The Little Drummer Girl (reż. Park Chan-wook)
#1
[Obrazek: little-drummer-girl-michael-shannon-flor...rsgard.jpg]
Ledwo zakończona, kolejna adaptacja powieści Johna le Carré'a, koprodukcja AMC i BBC. Wszystkie odcinki reżyseruje mój ulubiony azjatycki reżyser - koreańczyk Park Chan-Wook, już mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jego kariera po anglojęzycznym debiucie podoba mi się bardziej niż wczesne filmy, a Mała Doboszka to najlepsza rzecz jaką popełnił.
Co prawda jeszcze dwa ostatnie odcinki przede mną, ale dla mnie to już, nawet nie kandydat do serialu roku, co faworyt do tego tytułu. Ciężko mi wiele pisać, bo póki co uważam serial za po prostu bezbłędny - świetna, nieoczywista i powoli rozkręcająca się intryga związana z zawsze chwytliwym tematem zemsty Mossadu na Palestyńskich terrorystach, do tego dylemat czy zabijać od razu kogo się da, czy cierpliwie rozpracowywać siatkę powiązań i próbować dotrzeć do najważniejszych osób.
Szpiegowskie fabuły to nie jest mój konik, ale opisana w tej książce i serialu jest jedną z najlepszych jakie poznałem, uwielbiam ten kontrast między światem pięknych kobiet i mężczyzn, szybkich samochodów, luksusowych hoteli i dużych pieniędzy, a moralnym gównem w jaki muszą być zaangażowani agenci wywiadu aby być skutecznymi.
Absolutnie fantastyczne są zdjęcia - może niezbyt efekciarskie, ale od pierwszego ujęcia znać kunszt reżysera, to jak operuje tymi pastelowymi kolorami i oddaje klimat lat 70. budzi mój szczery podziw. Tak sobie myślałem na wysokości 3. i 4. odcinka, że serial jest nakręcony właściwie tak, jak sam chciałbym go uwiecznić - perfekcyjna robota.
To samo można powiedzieć o obsadzie - może tylko Michael Shannon miewał lepsze role (zwłaszcza że tutaj ma raczej drugi plan), ale dla Skarsgårda i Pugh to najlepsze występy w karierze. Początkowa można pomyśleć, że rola Szweda to po prostu kolejny małomówny twardziel podobny chociażby do postaci z tegorocznego Hold the Dark, ale z każdym odcinkiem się rozkręca i nabiera głębi. Florence Pugh to objawienie - ledwie 22 lata i już potrafiła pociągnąć na swoich barkach taki serial, wróżę jej wielką karierę w Hollywood. Jako bonus - Chan-wook chyba zabronił jej na planie ubierać stanik, bo jej sutki prześwitują przez prawie każdą sukienkę jaką nosi :)
Dzisiaj robię ucztę z dwoma finałowymi odcinkami - póki co nie widzę żadnych wad.

Do nadrobienia filmowa wersja z 1984 z Diane Keaton.

Odpowiedz
#2
Panie, gdzie to oglądać? Jest to na jakimś Netflixie, Shomaxie,HBO?

Odpowiedz
#3
O to samo miałem zapytać. Serial brzmi mega interesująco.
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
#4
Ja znalazłem tylko na iTunes, 15$ za całość, za to jakość obrazu żyleta.

Odpowiedz
#5
A jak z wiernością literacką?
Bo to jedna z nielicznych książek Le Carre`a, której nie czytałem.
A niesmak serialowego zakończenia "Nocnego recepcjonisty" jest nadal silny.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
#6
Nie wiem czy to nie łamie regulaminu, ale zaintrygowany opisem postawiłem go poszukać. No i jest np. tu z napisami:


Odpowiedz
#7
(27-11-2018, 15:46)Dr Strangelove napisał(a): A jak z wiernością literacką?
Bo to jedna z nielicznych książek Le Carre`a, której nie czytałem.
A niesmak serialowego zakończenia "Nocnego recepcjonisty" jest nadal silny.
Nie czytałem pierwowzoru, no i serialu jeszcze nie skończyłem, ale póki co mogę powiedzieć, że Mała doboszka to półka wyżej od Nocnego recepcjonisty, którego i tak bardzo lubię.

Odpowiedz
#8
Byłem sceptycznie nastawiony, ale chyba trzeba sprawdzić. Najlepsza rzecz od Woka - mocne słowa. Mocne w ch... Służąca była genialnie zrealizowana (choć wkurzyła mnie potężną dawką hipokryzji na koniec).

Odpowiedz
#9
Nie chcę zapeszać przed końcem i robić komuś smaka, bo będziecie na mnie narzekać jeśli się później nie spodoba, ale Służącą uwielbiam i jest to właściwie ten sam poziom co TLDG.

Odpowiedz
#10
Chyba nie może być większej zachęty niż stwierdzenie, że ten serial stoi na tym samym poziomie co wybitna "Służąca".
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
#11
W Polsce serial będzie puszczać C+, za tydzień pierwsze dwa epy.


Odpowiedz
#12
Jasne, że nie ma tyle pieprzu co w Służącej, w porównaniu do tego filmu to można nawet nazwać serial dosyć grzecznym, ale to dlatego, że tam nie potrzeba żadnego brudnego klimatu, czy dosadnej przemocy, bo wszyscy działają pragmatycznie i wyrachowanie.

Odpowiedz
#13
Jeśli w dwóch ostatnich odcinkach pojawia się Charles Dance z kolejną znakomitą rolą, to wiedzcie, że będzie tylko lepiej :)

Mamy do czynienia z nowym klasykiem, najlepszym serialem od czasu pierwszej serii True Detective - perełka jakby żywcem wyciągniętą z lat 70-ych. Niby niepozorna rzecz, bo to historia jednej akcji wywiadowczej, próby dorwania przywódcy Palestyńskich terrorystów, ale całą robotę robi wprost wzorcowe ujęcie tematu no i mistrzowskie wykonanie - Park Chan-wook to fachura co się zowie, dla mnie, tym serialem wskoczył na podium najlepszych współczesnych reżyserów.
Nie wiem jak wierna jest to adaptacja powieści, w każdym razie wielkie brawa za scenariusz dla le Carré'a, Michaela Lesslie i Claire Wilson: nieprzewidywalny, trzymający w napięciu, świetnie pokazujący motywacje obu stron konfliktu jak i bezsens i daremność walki jaką toczą - zgodnie ze słowami Kurtza "you cannot stop the devil, only the man performing it". Mam taką teorię, że dobre filmy szpiegowskie to takie, po których obejrzeniu za nic w świecie nie chcielibyśmy zostać agentami, a Mała doboszka spełnia ten warunek w 100% - wiele razy, zwłaszcza w końcówce, grubo zastanawiałem się jak daleko leżałaby moja lojalność wobec misji, w którym momencie spaliłbym swoją przykrywkę, do czego posunąłbym się w krytycznym momencie, a takowych w serialu mamy kilka i przykładowo
- świetny motyw podkręcający atmosferę, poczucie zagrożenia. Ogólnie fabuła to cymesik, generuje dokładnie takie emocje jakich oczekuję od szpiegowskiego kina.
O zdjęciach już pisałem, że nie mogę sobie wyobrazić lepszych, bo jest to mój ukochany styl kręcenia: sporo długich ujęć (ale bez przesady i silenia się na mastershoty, po prostu dostojne tempo i oszczędny montaż) z zoomem i zmianami ostrości, powolne jazd kamery, lub w ogóle trzymanie jej nieruchomo, za to dużo ruchu małych, pojedynczych elementów wewnątrz kadru - przykładowo porwanie Anny Witgen, do tego częste "wkładanie" postaci w jakieś ramy i ujęć przez szybę lub zawierających odbicia. Poniżej wklejam kilka ulubionych kadrów, przy czym 3,4 i 5 robią wrażenie dopiero w ruchu:
Dam póki co 9+/10, waham się nad pełną dychą. 

Odpowiedz
#14
Ten pierwszy z Shannonem - absolutne cudo, od tego momentu serial mnie chwycił. Po dwóch odcinkach jestem ale niezwykle podoba mi się to tempo, strona wizualna i oczywiście aktorstwo. Sam scenariusz tez jest fantastyczny w tym jak wolno wykłada karty. Cenie to, tym bardziej ze nie ma wrazenia rozwlekiwania sztucznego akcji. Na dniach obejrzę resztę, ale będę dawkował. Doskonała wizualnie produkcja - ten teatr cienia z pierwszego odcinka był tak piękny, ze aż prawie wzruszajacy. Patrząc na te scenę teraz - tym bardziej.

Shannon jako żydowski agent to coś na co czekałem całe życie nawet o tym nie wiedząc :)

Odpowiedz
#15
(29-11-2018, 03:31)Snuffer napisał(a): Sam scenariusz tez jest fantastyczny w tym jak wolno wykłada karty. Cenie to, tym bardziej ze nie ma wrazenia rozwlekiwania sztucznego akcji. 
Rozwlekania nie stwierdzono, ja się zastanawiam jak udało im się w tym starym filmie skrócić całą akcję do ~2 godzin, musieli strasznie po łebkach lecieć.

Odpowiedz
#16
Z bólem przyznaję, że się myliłem. Po zwiastunie orzekłem, że serial wygląda nieciekawie i wydaje się zbędny. No ale po tych zachwytach simka i pozytywnej opinii Snuffera musiałem kwestię zweryfikować. Pierwszy docinek jest co najwyżej ok, pomimo kilku przebłysków (wspominany teatr cieni) i choć raczej nie dłuży się, to ta część historii byłaby dość łatwa do przycięcia w wersji kinowej. Od drugiego odcinka robi się natomiast zajebiście dobrze i serial w zasadzie utrzymuje ten poziom do końca, z pewnym spadkiem jakości w odcinku piątym. Cała ta subtelna gra między rzeczywistością i fikcją jest naprawdę fascynująca, a metafora szpiegostwa jako teatru wypada zaskakująco niebanalnie. Co do aktorów, Pugh jest faktycznie świetna, szczególnie gdy wnosi do tej ponurej historii odrobinę komedii (jak w scenie przekraczania granicy - motyw z zapalniczką jest cudny). Prawdziwym objawieniem okazał się jednak Skarsgård, który musi zachować trudną równowagę między dwiema stronami osobowości swojego bohatera: jest przepełniony współczuciem i zrozumieniem dla przeciwnika, a zarazem to żołnierz wykonujący zadanie z zimnym profesjonalizmem. Szwed ma w serialu najsmutniejsze oczy świata, a jednocześnie w żadnym momencie nie wypada łzawo ani nie idzie w emo. Rozwalił mnie kiedy
Za nieco słabsze ogniwo uważam natomiast Shannona. Stara się chłop, może aż za bardzo. Jego Kurtz wypada nie najgorzej, ale raczej sztucznie i płasko w porównaniu do reszty.
Skoro jesteśmy przy wadach, muszę wspomnieć o nieszczęsnym odcinku piątym. Serial stara się przyznać trochę racji obydwu stronom konfliktu, co wychodzi całkiem nieźle, szczególnie we wściekłych diatrybach Gadiego wczuwającego się w rolę Michela. Ale już cukierkowe obrazki z Charlie wśród radośnie uśmiechniętych i życzliwych Palestyńczyków zalatują plastikiem na kilometr a scena
to już czysta tandeta. Pewne zastrzeżenia mam też do głównego przeciwnika. Khalil to nieźle napisana i zagrana postać, ale
Ale starczy marudzenia, bo serial jest mimo wszystko fantastyczny, a Wok faktycznie wycisnął wizualnie i narracyjnie co się dało z materiału. I choć rzemiosłem nie przewyższa może Służącej, to Mała Doboszka wygrywa ciekawszymi postaciami i lepszym scenariuszem.
Mój ulubiony fragment serialu:
To faktycznie mocny kandydat do tytułu serialu roku.

Odpowiedz
#17
Zgadzam się że sceny w Palestynie to akurat fragment serialu który troszkę zaniża poziom - scenariusz wymagał żeby Charlie poczuła się z nimi związana i zaczęła się trochę utożsamiać z ich sprawą, ale Wok chyba nie miał do końca pomysłu jak to ugryźć i pokazać. W każdym razie jest to tylko rysa na diamencie :)
I nie zgadzam się że Shannon i jego Kurtz wypada sztucznie - owszem, tak jak pisałem, absolutnie nie jest to jego życiowa rola, ale dla mnie był w porządku, ma dosyć słabo rozwiniętą postać bez żadnej głębi i historii, po prostu sobie szefuje i robi czego wymaga akcja, bez żadnych fajerwerków czy popisowej sceny.

Odpowiedz
#18
Może to kwestia przyzwyczajenia. Jak widzę Generała Zoda odgrywającego wymiętego urzędasa w stylu Smileya, to jakoś mi to nie pasuje.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości