Z horrorów od Neila Marshalla wcześniej widziałem Dog Soldiers na VHSie z wypożyczalni (czasy, gdy istniały wideoteki :)). I jak Dog Soldier sbyło 100% męskim kinem, tak Zejście jest to 100% damskie kino, bo 99% czasu ekranowego zajmuje kobieca obsada. Aha, za scenariusz odpowiada facet :].
O filmie wiedziałem tyle, iż jest obsada jest żeńska i w jaskiniach żyją jakieś kretołaki. Z tego też wiele razy się zaskakiwałem. Zakończenia prologu się nie spodziewałe. Także tego, że akcja dzieje w Appalachach, bo sądziłem że jak Dog Soldiers będzie dziać się w UK, zwłaszcza że część bohaterek zaciąga jakimś brytolskim akcentem. I zakończenie mnie wzięło z zaskoczenia.
Pierwsza połowa to głównie survivalowiec i stworów mogłoby nie być, ale i tak się ogląda dobrze. Jest napięcie, dobra gra aktorska.
I jak Dog Soldiers było w gruncie rzeczy akcyjniakiem, tak mamy do czynienia z pełnym straszakiem. Już sama jaskinia klaustrofobiczna, szczególnie przejście przez wąziutki tunel - ja bym nie chciał znaleźć się w takiej sytuacji. I potrafi to wystraszyć. Przy pierwszym jump scarze podskoczyłem mówiąc "Jezu". Prawdę mówiąc, przy większości podskakiwałem.
I w trzecim akcie reżyser nie szczędzi juchy ani trochę (akurat oglądałem wersję Unrated, ale podejrzewam, że w wersji normalnej też nie szczędzi). Z minusów trza nastawić się na padaczkowy montaż, no i też widać ten ząb czasu na efektach cyfrowych (nietoperze; w jednym ujęciu widać, że kobity szły po bluescreenie), ale tych na szczęście nie ma dużo i sporo analogowej roboty. Zwłaszcza kadry klimatyczne jak chociażby odkrycia przepaści.
Na zakończenie... oj, dobra, wstawcie jakiś frazes typu polecam, warto itp.
9/10 i czołówka mego spooktoberu 2023.
PS. Marshall znów cytuje klasyki. Jeden motyw podobny do tego głównego z Cosia Carpentera, a potwory wydają stukające dźwięki jak Predator.
O filmie wiedziałem tyle, iż jest obsada jest żeńska i w jaskiniach żyją jakieś kretołaki. Z tego też wiele razy się zaskakiwałem. Zakończenia prologu się nie spodziewałe. Także tego, że akcja dzieje w Appalachach, bo sądziłem że jak Dog Soldiers będzie dziać się w UK, zwłaszcza że część bohaterek zaciąga jakimś brytolskim akcentem. I zakończenie mnie wzięło z zaskoczenia.
Pierwsza połowa to głównie survivalowiec i stworów mogłoby nie być, ale i tak się ogląda dobrze. Jest napięcie, dobra gra aktorska.
I jak Dog Soldiers było w gruncie rzeczy akcyjniakiem, tak mamy do czynienia z pełnym straszakiem. Już sama jaskinia klaustrofobiczna, szczególnie przejście przez wąziutki tunel - ja bym nie chciał znaleźć się w takiej sytuacji. I potrafi to wystraszyć. Przy pierwszym jump scarze podskoczyłem mówiąc "Jezu". Prawdę mówiąc, przy większości podskakiwałem.
I w trzecim akcie reżyser nie szczędzi juchy ani trochę (akurat oglądałem wersję Unrated, ale podejrzewam, że w wersji normalnej też nie szczędzi). Z minusów trza nastawić się na padaczkowy montaż, no i też widać ten ząb czasu na efektach cyfrowych (nietoperze; w jednym ujęciu widać, że kobity szły po bluescreenie), ale tych na szczęście nie ma dużo i sporo analogowej roboty. Zwłaszcza kadry klimatyczne jak chociażby odkrycia przepaści.
Na zakończenie... oj, dobra, wstawcie jakiś frazes typu polecam, warto itp.
9/10 i czołówka mego spooktoberu 2023.
PS. Marshall znów cytuje klasyki. Jeden motyw podobny do tego głównego z Cosia Carpentera, a potwory wydają stukające dźwięki jak Predator.
24-10-2023, 17:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-10-2023, 18:16 przez OGPUEE.)






