![]() |
|
Watchmen (2009) reż. Zack Snyder - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Film a komiks (https://forumkmf.pl/Forum-Film-a-komiks--24) +--- Wątek: Watchmen (2009) reż. Zack Snyder (/Thread-Watchmen-2009-re%C5%BC-Zack-Snyder--460) |
- Gal Anonim - 08-03-2009 Bardziej niż brutalność (która jest zwykle zaskakująco stonowana w tym filmie) jest irytująca śmieszna scena seksu. Pierwsza scena prawie-seksu wypada znacznie lepiej, niż ten niepotrzebny soft-core na Archiem. - Negrin - 08-03-2009 Crov napisał(a):Bardziej niż brutalność (która jest zwykle zaskakująco stonowana w tym filmie)Jesteś pewien, że nie pomyliłeś seansów? Serio serio? Bo brutalność w filmie Snydera można nazwać różnie, ale na pewno nie "zaskakująco stonowaną". Zaskakująco przerysowaną -- owszem. Crov napisał(a):jest irytująca śmieszna scena seksu. Pierwsza scena prawie-seksu wypada znacznie lepiej, niż ten niepotrzebny soft-core na Archiem.To jest dziwna scena, ale ja ją kupuję. Jeśli coś, to jest za długa, ale poza tym OK. Jest zrobiona z przymrużeniem oka jak cały romans Dana z Laurie. - Gal Anonim - 08-03-2009 Negrin napisał(a):Jesteś pewien, że byłeś trzeźwy podczas seansu? Serio serio?(Hihi!)Bo jeśli chodzi o krew to wyglądało to zaskakująco wiarygodnie, nie licząc paru momentów. Chyba, że jako brutalność masz na myśli całe rzucanie ludźmi i rozwalanie pięściami ściany. Mało która scena kojarzyła mi się choćby z "Saw" czy czymś takim. Na pewno scena w więzieniu z obcinaniem rąk taka była, ale większość walk (obicie mordy Comediana, gwałt i inne starcia) były raczej nie przesadzone pod względem pokazywania przemocy.Crov napisał(a):Bardziej niż brutalność (która jest zwykle zaskakująco stonowana w tym filmie)Jesteś pewien, że nie pomyliłeś seansów? Serio serio? Bo brutalność w filmie Snydera można nazwać różnie, ale na pewno nie "zaskakująco stonowaną". Zaskakująco przerysowaną -- owszem. Cytat:Jest zrobiona z przymrużeniem oka jak cały romans Dana z Laurie.Ciekawych rzeczy się dowiaduje. Cały film to jedna wielka parodia, która jest skrzętnie ukryta. Snyder faktycznie jest nowym, subtelniejszym, Rodriguezem czy Tarantino. - Negrin - 08-03-2009 Crov napisał(a):Bo jeśli chodzi o krew to wyglądało to zaskakująco wiarygodnie, nie licząc paru momentów.To już kwestia odczucia i nikt tu nikogo nie przekona, ale krew była bardzo komputerowa i nierealistyczna. Crov napisał(a):Chyba, że jako brutalność masz na myśli całe rzucanie ludźmi i rozwalanie pięściami ściany.Nie. Mam na myśli między innymi (chyba najlepszy przykład) walkę z węzłami. Z perforacjami i innymi rewelacjami. Crov napisał(a):Ciekawych rzeczy się dowiaduje. Cały film to jedna wielka parodia, która jest skrzętnie ukryta.Nie tak znowu skrzętnie. Ani film, ani nawet komiks nie są śmiertelnie poważne. Można by pomyśleć, że to się rozumie samo przez się. - Gal Anonim - 08-03-2009 Negrin napisał(a):Ano właśnie. A krew tryskająca faktycznie była komputerowa, o.Crov napisał(a):Bo jeśli chodzi o krew to wyglądało to zaskakująco wiarygodnie, nie licząc paru momentów.To już kwestia odczucia i nikt tu nikogo nie przekona, ale krew była bardzo komputerowa i nierealistyczna. Cytat:Zgadzam się.Crov napisał(a):Chyba, że jako brutalność masz na myśli całe rzucanie ludźmi i rozwalanie pięściami ściany.Nie. Mam na myśli między innymi (chyba najlepszy przykład) walkę z węzłami. Z perforacjami i innymi rewelacjami. Cytat:Komiks nie jest śmiertelnie poważny, ale jest poważny w traktowaniu postaci, historii i świata. Nawet tych absurdalnie wyglądających dziwaków z Minutemen bierze na poważnie. Stąd moje zdziwienie, że film traktuje związk Dana i Laurie z przymrużeniem oka.Crov napisał(a):Ciekawych rzeczy się dowiaduje. Cały film to jedna wielka parodia, która jest skrzętnie ukryta.Nie tak znowu skrzętnie. Ani film, ani nawet komiks nie są śmiertelnie poważne. Można by pomyśleć, że to się rozumie samo przez się. - Gamart - 08-03-2009 http://mrw.blox.pl/2009/03/Desolation-RRAAAARRL.html Heh, rodzice Bruce'a, plakat Batmana i Gotham. I fajnie upchneli Trumana Capote obok Warhola :) - simek - 08-03-2009 Zasadniczo mógłbym się podpisać pod prawie wszystkim co pisze o filmie Crov wiec nie będę zbyt wiele powtarzał. Po kilku pierwszych opiniach tutaj przeczytanych liczyłem na coś dużo lepszego i się srodze zawiodłem - bo to po prostu najzwyklejszy w świecie blockbusterowa ekranizacja komiksu z troche nietypowymi bohaterami, kilkoma fajnymi ujęciami, kapitalną czołówką i bardzo ładnymi piersiami w beznadziejnej scenie miłosnej z jeszcze gorszą muzyką. Dałem 5/10 bo niektóre sceny które napewno śmieszne nie miały być zaliczyłem jako śmieszne zamierzenie. - Predator895 - 08-03-2009 Możliwe Spoilery Moim skromnym zdanie sceny gore są tu odpowiednio stonowane , w większości kończą się na rozbryzgu krwi po ścianach podłodze itp. Coś jak w Scarface kiedy koledze Tonego odcinają ręce pod prysznicem. Najbardziej wciągające i przerażające gore uraczymy w historii Rorschacha. Poprzez jego dzieciństwo aż po śledztwo z zaginioną dziewczynką. Kompletnie mnie to wszystko przeraziło i ekscytowało zarazem. Wielki plus Snyderowi za to. Nawet scena z tasakiem nie jest aż tak śmieszna jak to miewa miejsce w Hostelach, Piłach i innych bullshitach. Szybki zamach cięcie, efekt dźwiękowy i koniec. Wszystko uzasadnione i okraszone zajebistą kwestią : "Aresztuje się ludzi, a nie zwierzęta..." - Gal Anonim - 08-03-2009 No, ja czekałem aż Rorschach coś powie, bo za długo była cisza. Dziwne, że nie powiedział czegoś bardziej "cool" w stylu "Aresztuj to!", ale myślę, że ludzie i tak będą sobie powtarzać tą kwestię i się cieszyć ;) W ogóle nowa scena zajęcia się zabójcą dziewczynki pasuje do tego filmowego Rorschacha, a nie komiksowego. - Corn - 08-03-2009 Cytat:No, ja czekałem aż Rorschach coś powie, bo za długo była cisza. Dziwne, że nie powiedział czegoś bardziej "cool" w stylu "Aresztuj to!"No mógł powiedzieć "I axe you a question!" :] Edit: Ech, filmu jeszcze nie widziałem, ale już widzę, że Rochi wyrósł na nowego bohatera. Plakaty, avatary, tapety na komórkę, stroje na halloween. Ech... a w komiksie był obok Komedianta najbardziej odpychającą postacią. Mam szczerą nadzieję, że Comi nie zmienił się w cynicznego Wujka Sama, z którym by się chętnie na piwo poszło. - Ciuniek - 08-03-2009 Ta scena wyglądała tak jak wyglądała, bo gdyby nakręcili ją tak samo jak w komiksie, to rzesze znafców zarzucałyby Snyderowi zrzynanie z "Piły". Podobnie ma się sprawa ze "Slumdog Millionaire" - główny bohater (w książce) rzuca nieraz moneta, która okazuje się być identyczna z obu stron. Znajome, prawda? ;) Rorschach wcale nie różni się tak bardzo od komiksowego pierwowzoru, a nazwanie go bohaterem to spora przesada. - Gamart - 08-03-2009 Cytat:Ech... a w komiksie był obok Komedianta najbardziej odpychającą postacią.Ke? Dla mnie to wlasnie Rorschach byl jedynym prawdziwym bohaterem w calej tej menazerii i mimo tego, ze wszyscy mieli go za psychola to byl z nich wszystkich najnormalniejszy [w jak najbardziej pokreconym znaczeniu tego slowa, bo jak wiadomo w Wattchmen nie ma normalnej postaci, wszyscy w jakis sposob sa zalosni i przegrani]. No i pozostal prawym bohaterem do konca. Szczegolnie to widac przy kryptonimfomance Juspeczyk ktora puka sie z niebieskim reaktorem atomowym czy fetyszowcem Dreibergiem :] Kurcze, Moore niesamowicie skonstruowal postacie. Cytat:Mam szczerą nadzieję, że Comi nie zmienił się w cynicznego Wujka Sama, z którym by się chętnie na piwo