![]() |
|
Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) (/Thread-Gravity-2012-Re%C5%BC-Alfonso-Cuaron--2639) |
RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - simek - 13-10-2013 (13-10-2013, 10:05)Craven napisał(a): Ja nie rozumiem czemu miałoby służyć RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mierzwiak - 13-10-2013 @Donia Agata: O ile mi wiadomo Gravity nie jest nakręconym za średnią krajową horrorem, który w odpowiednim czasie o 22:50 wyemituje telewizja Puls, więc nie, takie zakończenie nie byłoby dobre. Zresztą na końcu filmu dało się słyszeć nerwowy śmiech gdy Zresztą domaganie się jej śmierci świadczy o totalnym niezrozumieniu zawartej w filmie myśli, co jest o tyle dziwne, że Cuaron podał ją chyba w najmniej subtelny sposób, pokazując nam nie tylko Bullock w pozycji embrionalnej, ale parafrazując wyjście z łona i stawianie pierwszego kroku. @simek: Głupoty wygadujesz i tyle. Loga National Geo w rogu ekranu nie było, poza tym idąc tym tokiem myślenia okaże się, że Clooney i Bullock powinni zginąć już przy pierwszej fali odłamków, bo przecież fakt że przeżyli to typowo filmowy łut szczęścia. Tak samo jak typowo filmowymi rzeczami jest cała reszta, o której piszesz. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - PropJoe - 13-10-2013 No dobra, to jedziemy. Nie wykluczam, że Gravity traci wraz z kolejnymi seansami. Wybaczcie, ale nie chce mi się cytować. Jeśli ktoś poczuje się wywołany do tablicy, zachęcam do polemiki.;) W skrócie, zgadzam się z tymi, którzy dali 9/10. Dziwię się i nie rozumiem tych, którzy dają 7-słabe 8/10, bo warstwa fabularna nie była równie rewolucyjna, co warstwa techniczna. Wy się naprawdę spodziewaliście dzieła na miarę 2001?! Jestem pierwszym, który oburza się na nagradzanie wysokimi ocenami gniotów, bo "zdjęcia i efektu pierwsza klasa" (Prometeusz, Elysium, żeby nie szukać dalej). Ale krytykowanie Cuarona za to, że zrobił imponujący wizualnie film, który pod względem fabuły jest tylko solidny. Fajnie by było, gdybyśmy dostali coś więcej, ale naprawdę Gravity jest takim sucharem na tle mainstreamowego kina ostatnich lat?! Przyznaję, że przed premierą, jak zastanawialiśmy się tutaj, czym Cuaron zapełni 90 minut filmu itd., przez chwilę miałem nadzieję, że , ale chyba zgodnie wykluczyliśmy taką możliwość. A w ramach wyznaczonych przez takie, a nie inne zakończenie, Cuaron poruszał się całkiem sprawnie, praktycznie bez wpadki. Może to zasługa nowego miejsca akcji, ale nawet w drugiej połowie film był dla mnie dużo dużo mniej "suchy" niż Prometeusz, Pacific Rim, filmy Nolana itd. Pomogła na pewno znakomita reżyseria i świetna muzyka. Kiedy mniej więcej w połowie zorientowałem się, że film jest bardziej hollywoodzki niż myślałem najpierw się nieco wystraszyłem, ale później po prostu dałem się ponieść i emocjonalnie zmanipulować. O ile nie jestem fanem blockbusterowego patosu i tanich wzruszeń przy podnoszącej ciśnienie muzyce przyznaję bez wstydu, że czułem spore emocje np. na scenie wejścia w atmosferę. Ja to widzę tak. Pierwsza połowa to "naukowy" popis wizualny. Drugą mógł być dołujący survival a mógł być nadal imponujący technikaliami i kunsztem reżysera blockbuster sprawnie operujący kliszami. Dostaliśmy, co dostaliśmy i po seansie nie jestem tak w 100% pewien, czy był to zły wybór. simek, nie wiem, jakiej rewolucji fabularnej się spodziewałeś, ale realizm i bezwzględność kosmosu reżyser zaserwował temu wesołkowi z dziurą w twarzy. Chciałbyś takie Eden Lake albo Descent na orbicie? No dobra, ja chyba też.;) Swoją drogą ktoś, chyba