Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+--- Wątek: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) (/Thread-Gravity-2012-Re%C5%BC-Alfonso-Cuaron--2639)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Martinipl - 15-10-2013

Przede mną seans - nie czytam spoilerów, wiem na co idę i wierzę że to dostanę. Ale, na wszystkie cuda Hollywood, te film to ledwie budżetowa produkcja - przecież 100m (z kampanią reklamową) to nawet nie superprodukcja, a w tej chwili przeciętny budżet głupiej komedii na walentynki. Cuaron w końcu zarobił filmem nie z franczyzy (HP nie liczę, bo to by zarobiło nawet jakby to reżyserował Wajda). Poza tym, tak ryzykowny pomysł, gdzie temat jest na wydaleniu (kosmos, podbój kosmosu itd), tylko dwójka aktorów... i to wszystko już ma na koncie ponad 200m, a dojdzie z pewnością do 350-400 tylko w kinach i spokojnie zgarnie pulę 250m na Blu w 3D to jest gigantyczny sukces. I z tego się już cieszę, mimo że jeszcze nie widziałem Gravity. Czyli łącznie może wyjść pod 800m.

EDIT: poprawiłem BO wynik, bo wpisałem zły estimate i stan.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mierzwiak - 15-10-2013

(15-10-2013, 02:03)Mefisto napisał(a): Ale to naprawdę nie jest bóg wie jakie oryginalne czy świeże, jak chcesz mi za wszelką cenę wmówić.
Ogólnie? Oczywiście, że nie jest. Na tle - powtarzam - innych wysokobudżetowych tytułów od wielkich wytwórni? TAK.

Cytat:Cast away, Moon, Solaris, 127 godzin, Enemy mine, Life of Pi, I Am Legend, The Road, Piekło na Pacyfiku. Starczy?
Niestarczy, bo Gravity to WIDOWISKO, dramat, ale jakby nie było kino rozrywkowe, które ma trzymać widza na krawędzi fotela i zapewnić niezapomniane wrażenia audiowizualne. Ani niezależny Moon, który zarobił na świecie całe 9 mln (mainstream jak cholera!), ani Solaris (WTF?) i 127 godzin, ani tym bardziej depresyjne, ambitniejsze The Road nie są filmami z tej samej półki/kategorii. Life of Pi to też zły przykład ze względu na potężną dawkę retrospekcji. I Am Legend i Cast Away? Tu już bliżej, zwłaszcza temu drugiemu, ale to filmy odpowiednio sprzed 6 i 13 lat. Jeśli więc miały być one dowodem na to, że Gravity z dwójką/jednym aktorem przez cały czas/większość są na porządku dziennym, to trochę spudłowałeś.

Cytat:Nie skacz od razu ze skrajności w skrajność. Albo lepiej się wysławiaj. Tak, Gravity jest minimalistyczny, ale nie czyni to z niego od razu wielce wyjątkowego.
Minimalistyczny, zgadza się. I tak, jest to coś rzadkiego w mainstreamie :)


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mefisto - 16-10-2013

Ale ja nie zaprzeczam temu filmowi widowiskowości i, jak pisałem, wyróżnia się na tle większości współczesnych blockbusterów, bo tu wyróżnia się obecnie wszystko co nie jest komiksem/sequelem/remakiem. Tylko jest to trochę takie podejście typu polskie kino, czyli jest dobrze, bo na tle przeważającej, złej masy, się wyróżnia. Ale tak, wiem - oczekiwałem za dużo po prostu :)


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Negatywny - 18-10-2013

W końcu obejrzałem :)
Zarzucano mi tu już praktycznie bycie gimbusem kiedy nie klęknąłem przed cauronem ale niestety sprawdziły się moje wcześniejsze przewidywania. Film jest po prostu bardzo, bardzo dobry.
Jego największą siłą jest oryginalność, pomimo tego, że mam wrażenie, że w kosmosie coś się wiecznie psuje i bohaterowie takich filmów ciągle muszą kombinować jak przezwyciężyć coraz to nowe trudności (chociąż w gravity te piętrzące się problemy są bardzo sensownie dawkowane, ani razu nie miałem wrażenia, że scenarzyści złośliwie związali bohaterom sznurówki, żeby jeszcze podnieść ciśnienie). Mimo tego stopień realizmu tej historii zdecydowanie od innych ją odróżnia, oczywiście pamiętając, że nie ma nic nowego pod słońcem i jeśli dla kogoś grawitacja to tylko speed w kososie to napewno jest w tym ziarno prawdy, ale mnie to raczej nigdy nie boli, bo po tylu latach już absoloutnie wszystko jest czymś innym w innej scenerii i opowiedziane najwyżej za pomocą innych środków "artystycznych".