poszło.Nope, robi to co w komiksie. I jego dwie nabardziej kontrowersyjne sekwencje zostaly dokladnie przeniesione z komiksu wiec nie masz sie co bac. I do tego doszla niezla scena z gazem lzawiacym. - Gal Anonim - 08-03-2009 Ciuniek napisał(a):Ta scena wyglądała tak jak wyglądała, bo gdyby nakręcili ją tak samo jak w komiksie, to rzesze znafców zarzucałyby Snyderowi zrzynanie z "Piły".Bardziej z "Mad Maksa". Bo ten motyw w komiksie był cholernie podobny z końcówki "Mad Maksa" właśnie. I tylko to mi w tym nie pasiło. Cytat:Rorschach wcale nie różni się tak bardzo od komiksowego pierwowzoru, a nazwanie go bohaterem to spora przesada.To prawda, aczkolwiek w filmie ma jakby więcej ludzkich odruchów. W komiksie bliżej mu do wspomnianego przeze mnie Johna Rydera czy Johna Doe. Jest bardziej przerażający i niejednoznaczny działając w taki sposób. Na to składał się właśnie jego głos, krótkie zdania, spokój, opanowanie i prawie całkowite milczenie w takiej chwili jak ta z mordercą dziewczynki. (Świetnym zabiegiem było także użycie tak lubianego tu cytatu (to wy jesteście zamknięci ze mną) poza sceną - w dzienniku psychiatry.) Gamart napisał(a):Ta, chociaż monolog jego po tym jak został zraniony butelką i oddał strzał jest niesamowicie sztuczny.Cytat:Mam szczerą nadzieję, że Comi nie zmienił się w cynicznego Wujka Sama, z którym by się chętnie na piwo poszło.Nope, robi to co w komiksie. I jego dwie nabardziej kontrowersyjne sekwencje zostaly dokladnie przeniesione z komiksu wiec nie masz sie co bac. Cytat:I do tego doszla niezla scena z gazem lzawiacym.Fakt, niezła. Za to głupie było to, że zamiast użyc gazu łzawiącego na tłumie najpierw zeskoczył. - Gamart - 08-03-2009 Cytat:Fakt, niezła. Za to głupie było to, że zamiast użyc gazu łzawiącego na tłumie najpierw zeskoczył.Nie zeskoczyl. On zeskooooooooooooooooooooooczyl :wink: [zdecydowanie najbardziej bezsensowne uzycie slow-mo w filmie, nawet to przy wybuchu za Silk Spectre bylo calkiem przyjemne przy tym. No i po nim wyskakiwal Nite Owl ktory juz slow-mo nie potrzebowal i jak widac dalo sie to zrobic normalnie]. Ech, mam nadzieje, ze to z gazem lzawiacym tez szybka wrzuca na neta, bo swietnie obrazuje podejscie do pracy Komedianta. - Ciuniek - 08-03-2009 Crov napisał(a):Bardziej z "Mad Maksa". Huh, muszę nadrobić, "jedynki" jeszcze nie widziałem. Crov napisał(a):Na to składał się właśnie jego głos, krótkie zdania, spokój, opanowanie i prawie całkowite milczenie w takiej chwili jak ta z mordercą dziewczynki. W komiksie też nie jest cały czas zimny i milczący - świetnie pokazane jest jak puszczają mu nerwy po wpadnięciu w zasadzkę (swoją drogą - w filmie świetnie zagrane). A użycie cytatu w dzienniku psychiatry - zgadzam się, było ciekawym zabiegiem, ale nie zaprzeczało temu, że Kovacs potrafił się wściekać. Gamart napisał(a):Nie zeskoczyl. On zeskooooooooooooooooooooooczyl Amen to that, brother. - Gamart - 08-03-2009 Cytat:W komiksie też nie jest cały czas zimny i milczący - świetnie pokazane jest jak puszczają mu nerwy po wpadnięciu w zasadzkę (swoją drogą - w filmie świetnie zagrane).Ba, on w komiksie ma niezwykle przyjacielskie podejscie do Dreiberga i w rozmowach z nim w ogole nie widac tego "zimna" [szczegolnie te wszystkie "Danielu" czy scena gdy obaj mowia, ze sa przyjaciolmi]. W sumie on ma duzo takich prostych ludzkich zachowan jak chodzby tesknota za starymi czasami i wspolpraca z Nite Owlem czy wspomniana juz reakcja na otoczenie w domu Molocha [IMO duzo bardziej emocjonujaca i z napieciem przedstawione w filmie, szczegolnie, ze Haley zagral to perfekcyjnie] Heh, pamietam w kinie moj komentarz do kumpla po tym Rorschachowym "No! no! no! no! no! no!" - "zobacz, mroczna wersja Shii Labeouf'a" :wink: - Gal Anonim - 08-03-2009 Ciuniek napisał(a):No właśnie. W komiksie, choć mogę się mylić, tylko dwa razy puszczają mu nerwy i krzyczy - gdy wpada w zasadzkę i na końcu.Crov napisał(a):Na to składał się właśnie jego głos, krótkie zdania, spokój, opanowanie i prawie całkowite milczenie w takiej chwili jak ta z mordercą dziewczynki. Cytat:A użycie cytatu w dzienniku psychiatry - zgadzam się, było ciekawym zabiegiem, ale nie zaprzeczało temu, że Kovacs potrafił się wściekać.Ale nigdzie się nie wściekał. :) W komiksie gdy oblewa współwięźnia ma taką samą minę, jak przez cały czas. W filmie lata mu oko i zaczyna się drzeć. - Ciuniek - 09-03-2009 freak_outXP napisał(a):w dodatku prawdziwą wartość ukazuje właściwie tylko jako powieść obrazkowa, Tutaj niezupełnie bym się zgodził. Komiks był rozliczeniem z "mitologią" komiksową, film miał być rozliczeniem z "mitologią" filmową, w końcu można tak już do tego podejść - przecież niektórzy wyróżniają "superhero movie" jako oddzielny gatunek. Filmowi "Strażnicy" mieliby większego powera, gdyby wyszli rok temu, przed "Mrocznym Rycerzem". - Mierzwiak - 09-03-2009 Ciuniek napisał(a):Komiks był rozliczeniem z "mitologią" komiksową, film miał być rozliczeniem z "mitologią" filmowąNo właśnie, miał być. SPOILERY Bo jeśli odsuniemy na bok nietypową dla superhero movie strukturę fabularną, świat i postacie, zobaczymy niesamowicie sztampową intrygę (pomijając oczywiście fakt że bad guy okazuje się tak naprawdę nie być typowym bad guyem). Nie mówiąc już o finałowym, łopatologicznym monologu i kiepskiej scenie walki. Ale whatever. Snyder w przypadku tego filmu popełnił podstawowy błąd - zbyt mocno trzymał się komiksu. Owszem, niektóre sceny przeniesione wprost z pierwowzoru sprawdzają się znakomicie, ale powtórzę po raz setny: komiks to komiks, film to film. Mam zastrzeżenia zwłaszcza do montażu poszczególnych sekwencji. Za bardzo to wszystko rwane, niepotrzebnie Snyder w tej kwestii dokładnie kopiuje komiks po prostu odhaczając kolejne rzeczy z listy. Szkoda też że nie dodaje wiele od siebie. W końcówce dr Manhattan mówi że uda się do innej galaktyki. Chciałbym to zobaczyć w końcówce. Wcześniej wspomina też, że chodził po powierzchni słońca. Dlaczego tego nie pokazać? Można to było podczepić pod jego historię, znacznie lepiej pokazałoby to jego boskość niż efektowna, ale w sumie nijaka scenka z czołgiem. W ogóle przy całej niesamowitości tej postaci jest on jednocześnie jakby ledwie muśnięty, a można było rozwinąć jego wątek przynajmniej o takie drobne rzeczy. freak_outXP napisał(a):Oczywiście scena brain outu i - dalej - gdy Jackie Kennedy rękawami wyciera karoserię limuzyny z kawałków swojego męża jest wybornaOwszem. Szkoda tylko że na dvd najlepsze szczegóły tego momentu znikną w mrokach niskiej rozdzielczości:) - Negrin - 09-03-2009 Mierzwiak napisał(a):SPOILERYDokładnie to samo można powiedzieć o komiksie. Bo to właśnie struktura fabularna, świat i postacie są jego istotą, a nie intryga. Czy to samo można powiedzieć o filmie? Nie wiem. Siłą rzeczy stanowi rozmytą wersję książki. Już pisałem, że największym błędem ekranizacji "Strażników" jest to, że w ogóle powstała. Mierzwiak napisał(a):Nie mówiąc już o finałowym, łopatologicznym monologu i kiepskiej scenie walki.Przecież łopatologiczny monolog również jest elementem rozliczeniowym. Mierzwiak napisał(a):Wcześniej wspomina też, że chodził po powierzchni słońca. Dlaczego tego nie pokazać?Wyobrażasz to sobie wizualnie? Bo ja, szczerze mówiąc, nie. Masz rację co do zasady: Snyder mógł coś dodać od siebie, ale z drugiej strony weźmy po uwagę, że aby zmieścić się w tych 160 minutach potrzebował skracać i upraszczać różne motywy z komiksu, zachowując główną intrygę. Czy naprawdę pozostało miejsce dla własnych dodatków? |