Paszczak, przyczepił się do faktu, że losy bohaterki to seria nieprawdopodobnie pechowych zdarzeń. No ale tak jest chyba w każdym survivalu, nie? Ani przez moment nie czułem, że reżyser na siłę mnoży trudności. Jeśli już to wręcz przeciwnie, może czasami szło za łatwo. Donia, wszystkie wymienione przez Ciebie filmy uważam za sporo (Gatsby, Django) lub nieznacznie (Polowanie) słabsze od Gravity. Wierz mi. Nie szukam w kinie ani wizualnych fajerwerków mających być wartością samą w sobie, ani tym bardziej nowinek technologicznych. Ale czynienie zarzutu z tego, że Cuaron świetnie wykorzystał możliwości dużego ekranu i 3D są przynajmniej niesprawiedliwe a biorąc pod uwagę fakt, że przywołałaś film Luhrmanna trąca trochę, sorry, hipokryzją. Chyba zgodzisz się, że Gatsby'ego też można było opowiedzieć skromniej, nie?;) Cały "problem" polega na tym, że Gravity właśnie nie można było opowiedzieć skromniej. Owszem, wszystko wskazuje na to, że film sporo traci wraz ze zmniejszaniem wielkości ekranu, ale ani przez moment nie poczułem, że duet Cuaron/Lubezki się popisuje. Szczerze mówiąc, szczególnie w drugiej części zabrakło mi jakiejś bardziej spektakularnej sekwencji. Technologiczne zdobycze są tu konsekwencją a nie przyczyną. Skoro Cuaron postanowił umieścić akcję na orbicie, chyba oczywiste, że chciał wykorzystać najnowszą technologię, czy nawet sam przesunąć granicę filmowych możliwości. Nie rozumiem jak można z tego czynić zarzut. Dla mnie wartością jest właśnie fakt, że Gravity silnie bazując na stronie wizualnej wreszcie wywołuje emocje, jakich nie dostarczają mi inne współczesne blockbustery. Nawet jeśli zwykle szukam w kinie nieco innych wrażeń. Dla mnie Gravity jest tym, czym miała być Incepcja, Prometeusz a ostatnio Pacific Rim. Nie pamiętam kiedy widziałem tak organiczne efekty, niewidoczne, będące tylko środkiem a nie celem. Swoją drogą, ktoś napisał, że o Gravity będziemy pamiętać tylko do czasu kolejnego widowiska. Czy to znaczy, że fani Avatara zapominają w tej chwili o tym filmie? Poza tym, jednego Cuaronowi odebrać nie można. Zaproponował naprawdę coś nowego. Nie doceniałem tego wcześniej, ale siłą Gravity jest pomysłowy punkt wyjścia, przeniesienie akcji na orbitę. Przez dziesiątki lat filmowcy fantazjowali i wysyłali nas w odległe zakamarki kosmosu. Cuaron jako pierwszy (czy się bardzo mylę?!) pokazał tę znaną część kosmosu. Genialny w swojej prostocie pomysł. W dodatku nie wyobrażam sobie, żeby ktoś próbował go naśladować. Może pojawią się jakieś pojedyncze dłuższe sceny, ale poza produkcjami Asylum trudno spodziewać się naśladowców. Rewolucją bym tego nie nazwał, ale myślę, że choćby z tego powodu film Cuarona zapisze się w przynajmniej najnowszej historii kina. Żeby nie było. Nie jest to film idealny. Zgadzam się, że postać Bullock mogła i powinna być ciekawsza. Ale kiedy trzeba było, nie miałem problemów, żeby jej kibicować. Aktorstwo też ok. Kupuję to, że sporo gadała. Myślę, że w tak ekstremalnej sytuacji sam bym gadał do siebie i sypał nie mniejszymi sucharami. Bardziej wkurzało mnie gadanie z Clooneyem na początku przy niskim poziomie tlenu. Niekompetencja i sama obecność pani doktor na orbicie to też trochę wpadka scenariuszowa. A chyba łatwa do uniknięcia. Przecież jej bezradność byłaby równie wiarygodna, gdyby był to po prostu jej pierwszy pobyt na robicie, ale byłaby lepiej przeszkolona a jej obecność jakoś lepiej umotywowana (skoro już musiała być lekarzem). W postaci Clooneya rzeczywiście trochę za dużo Clooneya. Samo w sobie nie byłoby to problemem, ale zabrakło jakiegoś bardziej dramatycznego rysu, szczególnie Swoją drogą liczyłem na trochę bardziej przerażający klimat osamotnienia. Nawet w warstwie wizualnej zabrakło trochę tej przerażającej kosmicznej pustki. Aha, nie podobało mi się zbyt nachalne nawiązanie do 2001, szczególnie, że była to fajna scena rozładowująca napięcie z zajebistym motywem muzycznym. Rozumiem, że niektórzy są zawiedzeni, ale nie rozumiem siódemek i słabych ósemek w kontekście tego, jakie filmy czasami dostają te noty. (Sorry, nie chce mi się sprawdzać konkretnych przypadków. Być może w dużej mierze jest tak, że osoby, które tak oceniają Gravity w przypadku tych wszystkich ekranizacji komiksów, sequeli itd. zjeżdżają do 5/10.) Co do zakończenia to bardzo prawdopodobne, że brak happy endu PS. (13-10-2013, 10:37)Juby napisał(a): Szkoda tylko, że jego najnowsze dzieło nie okazało się rewolucją a jednorazową przygodą, o której za kilka lat nie będę pamiętał.No, szkoda. Też żałuję. Kilka lat to całkiem długo. Rozumiem, że filmy, którym wystawiasz pełne 8 i wyżej są "rewolucją", którą będziesz pamiętał już zawsze? To jest właśnie najlepsze podsumowanie tego, czego najbardziej nie rozumiem w waszych ocenach. Oceniacie film, czy to w jakim stopniu spełnił oczekiwania? RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Indroman - 13-10-2013 (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): W skrócie, zgadzam się z tymi, którzy dali 9/10. Dziwię się i nie rozumiem tych, którzy dają 7-słabe 8/10, bo warstwa fabularna nie była równie rewolucyjna, co warstwa techniczna. Wy się naprawdę spodziewaliście dzieła na miarę 2001?! Co prawda nie poczułem się wywołany do tablicy, ale - jak napisałem - fabuła była typowo pretekstowa i jej wciśnięcie na siłę uznaję za jakiś tam pseudo-minus. Jakoś średnio mi pasowało, że: (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Jestem pierwszym, który oburza się na nagradzanie wysokimi ocenami gniotów, bo "zdjęcia i efektu pierwsza klasa" (Prometeusz, Elysium, żeby nie szukać dalej). O ile się nie mylę to na tym forum Prometeusz zgarnął po ryju tak zdrowo, że do tej pory puchnie. (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Kiedy mniej więcej w połowie zorientowałem się, że film jest bardziej hollywoodzki niż myślałem najpierw się nieco wystraszyłem, ale później po prostu dałem się ponieść i emocjonalnie zmanipulować. O ile nie jestem fanem blockbusterowego patosu i tanich wzruszeń przy podnoszącej ciśnienie muzyce przyznaję bez wstydu, że czułem spore emocje np. na scenie wejścia w atmosferę. Ja również. Tylko że (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Ani przez moment nie czułem, że reżyser na siłę mnoży trudności. Jeśli już to wręcz przeciwnie, może czasami szło za łatwo. Ja czułem, ale co łeb to inne podejście :) (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Cały "problem" polega na tym, że Gravity właśnie nie można było opowiedzieć skromniej. A to ktoś się domagał kameralnej opowiastki za 3mln zielonych łącznie z marketingiem? Przecież chyba nikomu do głowy nie przyszło, że (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Dla mnie Gravity jest tym, czym miała być Incepcja, Prometeusz a ostatnio Pacific Rim. Na dwóch pierwszych byłem w kinie i wyszedłem lekko skołowany z pierwszego i totalnie wkurwiony po drugim. Po Gravity byłem wniebowzięty. (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Żeby nie było. Nie jest to film idealny. Stąd moje 8+/10 (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Rozumiem, że niektórzy są zawiedzeni, ale nie rozumiem siódemek i słabych ósemek w kontekście tego, jakie filmy czasami dostają te noty. (Sorry, nie chce mi się sprawdzać konkretnych przypadków. Być może w dużej mierze jest tak, że osoby, które tak oceniają Gravity w przypadku tych wszystkich ekranizacji komiksów, sequeli itd. zjeżdżają do 5/10.) Sam sobie odpowiedziałeś na swoje wątpliwości. (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Oceniacie film, czy to w jakim stopniu spełnił oczekiwania? To chyba raczej zagadka dla psychologów. Czy człowiek, który wie że za dwie, trzy godziny coś zrobi (np. pójdzie do kina na film) nie ma oczekiwań? Z tego co wiem, w pewnych kręgach nazywa się to projekcją :) RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Gieferg - 13-10-2013 PropJoe napisał(a):Oceniacie film, czy to w jakim stopniu spełnił oczekiwania? Jesli decyduję się obejrzeć jakiś film, to właśnie dlatego że oczekuję po nim czegoś konkretnego i to czy po seansie jestem zadowolony, w dużej mierze wynika z tego czy dostałem to czego oczekiwałem, co za tym idzie - ocena po pierwszym seansie zazwyczaj w dużej mierze opiera się na spełnieniu oczekiwań, natomiast ocena po kolejnych seansach, gdy do filmu podchodzę już wiedząc co on faktycznie ma do zaoferowania, może być bardziej skupiona na samym filmie. Z tego właśnie często wynikają zmiany ocen przy kolejnym seansie, przynajmniej moje. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mierzwiak - 13-10-2013 (13-10-2013, 15:30)Indroman napisał(a): Nie przeszkadza mi, że fabuła jest zbyt płytka. Przeszkadza mi bardziej, że do stricte konceptualnego filmu starano się za wszelką cenę wcisnąć jakąś głębię.To zabawne, że według Ciebie w tym filmie jest wręcz za dużo treści, podczas gdy przeważają raczej głosy (wśród tych krytycznych, ale nie tylko) że jest jej z kolei za mało ;) Przeczytajcie sobie, co do scenariusza chciał wcisnąć Warner: Alfonso Cuarón napisał(a):“[They said] you need to cut to Houston, and see how the rescue mission goes. And there is a ticking clock with the rescue mission. You have to do flashbacks with the backstory.” But we were very clear that this was the film that we wanted to make. [They wanted ] the whole thing of the flashbacks. A whole thing with… a romantic relationship with the Mission Control Commander, who is in love with her. All of that kind of stuff. What else? To finish with a whole rescue helicopter, that would come and rescue her. Stuff like that. Plus fotka z planu:
RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Indroman - 13-10-2013 (13-10-2013, 15:41)Mierzwiak napisał(a): To zabawne, że według Ciebie w tym filmie jest wręcz za dużo treści, podczas gdy przeważają raczej głosy (wśród tych krytycznych, ale nie tylko) że jest jej z kolei za mało ;) Mierzwiak, nie twierdzę, że jestem głosem narodu :) Osobiście po prostu wolałbym więcej "mięsa", bo emocjonalne rozterki uważam w tym filmie za zbędne. Lubię różnorodność, a tę czuję także w taki sposób, że czasem film może być po prostu "transmisją" wydarzeń, bez górnolotnych myśli. Różne podejścia są fajne :) A tak zawsze się to gdzieś normuje poprzez dodanie duchów przeszłości i ostateczne dzieło traci formalnie x% ze swojej wyjątkowości. Cytat: you need to cut to Houston, and see how the rescue mission goes. And there is a ticking clock with the rescue mission. You have to do flashbacks with the backstory.” But we were very clear that this was the film that we wanted to make. [They wanted ] the whole thing of the flashbacks. A whole thing with… a romantic relationship with the Mission Control Commander, who is in love with her. All of that kind of stuff. What else? To finish with a whole rescue helicopter, that would come and rescue her. Stuff like that. Bez komentarza :) RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Snappik - 13-10-2013 Jeżeli tak to nagrywali ![]() to Gravity ma najlepsze CGI w historii. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - slepy51 - 13-10-2013 ![]() Pisany making of - http://www.fxguide.com/featured/gravity/ i do posłuchania jakby ktoś chciał - http://www.fxguide.com/fxpodcasts/fxpodcast-263-framestores-tim-webber-on-gravity/ RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - simek - 13-10-2013 Jak dla mnie jest najlepsze CGI w historii. Chyba dalej nikt na forum nie jest w stanie potwierdzić, czy w ani jednym ujęciu nie było prawdziwego skafandra? Według mnie tylko to ruskie ubranko Bullock mogło być prawdziwe, ale sądzę tak dlatego, że wydaje mi się, że bez sensu byłoby do takiej sceny robić CGI skafander, a nie dlatego, że dostrzegam jakąś różnicę. Wiele razy wpatrywałem się w te skafandry i jak dla mnie są perfekcyjne. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mierzwiak - 13-10-2013 Dobrze by było jakby Warner, jak to ma w zwyczaju, nie dał dupy w kwestii dodatków i Gravity na Blu doczekało się jakiegoś porządnego making ofu. Przez moment zastanawiałem się nawet, czy przypadkiem zobaczenie surowego materiału z planu nie odebrałoby filmowi magii, ale nie, w końcu z Avatara też widziałem aktorów w pidżamach z kulkami :D (13-10-2013, 17:28)slepy51 napisał(a): Pisany making of - http://www.fxguide.com/featured/gravity/Super lektura, do tego potwierdzająca, dlaczego 3D wypadło tak dobrze - efekty (czyli w zasadzie cały film) były renderowane w stereo. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Jakuzzi - 13-10-2013 Nie chcę używać zwrotu magia kina, gdyż ten opatrzył mi się przy okazji zazwyczaj mocno przecenianych, sezonowych świecidełek. Powiem więc, że to esencja kina, maksymalne wykorzystanie wszelkich jego atutów i niesamowity pokaz jego potęgi. Nie pamiętam już kiedy ostatnio przeżywałem w trakcie seansu kinowego z taką intensywnością tak wiele emocji. Ten film nie jest wydarzeniem sezonu - on wejdzie do filmowego kanonu. Kto opuści seans w kinie, ten może mieć pretensje tylko do siebie. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - PropJoe - 13-10-2013 W 100% zgadzam się z Jakuzzim. Co by nie mówić, nie pamiętam takich emocji w kinie. Przynajmniej wywołanych widowiskiem a nie emocjonalnym ciężarem filmu. A tego, że nigdy emocje nie utrzymywały się tak długo, dosłownie od pierwszych sekund, na tak wysokim poziomie (pierwsze pół godziny miażdży, chociaż całość jest niesamowicie emocjonująca) jestem pewien. (13-10-2013, 15:30)Indroman napisał(a): Co prawda nie poczułem się wywołany do tablicy, ale - jak napisałem - fabuła była typowo pretekstowa i jej wciśnięcie na siłę uznaję za jakiś tam pseudo-minus.Też uważam, że motyw córki był niepotrzebny. Poza tym, trochę to tak wygląda, jakby Cuaron chciał uniknąć kliszy w postaci córki na Ziemi będącej motywacją do powrotu i zastąpił ją martwą córką. Ale generalnie pełna zgoda, wszelkie emocjonalne dodatki wydają się zbędne. Bohaterka jest przerażona i walczy o życie. To by wystarczyło. Co innego, że dla mnie ten motyw nie był na tyle nachalny, żeby popsuć mi seans. Też przez 90% czasu w ogólne nie myślałem o córce. (13-10-2013, 15:30)Indroman napisał(a): O ile się nie mylę to na tym forum Prometeusz zgarnął po ryju tak zdrowo, że do tej pory puchnie.Niby tak, ale pojawiały się też głosy sugerujące, że to gniot, ale piękny więc "słabe 7/10 mogę dać". Tymczasem Gravity jest fenomenalny technicznie i nieco popsuty w warstwie fabularnej (moim zdaniem nieporównywalnie mniej niż 99% współczesnych blockbusterów) i już mu się obrywa od niektórych. (13-10-2013, 15:30)Indroman napisał(a): A to ktoś się domagał kameralnej opowiastki za 3mln zielonych łącznie z marketingiem?Nikt. Donia zasugerowała, że słabością Gravity jest to, że polega tak bardzo na efektach i sposobie ich podziwiania. Uważam, że to nietrafiona krytyka, wyjaśniłem dlaczego. Jasne, że zaczęło się zapewne od pomysłu na setting a dopiero później przyszła fabuła a nie odwrotnie. (13-10-2013, 15:30)Indroman napisał(a):Spoko. Jak z ciekawości zapytam jakie jeszcze filmy oceniasz na 8+ a jakie na pełną dziewiątkę to wyjdę na dzielącego włos na czworo marudę?(13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Żeby nie było. Nie jest to film idealny. (13-10-2013, 15:37)Gieferg napisał(a): Jesli decyduję się obejrzeć jakiś film, to właśnie dlatego że oczekuję po nim czegoś konkretnego i to czy po seansie jestem zadowolony, w dużej mierze wynika z tego czy dostałem to czego oczekiwałem, co za tym idzie - ocena po pierwszym seansie zazwyczaj w dużej mierze opiera się na spełnieniu oczekiwań, natomiast ocena po kolejnych seansach, gdy do filmu podchodzę już wiedząc co on faktycznie ma do zaoferowania, może być bardziej skupiona na samym filmie.Spoko. Jasne, że oczekiwania wpływają często na odbiór pierwszego seansu, ale przy Twoim podejściu to bardziej ocena spełnienia oczekiwań niż ocena filmu. Rzadko mi się to zdarza w przypadku muzyki filmowej, ale słucham dziś pół dnia i... wydaje się niemal idealna. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Rodia - 13-10-2013 (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Aha, nie podobało mi się zbyt nachalne nawiązanie do 2001, szczególnie, że była to fajna scena rozładowująca napięcie z zajebistym motywem muzycznym. Hmm, o której scenie mówisz? (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Swoją drogą, ktoś napisał, że o Gravity będziemy pamiętać tylko do czasu kolejnego widowiska. Czy to znaczy, że fani Avatara zapominają w tej chwili o tym filmie? Tak, sądzę, że trochę by się takich znalazło :) W końcu "Avatar" też nic kompletnie nowego poza efektami nie pokazał. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - PropJoe - 13-10-2013 (13-10-2013, 19:42)Rodia napisał(a): Hmm, o której scenie mówisz?Embrion. (13-10-2013, 19:42)Rodia napisał(a):(13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Swoją drogą, ktoś napisał, że o Gravity będziemy pamiętać tylko do czasu kolejnego widowiska. Czy to znaczy, że fani Avatara zapominają w tej chwili o tym filmie? To byłeś Ty? Uważasz, że Gravity to podobny przypadek? Skoro już wpadłeś do wątku, wspominałeś o merytorycznym przygotowaniu się do pisania recenzji dotyczącym technologii. Masz coś poza tym wrzuconym linkiem z fxguide.com? Też liczę na porządne dodatki na blu. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Rodia - 13-10-2013 (13-10-2013, 19:49)PropJoe napisał(a):(13-10-2013, 19:42)Rodia napisał(a): Hmm, o której scenie mówisz?Embrion. Aha... w sumie nie przyszło mi do głowy, że to może być nawiązanie do "2001" tym bardziej, że tam embrion symbolizuje raczej coś pozytywnego, a w "Grawitacji" - negatywnego. (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): To byłeś Ty? Uważasz, że Gravity to podobny przypadek? Tak, z tym, że "Grawitacja" to o wiele lepszy film od "Avatara", ciekawszy, lepiej zrealizowany... tym niemniej wciąż jadący na sile swojej technologii, a nie historii, stąd mój wniosek. (13-10-2013, 13:50)PropJoe napisał(a): Skoro już wpadłeś do wątku, wspominałeś o merytorycznym przygotowaniu się do pisania recenzji dotyczącym technologii. Masz coś poza tym wrzuconym linkiem z fxguide.com? artykuł z Variety RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mierzwiak - 13-10-2013 Tu jest jeszcze jeden artykuł: http://www.cgsociety.org/index.php/CGSFeatures/CGSFeatureSpecial/gravity Zarzucanie Gravity zbytniego polegania na efektach zahacza już o terytorium absurdu i czepiania się dla samego czepiania. Jak inaczej mieli to zrobić? Tylko proszę mi nie wskazywać filmów sprzed półwiecza, bo to tak jakby za argument przeciwko CGI dinozaurom w Parku Jurajskim podać oryginalnego King Konga z 1933. Z tego co widzę wiele osób zapomina, że Gravity to w istocie dwie/jedna osoba na tle czerni kosmosu + bonusowo ziemia w tle. Trzeba chyba zrobić coś, by film był atrakcyjny, tak? Nie mówiąc już o tym jak te długie ujęcia wpływają na odbiór akcji (seans na Blu obowiązkowo bez napisów, ewentualnie z lektorem, w kinie szkoda mi było wyrywać się z ciągu ujęcia by przeczytać dialogi), oraz jak brak cięć montażowych pomaga przy 3D. EDIT: tylko 20% spadku w drugi weekend http://www.boxofficemojo.com/weekend/chart/ RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - PropJoe - 13-10-2013 (13-10-2013, 20:04)Rodia napisał(a): Aha... w sumie nie przyszło mi do głowy, że to może być nawiązanie do "2001" tym bardziej, że tam embrion symbolizuje raczej coś pozytywnego, a w "Grawitacji" - negatywnego. No, bo chyba można to uznać, za odniesienie, nie? A propos scenariusza: https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=1c2EQP5nIAA#t=184 Może szkoda, że pisanie jednak nie zajęło trochę dłużej i, że odkryli te "methaphorical possibilities";) A co do efektów, to uważam, że Cuaron świetnie połączył chęć uatrakcyjnienia prostego konceptu i wizualną powściągliwość. Przykład? Bardziej podjarany technicznymi (i swoimi) możliwościami reżyser (Snyder, czytasz to?) mógłby zaserwować nam szybki przeskok do postaci Clooneya i jakiś zoom na Ganges. Efekty w Gravity są organiczne i nie narzucają się widzowi. Po prostu to, co przy ich pomocy wyczarowano tak przytłacza. Gdyby nie tyle gadania o tym, chyba bym nawet nie zauważył, że pierwsze ujęcie bez cięcia jest takie długie. Zresztą co to za osiągnięcie w filmie tak bazującym na CGI? RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Rodia - 13-10-2013 (13-10-2013, 20:06)Mierzwiak napisał(a): Zarzucanie Gravity zbytniego polegania na efektach zahacza już o terytorium absurdu i czepiania się dla samego czepiania. Czy ja coś zarzucam? Pisałem przecież, że pod względem walorów technicznych ten film nie mógłby być lepszy. To treść jest banalna i można by ją było inaczej wyrazić nie zabierając jednocześnie nic z wizualnej siły tego filmu. RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - simek - 13-10-2013 (13-10-2013, 20:06)Mierzwiak napisał(a): seans na Blu obowiązkowo bez napisów, ewentualnie z lektorem, w kinie szkoda mi było wyrywać się z ciągu ujęcia by przeczytać dialogi)Dokładnie! Najgorsze, że napisy są na obrazie i po prostu zasłaniają jego część, a przy tak pięknych i kosmicznie obszernych kadrach chce się patrzeć(i jest po co) na każdy zakątek kadru. W box officie idzie Grawitacji bardzo dobrze, z czego się cieszę. Na liczniku $191mln, a jeszcze nawet nie wystartował w UK, Francji, Japonii, w USA tylko 20% spadek do pierwszego weekendu. |