Na pewno każdy z Was odniósł kiedyś wrażenie oglądając polski film (chodzi oczywiście o filmy z ostatnich lat), że zamiast klarownie słyszalnego dialogi do uszu dobiega jakiś niezrozumiały bełkot. Często się łapię na tym, że właściwie nie zrozumiałem co przed chwilą zostało powiedziane. Ja wiem, że nasz język jest dość "szeleszczący", ale wydaje mi się, że nie jest to podstawowa przyczyna. Z czego to może wynikać? Z oszczędności na omikrofonowaniu w trakcie zdjęć? Z oszczędności w trakcie postprodukcji? Z kiepskiej dykcji aktorów? Czy po prostu nie przykłada się do tego w Polsce dużej wagi (co zapewne ma związek z pierwszym pytaniem)?
04-03-2017, 21:44






