Niemożliwe stało się możliwe! Ten dzień w świecie kina przejdzie do historii! Terry Gilliam wczoraj na swoim Facebooku ogłosił, że NARESZCIE zakończył zdjęcia do "The Man Who Killed Don Quixote" - dotychczasowej legendy nienakręconych filmów, o którego realizację Gilliam użerał się niecałe 20 lat, co często porównywane jest do prawdziwej "walki z wiatrakami". Wielu twórców zazwyczaj rezygnowało ze swoich wymarzonych projektów po pierwszych problemach z budżetem lub kaprysach producentów, podczas, gdy Terry nigdy się nie poddawał i był gotów poświęcić całą resztę życia na zakończenie tego "koszmaru" (za co należy mu się pomnik). Mam nadzieję, że warto było czekać tyle czasu na ten film i okres realizacji pójdzie tylko na lepsze, tak jak było ostatnio z najnowszym "Mad Maxem".
Fabuła trochę ewoluowała przez te 17 lat, przy każdym newsie o realizacji był zmieniany jej zarys Ostateczna wersja będzie prawdopodobnie opowiadać o dupkowatym publicyście (w tej roli Adam "Kylo Ren" Driver, który odziedziczył tę rolę m.in. po Johnnym Deppie i Ewanie McGregorze), który natrafia na swoją studencką ekranizację "Don Kichota", nakręconą przed laty, gdy był pełnym pasji kinomanem. Nieoczekiwanie przenosi się w czasie do XVII w. La Manchy i tam spotyka właśnie Don Kichota (gra go znany z "Brazil" Jonathan Pryce - przed jego zaangażowaniem mówiło się, że zagra go Michael Palin lub śp. John Hurt).
Nie wystarczy nic innego jak tylko czekać! Jedyne co może stanąć na przeszkodzie to, to że pożar wciągnie wszystkie kopie filmu
05-06-2017, 19:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-07-2018, 11:09 przez Kryst_007.)
Ciekawe jak będzie przebiegać postprodukcja. Teoretycznie szansa na 2017 jeszcze jest, zwłaszcza jakby Terry miał tempo jak przy zdjęciach Wenecja raczej odpada, ale może jakiś późniejszy festiwal lub generalnie sezon nagród. Osobiście nastawiam się raczej na 2018, początek (który już pęka od potencjalnych hitów).
(05-06-2017, 20:13)Mierzwiak napisał(a): Już słyszę ten jęk zawodu, że film okazał się nie wart tylu lat czekania. Bo pewnie dokładnie taki będzie.
Pewnie tak, bo jaki film był wart tylu lat czekania? Wiadomo, że mit tej produkcji podnosi poprzeczkę niepotrzebnie wysoko, szczególnie, że Gilliam w ostatnich kilku(nastu)latach w najlepszej formie nie jest. Ale fajnie, że to doprowadzi do końca, fajnie, że takie projekty jeszcze powstają. Zawsze to lepsze niż setny komiksowy blockbuster. Z ciekawością zobaczę, nawet jeśli jego fanem nigdy nie byłem.
Tak, wolę potencjalnie taki sobie film Gilliama niż dobry jak na standardy komiksowe blockbuster, bo z mojego punktu widzenia niewiele dobrych filmów komiksowych = dobre filmy, ale oczywiście największe znaczenie ma tu moje bliskie zeru zainteresowanie gatunkiem. Film Gilliama ma większe szansę być przynajmniej jakiś i sama jego obecność w repertuarze jest dla mnie lepszą informacją niż kolejny film superbohaterski.
06-06-2017, 14:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-06-2017, 14:04 przez PropJoe.)
Również i ja, w dobie blockbusterów robionych na jedno kopyto, cieszę się każdym przebłyskiem świeżości i każdą kolejną innowacją. Dlatego czekam zdecydowanie bardziej na produkcje Gilliama niż np. Ant-mana czy inne Flashe.
Gilliam od 20 lat nie zrobił dobrego filmu. Pewnie obejrzę, bo już sama ciekawość tego, dlaczego aż tak mu zależało na realizacji tego scenariusza jest spora, ale nie spodziewam się cudów.
