The League of Extraordinary Gentlemen (2003)
#1
Dopiero teraz dane mi było obejrzeć tę ekranizację i mam uczucia podobne, co w przypadku Oldboya. Ale po kolei.

Zaczyna się bardzo dobrze, klimatycznie, choć trzeba "załapać" konwencję, aby nie brzydzić się mocno przerysowanymi postaciami, scenografią i wydarzeniami. Jednak kto lubi wiktoriańskie klimaty - ten polubi i LXG. Przynajmniej początek. Bo co jak co, ale pierwsze pół godziny to jeden z lepszych filmów przygodowych ostatnich lat. Świetna sceneria, intrygujący pomysł i sporo akcji, przy czym nie przesadzono z tą ostatnią. Nawet postać Nemo sprowadzoną do tureckiego karateki można w miarę łatwo przełknąć. No i najważniejsze - film wciąga. Jednak po jakichś 40 minutach zaczynają się schody.

Kiedy dochodzi do rozpierduchy w skali makro, w oczy zaczynają razić niedopracowane efekty specjalne. Można też zauważyć postępujący brak zainteresowania głównymi bohaterami. Wygląda to tak, jakby dla reżysera ważniejszym było pokazanie jak największej ilości wybuchów, toteż całą "gadaninę" przerobił w pierwszym akcie. A szkoda, bo z początku ciekawie się zapowiadały relacje między herosami, które w dalszej części filmu spłycono do wymiany onelinerów. Nie oczekiwałem wprawdzie żadnych psychologizmów, ale na pewno czegoś więcej niż machania mieczem, strzelania i unikania lecących odłamków. Bo z tego składa się druga połowa filmu.

Co mi się podoba, to to że w sposób zdecydowanie subtelniejszy i po prostu lepszy dokonanu zabiegu łączenia różnych opowieści, niż miało to miejsce choćby w Van Helsingu. Żałuję jednak, że pod koniec filmu musiała się znaleźć obowiązkowa walka komputerowych potworów, który to zabieg jest żałosny od samego początku jego stosowania, czyli bodajże od Mortal Kombat: Annihilation. Końcówka sprawia wrażenie połączenia rozwiązań z Hellboya, Star Wars i dowolnej gry komputerowej. Za dużo wszystkiego. Dzieje się tak wiele, że nie wiadomo na co patrzeć, więc nie patrzy się na nic. W dodatku cięcia co pół sekundy wydatnie uniemożliwiają pozachwycanie się ciekawą scenografią.

LXG jest filmem, który - gdyby kontynuować konwencję, w jakiej go zaczęto - mógł być niemałym, oryginalnym hitem. Jednak reżyser zdecydował się na zrobienie nie obrazu przygodowego, a filmu akcji podszytego filmem akcji, z domieszką filmu akcji i podlanego sporą ilością akcji. Jak dla mnie - to był błąd. Gdybym miał wystawić ocenę, dałbym 5\10 - jak dla typowego średniaka. Ponieważ po początkowym zachwycie lekkością i oryginalnością, przyszło wielkie rozczarowanie, które można podsumować jednym zdaniem: w liście płac zapomniano uwzględnić w jednej z głównych ról Komputerowo Generowane Wybuchy.

Odpowiedz
#2
Gwałt na Moore'rze
People used to think that when someone dies,
a crow carries their soul to the land of the dead.
But sometimes... only sometimes the crow brings
that soul back to set the wrong things right.

http://www.jackson.pl/

Odpowiedz
#3
Moore'rze? :)

Odpowiedz
#4
Jakuzzi napisał(a):Moore'rze? :)
A jak inaczej utworzyc miejscownik od "Alan Moore"
People used to think that when someone dies,
a crow carries their soul to the land of the dead.
But sometimes... only sometimes the crow brings
that soul back to set the wrong things right.

http://www.jackson.pl/

Odpowiedz
#5
Mnie sie nawet film podobał. Ot takie lekkie komputerowe kino przygodowe. O dziwo Hyde nie był robiony komputerem ;). Jest akcja i w takich produkcjach to się liczy. Ciekawe efekty specjalne. Connery już podstarzały ale można mu to wybaczyć ;) Fajnie wyszedl motyw z Sawyerem i jego strzelaniem na lewo i prawo. Wogóle galeria fajnych postaci. Nie żeby film skupiał się na ich osobowościach... raczej na rozwałce związanej z ich że to tak nazwe umiejetnosciami. A że jest taki komiks dowiedzialem sie kiedys gdzies tam, wiec ze wgledu na brak znajomosci z oryginalem nie rażą mnie niezgodnosci o ktorych nie wiem ;) Film dobry i tyle.
4/6

Odpowiedz
#6
Blade napisał(a):A że jest taki komiks dowiedzialem sie kiedys gdzies tam, wiec ze wgledu na brak znajomosci z oryginalem nie rażą mnie niezgodnosci o ktorych nie wiem ;) Film dobry i tyle.

Tu nie chodzi o niezgodnosci, film jest po prostu cienizna sam z siebie. Durna blyskotka pozbawiona klimatu i sensu. Efekty ciekawe, przyznaje, galeria ciekawych postaci zas jest oczywiscie zasluga tylko i wylacznie XIX wiecznych pisarzy oraz Moore'a, jednego z najwiekszych komiksowych tworcow. Fakt, ze film powstal na podstawie jego LXG jest tylko dodatkowym, niemniej dosc bolesnym minusem pograzajacym te produkcje.

Odpowiedz
#7
A czy ja pisze o klimacie i sensie? Chociażby statek Nemo lepiej wyposażony w XIX jak dzisiejsze okrety wojenne ;) to odmóżdżacz i tyle. Obejrzałem raz i starczy. Film dobry na letni wieczór. Ogladalem rok temu w letni wieczór właśnie i było ok. Bez rewelacji. W sumie niczego nie wymagalem od filmu. Do obejrzenia.

Odpowiedz
#8
Skoro Hyde nie był robiony komputerowo, to jak go pokazali całego, szarpiącego się w łańcucach?

Odpowiedz
#9
Ktoś mi kiedyś mówił, że nie robili go komputerowo. Nie czytałem ani nie oglądałem żadnego making of. Chyba nawet Q wlasnie zaryzykowal to stwierdzenie.

Odpowiedz
#10
Ekranowego Hyde’a wykreowano przy pomocy wielu różnych metod. Twórcy korzystali z miniaturowych dekoracji filmowanych z niezwykłych punktów widzenia, elementów animacji komputerowej, modeli, wycinanek, a nawet aktorów-karłów. Hyde ma na ekranie niemal trzy metry wzrostu, a grający go Jason Flemyng - niespełna dwa. Aktor nosił więc specjalny "skafander", który zaprojektował Steve Johnson z Edge FX. Ważył on 20 kilogramów, a jego ramiona kontrolowano przy pomocy dźwigni ukrytych w materiale. Składał się on z ośmiu części, a jego przygotowanie zajęło 12 tygodni. Pracowało przy nim 30 techników, którzy wykorzystali 5.900 komponentów.


Sceny z udziałem Hyde’a filmowano w dwóch etapach: najpierw część "A" - te fragmenty kadru, w których nie pojawia się Hyde, a potem część "B" - fragmenty z jego udziałem. Kombinowano je następnie przy użyciu techniki zwanej "kontrolą ruchu".

Większość ujęć typu "B" nakręcono ogromną kamerą IMAX, dzięki czemu Hyde wydaje się na ekranie dużo większy niż w rzeczywistości. Nad rozgrywającą się na pokładzie Nautilusa sceną, w której oglądamy pełną transformację Jekylla w Hyde’a, pracowało 10 specjalistów od charakteryzacji specjalnej. Pracowali oni także ze Stuartem Townsendem (Dorian Gray) i Richardem Roxburghiem (M), którzy w niektórych scenach noszą skomplikowany makijaż.

Źródło: http://film.onet.pl/F,9042,1137808,3,571,artykul.html
Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Odpowiedz
#11
"Liga Niezwykłych Dżentelmenów" szalenie nie przypadła mi do gustu. Cała ta akcja... Jest jej aż tyle, że po prostu nudzi. Oglądając tą denną produkcję ma się jej po prostu dosyć. Wybuchy, czy strzelaniny czasem w filmie bywają rzeczą pożądaną, ale w większej ilości są nie do zniesienia. Widz taki, jak chociażby ja oczekuje czegoś więcej! Po pierwsze film ma być ciekawy. Nie ma to jak na 2 godziny zapomnieć o realnym świecie, ale "Liga…" czegoś takiego nie oferuje. Tu poza akcją nie ma nic. Nawet aktorstwo może zawieść. Minęła godzina odkąd zacząłem oglądać ten film, a już miałem go dosyć. Tylko czekałem aż się skończy.
Nie lubię gdy takie uczucia towarzyszą mi podczas projekcji! Mało powiedziane... Nienawidzę :twisted:!
Obszerne i dobrze napisane Recenzje filmów znajdziesz na Filmowo.net
O filmie na poziomie - Forum filmowe - komentuj i oceniaj filmy!

Odpowiedz
#12
Powiem krótko, nieudany film. Dno totalne. wiele ambicji, marny efekt.
,,Nawet kałuże odbijają Słońce''

Odpowiedz
#13
Rzeczowa i dobrze uzasadniona wypowiedź. Lubię takie. :?

Odpowiedz
#14
Oczywiście, nie jak taki military, pisze obszerne posty, o filmie jak można się wypowiedzieć w jednym zdaniu. On jeszcze myśli pewnie, że my to będziemy czytać? Jakiś ambitny się znalazł :wink:
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#15
Azgaroth napisał(a):Oczywiście, nie jak taki military, pisze obszerne posty, o filmie jak można się wypowiedzieć w jednym zdaniu. On jeszcze myśli pewnie, że my to będziemy czytać? Jakiś ambitny się znalazł :wink:

Heh .... to nie tak ... Wyczuwam krople ironi płynące także w moja strone. Aby napisac coś więcej musiałbym obejrzec ten film jeszcze raz. Ale w zyciu tego nie zrobie, bo juz raz dałem sie nabrać na ten kicz!!! Nie uczynie tego ponieważ, ten film mógłby nawet Sw. Franciszka z Asyżu wprowadzic w stan, w którym zabijałby niemowlaki. Dlatego wszystkimi mozliwymi sposobami bedę sie bronił przed powtórnym spotkaniem z Ligą ...

Z tego co pamietam i jeszcze moge dodać na ten temat.
Fabuła obfituje w mnogośc bohaterów, a każdy miał odegrac jakąś role w filmie, więc wszystko jest niezbyt spójne. Nawet Sir Sean Connery nie potrafił uratowac tej zlepionej masy filmowej.

[SIC]

P. S. ,,Liga broni, liga radzi, liga nigdy cię nie zdradzi''.
,,Nawet kałuże odbijają Słońce''

Odpowiedz
#16
Film obejrzałem pierwszy raz nim poznałem komiks. Pomimo paru naciągnięć przypadł mi nawet do gustu. Trochę akcji, trochę humoru i fajny pomysł z powiązaniem wielu klasycznych postaci i z robienia z nich czegoś zespołu superbohaterskiego... No, jedyne co mi od samego początku nie pasiło do reszty to Tomek Sawyer [nawet jak się nie zna komiksu to, to razi jako wymuszony amerykański akcent]

Ale wkońcu poznałem komiks i film zbladł w moich oczach. Raz że zepsuto tyle fajnych pomysłów i postaci z komiksu a dwa fabuła wydała mi się gwałtownie uboga, naciągana i nieciekawa.
Ironicznie jedyne co w filmie pozostało jako tako przyzwoite to Dorian Gray który z kolei nie pojawił się w komiksie...
Efekty specjalne jak niewidzialny człowiek czy Hayde też niezłe.

Ogólnie - średnie...

Odpowiedz
#17
heh, ja tam komiksu nigdy w rękach nie miałem, a film zbladł w moich oczach od razu :D ciekawe nie
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#18
Tego właśnie nie rozumiem. Komiks był świetny, wystarczyło przenieść go na ekren, może nie kadr w kadr, troche akcji tu i tam by się przydało. Ale nadal nie rozumiem jak majac w ręku dobry pierwowzór ktoś rozpisuje od nowa scenariusz który jest taki sobie. Ten film jest jak lokata...tzn jak "Terminator 3", nawet niezła przyjemna rozrywka dopóki nie spojrzeć na nią przez pryzmat prequeli (w LXG komiksowego pierwowzoru). Tak czy siak komiks polecam, a bez filmu można się obejść.
get ready for suprise...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Daredevil (2003) Gieferg 129 47,948 12-05-2024, 11:28
Ostatni post: Gieferg
  Batman: Dead End (2003) [fan-film] dillinger 5 3,251 19-04-2008, 22:43
Ostatni post: Glut



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości