Wrong turn at Tahoe
#1
[Obrazek: 122712.jpg]
Avatar też ma słabe plakaty...


Będę szczery. Ten film spodobał mi się już w momencie kiedy spojrzałem na jego tytuł. Zaciekawiła mnie ponadto obsada: Gooding Jr., Miguel Ferrer (Morton z Robocopa jakby ktoś nie wiedział) i Harvey Keitel. Od razu napiszę - jeden z nich dał ciała. Kto? O tym poniżej :)

Fabuła jest tak klasyczna jak tylko może być dla filmu sensacyjnego. Dwójka goryli jeździ po miasteczku i odzyskuje zaległe pożyczki z procentem. W końcu trafiają do swojego informatora. Od niego dowiadują się ciekawych wieści. Niejaki Frankie Tahoe - Portorykańczyk zarządzający klubem ze striptizem - chce śmierci ich szefa, Vincenta. Wkurwiony Vincent bierze swoich podwładnych i robi najazd na klub. Nie muszę dodawać, że kończy się on źle dla latynosa. Problem w tym, że Tahoe robił niezłe interesy dla krajowego króla przestępczego światka i był wyjątkowym pracownikiem. Co z tego wyniknie? Chyba to jasne :)

[Obrazek: 2cfqjrb.jpg]


Największym minusem WTaT jest z całą pewnością 3 akt (arghhhh). Oczywiście obraz dalej jest dobry, ale w końcówce dzieją się rzeczy, które generalnie nie powinny się tam znaleźć. Reżysera i scenarzystę poniosła fantazja i tyle. Nie domaga również Harvey Keitel. Jego postać nie jest szczególnie rozpisana, nie mniej niebezpiecznie balansuje na granicy klauna z włoskim akcentem, a typowym twardzielem na czele mafii.

Reszta jest wyjątkowo ponadprzeciętna. Tempo jest znakomite, nie za wolne, nie za szybkie. 90 minut odpowiednio zagospodarowane, bez zbędnych scen czy dialogów. Wszystko trzyma się kupy. Bardzo dobrze wypada ponadto duet Ferrer-Gooding Jr. Miejsce akcji to jakaś mieścina, aczkolwiek 95% scen rozgrywa się na uboczu z dala od zgiełku, pośród zaśnieżonych dróg. Tak więc klimat osaczenia jest jeszcze fajniej nakreślony niż w przypadku wielkich produkcji w sztandarowych lokacjach, najlepiej z jakimś zabytkiem w tle.

[Obrazek: 2ywwx78.jpg]

[Obrazek: o5bcjm.jpg]

Wrong Turn at Tahoe ma mieć swoją premierę dopiero w przyszłym roku. Jakimś cudem przeniknął metodami operacyjnymi do cywilizowanego świata, dzięki czemu mogłem sycić oczy klasyczną historią, bez niepotrzebnych grzeczności (jest krew, są fucki). Ewidentnie też widać, że budżet produkcji zamknął się w niewielkiej kwocie, ale nadmierne fajerwerki zaszkodziłyby filmowi jeszcze bardziej. Polecam na jesienny wieczór. Można się wczuć.

7,5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#2
Cytat:Tempo jest znakomite, nie za wolne, nie za szybkie.

Dokładnie - tempo. Na bezdechu oglądałem. Cuba Gooding Jr. odegrał swoją partię znakomicie. Tak samo Harvey Keitel. Jestem mega pozytywnie zaskoczony poziomem tego filmu. W sumie dużo więcej powiedzieć się nie da, bo to prosta jak cep historia, którą łatwo można było spieprzyć durnymi, zmanierowanymi, prowadzącymi donikąd dialogami o dupie Maryni. Z początku miałem nawet obawy, że to wszystko w tę właśnie stronę pójdzie - dialog w klubie - na szczęście nie poszło. Ode mnie mocna ósemka. Polecam - nic nie zapowiadało, że to będzie aż tak dobry film.

Odpowiedz
#3
Spalalem się na ten film, jak tylko przeczytałem o tym, że kręcą. Jedyny problem jaki widziałem to Gooding w obsadzie. Gość zawsze kojarzy mi się z takimi ciepłymi kluchami i nie pasował mi do fabuły, podobnie jak Keitel. W roli włoskiego mafiozy, wolałbym jednak widzieć włoskiego aktora.

Pierwszy seans rozwiał wszelkie wątpliwości - arcydzieło totalne, jakiego dawno nie widziałem w kinie sensacji/thrillera.
Kreacje nie są dobre, one są wybitne. Gooding w sumie ma grać małpiszona posługacza i jako ten małpiszon posługacz sprawdza się naprawdę dobrze. Ferrer - wiadomo, klasa najwyższa, ale tego co odstawił w tym filmie nie zapomnę i na łożu śmierci będę cytował.

Keitel rozwiał wszelkie wątpliwości, akcent fantastyczny, postać trochę groteskowa, ale to dobrze bo przez to nie wiemy, czego się po nim spodziewać. Z jednej strony miły dziadzio, który lubi sobie podupcyć('amore' :lol: ), z drugiej bezwzględny skurwysyn bez żadnych hamulców.

Dialogi rozpisane tak znakomicie, że proszą się o oskara. Każda, nawet epizodyczna postać ma tu coś do powiedzenia i zapada w pamięć. Zdjęcia - fest.

Nie zgadzam się, że końcówka i wspomniane 'fajerwerki' (też mi fajerwerki) obniżają poziom. One go zawyżają do absolutnego maksimum. Mniej więcej od kiedy Vincent doznaje załamania, wiadomo, że wszystko skończy się rozpierduchą i modliłem się jedynie żeby była to rozpierducha z umiarem i w starym, dobrym stylu, bez żadnych pościgów motorówek i wybuchających magazynów.
Końcówka, kiedy Vincent i oddany mu sługa/kumpel wchodzą by dokonać zemsty - przywodzi mi na myśl równie genialną końcówkę z genialnego 'Rolling Thunder' Flynna.


Jeden z najpiękniejszych filmów jakie widziałem w życiu. Gdyby mi ktoś powiedział, że tak będę określał współczesną sensację straight to dvd z Goodingiem w roli głównej, to bym go chyba zaprawił z bejsbola niegorzej niż Ferrer Frankiego.

Cytat: Ewidentnie też widać, że budżet produkcji zamknął się w niewielkiej kwocie


Mówi się o 6 bańkach, więc jak na straight to dvd kwota dość pokaźna.

Odpowiedz
#4
Cytat:przywodzi mi na myśl równie genialną końcówkę z genialnego 'Rolling Thunder' Flynna.

Dobra recka RT --> http://szubrawca.wordpress.com/2012/04/27/give-em-hell-rane/



Odpowiedz
#5
Dzięki za linka. Recka faktycznie dobra, choć w dwóch - trzech miejscach bym się z nią nie zgodził.

Ciekaw jestem, czy scenarzysta WTAT w jakikolwiek sosób insirował się RT przy scenie wejścia do posesji Keitela, czy to czysty przypadek.


Odpowiedz
#6
Ja w dalszym ciągu pamiętam fajną rolę Messnera, który partnerował CGJ ;) Gość mógłby cofnąć się w czasie i zagrać u Manna lub Tarantino.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#7
Cytat:Ja w dalszym ciągu pamiętam fajną rolę Messnera, który partnerował CGJ

Jeśli o mnie chodzi - CGJ był najlepszy. I on tez mógłby się cofnąć w czasie i zagrać u Manna - np. w Heat. Pasowałby do ekipy jak nic.

Odpowiedz
#8
Cytat: Ja w dalszym ciągu pamiętam fajną rolę Messnera

Baa. Ja się do dziś zastanawiam, czy on rzeczywiście Vincentowi żonę stukał, czy Vinnie uznał go poprostu za cwelika i frajera i rozwalił go tak na wszelki wypadek.


Odpowiedz
#9
Mam mieszane uczucia po seansie. Z jednej strony kilka mocnych momentów, które przywołują na myśl klimat twardej, poważnej sensacji, a z drugiej strony niektóre dialogi, które brzmią jak z dowolnego gangsterskiego filmu powstałego w latach '90 na fali popularności "Pulp Fiction". No i ten przeszarżowany, niepotrzebny trzeci akt(najbardziej mnie dobiła scena "załatwmy to tradycyjnie", która bardziej pasowałaby do Seagala niż do poważnego kina). Dwie główne role zagrane znakomicie, czego nie można powiedzieć o reszcie(na czele z Keitelem, który kompletnie mnie nie przekonał). Jak na straigh-to-dvd jest to całkiem niezłe, natomiast kompletnie mnie nie dziwi, że "Wrong Turn At Tahoe" nie trafił do kin.

6/10

Odpowiedz
#10
Cytat:najbardziej mnie dobiła scena "załatwmy to tradycyjnie", która bardziej pasowałaby do Seagala niż do poważnego kina

Moja ulubiona scena.

Odpowiedz
#11
Seagal, to jest POWAŻNE kino, więc nie widzę problemu.


Odpowiedz
#12
Poważne, jak na kino gatunku "jeden koleś rozwala wszystkich, a reszta czeka w kolejce po wpierdol". W tego typu filmie taka scena byłaby uzasadniona i pasowała do konwencji. Tu jak dla mnie totalnie odstawała i psuła klimat całości.

Odpowiedz
#13
No, ale tu przecież było dwóch gości, na kilku gości. Nie było żadnej szalonej dysproporcji. Nie było tabunów żołnierzy ganiających po każdym piętrze a obydwaj bohaterowie wyszli z tego wszystkiego ciężko ranni.

Patent z tym jak skończył Keitel - znakomity i rzadko spotykany.

Odpowiedz
#14
Dobre było, jak padły pierwsze strzały i kobieta spytała Keitela, czy ma zadzwonić na policje, a ten akurat ubierał kamizelkę kuloodporną: Skarbie, to nie pora na żarty. Schowaj się gdzieś. :)

Odpowiedz
#15
Dokładnie, wspaniałe dialogi są w tym filmie. Ta konkretna akcja trochę mi przypomniała końcową rozpierduchę z 'Raw Deal', gdy zastępca głównego mafiozy pyta 'co teraz?' a szef odpowiada mu ze śmiertelną powagą 'dzwoń po gliny'. Wspaniały akt desperacji.


Scena łóżkowa(a w zasadzie po-łóżkowa) też piękna.

Keitel: Potrzebujesz czegoś?

Laska: Już dostałam to czego potrzebowałam....3 razy.


Odpowiedz
#16
Zauważyłem, że ten znakomity film wyszedł na blu. Orientuje się ktoś, czy napisy pasują (polskie) i czy są dobrze przetłumaczone?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości