Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
My Name Is Earl - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Seriale (https://forumkmf.pl/Forum-Seriale--22)
+--- Wątek: My Name Is Earl (/Thread-My-Name-Is-Earl--573)

Strony: 1 2


- Mierzwiak - 20-10-2008

Nie chcę formułować żadnych wniosków ani opinii, więc powiem tylko że nie wytrzymałem po kilkunastu minutach pierwszego odcinka.

Fragmenty dalszych odcinków na które trafiałem tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem wtedy zmieniając, nomen omen, kanał :P


- Tyler Durden - 20-10-2008

To ja powtórzę jeszcze raz swoją wypowiedź z innego wątku: (która jak mniemam zainspirowała ciebie do odkurzenia tematu ; )

"No jak dla mnie, to Earl zaczął mocno słabować już od drugiego sezonu. Średnio zabawny, z dialogami pisanymi przez kogoś z małym polotem, męczący do tego schematyzmem i ogólnym brakiem pazura."

Zresztą, już przy pierwszym sezonie nie było powodów do wielkich zachwytów, ot, serialik do obejrzenia przy zupie :)

Za trzeci sezon się już nawet nie zabierałem, ale może jeszcze kiedyś po niego sięgnę... żeby mieć co oglądać przy zupie ;)


- BezcelowyAlbatros - 22-02-2010

Poniższy post wygląda tak, jak wygląda, ponieważ w założeniu miał być pierwszym postem nowego watku, ale okazało się, że wątek poświęcony serialowi już istnieje, a mi się już zmieniać wszystkiego nie chciało. Post został przeniesiony do właściwego tematu, niniejszym skreślam to z mojej listy... ;)

[Obrazek: my-name-is-earl-4.jpg]

Po skończeniu wszystkich odcinków "Scrubs" (spin-off odrzuciłem po dwóch epizodach) szukałem jakiegoś równie pozytywnego, lajtowego serialiku komediowego bazującego na podobnym humorze, z jakimiś fajnymi, charakterystycznymi postaciami, do których chciałoby się wracać. Po krótkiej analizie tematu, znalazłem serial "My name is Earl"...

Wszystko zaczyna się, gdy Earl (Jason Lee), drobny złodziejaszek, obibok i złośliwiec, który wiódł swoje pozbawione zasad moralnych życie, żyjąc kosztem innych, wygrywa 100.ooo dolarów na loterii. Podekscytowany wybiega ze sklepiku i - bach! - wpada pod samochód, tracąc przy tym szczęśliwy kupon. Leżąc w szpitalnym łóżku i oglądając telewizję trafia na program dotyczący karmy - wiecie, "każde zło wyrządzone w życiu wraca", bla-bla-bla... Earl doznaje olśnienia i postanawia zmienić swoje dotychczasowe życie - robi listę wszystkich niedobrych uczynków, jakie popełnił i jako cel stawia sobie naprawienie całego, wyrządzonego przez siebie zła.

Serial jest po prostu świetny! Generalnie opiera się na tym, że w każdym epizodzie Earl naprawia po jednym złym uczynku, ale często jest tak, że naprawienie czegoś, prowadzi do różnych sytuacji, z którymi główny bohater musi sobie jakoś poradzić. Czasem wynagrodzenie komuś krzywdy (a Earl upiera się, ze musi to zrobić za każdą cenę) prowadzi do większych kłopotów, niż materialny wymiar popełnionego uczynku, itp.

Gagi są wprost przezabawne. Poczciwość nowego Earla bywa często kontrastowana z tym, co porabiał w poprzednim życiu, a to prowadzi do kolejnych, prześmiesznych sytuacji. Niektóre z popełnionych uczynków są wprost absurdalnie przegięte, jak choćby kradzież nogi jednonogiej dziewczynie, upozorowanie własnej śmierci, żeby uciec słodkiej do bólu narzeczonej, zamelinowanie się z rodziną w supermarkecie po tym, jak wydawało im się, że wszyscy ludzie na planecie umarli w wyniku działania pluskwy millenijnej, etc.

Duża część humoru opiera się na charakterystycznych postaciach, pierwszo- i drugoplanowych. Earl to typowy chłopek-roztropek, człowiek prosty i myślący prostymi kategoriami :) Jego z lekka ociężały umysłowo brat Randy to wcielenie dobroci, a jego pojmowanie świata nieraz doprowadzało mnie do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Jest jeszcze Joy, była żonka Earla - konkretne ziółko, jakby żywcem wyjęta ze "Świata wg Bundych" - kłamie, kradnie, cudzołoży a kiedy trzeba potrafi pójść na pięści w ostry cats fight ;)

Do tego dochodzi masa postaci drugoplanowych - jednooki listonosz, nawrócony psychopata (z twarzą Jezusa wytatuowaną na piersi), najbrzydsza prostytutka świata, nielegalna i piękna emigrantka z Meksyku, objęty ochroną świadków drugi mąż Joy, zwany "Faciem od Krabów" i masa, masa innych.
Ja obecnie jestem po drugim sezonie, zakończonym fajnym, mega-pozytywnym epizodem. Sezonów jest chyba ze cztery... Szkoda, bo w przeciwieństwie do "How I Met Your Mother" pomysł wyjściowy daje szersze pole do popisu.

Jeśli szukacie pozytywnej, niegłupiej i autentycznie zabawnej komedii w odcinkach - szczerze polcam Wam "My name is Earl" - kupa śmiechu i dobrej zabawy gwarantowana!

P.S. Na koniec, coby zachęcić - jak to ktoś tu powiedział, "tanim chwytem" ;) - do oglądania serialu: poniżej Joy i Catalina w wersji deluxe :)

[Obrazek: my_name_is_earl_girls_01.jpg]

Tyler Durden napisał(a):"No jak dla mnie, to Earl zaczął mocno słabować już od drugiego sezonu. Średnio zabawny, z dialogami pisanymi przez kogoś z małym polotem, męczący do tego schematyzmem i ogólnym brakiem pazura."

Ej, właśnie w drugim sezonie jest dużo odskoczni od tematu (już choćby pierwszy odcinek, w którym w zasadzie Earl zamiast dobra robi bardzo złe rzeczy). Są takie odcinki, jak "Our 'Cops' Is On!" (Mimi z Drew Carrey Show, jako policjantka), dwuodcinkowa wycieczka do Meksyku, czy epizod "Buried Treasure", gdzie narracja przechodzi kolejno z Earla na Randy'ego, potem na Joy i Crabmana (wszystko w stylu czołówki). Dla mnie sezon drugi to zdecydowane podniesienie poprzeczki, a ostatni odcinek rozbroił mnie całkowicie.


- Snuffer - 22-02-2010

Mi drugi sezon podobał się bardziej od pierwszego. Szczególnie końcówka (Free Bird był czy coś źle kojarzę?).
Niestety gdzieś tak od 4 sezonu serial zaczął słabować, bo 3 jeszcze był w miarę ok (z wyjątkami). Po obejrzeniu 2 odcinków ostatniego sezonu zraziłem się i raczej do serialu nie powrócę. Niemniej jednak pierwsze 2 sezony uwielbiam, widziałem z 3 razy, świetna rzecz do zabrania na imprezę.


- BezcelowyAlbatros - 22-02-2010

No, właśnie sprawdziłem, i okazało się, że epizod, który uważałem za ostatni w drugiej serii, wcale ostatnim nie jest. Mam na myśli odcinek, w którym Earl stara się o pozycję clerksa w sklepie AGD. Okazało się, ze jest jeszcze jeden, więc mam do nadrobienia, ale nie jest to "Free Bird" a "The Trial" i dotyczy chyba rozprawy Joy...


- Jakuzzi - 22-02-2010

BezcelowyAlbatros napisał(a):Są takie odcinki, jak "Our 'Cops' Is On!" (Mimi z Drew Carrey Show, jako policjantka)

Parodie Cops (zwlaszcza ta pierwsza) naleza do jednych z najlepszych odcinkow serialu. Do tej pory pamietam kapitalny, absurdalny tekst policjantki, ktora patrolujac ulice miasta dzielila sie z widzami swoimi przemysleniami: Bylam w Nowym Jorku jedenastego wrzesnia. Co prawda nie w 2001r., tylko wczesniej, ale wciaz, dziwne uczucie...


- BezcelowyAlbatros - 22-02-2010

Fakt, ze niektóre gagi to niższe strefy niepoprawności kloacznej, ale najlepsze gagi i tak należą do Randy'ego. Rozłożył mnie na łopatki motyw ze "znikającymi rybkami", kiedy chłopaki zajumali laptopa :)


- Snuffer - 22-02-2010

Hehe, Bezcelowy, Free Bird to utwór który kończy sezon z tego co pamiętam ; )
Top 50 piosenek ever.


- BezcelowyAlbatros - 22-02-2010

No, muzyka to zupełnie osobna kwestia w "...Earlu". To dodatkowy czynnik, za który polubiłem Earla i spółkę. Raz, że mam podobny do nich gust, a dwa, że kawałki pobrzmiewające w tle są zarąbiście dobrze dobrane. Mistrzostwo to było dla mnie "Hold on Tight" ELO, w końcówce ostatniego odcinka sezonu 1. Chociaż takie przykłady można mnożyć...

Hitch napisał(a):Odcinek 18. Tmothy Olyphant lepiej radzi sobie z rola wiesniaka idioty niz hakera terrorysty

Najlepsze występy, wg mnie zaliczył Giovanni Ribisi, w roli Ralpha. Rany, jaki chory porabaniec! :)


- Snuffer - 22-02-2010

Przypomnij mi. Pierwszy raz pojawił się w epizodzie gdzie Earl starał się naprawić to że przez kilka lat nabijał się z akcentów? Świetna sprawa. Eartsky, Beartsky Fart und Chertsky : ))


- BezcelowyAlbatros - 22-02-2010

Potem był epizod, kiedy Earl stara się zrekompensować krzywdę wyrzuconemu z zespołu "wokaliście", a w efekcie musi się ożenić z matką Ralpha :) Tam dopiero były chore klimaty :) W ogóle Earl ma pecha do kobiet, w przeciwieństwie do takiego, chociażby Randy'ego.


- BezcelowyAlbatros - 22-02-2010

Snuffer napisał(a):Szczególnie końcówka (Free Bird był czy coś źle kojarzę?).

Jednak nie "Free Bird", ale "House Of Rising Sun". Też ładnie :)

Jakuzzi napisał(a):Parodie Cops (zwlaszcza ta pierwsza) naleza do jednych z najlepszych odcinkow serialu.

Na tych dwóch odcinkach bywały momenty, w których płakałem ze śmiechu. W ogóle lubię epizody retrospektywne, w których Joy puszcza Earla kantem z Crabmanem i się z tym ukrywa. W epizodach w stylu "Cops" jest świetna scena z kamerą termowizyjną - zwłasza moment, kiedy w kadrze pojawia się Crabman, a potem chłopaki :)

Jak na razie tylko jeden zdecydowanie głupi i mało śmieszny odcinek był (ten, kiedy każdy z głównych bohaterów płodzi jakąś historyjkę...). Durny był strasznie.

P.S. Świetny epizod zaliczył Ben Foster, facet stworzony do ról psycholi :)


- Snuffer - 22-02-2010

BA napisał(a):Jednak nie "Free Bird", ale "House Of Rising Sun". Też ładnie

Ok. Free Bird 2x20 : )


- BezcelowyAlbatros - 23-02-2010

Sezon 3 - jak do tej pory - wymiata. Chociaż trochę stracił impet, po zapadnięciu Earla w śpiączkę (i ten motyw z umieszczeniem go w mentalnym sit-comie z lat 70 trochę smutny) - to sam odcinek 14, kiedy wiozą go do szpitala przezabawny! Kurcze dawno się tak dobrze nie bawiłem na komedii - moment, w którym Joy wypada z karetki - klasyka! :)


- BezcelowyAlbatros - 14-03-2010

Skończyłem oglądać serial. Czwarty sezon okazał się bardzo nierówny, a pomysły na niektóre odcinki strasznie naciągane i niekiedy przekombinowane. Jest to sezon zdecydowanie najsłabszy i trochę mało spójny a kilka odcinków sprawiało wrażenie na siłę sklejonych skeczy, nierzadko niskiego poziomu. Nic dziwnego, że serial stracił na oglądalności po tej serii.

Od drugiej połowy serii 4 jest już trochę lepiej, chociaż pomysły nadal przegięte, jak choćby ten w epizodzie "Pinky". Tak czy owak, pośmiac się nadal było z czego, nawet w tych słabszych odcinkach. Końcówka sezonu bardzo fajna, a podwójny odcinek w stylu kryminalnych dokumentów z Discovery świetny (chociaż do tych epizodów a'la "Cops" mu daleko).

Szkoda, że na tym się skończyło, bo chociaż cliffhanger cienki, to z przyjemnością obejrzałbym jeszcze kilka(-naście? dziesiąt?) odcinków "...Earla". Przyzwyczaiłem się do tych bohaterów i humor, mimo wzlotów i upadków jego poziomu, przypadł mi do gustu.

W internecie pojawiła się petycja - http://www.petitionspot.com/petitions/renewMyNameIsEarl/ - można klikać, chociaż wątpię, żeby to cokolwiek pomogło.

Generalnie chwile spędzone z serialem uważam za nad wyraz udane, a serial jest jedną z najśmieszniejszych komedii, jakie w życiu widziałem. Wszystkim, którzy jeszcze nie widzieli polecam!