Val Kilmer sieje zemstę na policjantach, którzy kiedyś torturowali i zabili niewłaściwego człowieka. Samotny posterunek deszczową nocą, tajemnica i brak możliwości ucieczki - czyli bardzo odschoolowy w założeniach horror.
Owszem, jest tu sporo cienkich dialogów silących się na bycie cool. Są przeciętni aktorzy. W drugiej połowie nagle do akcji wkracza rockowa muzyka. Generalnie momentami reżyser nie wie, czy kręci film na serio, czy robi zabawę horrorem - stąd stonowana i fajna pierwsza połowa przeradza się w gore-fest w slo-mo. To są gigantyczne wady, ale nie mogę tak po prostu nie lubić tego filmu.
Przede wszystkim przez większość czasu ma bardzo fajną atmosferę (dopóki nie uderzają elektryczne gitary) - którą w dużej części tworzą świetne zdjęcia. Kilmer jest znakomity; jego postać to coś w rodzaju Autostopowicza - tajemnicza i po prostu fajna. Generalnie całość jest przemyślana, a końcowy twist oczywisty i zaskakujący zarazem. Gdyby scenariusz trafił w ręce bardziej kompetentnego reżysera, mogłoby wyjść coś bardzo pamiętnego.
Daję 5/10, ale jednocześnie polecam zapoznać się z tym horrorkiem, bo widać w nim potencjał i chęć; gdyby tylko reżyser powstrzymywał swoje zapędy do bycia cool, byłoby naprawdę super. Fajnie też, że Kilmer udowadnia, że nawet w tak małym projekcie ma coś do pokazania - choć przecież jako jedyna gwiazda mógł jechać na autopilocie i zainkasować czek.
Słowem: obejrzyjcie, bo w horrorach posucha (99% to mdła wariacja na temat nawiedzonego domu - Mama, Sinister, Insidious, Silent House, nadchodzący Conjouring...), a ten momentami jest przyjemnie odschoolowy. Ma też jeden świetny monolog, który równie dobrze mógłby wypowiedzieć Hauer w Autostopowiczu:
Owszem, jest tu sporo cienkich dialogów silących się na bycie cool. Są przeciętni aktorzy. W drugiej połowie nagle do akcji wkracza rockowa muzyka. Generalnie momentami reżyser nie wie, czy kręci film na serio, czy robi zabawę horrorem - stąd stonowana i fajna pierwsza połowa przeradza się w gore-fest w slo-mo. To są gigantyczne wady, ale nie mogę tak po prostu nie lubić tego filmu.
Przede wszystkim przez większość czasu ma bardzo fajną atmosferę (dopóki nie uderzają elektryczne gitary) - którą w dużej części tworzą świetne zdjęcia. Kilmer jest znakomity; jego postać to coś w rodzaju Autostopowicza - tajemnicza i po prostu fajna. Generalnie całość jest przemyślana, a końcowy twist oczywisty i zaskakujący zarazem. Gdyby scenariusz trafił w ręce bardziej kompetentnego reżysera, mogłoby wyjść coś bardzo pamiętnego.
Daję 5/10, ale jednocześnie polecam zapoznać się z tym horrorkiem, bo widać w nim potencjał i chęć; gdyby tylko reżyser powstrzymywał swoje zapędy do bycia cool, byłoby naprawdę super. Fajnie też, że Kilmer udowadnia, że nawet w tak małym projekcie ma coś do pokazania - choć przecież jako jedyna gwiazda mógł jechać na autopilocie i zainkasować czek.
Słowem: obejrzyjcie, bo w horrorach posucha (99% to mdła wariacja na temat nawiedzonego domu - Mama, Sinister, Insidious, Silent House, nadchodzący Conjouring...), a ten momentami jest przyjemnie odschoolowy. Ma też jeden świetny monolog, który równie dobrze mógłby wypowiedzieć Hauer w Autostopowiczu:
Cytat:It's ironic, isn't it? The Old Testament had a wrathful God, but people became uneasy with the concept, needed a best seller, so they came up with a New Testament. Suddenly God was loving and forgiving. I'm old-school, myself. I prefer the Old Testament. I mean you've got to love a God who's not afraid to meat out a little vengeance when the need arises.
14-07-2013, 11:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-07-2013, 11:13 przez military.)


![[Obrazek: val_kilmer.jpg]](http://s8.postimg.org/4hko1mul1/val_kilmer.jpg)





