Whatever Works
#1
Nowy Allen spływa jak po kaczce, choć całość jest zgrabna i powabna. Co najważniejsze jednak, po europejskiej przygodzie, powrócił na moment do Tego miasta, najwłaściwszego tła dla allenowskich rojeń paranoidalnych, które - jeśli uszczęśliwiają - to należy im przyklasnąć 8) Żyj tak, jak chesz, nie krzywdź innych przy okazji, bądź sobą, walcz o szczęście, jakiekowliek by ono nie było - taki miły przekaz. Optymistyczne, no nie? Bo to właśnie taki film: pozytywny i bezpretensjonalny. Allenowski w 100%. Co mi przeszkadzało, choć nie twierdzę, że to wada: Larry David. "Curb Your Enthusiasm" mogę oglądać po 1, 2 odcinki na jakiś czas, nie więcej, bo zbyt wiele błyskotliwego cynizmu dobrze przetrąca mózg. Poza tym - Larry David. Drugiego takiego nie ma. Zgryźliwość ma wypisaną na twarzy, a tembr głosu również idealnie wpisuje się w ogólną cierpkość tej postaci. Niby ten kostyczny staruch jest alter ego Woody'ego, a nowojorskiego żydka tutaj nie widzę, bo osobowość to Larry ma równie wielką jak koleś go reżyserujący. Krótko - gość mocno irytuje. A może o to chodzi? Bo jeśli tak - a zakładam, że tak, bo to film o stetryczałym facecie - to ten twór Allena będzie jednym z najlepszych jego dokonań od lat. Z powodu Larry'ego właśnie. I z powodu ogólnej lekkości (bo że dialogi wyśmienite i aktorstwo wyborne, to oczywistości).

8
Dla miłośników Allena pozycja obowiązkowa. Dla całej reszty nie do pogardzenia, ot choćby po to, aby doświadczyć Larry'ego i obejrzeć coś, co jest lekkie i przy tym inteligentne.

[Obrazek: whatever-works-poster.jpg]

polskie zwiastuny, plakaty i idiotyczne tłumaczenie tytułu zupełnie nie oddają ani tresci, ani ducha tej sympatycznej opowiastki.

Odpowiedz
#2
Film jest zajebiaszczy w każdej minucie. Ja rzadko śmieję się na głos, a tym razem śmiałam się niemal przez cały czas. Dialogi fantastyczne, tematyka mojemu sercu bliska:), do tego fantastyczna (jak zwykle!) Patricia Clarkson i porywający akcent Evan Rachel Wood (już od dłuższego czasu mówiłam, że ona powinna zagrać idiotkę... zagrała i jest znakomita!). I mnie Larry David oczarował - może warto obejrzeć się za Curb Your Enthusiasm? (Widział ktoś?).

No i poza wszystkim to jest bardzo dojrzały film, optymistyczny, ale dorośle, odtrutka na holiłódczyznę, bo świat jest złośliwy, bez sensu i do dupy (choć akurat Boris ujmuje to w znacznie bardziej wyrafinowany sposób:), ale trzeba znaleźć na to metodę. No.

Najlepszy Allen na wesoło od Złotych czasów radia chyba, a i najlepszy z ostatnich lat (Match Pointa nie widziałam).










Polskie plakaty, tytuł etc. - WTF?? :roll:
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#3
Niee, no Allen miał świetne komedie w ostatnich 23 latach (czyli od premiery Złotych Czasów Radia 8)
- Tajemnica Morderstwa na Manhattanie
- Przejrzeć Harry'ego
- Słodki drań
- Drobne cwaniaczki
- Strzały na Boradwayu
- Jej wysokość Afrodyta

poza tym nawet Mężowie i Żony był śmieszny 8)
A tak w ogóle to rzeczywiście jeden z lepszych "allenów" ostatnio. W ostatnich 10 latach to tylko "Match Point" do mnie najbardziej trafił. Reszta jest co najwyżej po prostu dobra, nic ponadto.

Odpowiedz
#4
Co mi natomiast przeszkadzalo to psychologiczne upraszczanie i chodzenie na skroty. Gleboka konserwa w zetknieciu z Nowojorczykami staje sie w mgnieniu oka, jak za dotknieciem magicznej rozdzki, otwarta, libertynska i pogodna. Pogodny staje sie tez znerwicowany, cyniczny do szpiku kosci tetryk z dwiema probami samobojczymi na koncie, ktoremu w koncowce wpada w ramiona ukochana kobieta (a raczej odwrotnie). Ja rozumiem, ze to taki feel good movie itd., ale nawet optymistyczne komedie powinny zachowywac jakies psychologiczne prawdopodobienstwo. Przy takiej lekkosci i psychologicznej nonszalancji nie mozna sie poza tym ani przejac, ani wzruszyc, w co ostatecznie celowal chyba Allen. Do tego filmu bardziej pasowalby tytul: Whatever.

Odpowiedz
#5
mnie zupelnie to nie przeszkadzalo...glownie przez to, ze ironia wymusza dystans. jakuz, takis jakis analityk i wszedzie kiksa znajdziesz;) a film allena po raz kolejny swietny i nasycony wszystkim tym, za co go kochamy.
Don't rain on my parade

Odpowiedz
#6
myself napisał(a):Whatever works - bardzo fajny Allen. Aktorsko i dialogowo - moc! Wood wypada cudownie, Clarkson jeszcze lepiej. Przyznam jednak, że miejscami wkradała się nuda, a stosunek bohatera do reszty świata po 30 minutach lekko męczył (błagam, czy on choć raz nie mógł powiedzieć zdania normalnie?). Niemniej jeden z lepszych Allenów w ostatnim czasie - ubawiłem się setnie.

