Sięgnąłem po tę nową wersje i obejrzałem pierwszą część. Deadwood my ass, ale przyznać trzeba że jest póki co znacznie poważniej niż w starej serii - nie ma wrąbanych na siłę i nie wiadomo po co, wyjętych z dupy comic reliefów, a film przynajmniej próbuje być poważny.
- fajne widoczki, jak na produkcję telewizyjną film wygląda naprawdę dobrze - nawet ma typowo kinowy AR.
- Winnetou wybrali całkiem niezłego, trochę gorzej z Old Shatterhandem, który jest za stary i wypłoszowaty.
- szkoda, że odchodzą od książki w taki sposób, że tracą się najfajniejsze motywy i sceny, stara seria w pierwszym filmie trzymała się książki wierniej i wychodziło to naprawdę fajnie, potem się popsuło, a tu się psuje szybciej...
- gdzie się podziała srebrna rusznica i obie strzelby Shatterhanda? Ja rozumiem, że gość zasadniczo jest przeciwnikiem rozlewu krwi (w książkach też był), ale to jest ikoniczny element tej postaci. To tak jakby Indiana Jones nie miał kapelusza (w starych filmach też z tymi strzelbami chyba nie było najlepiej, ale Winnetou swoją miał, a tu lata z łukiem...).
- wywalono Kleki Petrę, a jego role
przejął Inczu-Czuna przez co diabli wzięli moją ulubioną akcję z pojedynkiem na czółnach... :(
- No i nie zabili Nszo-Czi, która została szamanką :/
- Apacze zachowuję się trochę jak tępe zjeby, które po raz pierwszy widzą białego człowieka
- Tangua z dumnego wodza Kiowów został żulem :/
- Sam Hawkens nie dość że stracił swych nieodłącznych kompanów, ma ze cztery sceny w filmie gdzie powinien być ważną postacią to jeszcze dorobili mu mhrroczne backstory, ehh, przynajmniej wyglądał i gadał jak Sam Hawkens, co na plus.
- trochę za bardzo jest z tego kolejny "Tańczący z wilkami". Książkowy Shatterhand nigdy nie występował w taki sposób przeciwko białym
(wysadzanie mostu kolejowego? srsly?)
raczej zawsze dążył do doprowadzenia do ugody.
- ALE mimo wyżej wymienionych problemów, nie ogląda się tego źle, choć film jest jednak trochę za długi i pod koniec zaczyna przynudzać
- Jakoś nigdy nie spodziewałem się zobaczyć cycków w filmie z Winnetou w tytule, a tu proszę... :)
Szkoda, że nie zrobili wiernej ekranizacji bo teraz już wiem, że jej nigdy nie zobaczę :( Film nie jest taki zły, choć trochę mdły miejscami (szczególnie muzyka, która nawiązuje co prawda do oryginału, ale brzmi jak jego upośledzona wersja - brak tej mocy i klimatu, choć niby przewijają się znajome nuty). Ogólnie - da się obejrzeć, Niemiaszki wybrnęli o niebo lepiej niż my z Wiedźminem z Żebrowskim.
Dla pierwszej części 5/10. Zobaczymy co będzie dalej.