Zack and Miri Make a Porno
#1
[Obrazek: zackandmiribannedposter.jpg]


Zack i Miri klepią biedę. Może jeszcze nie taką prawdziwą biedę - z powodu nierozważnych zakupów na Amazonie brakuje im pieniędzy na opłatę rachunków. Skutkiem tego, pewnego listopadowego wieczoru zostają pozbawieni prądu, wody i ogrzewania. Skąd wziąć na to pieniądze? Początkowy żart szybko przeradza się w poważną ideę zarobkowania: nakręcimy półamatorskie, za to ostre porno, żeby starczyło na życie. I nakręcili.

Idea komedii traktującej o amatorach-nieudacznikach usiłujących wyprodukować prawdziwy film pornograficzny w wersji hard jest potencjalnie znakomitym materiałem na śmieszną komedię. Taki temat w rękach uzdolnionego Kevina Smitha daje szanse na coś więcej. W najgorszym wypadku na jeszcze bardziej śmieszną komedię. Jednak sama komedia to dla Smitha za mało, więc wymyślił sobie, że w to wszystko wplecie romantyczną historię miłosną, która skontrastowana z mechanicznym seksem odgrywanym na planie kręconego pornosa zyska na autentyczności i naturalności. Zamysł niegłupi, bo przecież Smith potrafi wśród obrazoburczych, tanich i wulgarnych żartów (ok., ale zazwyczaj szalenie śmiesznych) przemycić w swoich filmach często mądre i przenikliwe spojrzenie na ludzkie problemy, w tym także te dotyczące uczuć. Jak mu wyszło tym razem? Już opowiadam.

Zack i Miri mieszkają razem od lat, choć nie są parą. Dziwne? Jeśli dodam, że Zack jest zaniedbanym brodaczem w ciele Setha Rogena, a Miri to śliczna Elizabeth Banks, to owszem – dziwne. Przyjaciele dzielą lokum dla korzyści finansowych (razem wychodzi taniej) i poza tym (oraz wieloletnią przyjaźnią) nie łączy ich nic. Czyżby? Cóż, takie wyjście dla fabuły filmu zdaje się być bardzo podejrzane, więc nawet średnio uważny widz szybko dostrzeże sygnały świadczące o tym, że finałowy wybuch uczucia miedzy bohaterami nie wziął się, ot tak sobie z niczego. Smith jednak z przekonaniem i pewnością siebie drąży temat, wierząc że tylko on wie co się święci i jak to się wszystko skończy. I tu leży problem filmu, bo wątek romansowy, choć kreślony wprawną ręką rzemieślnika, pozostaje od początku do końca schematyczny i przewidywalny. Całe szczęście że w finale bohater nie goni za odjeżdżającą ukochaną, jak to amerykańskich komediach romantycznych zazwyczaj bywa, choć wiele nie brakuje.

Zanim jednak do tego dochodzi, w filmie mamy porno, na żarty i na poważnie. Kręcone sceny i same mechanizmy produkcji realizowanej przez mało bystra ekipę filmowców-amatorów są autentycznie śmieszne, choć wulgarna dosłowność i kloaczny dowcip jest tu na porządku dziennym. Talent Smitha nie sprawia jednak widzów w zażenowanie, bo lawirowanie na granicy dobrego smaku reżyser opanował znakomicie. Do tego w filmie występuje Traci Lords, ikona przemysłu XXX, co nadaje „Zack i Miri…” pikanterii i dodatkowej porcji humoru, bo gwiazdka doskonale wypada tu w autoparodystycznej roli cynicznej i zaangażowanej w swoją robotę profesjonalistki. Reszta ekipy też stara się i efekty widać na ekranie. Jest ostro, wulgarnie i piekielnie śmiesznie, choć poziom filmu jest nierówny tak jak jakość prezentowanego humoru. Osoby wrażliwe lepiej niech uważają.

Problem filmu pojawia się tak naprawdę mniej więcej w połowie. Zack i Miri muszą zagrać razem scenę w kręconym filmie, co stanowi dla nich problem. W końcu dwójka przyjaciół zdaje sobie sprawę, że seks, nawet uprawiany zawodowo i bez uczuciowego zaangażowania, może wszystko popsuć, choć w efekcie przynosi rozkwit miłości. Tak to sobie chyba wyobrażał reżyser, jednak zgrabny zamiar spowodował rozpad filmu na dwie części. Radosna zabawa w kręcenie skandalizującego „kina akcji” z czasem przeradza się w trywialną i w gruncie rzeczy wtórną komedię romantyczną realizowaną konsekwentnie według zasad gatunku. Najgorsze w tym jest to, że Smith trudzi się bardzo, aby przekonać nas że to wszystko jest w zasadzie nowe oraz świeże i prawie mu się to udaje. Jest to jednak tylko zasługą odtwórców głównych ról, którzy stworzyli kreacje przesycone ciepłem i zyskujące sympatię widzów. To jednak stanowczo za mało, aby ukryć zwykły banał wyzierający nie tylko zza finałowych scen, ale wręcz kładący się mrocznym cieniem w połowie filmu, gdy delikatne, choć wyraźne sygnały podpowiadają nam, że tych dwoje połączyło przez te wszystkie lata coś więcej niż tylko szczera przyjaźń. Na szczęście zdolni aktorzy potrafią obdarzyć swoje role wystarczającą dozą subtelności, aby to co nawet oczywiste od samego początku, zostało zaserwowane naturalnie i szczerze. Czegoś podobnego w taśmowo produkowanych komromach nie znajdziecie, a to już coś.

Można uznać ostatni film Kevina Smitha za swego rodzaju porażkę będącej efektem pułapki w jaką chciał widzów wciągnąć reżyser. Z jednej strony bardzo udana komedia została popsuta źle pomyślanym wątkiem miłosnym, który nie broni się nawet dzięki pomysłowi, aby uczucie dało znać wyraźnie o sobie w czasie seksualnej sceny na planie filmu XXX. To wszystko działa sprawnie z osobna, jednak finał pozostawia widza z wnioskiem, że tak naprawdę obejrzał schematyczny romans, obudowany dobrą komedią. Pozostaje pytanie, czy nie lepiej było zostać przy samej komedii? W tej konwencji Smith wciąż sprawdza się nieźle jak mało kto.

6/10

Odpowiedz
#2
Solo napisał(a):Problem filmu pojawia się tak naprawdę mniej więcej w połowie.

dokładnie tak. Pierwsza połowa to klasyczny smithowski humor, groteskowy sposób widzenia świata - palce lizać. Druga natomiast to szybki zjazd w stronę romantycznych blubrów, które doprowadzają do tego, co Smith powinien wyśmiać i sparodiować, a jednak nie wyśmiewa tylko brnie w rejony poważno-romantyczne. I nie wiem, czy to działanie wymuszone, czy szczere. Ale nie tego się spodziewałem po kolesiu, który tak nieszablonowo potrafił podejść do zjawiska miłości [Chasing Amy, Clerks 2].
Mocno irytujący film.

Odpowiedz
#3
desjudi napisał(a):Pierwsza połowa to klasyczny smithowski humor, groteskowy sposób widzenia świata - palce lizać. Druga natomiast to szybki zjazd w stronę romantycznych blubrów, które doprowadzają do tego, co Smith powinien wyśmiać i sparodiować, a jednak nie wyśmiewa tylko brnie w rejony poważno-romantyczne

Nic dodac, nic ujac.

Odpowiedz
#4
To nawet nie to, że powinien wyśmiać, a nie wyśmiewa. Weźcie pod uwagę, że filmy człowieka, który przejął pałeczkę po Smisie -- Judda Apatowa -- są oparte na tych samych "tradycyjnych" podstawach. Na litość, spójrzcie na "Wpadkę". Czy mogą być bardziej "poważno-romantyczne rejony"? Więc w przypadku Z&M problem nie leży w temacie, ale niestety w wykonaniu.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#5
Oczywiście, masz rację. Wykonanie – jak najbardziej. Nie mam nic przeciwko filmowemu romantyzmowi, tylko przeciwko szablonom widywanym setki razy w filmach mniej uzdolnionych artystów. Romantyczny wątek w Zacku i Miri, w przeciwieństwie do „Wpadki”, jest nachalnie, sztucznie poprowadzony. Jakby ręką innego reżysera. I to jest mocno uwierające, choć pierwsza połowa filmu jest naprawdę niezła.

Odpowiedz
#6
Jeśli jest tak jak mówisz, to w scenie kiedy Zack wyznaje miłość pod kiblem, wejście Lestera to takie pomachanie ręką od Smitha "To wciąż ja reżyseruję!".

Owszem wątek romantyczny nie porywa - zrzucam to na brak pomysłu na spięcie filmu i jakieś zakończenie. Brakowało mu czegoś pod koniec i zapchał to takim oklepanym fluffem.

Odpowiedz
#7
W recenzji "Kinowej" się nawet zarzuca Smithowi, że tym filmem naśladuje Apatowa.

Odpowiedz
#8
Fajnie, że wszyscy się zgadzają iż wątek romansowy był zbędny, ale jeśli go odjąć to zostaje kapitalna, jedna z najlepszych w ostatnich latach komedia. Wulgarna, obrazoburcza, ostra i śmieszna do obsmarkania. I czy tylko ja uważam, że każdy tekst Brandona jest tekstem godnym złota?

Odpowiedz
#9
Solo napisał(a):Fajnie, że wszyscy się zgadzają iż wątek romansowy był zbędny
Nie, nie zbędny. Źle poprowadzony. Nie można uznać za zbędne czegoś, co jest raison d'etre filmu :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#10
Był zbędny spokojnie, o ile musiał być w takiej formie. Gdyby Smith skupił się na samej produkcji filmu, gdzie fabuła byłaby oparta o zwykłą potrzebę materialną bohaterów, to byłoby fajnie, cynicznie i wywrotowo. Gdyby jeszcze pokusił się o brzmienie filmu w treści "porno pracą jak każda inna", miałby jeszcze mały skandal zapewniony i darmową promocję.

Odpowiedz
#11
Fajnie, cynicznie i wywrotowo było w "Jay i Cichy Bob kontratakują", ale to był filmowy wygłup. Skoro Smith wymyślił, że Zack i Miri mieszkają razem, to pierwsze co się ciśnie do głowy to pytanie "czy się zejdą?", nawet wobec tej całej porno jazdy dookoła nich. Nie licząc "Chasing Amy", Smith nie zostawia bohaterów ze znakami zapytania czy poczuciem niespełnienia. A Kevin widocznie nie chciał nakręcić kolejnego beztroskiego robienia sobie jaj z branży filmowej. Wątek romansowy łamie ten film na dwa przenikające się segementy, ale bez tego mielibyśmy ciągłe perypetie na planie pornola. Byłoby zajebiście zabawnie i z przytupem, ale z niczym więcej. Zresztą nawet zakochany Zack nie przestaje być tym samym Zackiem, wystarczy posłuchać w jaki ten sam slackerski sposób mówi Miri, że ją kocha. Gdyby Smith kazał Mewesowi się zakochać i gadać takie same teksty, byłby to dysonans jak cholera, bo to koleś nie z tej planety. Ale patrząc na Zacka, od początku widzimy fajnego, choć pogiętego kolesia, do którego, w sprzyjających warunkach, z powodzeniem można przypiąć zakochanie. Ale fałszem z kolei trąci Miri. Jakoś za cholerę nie mogę uwierzyć, że tak łatwo zgodziła się na pornola i zdążyła się zadurzyć w facecie, do którego dotąd nic nie czuła. Choć z drugiej strony nawet Połomski śpiewał, że "z dziewczynami nigdy nie wie się"...
Jan Himilsbach: Intelektualiści wypierdalać!
Gustaw Holoubek: Nie wiem jak panowie, ale ja wypierdalam.

Odpowiedz
#12
Adi napisał(a):Skoro Smith wymyślił, że Zack i Miri mieszkają razem, to pierwsze co się ciśnie do głowy to pytanie "czy się zejdą?"

O co innego mi chodziło.

To, że mieszkali razem było fundamentem wątku romasnowego, który ja bym zupełnie usunął. Skupiłbym się na produkcji porno, a miast komromu zrobiłbym komedię z wątkiem kryzysu finansowego, który zmusza bohatera/ów zarobku w taki niemoralny sposób. I to by na pewno wyszło fajniej niż to co Smith zrobił.

Odpowiedz
#13
Solo. Powinieneś kręcić filmy. Na pewno byłby fajniejsze niż innych :).

Odpowiedz
#14
Dobra, wywalamy wątek romansowy i wspólne mieszkanie. Czy całkowicie niezależni od siebie Zack i Miri mieliby wtedy powód do kręcenia wspólnego pornola?
Jan Himilsbach: Intelektualiści wypierdalać!
Gustaw Holoubek: Nie wiem jak panowie, ale ja wypierdalam.

Odpowiedz
#15
Wspolne mieszkanie zostaje, odpada tylko watek romansowy.

Odpowiedz
#16
Dude, jak koleś mieszka z taką lasią, to oczywiste że będzie chciał ją przelecieć.:) Wątek romansowy był w takiej czy innej formie niezbędny. Gdyby nie mieszkali razem - nie mieliby potrzeby kręcić pornola. Skoro mieszkają razem - gruby knur musi chcieć przelecieć panienkę. Ckliwy chłam można było sobie darować, ale samo jakieś zauroczenie po prostu musiało być - wynikało to z charakteru głównych bohaterów.

Odpowiedz
#17
No właśnie. Smith jest kultowy m.in. dlatego, że konstruuje bohaterów, w których widzowie mogą się przejrzeć. Smith nie strzeliłby sobie w kolana bohaterem, któremu opasłe serducho nie zabiłoby mocniej przy okazji pornola z Miri. Nawet pogięty i kreskówkowy Jay to tylko przejaskrawione ekranowe alter ego Jasona Mewesa.
Jan Himilsbach: Intelektualiści wypierdalać!
Gustaw Holoubek: Nie wiem jak panowie, ale ja wypierdalam.

Odpowiedz
#18
Adi napisał(a):Nawet pogięty i kreskówkowy Jay to tylko przejaskrawione ekranowe alter ego Jasona Mewesa.
Tia, tylko kiedy "powstawał" filmowy Jay, to Jay Mewes niewiele się od niego różnił :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#19
za romantycznie się urwało. powinna byc jakaś bomba spermy na koniec, cokolwiek. były momenty, ale zabrakło konkreciku. :wink:

Odpowiedz
#20
Jakuzzi napisał(a):Wspolne mieszkanie zostaje, odpada tylko watek romansowy.

Żaden problem: bohaterami nie musi być para, mogło być dwóch facetów. O czym w ogóle ta dyskusja: przecież NAPRAWDĘ można było to rozwiązać na dziesiątki różnych sposobów. Ale nie, musiał być romans.

sz napisał(a):powinna byc jakaś bomba spermy na koniec, cokolwiek. były momenty, ale zabrakło konkreciku.

Wybuch bomby w finale załatwiłby sprawę twista.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sucker Punch (reż. Zack Snyder) Rodia 160 32,311 30-08-2022, 17:06
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości