The Pacific [HBO]
No i obejrzałem całość. Dziewiąty odcinek najlepszy, ale i tak zgrzytałem zębami. Powód: Sledge zmienia się co 10 minut. Z przytłoczonego, nieco ciapowatego żołnierza w maszynę do zabijania i generalnie buca chcącego mordować dżapsów gołymi rękami, żeby po 10 minutach i jednym trupie więcej stać się zrozpaczonym okrucieństwem wojny pacyfistą. Po prostu zbyt szybkie te przemiany, na dodatek upchane w jednym odcinku. A jak żołnierze reagują na koniec wojny? Wzruszeniem ramion, z osowiałymi minami. Aż sobie zrobiłem risercz: nie tak było naprawdę.

W ogóle ludzkie reakcje to wielki problem tego serialu, przez który nie może on równać się z Kompanią. Bo tutaj żaden z żołnierzy nie jest "bratem" drugiego. Ich pożegnania - po tylu latach na froncie, tylu przypadkach ratowania sobie tyłków, tylu przejściach - wyglądają jak pożegnania osób które przypadkowo usiadły naprzeciw siebie w pociągu. ŻE-NA-DA. I niezgodność z faktami (sprawdzałem). W ogóle wkurzają mnie te holiłódzkie powitania i pożegnania. Zamiast solidnego potrząśnięcia dłonią, klepnięcia w ramię i rzucenia "no to do zobaczenia", tutaj jest rzucona jakaś światła myśl i odejście w ciszy, nawet bez "żegnajcie". A przywitanie z długo niewidzianą rodziną? Zamiast "heeej, patrzcie, to synuś! Cześ synuś! Opowiadaj jak było!" są powłóczyste spojrzenia, milczenie, generalnie krępująca sytuacja. Jakże mnie to wkurrrrrr...

I tak mogę jechać po tym serialu za absolutnie wszystko - nawet jak Sledge pali fajkę, to od razu widać że nigdy nie miał fajki w gębie (przy takiej technice to pewnie wykorzystuje paczkę zapałek na jedno nabicie). Ten film to zbiór przekłamań okraszony cienkimi dialogami, pełen nudnych scen akcji, ale zrealizowany w bardzo przyzwoity sposób. Da się oglądać. Tylko tyle. Ocena końcowa: 5/10.

Odpowiedz
military napisał(a):Z przytłoczonego, nieco ciapowatego żołnierza w maszynę do zabijania i generalnie buca chcącego mordować dżapsów gołymi rękami, żeby po 10 minutach i jednym trupie więcej stać się zrozpaczonym okrucieństwem wojny pacyfistą.

To co wedlug twojej kalkulacji zajelo 10 minut tak naprawde zostalo rozlozone na cala dlugosc serialu. Mniej przesadyzmu, military. ;)

military napisał(a):Ich pożegnania - po tylu latach na froncie, tylu przypadkach ratowania sobie tyłków, tylu przejściach - wyglądają jak pożegnania osób które przypadkowo usiadły naprzeciw siebie w pociągu. ŻE-NA-DA.

Jezeli sobie uswiadomisz, ze wracali z jednej z najbardziej okrutnych i wyniszczajacych wojen, a nie z kolonii nad jeziorkiem, to powinienes zrozumiec czemu... chociaz nie, bo ty zdajesz sie wyjatkowo nie chwytac wydawaloby sie jasnych zachowan i motywacji bohaterow tego serialu. ;)

military napisał(a):A wskaż jeden warty zapamiętania dialog z tego serialu...

I believe in ammunition!
Chociaz prawda jest, ze takich perelek bylo niewiele.

Odpowiedz
Cytat:Jezeli sobie uswiadomisz, ze wracali z jednej z najbardziej okrutnych i wyniszczajacych wojen, a nie z kolonii nad jeziorkiem, to powinienes zrozumiec czemu...

Ale oni w rzeczywistości się jednak cieszyli... Wiesz, w rzeczywistości, tej samej którą rzekomo przedstawia serial. ;) Oni wiwatowali po usłyszeniu informacji o zbombardowaniu Hiroszimy, a nie posyłali sobie smutne spojrzenia.

Odpowiedz
Ale dopuszczasz do wiadomosci fakt, ze pewna grupka osob, z perspektywy ktorych ogladalamy ten serial, mogla nie miec ochoty na wiwatowanie? ;) Poza tym z tego co pamietam Sledge, Snafu i reszta, w momencie informacji o zbombardowaniu Hiroszimy, odseparowali sie od innych oddzialow, ktore wlasnie w najlepsze swietowaly dobra wiadomosc - takze nie powiedzialbym, ze serial minal sie z realiami.

Odpowiedz
Dopuszczam do wiadomości (choć nie chodzi mi tu o świętowanie później, tylko w chwili usłyszenia informacji - powinno być zbiorowe AMERICA, FUCK YEAH!), ale nie podoba mi się decyzja reżysera żeby pokazać wojnę od takiej... niereprezentatywnej strony. Zero nawiązanych przyjaźni, zero radości ze zwycięstwa, zero szczęśliwych powrotów, zero dumy (która ponoć rozpierała większość żołnierzy po powrocie, czego nie starali się ukrywać), zero odprężenia po zakończeniu konfliktu... Wsadź w każde to zero dżapońca a urządzą ci drugie Pearl Harbor.

W BoB tylko jeden odcinek pokazywał wojnę z takiego punktu widzenia - trzeci, czyli Carnetan, kręconym z perspektywy Alberta Blighta. W ogóle w każdym odcinku starano się pokazać odmienne punkty widzenia. W dziesiątym Liebgott pędzi na złamanie karku żeby załatwić kogoś podejrzanego o kierowanie obozem koncentracyjnym, a Webster stara się go powstrzymać. W Pacyfiku masz samych Websterów pomnożonych przez Blighta. W każdym odcinku. Booooriiing.

EDIT:
Nie mówiąc o tym, że walki na Pacyfiku stały się sławne ze względu na starcia na niewielkich odległościach - a twórcy za bohatera wybrali gościa obsługującego moździeż, stojącego na tyłach. Drugim słynnym elementem są wielkie morskie bitwy - w serialu ich brak. To tak jakby wojnę w Wietnamie pokazywać z perspektywy marynarki wojennej. Litania złych decyzji jest dłuuuuga.

Odpowiedz
military napisał(a):nie podoba mi się decyzja reżysera żeby pokazać wojnę od takiej... niereprezentatywnej strony.

Jakby mialo byc reprezentatywnie, to bylby to dokument i to na zlecenie PBS.

military napisał(a):Zero nawiązanych przyjaźni, zero radości ze zwycięstwa, zero szczęśliwych powrotów, zero dumy (która ponoć rozpierała większość żołnierzy po powrocie, czego nie starali się ukrywać), zero odprężenia po zakończeniu konfliktu...

Po miesiacach spedzonych w tragicznych warunkach, kiedy jest sie maksymalnie wymeczonym i wyglodzonym, kiedy dokonywalo sie czesto bardzo makabrycznych rzeczy - podskakiwanie do gory z radosci wydaje sie najmniej odpowiednia czynnoscia. Dla mnie podejscie Sledge'a i reszty wydalo sie po prostu najbardziej... pasujace. Reakcje i zachowania, o jakich ty piszesz, bardziej pasuja do jakichs Czterech pancernych.

military napisał(a):Nie mówiąc o tym, że walki na Pacyfiku stały się sławne ze względu na starcia na niewielkich odległościach - a twórcy za bohatera wybrali gościa obsługującego moździeż, stojącego na tyłach.

A wedlug mnie to kolejny zajebisty pomysl tworcow na to, jak nie powtarzac czegos, co bylo pokazywane juz tysiac razy.

Odpowiedz
Jakuzzi napisał(a):Dla mnie podejscie Sledge'a i reszty wydalo sie po prostu najbardziej... pasujace.

Przepraszam że historia była inna.

Odpowiedz
Historia byla inna? Rozumiem, ze dotarles do badan historycznych, z ktorych wynika, ze z chwila zbombardowania Hiroszimy wszyscy amerkanscy zolnierze jak jeden maz zaczeli skakac z radosci krzyczac hurra!? :)
Poza tym widze, ze nie dociera do ciebie, ze to fabula, a nie dokument. ;)

Odpowiedz
W Kompanii braci nawet pomniejsze zdarzenia były oparte na faktach - takie jak kula w łeb czwartoplanowego kolesia który pytał którędy do sztabu. Czegoś takiego oczekiwałem po Pacyfiku, a tu się okazuje że zmieniają scenę śmierci jednego z głównych bohaterów (którego imieniem są dziś nazywane okręty i obozy), a jeden odcinek jest całkowicie wyssany z palca. Szeregowiec Ryan też jest fikcją, ale dlatego bohater Hanksa nazywa się Miller, a nie np. Winters.

Odpowiedz
military napisał(a):W Kompanii braci nawet pomniejsze zdarzenia były oparte na faktach - takie jak kula w łeb czwartoplanowego kolesia który pytał którędy do sztabu. Czegoś takiego oczekiwałem po Pacyfiku

To juz twoj problem. W ogole narzekanie, ze fabula czegokolwiek nie zgadza sie toczka w toczke z historia, zakrawa na jakis zart. Scena smierci jednego z bohaterow jest inna niz w rzeczywistosci. I co z tego? Gdybym chcial poznac prawdziwe zycie Basilone, kupilbym jego biografie autorstwa jakiegos profesora historii, a nie ogladal fabularny serial hbo.

A propos jeszcze tego, jak bylo naprawde, to Pacyfik nie opiera sie na nie wiadomo jakich badaniach historycznych (a zwlaszcza tych, ktore ty skads tam wyszperales), ale przede wszystkim na powiesciowych wspomnieniach Sledge'a i Leckiego. Warto zatem np. zweryfikowac reakcje autorow na wiadomosc o koncu wojny, przed formulowaniem zarzutow z czapy, ze historia byla inna..

Odpowiedz
Akurat wątek Leckiego najbardziej odstaje od tego, o czym pisał we własnej książce.

Odpowiedz
Muszę to napisać, chociaż mnie zjedziecie...

Otrzymałem "Pacyfic" na gwiazdkę i się ucieszyłem. Jednak nie włączyłem go przez kolejne 20 dni, bo po prostu bałem się, że za każdym razem będę porównywał go do BoB i się zawiodę. I niestety, miałem rację.

Jestem na szóstym odcinku. Akcja nie ma przyczyn - ot, mają coś zrobić (dlaczego to ważne?) i idą. To, jak jest ciężko wynika albo z hiper-krótkich przebłysków nazywanych wojną, albo z długich dialogów bohaterów, którzy nota bane są anonimowi przez większość czasu. Lockie'go można zapamiętać za dymanie ładnej greczynki, Basillone za kufel z piwem i akcję z amunicją. No, i tyle bohaterów. Pozostała reszta to statyści. Nie to, że źle grają - ale wina jest po stronie reżyserii - mają tak nierówno podzielony czas ekranowy i takie lipne kwestie, że nie da się ich zapamiętać.

Właśnie reżyseria leży i kwiczy - mam dwa domysły: a) albo materiału było za dużo i sobie nie poradzili w tak krótkim czasie (40 min na odcinek) b) nie chcieli pokazywać wojny, tylko wszystko po trochu, a odbiorca ma wyciągnąć wnioski sam, bez narzucania jakichś tam morałów.

Sceny bitewne są kameralne jak w Yamato! i to zarzut najgorszy wobec Pacyfic, ponieważ w kilku krótkich bitwach (krótsze niż sceny w barze) w roli głównej widziałem trzech strzelców i jeden KM. No i siedzą chłopy i walą do wroga, którego w ciemnościach nie widać i są zmęczeni. Uf, to było coś. Jak tak patrzę na to, to E company miało PIEKŁO od pierwszego momentu, aż do okresu po wojnie (Points).

Podobały mi się epickie widoki floty (pałam do marynarki ogromną miłością od lat), ukazana z daleka bitwa pod Guadalcanal, super lokacje (Australia jest ślicznie ukazana) ale to jest tylko tło. W filmie brakuje emocji, bohaterów, wojny.

Doskonałe porównanie:
W BoB (Points) ekipa dostaje rozkaz musztry, bo chłopaki tracą formę i wiedziałem, co przeszli i jacy są, i że ten rozkaz jest banialukiem. O bohaterowie to wiedzieli, ale go wykonali.
W Pacyfic mają iść 100 mil do swoich Australijek. No, i przyszli. End.

Dooglądam resztę i coś dopiszę. Film jest zrealizowany mistrzowsko, ale tyle mogę dobrego o nim powiedzieć.
loading podpis...

Odpowiedz
Lepiej poczytać ksiażkę Sledge'a, wznowioną ostatnio pod bardziej chwytliwym tytułem - Piekło na Pacyfiku. Pewnego razu zobaczyłem ją w empiku i już sie ucieszyłem, że to jakaś inna książka tego autora, ale otwieram ją, czytam w kilku fragmentach, sprawdzam tytuł oryginału - to samo... Mam egzemplarz w twardej oprawie ze spolszczonym, oryginalnym tytułem- Ze starą wiarą na Peleliu i Okinawie. :razz:

Zmęczyłem 4 odcinki. Jak dla mnie to serial dla Amerykanów, dla zobrazowania im wojennych przeżyć ich dziadków i ojców, którzy walczyli na Pacyfiku. W końcu powstał serial o walczących w Europie czyli Kompania braci, więc niech każdy ma cos dla siebie... Tyle, że Kompania trzyma wysoki poziom, do którego nie doskoczyli.:roll:

Odpowiedz
Dotarło do mnie, że wprowadzenie do The Pacyfic jest niemalże podobne (schematem) do tego z Flyboys - tylko, że w tym ostatnim skupili się (zbędnie zresztą) na motywach działania bochaterów, a w tym pierwszym na pokazaniu "rodziny" i obyczajów. Zasadniczo, to to samo w kontekście - marne wprowadzenia.
loading podpis...

Odpowiedz
Martinipl - pod względem fabularnym jest oczywiście kiszka, bohaterowie w porównaniu do tych z BoB tekturowi, ale zaryzykowałbym zdanie, że bitwy w Pacyfiku są lepsze, a no na pewno efektowniejsze i ważniejsze(w sumie gdyby nie było tak zajebiście pokazanej walki to Pacyfik byłby nic nie warty) niż w BoB, gdzie dużo ważniejsi byli sami żołnierze i pokazanie funkcjonowania od podszewki całej machiny wojennej.
Nie pamiętam w którym odcinku zaczynają się dobre bitwy, ale Peleliu i Okinawa to kapitalne, niezwykle wstrząsające odcinki, które mógłbym postawić na równi z niektórymi z Kompanii:

Odpowiedz
Serial za mną.

Istotnie, odc. 6-7-8 prawie dorównują BoB ale wciąż jest niedosyt postaci. Jest Hamm, Snafu zaczyna być najbardziej wyrazistą osobą i pojawia się porucznik. W ostatnim odcinku, w podsumowaniu pokazują kilkanaście postaci, a ja kojarzę zaledwie cztery - w BoB znałem wszystkich, a nawet tych mniej ważnych, co się przewijali gdzieś tam (pvt. White).

Producenci chcieli dobrze ale zabrakło czasu w tych dziesięciu częściach. Budżet rzędu 120m USD na 10 odcinków to bagatela ok. 12m USD na część (kurna, roczny budżet wszystkich naszych produkcji!) ale mieli po prostu za dużo do opowiedzenia. Podsumowanie w stylu "co dalej" znacząco odstaje od tego z BoB - tam po V day sam się za głowę złapałem, kiedy pomyślałem, co teraz z bohaterami? Tyle przeżyć, tyle cierpienia, tyle więzów braterskich, a Pacyfic jedynie scena w urzędzie, kiedy Sledge idzie na studia, ma taki ładunek i coś ze sobą niesie.

Wątek Basillone'a jest dobrze dopracowany (podobało mi się wprowadzenie Leny i jej postać), ten z Leckie gorszy, a ten Sledga jak się rozkręca, to już jest koniec wojny.

Na pewno Pacyfic nie można odmówić doskonałych scenografii, zdjęć i muzyki - wszystko to jest podane na najwyższym poziomie, ale w tym torcie brakuje wisienek - bohaterów i historii.
Całą serię oceniam na 8/10 i myślę, że to jest najlepsze, co mogę dać.
loading podpis...

Odpowiedz
Serial za mną.

Istotnie, odc. 6-7-8 prawie dorównują BoB ale wciąż jest niedosyt postaci. Jest Hamm, Snafu zaczyna być najbardziej wyrazistą osobą i pojawia się porucznik. W ostatnim odcinku, w podsumowaniu pokazują kilkanaście postaci, a ja kojarzę zaledwie cztery - w BoB znałem wszystkich, a nawet tych mniej ważnych, co się przewijali gdzieś tam (pvt. White).

Producenci chcieli dobrze ale zabrakło czasu w tych dziesięciu częściach. Budżet rzędu 120m USD na 10 odcinków to bagatela ok. 12m USD na część (kurna, roczny budżet wszystkich naszych produkcji!) ale mieli po prostu za dużo do opowiedzenia. Podsumowanie w stylu "co dalej" znacząco odstaje od tego z BoB - tam po V day sam się za głowę złapałem, kiedy pomyślałem, co teraz z bohaterami? Tyle przeżyć, tyle cierpienia, tyle więzów braterskich, a Pacyfic jedynie scena w urzędzie, kiedy Sledge idzie na studia, ma taki ładunek i coś ze sobą niesie.

Wątek Basillone'a jest dobrze dopracowany (podobało mi się wprowadzenie Leny i jej postać), ten z Leckie gorszy, a ten Sledga jak się rozkręca, to już jest koniec wojny.

Na pewno Pacyfic nie można odmówić doskonałych scenografii, zdjęć i muzyki - wszystko to jest podane na najwyższym poziomie, ale w tym torcie brakuje wisienek - bohaterów i historii.
Całą serię oceniam na 8/10 i myślę, że to jest najlepsze, co mogę dać.
loading podpis...

Odpowiedz
Bardzo dobry serial, w dodatku pokazujący wojnę od tej mniej znanej (przynajmniej w Europie) strony. BoB nie dorównuje jednak z dwóch powodów.

1. Brak tu jakichś odniesień do rzeczywistości (poza finałowym podsumowaniem) - w BoB mieliśmy wypowiedzi faktycznych żołnierzy, a każdy odcinek kończył się jakąś notką. Co prawda w tym przypadku znaczna większość żołnierzy już nie żyje, więc byłoby trudno powtórzyć wyczyn z Kompanii, niemniej brakuje tu jakiegoś uzupełnienia do tego skakania z wyspy na wyspę.

2. Brak wyraźniejszego nakreślenia postaci i związków między nimi. W BoB obserwowaliśmy bohaterów począwszy od treningu aż do finału, przez co łatwiej było się zidentyfikować z nimi, a i oni sami tworzyli między sobą osobliwe związki. Tutaj mamy 3 główne postaci, ze 3 nieco bardziej wyraziste na drugim planie (z których jedna niesamowicie irytuje) i całą masę no-name'ów, którymi trudno się przejąć. W dodatku wszystko to słabo ze sobą powiązane, co skutkuje tym, że gdy w jednym z odcinków mamy wyraźnie pokazaną śmierć jednego z żołnierzy i smutek pozostałych po nim, ja łapałem się na tym, że nawet nie potrafiłem zidentyfikować jegomościa. Trochę szkoda, bo przez to wiele scen trafi swój emocjonalny impakt.

Jednak nawet pomimo tego mamy do czynienia z serialem na wysokim poziomie, który miejscami potrafi wręcz zgwałcić widza niektórymi scenami.

8 / 10

PS. Tom Hanks wymieniony jest na iemdebe jako narrator - gdzie, jak, co i kiedy ja się pytam?
PS2. Czy tylko mi dziwny wydał się wątek Leckiego i tej greczynki? Koleś co prawda znalazł pod koniec równie ładny dom, niemniej dziwne, że to się ot tak wzięło i rozpadło, a on o to nie walczył.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mi się zdawało, że na samym początku odcinka gada Hanks.

Odpowiedz
no ja nic takiego nie stwierdziłem - chyba, że gadał w tv, a na wydaniu BR go zlali
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości