Złote czasy radia
Nie takiego Woody'ego Allena lubię. Za mało humoru, za mało mądrych spostrzeżeń, za mało przewrotny , za mało ironiczny, za mało neurotyczny... za mało wszystkiego. Sentymentalny do bólu i mało ciekawy. Zamierzeniem reżysera tym razem było przedstawienie czasów, w których dorastał, pełna nostalgii podróż w przeszłość, w czasy dzieciństwa. Szkoda, że tak mało dobrych pomysłów i humoru. Na uwagę zasługuje scenografia i muzyka, ogółem to, co można określić jako "wykonanie". Reszta nie bardzo. Już znacznie bardziej lubię nawet te Allenowskie głupawki, jak "Miłość i śmierć", "Bananas", "Zagraj to jeszcze raz, Sam", bo, chociaż fabułą nie grzeszą i są raczej zbiorem gagów na okreslony temat, to są chociaż zabawne.
Muszę dawać punkty?
Nie takiego Woody'ego Allena lubię. Za mało humoru, za mało mądrych spostrzeżeń, za mało przewrotny , za mało ironiczny, za mało neurotyczny... za mało wszystkiego. Sentymentalny do bólu i mało ciekawy. Zamierzeniem reżysera tym razem było przedstawienie czasów, w których dorastał, pełna nostalgii podróż w przeszłość, w czasy dzieciństwa. Szkoda, że tak mało dobrych pomysłów i humoru. Na uwagę zasługuje scenografia i muzyka, ogółem to, co można określić jako "wykonanie". Reszta nie bardzo. Już znacznie bardziej lubię nawet te Allenowskie głupawki, jak "Miłość i śmierć", "Bananas", "Zagraj to jeszcze raz, Sam", bo, chociaż fabułą nie grzeszą i są raczej zbiorem gagów na okreslony temat, to są chociaż zabawne.
Muszę dawać punkty?
09-06-2009, 12:45