Bo męczył się z Donem
Normalnie w tamtym roku "Silence" Scorsese, w tym Don Terrego, w 2019 "The Irishman"...ile jeszcze powstających kupę czasu filmów się pojawi
Może nawet ktoś tego "Napoleona" Kubricka zrealizuje (Spielberg tak, do ciebie mówię).
Naprawdę przy każdej okazji trzeba narzekać na komiksowe i nie tylko blockbustery? Nikt nikogo nie zmusza do ich oglądania i niezmiennie stanowią śmieszną mniejszość światowego kina. Tak, światowego; zawsze bawi mnie że osoby które próbują pozować na koneserów znudzonych efekciarskimi dwustumilionowcami zazwyczaj nie potrafią wytknąć nosa poza USA. Wtedy owszem, może się wydawać że co trzeci film to jakaś wielka produkcja
Ja nie spodziewam się cudów z takiego powodu, że nakręcony Don Quixote to nie jest ten sam film, który Gilliam próbował realizować lata temu. Na pewno zmieniła mu się koncepcja i znając życie to po prostu pogodził się z tym że pójdzie na masę kompromisów, byle nakręcić ten film. Idę o zakład, że nie będzie tam żadnych wyczesanych scenografii, tylko solidna pomoc kompa, której nie było 20 lat temu, czy kiedy tam były pierwsze przymiarki do kręcenia.
(06-06-2017, 18:33)Mierzwiak napisał(a): Naprawdę przy każdej okazji trzeba narzekać na komiksowe i nie tylko blockbustery? Nikt nikogo nie zmusza do ich oglądania i niezmiennie stanowią śmieszną mniejszość światowego kina. Tak, światowego; zawsze bawi mnie że osoby które próbują pozować na koneserów znudzonych efekciarskimi dwustumilionowcami zazwyczaj nie potrafią wytknąć nosa poza USA. Wtedy owszem, może się wydawać że co trzeci film to jakaś wielka produkcja
Z komiksowymi blockbusterami problem jest taki, że ostatnio właściwie jeden od drugiego niczym się nie różnią, z pojedyńczymi przypadkami. Idąc na film MCU wiadomo, że na 97% widziałeś to samo przed paroma miesiącami. Oczywiście są wyjątki jak "Watchmen" czy trylogia Nolana.
Takie Małp na tle reszty blockbusterów znacząco się wyróżniają, na lekki powiew świeżości zapowiada się także "Valerian"
Po prostu obecnie blockbustery to głównie kino komiksowe a w ostatnich latach to często 3 prawie takie same filmy jednego roku. I tak, od każdego kolejnego MCU wolę film Gilliama.
Co nie oznacza, że nie będę się pewnie dobrze bawił na wielu z tych filmach w kinie (tak, mam problem z MCU, z jednej strony narzekam i marudze a z drugiej w mniejszym lub większym stopniu dobrze się bawie na każdej produkcji).
06-06-2017, 18:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-06-2017, 18:50 przez Kuba.)
(06-06-2017, 14:39)Kuba napisał(a): Może nawet ktoś tego "Napoleona" Kubricka zrealizuje (Spielberg tak, do ciebie mówię).
Cóż Spielberg to niestety nie Kubrick, jeśli chodzi o dramaty. Znając jego ostatnie "poważne" filmy, to zrobiłby pewnie z tego kolejną Oscarową wydmuszkę i wcisnąłby pewnie Toma Hanksa prawiącego patetyczne monologi.
Najlepszą wersją Napoleona pozostaje ta niezrealizowana, od Kubricka. Myślę, że nikt ze współczesnych twórców nie zrobiłby tego tak dobrze jak Stanley.
A co do Kichota to myślę, że ten film ma akurat spore szanse na sukces, szczególnie dzięki licznym miłośnikom kina. Przecież obok "Diuny" Jodorovsky'ego był to najgłośniejszy nienakręcony film, a te serie katastrof stających na przeszkodzie to już przeszły do legendy. Zainteresowanie wśród kinomanów pewnie będzie duże
06-06-2017, 18:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-06-2017, 18:54 przez Kryst_007.)