Red Crow
Liczba postów: 12,668
Liczba wątków: 50
Film o człowieku, którego od urodzenia śledzą kamery. Od początku uderzyło mnie to, jak świat Trumana kreuje Weir - jako idealne, nieskażone chamstwem i pospólstwem idylliczne miasteczko wprost z widokówki, gdzie nie ma miejsca na na jakiekolwiek odejście od normy, gdzie świat toczy się równym, nienaruszalnym tempem, wszystko jest podporządkowane jednemu człowiekowi.
Z ekranu aż bije sztuczność tego miejsca - no bo przecież świat taki nie jest. Ale przecież założenia programu nie przewidywały ukazania realnego świata, lecz miejsca, w którym prosty, szary człowieczek może odnaleźć swoją chwilę szczęścia po całym dniu ciężkiej pracy. Kiedy jemu się nie powiedzie, zawsze może włączyć na kanał Trumana i poprawić sobie humor.
Ale najgorsze skurwysyństwo to umieszczenie w tym sztucznym, plastikowym świecie prawdziwego człowieka. W dodatku nieuświadomionego w sytuacji. Truman od samego początku jest na straconej pozycji - przez wszystkie lata nic wokół niego nie jest prawdziwe. Rodzina, znajomi, sąsiedzi, koledzy z pracy - zawodowi aktorzy, którzy po ciężkim dniu pracy zgłaszają się do producenta po wynagrodzenie. I właśnie taki zabieg, jaki zastosował w swoim scenariuszu Andrew Niccol, zasługuje na oklaski - bo widz wie, że świat Trumana to ułuda, wiedzą też o tym otaczający go ludzie, on sam - nie. Być może dlatego ten film ma taką siłę oddziaływania. Bo od samego początku wiadomo, kto jest protagonistą, komu kibicować. No więc kibicowałem Trumanowi w drodze do poznania okrutnej prawdy. Jednak naszły mnie wątpliwości...
Może jednak lepiej dla niego byłoby, gdyby nigdy nie odkrył prawdy o swoim sztucznym życiu? Może lepiej by było, jeżeli dożyło by końca swoich dni na antenie, będąc w nieświadomości?
Dlaczego?
Bo Truman nie zna prawdziwego świata. Dla niego to byłby zupełny szok. Kompletnie nowe doświadczenie. Wejście do świata, w którym nic nie jest tak proste, tak przyjemne i kolorowe, jak urocze miasteczko Sea Heaven. Nie łatwo byłoby przestawić się na szarą i ponurą rzeczywistość. Niełatwo byłoby żyć w takim świecie komuś, kto tak naprawdę nigdy prawdziwego życia nie zaznał. Dla Trumana ucieczka do prawdziwego świata byłaby, jak ponowne narodziny. Zaczynanie od zera. W prawdziwym świecie nikt nie byłby tak życzliwy, nikt nie pozdrawiał by go co ranek, żaden z przechodniów nie posyłałby miłego uśmiechu podczas spaceru do pracy. Czy dla człowieka, który przez 30 lat jest przyzwyczajany do sielskiego, idealnego, cukierkowatowego życia, nie byłby to kompletny szok? Zakładając ponurą wersję, myślę, że Truman rok po odkryciu nowego świata palnąłby sobie w łeb. Po prostu nie wytrzymałby tej realności, tego odarcia z ułudy. Nie mógłby rozpoznać ludzi, których portret został tak skrajnie wyidealizowany przez twórców programu. To samo pewnie odczuwają więźniowie, którzy po długiej odsiadce wsiadają w autobus do domu. Rzadko który odnajduje się w nowym świecie.
Z drugiej strony jednak, ucieczka z wymyślonego świata jest dla Trumana wybawieniem, najlepszym z możliwych rozwiązań. Bo przecież to człowiek. Prawdziwy, z krwi i kości. Żyjący swoim, a zarazem nie swoim życiem. Każdemu człowiekowi należy się wolność, choćby chwilowa. Każdemu należy się prywatność. Truman przez 30 lat nigdy tak naprawdę nie posmakował wolności, a tym bardziej prywatności. I to jest właśnie, przynajmniej moim zdaniem, najbardziej szokujące w tym filmie. Portret człowieka, który żyje w błogiej ułudzie, a tak naprawdę jest wrakiem, który nie ma o tym pojęcia. Ucieczka do prawdziwego świata, choć tak szarego i ponurego, tak brutalnego i pełnego obłudy, jest dla Trumana wybawieniem. Ponownym narodzeniem, ale w pozytywnym sensie. Film nie daje jasnej odpowiedzi, jak poradziłby sobie Truman poza granicami telewizyjnego studia. Ale gdyby przyjąć wersję umiarkowanie optymistyczną, chłop znalazł sobie miejsca na ziemi. Potrafił poukładać sobie życie od nowa. Starał się porzucić wspomnienia trzydziestoletniego więzienia. Dożył starości, stale niepokojony przez media, ale jednak wolny.
Jest też wersja skrajnie optymistyczna. Truman odnalazł swoją prawdziwą miłość, co dało mu siłę do zmierzenia się z wyzwaniem życia w prawdziwym świecie. Być może znalazł normalną pracę, a życzliwe media dały mu w spokoju dożyć sędziwego wieku, zaznać smaku prywatności. Szczerze mówiąc, chciałbym uwierzyć właśnie w tę wersję. Bo temu człowiekowi to się zwyczajnie należało. Po tym, co wycierpiał, w dodatku nieświadomie, przez całe 30 lat życia.
Po prostu arcydzieło. Piękny film. Przewrotny, inteligentny, zabawny, a zarazem smutny, miejscami wręcz dołujący. Nawet przerażający, napisałbym.
Praktycznie każda scena jest dla mnie kultowa, absolutnie nic bym tutaj nie dodał ani nie zmienił, o nic bym się nie przyczepił.
Carrey w wielkiej formie, podobnie jak Peter Weir. Zaś Andrew Niccol to geniusz w swoim fachu.
Plus jedna z najbardziej emocjonujących i wzruszających końcówek ever.
Jeden z pięciu najlepszych filmów lat 90.
10/10
Aż dziwne, że TAKI film nie ma osobnego tematu.
31-05-2011, 20:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-05-2011, 21:59 przez nawrocki.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
Dawno temu oglądałem. I pamiętam, że brakowało mi cynizmu w zakończeniu - cynizmu reżysera show. Coś w stylu: "mówi się trudno i szuka następnego głupka". Niepotrzebny był też happy end - wyjście Trumana do normalnego świata. Film miałby wręcz apokaliptyczny wydźwięk, gdyby bohaterowi się nie udało. Tak czy siak, dzięki nawrocki za przypomnienie mi o istnieniu tego filmu - wkrótce do niego wrócę.
31-05-2011, 21:26
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
Najlepszy film Weira, najlepsza rola Carreya. Doskonała muzyka, zdjęcia, SCENARIUSZ (wstęp, rozwinięcie, zakończenie) - geniusz. Moment zahaczenia o "koniec świata" - czysta magia filmowa. Na bank jeden z najlepszych filmów lat 90. Prawdopodobnie nawet pierwsza piątka. Nie docenić po prostu nie sposób.
31-05-2011, 21:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-05-2011, 21:29 przez desjudi.)
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
Cytat:Film miałby wręcz apokaliptyczny wydźwięk, gdyby bohaterowi się nie udało.
Albo gdyby Truman sam po jakimś czasie postanowił wrócić do programu, zdegustowany prawdziwym światem :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
31-05-2011, 21:28
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
@Hitch
Nie, to byłoby hujowe. To tak jakby w "Nowym wspaniałym świecie" Huxleya główny bohater zamiast pragnienia życia w gównianym, niedoskonałym świecie, ale na wolności wybrał pluszowy totalitaryzm i życie pod ciągłą obserwacją inżynierów społecznych.
31-05-2011, 21:31
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
Nie mogę się wyłamać. Zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów i najlepszy film w dorobku Weira. Wszystko jest tu tip-top na czele z aktorstwem. Carrey wiadomo - okradziono go z Oscara (podobnie jak rok później za jeszcze lepszą rolę w Man on the Moon), ale na mnie największe wrażenie zrobiła, z resztą jak w niemal każdym filmie w którym występuje, Laura Linney.
31-05-2011, 21:38
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
Cytat:Nie, to byłoby hujowe.
Ale jakże niszczące i dołujące. Koleś rezygnuje z gównianego, bo gównianego ale prawdziwego świata na rzecz dalszego podglądania przez kamery w kolorowej, mydlanej bańce.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
31-05-2011, 21:47
Dużo pisze
Liczba postów: 399
Liczba wątków: 24
(31-05-2011, 21:28)Hitch napisał(a): Albo gdyby Truman sam po jakimś czasie postanowił wrócić do programu, zdegustowany prawdziwym światem :)
Nie mógłby wrócić. Przecież już wie, że to nierealne, więc nie byłoby to samo. W dodatku nie pozwolono by mu wrócić, bo świadom wszystkiego Truman nie byłby już tak atrakcyjny dla widowni.
Tu właśnie widzę jedyny minus filmu. Christof w końcówce nie namawiałby Trumana do pozostania w Sea Heaven. Skoro ten już wszystko wie, to i tak "sprawa się rypła". Show przestałby być show.
fb.com/bart.poznaniak
01-06-2011, 08:51
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(01-06-2011, 08:51)Bart napisał(a): Tu właśnie widzę jedyny minus filmu. Christof w końcówce nie namawiałby Trumana do pozostania w Sea Heaven. Skoro ten już wszystko wie, to i tak "sprawa się rypła". Show przestałby być show.
No tak, ale w filmie wyraźnie jest podkreślone, że pomimo swych socjopatycznych cech, Christof widzi Trumana trochę jako swoje dziecko (nie tylko jako boski - swój - twór), więc taka reakcja nie jest niczym zaskakującym. Choć z punktu widzenia samego szoł, Truman stracił już wtedy wartość.
01-06-2011, 11:03
Dużo pisze
Liczba postów: 399
Liczba wątków: 24
(01-06-2011, 11:03)Crov napisał(a): Christof widzi Trumana trochę jako swoje dziecko
No tak, w tym kontekście to faktycznie ma sens. Zresztą muszę sobie to w końcu obejrzeć, już ze dwa czy trzy lata nie widziałem :)
fb.com/bart.poznaniak
01-06-2011, 16:03
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,182
Liczba wątków: 67
Żeby nie było, że nic nie napisałem w temacie: jeden z moich all time favs, za każdym razem przykuwa do ekranu jak magnez i, choć historię znam na pamięć, ogląda się go z zapartym tchem. A końcówka jest świetna, bo wieloznaczna. Happy end? Niby tak, bo Truman opuszcza ten ilozjunistyczny świat kłamstwa, którego chyba nigdy nie kupił (dlatego się wyłamał - w innym wypadku nie zrobiłby nic, bo i po co). Ale przecież Cristof wyraźnie zaznacza, że na zewnątrz nie znajdzie nic lepszego. Niby miłość do Sylvii pomoże mu przetrwać, ale jak dla mnie Truman będzie miał gotową deprechę po miesiącu "wolności". O wciąż nagabujących go ludziach i paparazzich nie wspominam, bo to oczywiste - ergo nie zazna raczej nigdy spokoju, chyba, że uda się na Fiji.
Generalnie największym minusem filmu jest jak dla mnie zachowanie kreatorów programu - Truman dorasta i zmienia się na ich oczach, w późniejszym stadium zaczyna odpierdalać niezłe akcje, a oni nic nie robią (jedynie idiotów z siebie). Druga sprawa - ogromna popularność i ogromny budżet, a nikomu do głowy nie przyszło, że może Seaheaven warto rozbudować. Całe ulice miast potrafią zmieścić się w studiach filmowych, a oni nie potrafili zrobić jakiejś dobudówki, żeby zamknąć choć na chwilę trumanowską ciekawość świata poza miasteczkiem w którym żyje. Błąd za który sporo zapłacili.
10 / 10
02-06-2011, 14:55
Dużo pisze
Liczba postów: 399
Liczba wątków: 24
(02-06-2011, 14:55)Mefisto napisał(a): przykuwa do ekranu jak magnez
ojojoj ;)
fb.com/bart.poznaniak
03-06-2011, 12:19
Nowy
Liczba postów: 232
Liczba wątków: 0
dopiero wczoraj po raz pierwszy obejrzałem ten film i zastanawiam się jakim cudem taka genialna produkcja pozostawała przeze mnie olewana, bo latało to w telewizji już chyba razy milion. no, ale kupiłem w ciemno na dvd skuszony ładnym wydaniem i chcę więcej takich niespodziewanych dobrych zakupów.
w sumie to moja opinia mogłaby się składać z synonimów słów 'fenomenalny' i 'genialny', ale zamiast tego napiszę o czymś innym.
w trakcie, a także po seansie zastanawiałem się na ile zaangażowałem się emocjonalnie w Truman Show reżyserowany przez Weira, a na ile w Truman Show reżyserowany przez Christofa. na ile byłem widzem - kinomanem, a na ile byłem jednym z tych, którzy śledzili życie Trumana jako reality show. bo z tym, że film angażuje widza nie ma co dyskutować, dyskutować można jedynie nad płaszczyzną tego pochłonięcia. wydaje mi się, że parę razy w trakcie filmu zatarła mi się właśnie ta granica między filmem, a reality show.
końcowe sceny, jak dotarcie Trumana do 'końca świata', wędrówka schodami na tle nieba czy rozmowa z Christofem jak z bogiem to już 101% takiej filmowej magii, że chciałoby się te ruchome obrazy zamknąć w klisze i powiesić na ścianie zamiast obrazów. geniusz scenariusza, geniusz reżyserii, geniusz aktorstwa.
niesamowity.
p.s. zastanawiam się ile jeszcze takich perełek, które olewałem ze względu na popularność, ukrywa się przede mną :)
11-06-2011, 13:12
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
pewnie niedługo wystartujemy z rankingiem na najlepsze filmy lat 90., a tam jest od cholery tytułów do odkrycia przed tymi, którzy jeszcze nie odkryli najlepszej z dekad :)
11-06-2011, 22:32
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Najlepsze filmy lat 90? To będzie festiwal epy i kultu : )
Właśnie się zorientowałem, że jeszcze nie wypowiedziałem się na temat Truman Show. I szczerze mówiąc nie bardzo wiem co mam napisać, ten film miażdży mnie za każdym razem, gdy go oglądam, a wracam do niego często. Genialny pod każdym względem, emocjonuje tak samo, jak za każdym razem, do tego stanowi fantastyczny przykład na to, że film na poważny przecież temat da się zrobić w lekki i błyskotliwy sposób, nie zatracając przy tym dramaturgicznej siły opowiadanej historii.
Arcydzieło.
11-06-2011, 23:06
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,182
Liczba wątków: 67
(11-06-2011, 23:06)Mierzwiak napisał(a): Najlepsze filmy lat 90? To będzie festiwal epy i kultu : )
I emocji - przecież tam jest w pytę dobrych filmów i już mnie głowa boli na samą myśl wyboru najlepszych :P
12-06-2011, 01:10
Banned
Liczba postów: 298
Liczba wątków: 3
Oglądając ten film tak się zastanawiam co by było gdybym sam znalazł się na miejscu Trumana i żył w tym fikcyjnym świecie. W utopii, tylko po to by dostarczyć innym emocji i wrażeń. Byłbym niewolnikiem od samego poczęcia i tak naprawdę o tym wszystkim nie wiedział. Ktoś o tym wszystkim zdecydował za mnie, nie pytając mnie nawet o zdanie. Okropna sprawa i za to, za pomysł poruszenia i przedstawienia tego tematu ten film ma u mnie ogromny plus. Film może też przedstawiać prawdziwą historie, patrząc na to że w dzisiejszym świecie media mają silną pozycje. Szukają sensacji i dochodzi do inwigilowania osób. Co do gry Jim Carreya to nie będę się wypowiadał, choć wydaje mi się że w większości swoich filmów ten aktor gra podobnie. Muzyka ? jakoś nie zapamiętana przeze mnie. Jedyny minus to pozostawienie zakończenia otwartego.
06-08-2011, 22:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2011, 22:32 przez Kinomaniak.)
Red Crow
Liczba postów: 12,668
Liczba wątków: 50
Cytat:Co do gry Jim Carreya to nie będę się wypowiadał, choć wydaje mi się że w większości swoich filmów ten aktor gra podobnie.
Masz rację - wydaje ci się.
06-08-2011, 22:43
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
(06-08-2011, 22:28)Kinomaniak napisał(a): Muzyka ? jakoś nie zapamiętana przeze mnie.
Wyjdź. To jeden z moich ulubionych soundtracków lat 90.
06-08-2011, 22:48
Banned
Liczba postów: 298
Liczba wątków: 3
(06-08-2011, 22:43)nawrocki napisał(a): Masz rację - wydaje ci się.
Dobrze wiedzieć, choć jest kilka filmów i ról w jego dorobku w których granie przez niego idioty jest łudząco do siebie podobne
(06-08-2011, 22:28)Kinomaniak napisał(a): To jeden z moich ulubionych soundtracków lat 90.
Jak na ten okres to znam lepsze... (temat na inną dyskusje)
06-08-2011, 22:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2011, 22:52 przez Kinomaniak.)
|