7,5/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#7
des, Tajemnicy Morderstwa... nie widziałam, ale takie Strzały na Broadwayu czy Jej wysokość... to tak krok czy dwa do tyłu. Resztę widziałam jako zupełna zielenina, więc może rzeczywiście powinnam się wstrzymać z opinią, póki nie powtórzę :P. Ale coś mi się nie widzi, bym teraz miała płakać ze śmiechu.

Jakuzzi napisał(a):Ja rozumiem, ze to taki feel good movie itd., ale nawet optymistyczne komedie powinny zachowywac jakies psychologiczne prawdopodobienstwo. Przy takiej lekkosci i psychologicznej nonszalancji nie mozna sie poza tym ani przejac, ani wzruszyc, w co ostatecznie celowal chyba Allen.
Kurła, przecież te postaci są celowo groteskowe i 'niewiarygodne', 'niewiarygodne' w cudzysłowiu, bo w tym świecie jak najbardziej mają prawo funkcjonować i funkcjonują wspaniale, każda z przemian jest świetnie i co najważniejsze logicznie skomponowana, i właśnie dlatego Whatever Works... działa:)
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#8
Mefisto napisał(a):Aktorsko i dialogowo - moc!

Aktorsko tylko panie wypadly znakomicie, bo z Davida, choc ma facet standupowska charyzme, aktor niestety zaden.

Odpowiedz
#9
Oj, czemu?
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#10
bo jest Davidem 8) zgadzam się z Jaku - to słaby aktor, ale rewelacyjny komik, który doskonale gra siebie, czyli cynicznego neurotyka. Tacy aktorzy-nie-aktorzy są światu również potrzebni, ot choćby niezrównany Woody Allen.
Artemis napisał(a):des, Tajemnicy Morderstwa... nie widziałam
to nie widziałaś jednego z najlepszych filmów Woody'ego 8) co do Strzałów i Afrodyty - to były filmy, które rozpoczęły moją przygodę z Allenem i być może główną rolę gra sentyment... Ale i tak to świetne filmy: super Cusack i Palminteri w Strzałach i kaktuso-penis w Afrodycie 8) a tak a propos kiedyś za najlepszego "allena" uważałem "Everyone says I love you", potem zobaczyłem trochę więcej, niemniej wciąż uważam ten kpiarski musical za coś genialnego, szczególnie śpiew Allena i Edwarda Nortona 8)

Odpowiedz
#11
desjudi napisał(a):bo jest Davidem 8) zgadzam się z Jaku - to słaby aktor, ale rewelacyjny komik, który doskonale gra siebie, czyli cynicznego neurotyka. Tacy aktorzy-ie-aktorzy są światu również potrzebni, ot choćby niezrównany Woody Allen.
No to tutaj dotykamy kwestii rozumienia aktorstwa jako takiego - ja nie myślę o tym, kto 'jest sobą' na ekranie, a kto nie (stąd prawdopodobnie mój hyś na pkt. aktorów dziecięcych), tylko czy jest dobry...
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#12
może to kwestia wyobraźni... artystyczne emploi Davida lub Allena jest tak wyraźne, że wcielenie się w inną rolę, niż w siebie samego, jest nie do uwierzenia. Bo i oni do jakichkolwiek zmian nie przyzwyczaili widzów, i nie opłaca im się nie być sobą.

Odpowiedz
#13
David jest sobą, ale jest też Borisem. Mi ta płynność nie przeszkadza, bo to działa na podobnej zasadzie jak u Allena i dlatego jestem zachwycona. Ja ledwo pamiętam, w którym filmie jak się Allen nazywał, no, Danny'ego Rose'a pamiętam, bo był w tytule:). (Zelig to jednak trochę innego typu rola).
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#14
Artemis napisał(a):(Match Pointa nie widziałam).
A żałuj, żałuj :)

Odpowiedz
#15
Pozwolę sobie wtrącić kilka slow od siebie. Czytając Wasze opinie nie sposób się nie zgodzić z którąkolwiek z nich, i chociaż miejscami różne i sprzeczne są te słowa wyklepywane dzielnie na klawiaturze tak idealnie oddają charakter tego filmu.
Z jednej strony współczesna baśń wypełniona wyrastającymi co chwila wieżami z Królewnami do uratowania, z drugiej "naukowy" traktat o miłości, zderzenie niezliczonej liczby światów na kanwie umysłu samozwańczego geniuszu.
Film, chociaż naiwny i prowadzący, jak zwykle w takich obrazach, do zakończenia z wielkim "Awwwwwwww" ma jednak w sobie odrobinkę tego czym zwykło określać się magię. Magia (i tu na scene wkrada się fizyka) jest kreowana zgodnie z zasadą nieoznaczoności. I jak dla mnie jest nią zagubiona dziewczyna tak dla kogoś innego może to być ojciec lub matka tejże panny, albo pan geniusz, filozof albo kto lub cokolwiek. Szczypty uroku całości obrazu dodaje przemijanie przy jednoczesnym jednostkowym rozkwicie każdej z postaci.
Film uniwersalny w każdym calu, lekki i przyjemny a zarazem świetnie zrealizowany. Zabawny? Czy ja wiem?, bardziej jednak krzepiący i dodający otuchy stąd uśmiech wkradający się na twarz. Jest historią, która napędza się sama, porywa widza, który jest częścią całości tak integralna, że właściwie bez niego opowieść nie mogłaby zaistnieć.

Mocne 8/10

Odpowiedz
#16
9/10

Allen nie zwalnia. Film mega przyjemny. Dialogi od początku do końca filmu genialne. Aktorstwo również, nawet Larry David mi się podobał. Fajna historia z nieprawdopodobnymi zwrotami akcji.

Film zachęca do nadrabiania wcześniejszych Allen`ów, mimo że już trochę ich widziałem.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości