakby ta scena trwała całą wieczność.
Mann nakręcił dwa filmy, o których bez wahania moge powiedzieć, że są arcydziełami. Insider jest jednym z nich.
ludzkość nie wymyśliła jeszcze takiej nagrody,
którą można by uhonorować twórczość pana po prawej
16-05-2009, 01:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2019, 02:31 przez Mierzwiak.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,184
Liczba wątków: 67
dziw bierze, że dopiero teraz topik powstał 
Dla mnie jeden z najlepszych filmów Manna. Jest inny, to fakt, bo nie ma tu akcji rodem z reszty jego dokonań (choć początek zdaje się mówić co innego - swoją drogą to chyba jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze otwarcie Manna), a główny bohater gnata trzyma w sejfie w piwnicy, więc wyciąga go chyba raz. Ale to wcale nie oznacza, że film jest w jakimś stopniu gorszy, a wręcz przeciwnie. Dla mnie arcydzieło. Po prostu.
16-05-2009, 01:48
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Nie napiszę nic odkrywczego. Dodać jedynie mogę od siebie, że według mnie to najlepszy film Manna. Lepszy niż Heat. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Genialny scenariusz, który napisało samo życie. Nie jest to żadna fantazja czy wymysł i dlatego obrazy widziane na ekranie uderzają w twarz z taką siłą. Osobiście dla mnie jeden z najlepszych filmów próbujący ukazać nie tylko kulisy tytoniowej afery, ale przede wszystkim ukazać kulisy pracy prawdziwego dziennikarza a nie jakieś TVNowskiej popierdółki. A wszystko to jeszcze oprawione prawdziwym dramatem człowieka, który zdecydował się mimo przeciwności losu i zaciskającej się coraz bardziej pętli na szyi stawić czoła wielkiej korporacji. To też film o zaufaniu, zdradzie ideałów i męskiej przyjaźni oraz szacunku dla postaw człowieka.
16-05-2009, 10:11
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
posłuchajcie:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=x2TgojQouZE[/youtube]
16-05-2009, 11:09
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Tradycyjnie dołączam w zachwytach do przedmówców. kolejny mannowski traktat o męskich wartościach, tym razem rusza chyba jeszcze bardziej niż zwykle ze względu na oparcie scenariusza na prawdziwej historii. od siebie dodam jeszcze, że The Insider, choć jest de facto filmem opartym na dialogach, potrafi trzymać w napięciu jak jasna cholera. Golf, pobudka w środku nocy, schizy w pokoju hotelowym, najazd federalnych, opening - jak dla mnie te sceny to arcymistrzostwo sztuki reżyserskiej. Podobał mi się również kontrast postaci: russel szary pod każdym względem, w sowich okularach, typowy biurowy gryzipiórek; Pacino z racji zawodu zadbany, przebojowy, wyszczekany. O zdjęciach i muzyce nie chce mi się nawet pisać, pochylam jedynie głowę w hołdzie. moja ocena 10/10
Why are you firing wallnuts at me?
16-05-2009, 14:08
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Sensacja, gangsterzy i krew tym razem odłożeni na półkę. Na ruszcie historia człowieka nie chcącego pozostać z zamkniętymi ustami i człowieka pomagającego mu te usta otworzyć. Zaczęło się lekkim dramatem, by stopniowo przeobrazić się w megawypasiony dramat. Bezradny Crowe, jego poczucie osaczenia - mistrzostwo. Niesamowicie wryła mi się w pamięć scena w której Crowe siedzi w pokoju hotelowym kompletnie wyłączony, obojętny i przychodzi do niego boy hotelowy z telefonem od Pacino, po czym na prośbę Ala krzyczy ... get on the fucking phone, Crowe wtedy zaczyna kontaktować, wstaje, łapie za słuchawkę i zamyka drzwi. Genialny film.
16-05-2009, 23:44
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
The Insider ma tylko dwie wady.
Pierwsza to krystalicznie czyste rysy postaci granej przez Ala Pacino. Potrafilibyscie wskazac chocby jedna wade u tego faceta? Nie znajdziecie, facet jest bez skazy. Facet jest tak cholernym ucielesnieniem dobra, ze nawet kiedy nie z wlasnej winy popelni blad, zdecyduje sie na pokute. Takich wzorowych dziennikarzy idealistow sprzedaja chyba tylko w Erze.
Co innego postac Crowe'a. Wytnijmy z jego zyciorysu moment zeznawania przeciwko firmie tytoniowej i nie zostanie nam w gruncie rzeczy nic imponujacego. Ba, przeciez facet poczatkowo powzial decyzje o ujawnieniu posiadanych informacji nie z jakichs wysokich pobudek, ale w konsekwencji naruszenia jego ego przez szefostwo. Bohater Crowe'a nakreslony jest po mistrzowsku. Moralny przecietniak, ktory w pewnym momencie decyduje sie zrobic cos, co na kazdym rozsadnym czlowieku szanujacym etyke zrobi wrazenie. I ja w ta metamorfoze wierze. Nie kupuje natomiast jego aniola stroza, moralnego przewodnika i pocieszyciela - bohatera Pacino.
Drugi minus to jednobarwnosc walczacych tutaj obozow. Mamy bialy oboz domagajacy sie ujawnienia prawdy (uparci dziennikarze, szlachetni prawnicy, magnat paliwowy do rany przyloz) i czarny, ktory zrobi wszystko, aby zakopac ja najglebiej pod ziemie (cwaniaccy dyrektorowie z podlymi wyrazami twarzy, podejrzane typki sledzace glownego bohatera, nieuczciwi agenci federalni niczym zywcem wyjeci z Procesu Kafki).
Pomiedzy tymi obozami zas samotnie walczacy z nawalnica problemow, pelen watpliwosci, szary Crowe - jedyna tak naprawde realistyczna postac tego filmu.
17-05-2009, 00:02
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,130
Liczba wątków: 69
Film w sumie był oparty na faktach, ale wiadomo jak to bywa w kinie - coś mogło ulec lekkiej idealizacji a coś spłyceniu lub lekkiemu uproszczeniu. Jednak mimo wszystko dla mnie "The Insider" to film spokojne łapiący się w pierwszej 5 produkcji Manna, choć bardziej w tej drugiej dwójce poza podium (miejsce 4) niź pierwszej trójce (Heat, Miami Vice, Ali). Ale - to nadal jest mega znakomity film. Pamiętam, gdy oglądałem go po raz pierwszy - 2 w nocy, odpalam filmik i sobie myślę - wytrzymam maks godzinkę i idę spać, rzesztę obejrzę nazajutrz. Nic z tego - historia przez te ponad 2 i pół godziny wciąga tak mocno, że nie ma możliwości oderwać się od ekranu. Świetne granie, kapitalna, wciągająca i w ciul angażująca strona fabularna plus świetne technikalia (zdjęcia, muza i inne). Mann po raz kolejny zauroczył. Kapitalne kino.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
17-05-2009, 01:43
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Jakuzzi napisał(a):Drugi minus to jednobarwnosc walczacych tutaj obozow...
Dla mnie nie jest to żadna wada lecz widok z perspektywy osaczonego człowieka. Taka osoba w swoich obrońcach będzie widziała własną przystań, oazę w której znajdzie schronienie; bo są to jedyni ludzie, którzy decydują się bronić ofiarę. Będzie tak ich postrzegała nawet jeżeli intencje obrońców nie są do końca czyste. Bo obrońcy wcale nie bronią człowieka dla lepszego samopoczucia ale w tej obronie widzą też zysk â popularność, rozgłos. Wyglądają miło i przyjemnie ale mają swoje powody by wziąć pod skrzydła wystraszonego wróbla. Natomiast swoich oponentów ofiara zawsze będzie postrzegała jako najgorszych wrogów, którzy zrobią wszystko by osaczyć, zdeptać, zakopać pod ziemią. To potwory, których należy się bać, bo w obronie własnych interesów są zdolni do wszystkiego i przed niczym się nie cofną; a najgorsze jest nie tylko to, że mają pieniądze, ale to, że posiadają wielką władzę. Dlatego ten kontrast, o którym piszesz jak najbardziej we filmie mi się podobał. To po prostu stary jak świat pojedynek dobra ze złem. :-)
A to, że Lowell Bergman został przedstawiony jako osoba bez skaz,.. hmm.. ok... każdy człowiek ma grzechy i grzeszki, ale ta jego krystaliczność została ukazana w kontekście tylko filmowym, w tym jednym z epizodów jego życia dotyczacych tego jednego kontretnego wydarzenia. Bo przecież nie znamy jego przeszłości, bo ona w tym kontekście jest w ogóle nieistotna... i za to co uczynił należało mu się to, że ukazano go jako bohatera :-)
17-05-2009, 11:17
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
dodajmy również, że prawdziwy lowell bergman był wzorem dziennikarskich cnót. wystarczy rzucić okiem na jego biografie oraz przede wszystkim na gablotkę z nagrodami, jakie przez lata zbierał, aby się przekonać, jak wysokie standardy moralne facet stawiał sobie w pracy. że zacytuje pacino (do crowe'a): Kiedy ty opierdalałeś się na polach golfowych, ja ręczyłem słowem i słowa potwierdzałem czynem.
Jakuzzi napisał(a):i czarny, ktory zrobi wszystko, aby zakopac ja najglebiej pod ziemie
walka toczyła się o władze i bilionowe wpływy, a nie o przetarg na budowe wiaty przystankowej. ba, uważam, że Mann i tak nie docisnął pedału do dechy - źli bowiem nie posunęli się w jego filmie do morderstwa, a jedynie poprzestali na psychologicznym gnębieniu niesubordynowanego pracownika, co odczytuje jako przejaw niebywałego wręcz humanitaryzmu z ich strony. swoją drogą identyczne "wady" można z powodzeniem wytknąć JFK oraz tuzinowi innych filmów.
jedną realną wadą Insidera jest to, że nikt z obozu "dobrych" nie pali fajek.
17-05-2009, 11:48
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Monika napisał(a):Dla mnie nie jest to żadna wada lecz widok z perspektywy osaczonego człowieka. Taka osoba w swoich obrońcach będzie widziała własną przystań, oazę w której znajdzie schronienie; bo są to jedyni ludzie, którzy decydują się bronić ofiarę. Będzie tak ich postrzegała nawet jeżeli intencje obrońców nie są do końca czyste. Bo obrońcy wcale nie bronią człowieka dla lepszego samopoczucia ale w tej obronie widzą też zysk â popularność, rozgłos. Wyglądają miło i przyjemnie ale mają swoje powody by wziąć pod skrzydła wystraszonego wróbla. Natomiast swoich oponentów ofiara zawsze będzie postrzegała jako najgorszych wrogów, którzy zrobią wszystko by osaczyć
Wszystko to racja, szkopul w tym, ze nie jest to perspektywa przyjeta przez tworcow filmu. Tworcy podejmuje probe obiektywnego, rzeczywistego opowiedzenia historii, podkreslaja jej oparcie na faktach. Nie kresla bohaterow poprzez pryzmat, jaki narodzil sie w glowie Wiganda, ale realny, widziany z zewnatrz.
Cytat:za to co uczynił należało mu się to, że ukazano go jako bohatera
Najwiekszym bohaterem tego filmu jest Wigand, a jego jakos nawet nie starano sie wybielac. Slusznie zreszta.
Mental napisał(a):prawdziwy lowell bergman był wzorem dziennikarskich cnót. wystarczy rzucić okiem na jego biografie oraz przede wszystkim na gablotkę z nagrodami
Nie rozumiem w jakis sposob zasobnosc gablotki z nagrodami mialaby swiadczyc o czyjejs cnotliwosci.
Cytat:swoją drogą identyczne "wady" można z powodzeniem wytknąć JFK oraz tuzinowi innych filmów.
No i?
Cytat:uważam, że Mann i tak nie docisnął pedału do dechy - źli bowiem nie posunęli się w jego filmie do morderstwa
Nie chodzi o faktyczne czyny, ale o sposob (przerysowany) przedstawienia reprezentantow poszczegolnych obozow. Gdyby w tutejszej historii zamordowanoby np. jakiegos swiadka z polecenia Firmy, trzeba by bylo to pokazac. Skoro nic takiego sie nie zdarzylo, to nie ma tez tego w filmie. To nie jest kwestia dociskania pedalu, ale trzymania sie faktow.
Cytat:jedną realną wadą Insidera jest to, że nikt z obozu "dobrych" nie pali fajek.
Tego zazyczyl sobie prawdziwy Wigand. Poza tym to akurat fajna sprawa, bo wyszla taka metafilmowa przewrotnosc.
17-05-2009, 12:19
Nowy
Liczba postów: 166
Liczba wątków: 1
Obóz "złych" też nie jara szlugów więc są kwita. Co do samego filmu to jest to przede wszystkim montażowe cacucho. Kapitalna jest scena rozmowy w japońskiej restauracji, niby prosta i klasyczna, ale jest tam pewien mały smaczek, który uwielbiam.
17-05-2009, 12:24
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Dwa ciecia z samego poczatku powyzszej sceny?
17-05-2009, 12:35
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
Jakuzzi napisał(a):Nie rozumiem w jakis sposob zasobnosc gablotki z nagrodami mialaby swiadczyc o czyjejs cnotliwosci.
jasne, że nie rozumiesz, bo ja nie mówiłem o cnotliwości w życiu prywatnym, ale dziennikarskiej rzetelności i uczciwości (etos dziennikarski, którego lowell bergman był ucieleśnieniem w prawdziwym życiu).
Cytat:ale o sposob (przerysowany) przedstawienia reprezentantow poszczegolnych obozow.
w sposób przerysowany powiadasz? a co niby przerysowanego w postaci pacino czy portretach szefów korporacji? przerysowywana jest chęć ucieszenia crowe'a? przerysowana jest dążenie pacino do ujawnienia brudów i późniejsza pomoc przyjacielowi? przerysowane jest niezwykle dyskretne naszkicowanie antagonistów (sylwetki w oddali, cienie, odciski butów na trawniku, kula w skrzynce na listy)? przerysowany jest motyw opłacania agentów FBI, dokonywujących rewizje w domu crowe'a - tych samych agentów, którzy po zakończeniu kariery federalnej dostaliby ciepłe posadki jako ochroniarze w firmie?
najwyraźniej mamy rożne definicje "przerysowania".
17-05-2009, 12:49
Nowy
Liczba postów: 166
Liczba wątków: 1
Bingo, tyle, że to nie jest początek tej sceny i przebicie na drugą stronę osi nie robi aż takiego wrażenia. Niemniej bardzo mi się ta sklejka podoba, po niej dyskusja nabiera zupełnie innego tonu, a można nawet sądzić że Wygand planował ten krok i czekał aż Bergman się "odsłoni". Zamiana ról (przesłuchujący-przesłuchiwany) przez nie tyle złamanie osi co całkowitą zmianę orientacji postaci w kadrze. Rewela.
17-05-2009, 12:50
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Cytat:w sposób przerysowany powiadasz?
Dyrektor Gambon - persona podla na pierwszy rzut oka, cedzaca slowa, robiaca dziwne grymasy. Agenci sledzacy Wiganda lub przeprowadzajacy rewizje w jego domu - enigmatycznosc, mimika ograniczona do minimum, generalnie bije z nich groza jak cholera. Z drugiej strony grupka dziennikarzy z 60 minut, ktora uparcie postanawia bronic odwaznego Wiganda (w filmie brak nawet sugestii, ze robia to dla ogladalnosci, ich zapal sprawia natomiast wrazenie, jakby czynili to wszystko z czystej dobroci serca - jedyny wyjatek to postac grana przez Baker Halla, ktora ugina sie na skutek grozby wytoczenia sprawy), podobniez szycha z Teksasu i jego prawnicy, ktorzy bez zajakniecia sie oferuja pomoc, a pozniej wspieraja duchowo Wiganda. Jezeli nie jest to przerysowanie, to nie wiem co to jest.
Etos dziennikarski Bergmana bezsprzecznie robi wrazenie, z tym ze w filmie jest to bardziej postac ikoniczna, abstrakcyjny wzor, do ktorego powinni dazyc wszyscy dziennikarze, nie widze w nim natomiast prawdziwego czlowieka. Czlowieka, ktory ma problemy, watpliwosci i popelnia bledy, w tym te natury moralnej.
17-05-2009, 13:34
Pamiętam, że kiedyś ten film "spłynął" po mnie - nie oceniłem go źle, ale nie "poczułem" w żaden sposób. A teraz mnie do niego zachęciliście, więc sprawię go sobie na DVD i obejrzę drugi raz. Dzięki.
17-05-2009, 13:35
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Jakuzzi napisał(a):Nie kresla bohaterow poprzez pryzmat, jaki narodzil sie w glowie Wiganda, ale realny, widziany z zewnatrz.
Być może to naiwne ale ja wierzę w to, że Bergman miał czyste intencje w tej sprawie i naprawdę chciał pomóc. Owszem, może na początku w całej tej aferze wyczuł tylko dobry temat dziennikarski... i tylko na tym mu zależało. Jednak ufam w to, że potem oprócz samego tematu stał się też dla niego ważny człowiek, który był dla niego wcześniej tylko informatorem, a z biegiem dalszych wydarzeń i czasu nie tylko go polubił ale też zaprzyjaźnił się z nim. O krystaliczności Bergmana świadczy też fakt, że po tym wszystkim, kiedy już sprawa została zamknięta a on sam został zdradzony przez własnych szefów, najbliższego przyjaciela, z którym pracował kilkanaście lat... przejrzał wtedy na oczy i zobaczył jak jego ideały zostały zdradzone i odszedł z pracy... odszedł w momencie kiedy w tej stacji był największym bohaterem, bo to dzięki niemu cała sprawa wyszła na jaw. Właściwie był wtedy wielką giwazdą i zrezgnował z pracy tylko dlatego by pozostać wiernym swoim zasadom. Dlatego wierzę, że Bergman w tym etapie życie, w tym epizodzie był tak krystaliczny jak przedstawił go Mann.
17-05-2009, 13:40
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
ustalmy jedną rzecz. Mann kręci kino gatunkowe, podobnie jak 99,9% amerykańskich reżyserów. dlatego the insider jest w pierwszej kolejności thrillerem, mającym wywoływać niepokój. a jakuz zachowuje się tak, jakby po raz pierwszy w życiu obejrzał film z agentami FBI robiącymi rewizje albo pierwszy raz w życiu zobaczył podłego szefa korporacji, przyszpilonego do własnego stołka, otoczonego prawnikami, gotowymi zdyskredytować i zniszczyć niesfornego pracownika. i jakie dziwne grymasy? równie dobrze można powiedzieć, że tik nerwowy crowe'a polegający na nieustannym poprawianiu zsuwających się z nosa okularów to przerysowanie. przerysowanie oznacza coś, co odstaje od rzeczywistości na tyle, że staje się karykaturą samego siebie. żadna, podkreślam: żadna postać u Manna nie podpada pod ten paragraf. tu wszystko jest tak realne, że wywołuje niepokój właśnie przez swa namacalność i wiarygodność. gdyby było przerysowane, wywoływałoby śmiech politowania (przynajmniej u mnie). tymczasem oglądając insidera ani razu się nie zaśmiałem. teraz tylko czekać na zarzut przerysowania pod adresem heat (i tak, zdenerwowałem się - nie cierpię pseudoargumentów wyssanych z palaca)
17-05-2009, 13:50
Nowy
Liczba postów: 166
Liczba wątków: 1
Jakuzzi napisał(a):Dyrektor Gambon - persona podla na pierwszy rzut oka, cedzaca slowa, robiaca dziwne grymasy.
Nie przypominam sobie, żeby cedził słowa ani robił dziwnych grymasów. To był raczej cwaniakowaty szef wielkiego koncernu, który całkiem nieźle bawi się subtelnym zastraszaniem Wiganda. Postać przedmiotowa, choć potrzebna. Nie widzę w niej nic przerysowanego.
Jakuzzi napisał(a):Agenci sledzacy Wiganda lub przeprowadzajacy rewizje w jego domu - enigmatycznosc, mimika ograniczona do minimum, generalnie bije z nich groza jak cholera.
Nie wiem jakiej innej postawy się po nich spodziewałeś. Dla mnie każde inne zachowanie (choć trudno mi sobie wyobrazić jakie mogłoby ono być) byłoby przerysowane. Kolesiom się płaci, to przychodzą i robią swoje. Szlus. Ponownie nie widzę przerysowania.
Jakuzzi napisał(a):Z drugiej strony grupka dziennikarzy z 60 minut, ktora uparcie postanawia bronic odwaznego Wiganda (w filmie brak nawet sugestii, ze robia to dla ogladalnosci, ich zapal sprawia natomiast wrazenie, jakby czynili to wszystko z czystej dobroci serca - jedyny wyjatek to postac grana przez Baker Halla, ktora ugina sie na skutek grozby wytoczenia sprawy)
Chyba pora sobie powtórzyć film, bo jest w filmie wiele przesłanek, że nie robią tego z czystej dobroci serca. Zresztą logicznie myśląc, jako dziennikarz wolałbym nadać kontrowersyjny wywiad z facetem oczernionym i oczyszczonym z zarzutów niż tylko z oczernionym. Tylko to powinno wystarczyć za dość dobrą motywację. O ile Bergman rzeczywiście ma do sprawy stosunek emocjonalny (choć w dużej mierze wynikający z etosu dziennikarskiego a nie dobrego serca) to inni po prostu robią newsa. Zarabiają na życie, dziennikarzynują, taka fucha. Nie tylko Baker Hall się ugina, bo Plummer też, a jego motywacja jest najciekawsza. Boi się o własny wizerunek, o to jak zostanie zapamiętany. Jest to facet u skraju kariery i drogi życiowej. Węsząc niezły kąsek dość butnie i bezczelnie drąży temat. Węsząc klapę podwija ogon i próbuje sprawę załagodzić. Widząc, że sprawa jednak ujrzy świato dzienne, ale inaczej zabarwiona decyduje sie firmować ją swoim imieniem i przyznać się do błędu. Gdzie tu przerysowanie? To bardzo ludzkie, pragmatyczne i egoistyczne myślenie. W ogóle moim zdaniem Christopher Plummer to niedoceniona gwiazda tego filmu i jakaś nominacja do Oscara byłaby na miejscu.
Jakuzzi napisał(a):podobniez szycha z Teksasu i jego prawnicy, ktorzy bez zajakniecia sie oferuja pomoc, a pozniej wspieraja duchowo Wiganda. Jezeli nie jest to przerysowanie, to nie wiem co to jest. 
Postaw się w pozycji prawnika sądzącego się z gigantem nikotynowym. Trafia Ci się tytułowy informator, i to nie jakiś chłopek z linii produkcyjnej od zawijania bibułek tylko wysoko postawiony facet z działu R&D. Dowiadujesz się, że odszedł/wyleciał bo niezgadzał się z polityką firmy. Facet jest inteligenty, przyparty do muru, nie wie czy chce zeznawać. No i najważniejsze, ma kluczową dla Twojej sprawy bombę, dzięki której możesz wygrać. Pomagasz mu z dobrego serca czy poruszysz niebo i ziemie, żeby zdobyć zaufanie i w rezultacie zeznanie tego faceta? Przerysowanie? Please.
Jakuzzi napisał(a):Etos dziennikarski Bergmana bezsprzecznie robi wrazenie, z tym ze w filmie jest to bardziej postac ikoniczna, abstrakcyjny wzor, do ktorego powinni dazyc wszyscy dziennikarze, nie widze w nim natomiast prawdziwego czlowieka. Czlowieka, ktory ma problemy, watpliwosci i popelnia bledy, w tym te natury moralnej.
Nie popełnia błędów? Moim zdaniem to na samym początku popełnia błąd nawet o tym niewiedząc. Pakuje się w sprawę, która go przerasta. Nie jest w stanie ochronić swojego informatora i to mu nie daje spać po nocach. Praktycznie cały film stara się naprawić bałagan, który spowodował sprzedając kuśkańce Russellowi, żeby wreszcie wykrztusił z siebie tą straszną prawdę. Na koniec udaje mu si związać koniec z końcem, ale czy można to nazważ jego sukcesem? Chyba nie skoro odchodzi z roboty. "Nie da się naprawic tego co tu się zepsuło" mówi na samym końcu. Po części sam jest za to odpowiedzialny. Idealista dość późno w swej karierze rozpieprzył się o mur biurokracji, który nigdy wcześniej (przy milionach okazji) mu nie przeszkadzał. To dopiero musi być szok.
Ja tu nie widzę przerysowań panie kolego.
17-05-2009, 14:13
|