Sandra Bullock wywiązuje sie bardzo dobrze ze swojej roli, nie męczyły mnie żadne jej suchary ani nic takiego, już bardziej mógłby mi przeszkadzać clooney, który znowu gra cloonaya, a jego postać to klasyczny wyluzowany space kawboy i spokojnie tą rolę mógłby zagrać np. bruce willis na swoim standardowym biegu.

Wizualnie film jest świetny, chociąż moim zdaniem to nie jest absolutny szczyt możliwości. Owszem, stylistycznie jest super, praca kamery stanowi wspaniałą odskocznię od teledyskowego montarzu itd, ale jednak na 100% nie udało się im się mnie przekonać, że widzę prawdziwe rzeczy.

Jeśłi chodzi o dźwięk, a raczej jego brak, to to całkiem nieźle podkreślało kosmiczne osamotnienie, jednak w scenach rozpieruchy zdecydowanie mi go brakowało dla podkreślenia poweru zniszczenia, niemniej doceniam odważny pomysł.

Ogólnie film jest dobrym thrillerem(?), trzyma w napięciu. Dodatkowy plus za sandrę bullock w majteczkach!

Nie do końca wiem co artysta chciał "powiedzieć przez" i czy być może są jakieś podteksty poza widocznym gołym okiem "nie poddawaj się", w każdym razie pomyślałem wtedy o Riddicku, gdzie w ostatnej części szczególnie zaakcentowano ten wątek. Gdyby bohaterka Sandry obejrzała ten film napewno wiedziałaby, że nie ma co zaraz popełniać samobójstwa, lepiej spróbować wyssać tlen z wody i kupić sobie dodatkowe 3 sekundy podczas których może się wydażyć coś dobrego ;)
W każdym razie chcę powiedzięć, że jeśli chodzi o siłę oddziaływania tego surviwalowego przesłania, to to w riddicku zadziałało na mnie mocniej ;)

Ogólnie gravity jest w tegorocznym must see i absolutnie daje wszystko to czego moim zdaniem można się było spodziewać. Lepiej jednak bawiłem się na Irom Manie 3 i Pacyfic Rim (i chyba tak samo dobrze na riddicku) ;)

Co do koniecznych uproszczeń których musieli dokonać, żeby takie wydarzenia mogły mieć miejsce, to najbardziej przeszkadzało mi zaparkowanie wszystkich stacji kosmicznych na jednej orbicie i to w dodatku góra kilka kilometrów od siebie, w dodatku bohaterowie zawsze gonią obiekty, nigdy nie muszą lecieć w przeciwną stronę czy czekać aż obiekt wróci po okrążeniu zemii, co sugeruje, że wszystkie stacje kosmiczne orbitują w tą samą stronę ;) Zastanawiam się też czy taka kosmiczna kolizja doprowadziłaby do tak skoncentrowanego roju odłamków, bo chyba raczej jeśli już pojawiłoby się ich aż tyle lecących w jednym kierunku, to chyba raczej powinny być rozproszone na przestrzeni conajmniej kilkuset metrów i nawet taki prom kosmiczny czy ISS obrzwazbz gra jednym czy dwoma przy każdym okrążeniu. Oczywiście, to żaden zarzut do filmu, jasna sprawa, że jakiś kompromis realim/fun musi być i tu jest tak mały jak tylko to było możliwe.




RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Negatywny - 19-10-2013

Obejrzałem dziś film drugi raz i bawiłem się równie dobrze jak za pierwszym. Podobało się nawet mojej mamie :)

Za drugim razem zwróciłem uwagę na kilka szczegułów, np, że faktycznie to bardzo pro religijny film, że na ISS chodują kwiatki, że Sandra zaczerpuje powietrze przed zanurzeniem w wodzie itp.
No i w końcu zwróciłem uwagę, że stacje kosmiczne są trafiane przez odłamki tylko i wyłącznie kiedy bochaterowie są w poblirzu. Tzn. Wszystkie stacje kosmiczne są na kursie kolizyjnym z odłamkami, ale za pierwszym razem obrywa tylko wahadłowiec, ISS nie zostaje nawet draśnięte. Chińska stacja równierz dziwnym trafem nawet nie zostaje zadrapana. Potem odłamki robią 90cio minutowy obrót i robią nagle mielone z ISS, oczywiście zupełnie omijając stacje Chińską. Potem jest kolejny 90cio minutowy obrut i tym razem jest pokazane jak odłamki mijają chińską stację o włos i tylko dlatego, że spada. Jasne więc, że odłamki za pierwszym razem powinny zrobić ze wszystkiego takie same mielone jak z wahadłowca. Oczywiście żaden to zarzut dla filmu, ot taka ciekawostka i w ogóle szacun dla twórców za tak skuteczne zamaskowanie tego że dopiero za drugim razem daje się zauważyć.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - paj - 20-10-2013

Tyle pisaliście, że Gravity jest takie emocjonujące, a 3D takie piękne i zachwycające, że gdy w końcu obejrzałem, to się oczywiście rozczarowałem. Tzn. rozczarowałbym, gdybym wierzył w internetowe recenzje. Film bardzo solidny i bardzo dobry technicznie. Muzyka doskonała i efekty specjalne też. Znowu jednak najsłabszym ogniwem jest zbyt prosta fabuła i nieco słabujące dialogi. Od momentu, gdy Sandra zajmuje 100% czasu ekranowego, film dużo traci. Myślę, że jest ona błędem obsadowym i nie pasuje do roli. Dużo lepszy był Clooney, ale on z kolei miał mało czasu.
Brakowało mi większych emocji w drugiej połowie. Wszystko się toczy po bożemu i w jedyny dopuszczalny w takiej superprodukcji sposób. Jak po sznurku. Żadnych zaskoczeń, a więc mało emocji. W trzecim akcie powinien być jakiś większy cios fabularny.
Fajny film, ale bardziej rozbudowana fabuła tylko by mu pomogła. Oczywiście 3D gorsze niż w Avatarze, ale to wynika ze specyfiki miejsca akcji. W kosmosie niewiele jest do pokazania. Jednak to, co Cuaron pokazał, zrobił bardzo sprawnie.

7/10


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Martinipl - 20-10-2013

Jestem zachwycony!

Wierzyłem w Cuarona, wierzyłem w Lubezkiego. Nie wierzyłem w Bullock, ale to jejej najlepsza rola do tej pory - dojrzała, wypracowana w każdym detalu. I Sandra z wiekiem jest coraz bardziej ładna.

Ale do rzeczy:

Fabularnie film podzieliłem na własne potrzeby na dwie części. Pierwsza pokazuje katastrofę i jej możliwe efekty, które mogą się skończyć jeden jedyny sposób dla ludzi w kosmosie, druga zaś pokazuje piękny sen, marzenie o przetrwaniu. Ta druga w moim odczuciu zostałą zrobiona po to, aby ukazać możliwości kina i jego stuprocentową magię.

Praca kamery, te przepiękne długie ujęcia, ujęcia z oczu i połączenie w tym czasie dźwięku i obrazu (oddech Ryan) dały mi namiastkę tego, co człowiek mógłby czuć podczas walki o życie w kosmosie - wszystkie te elmenty mnie zachwyciły. Majstersztyk najwyższej półki!

Jeśli to było CGI, to ręce na ziemie, drodzy panowie, bo jedynie w dwóch miejscach zapaliła mnie się czerwona lampka, ale to raczej dlatego że pierwszy raz widziałem człówieka na orbicie w takiej rozdzielczości i jakości.

Sandra zagrała doskonale - nie wiem, skąd zarzut na suchość jej dialogów, ale jest pełnokrwistą postacią. Kobieta po 6 miesiącach treningu przygotowawczego, sama w kosmosie, ma być w każdej sekundzie opanowana? To nie jej naturalne środowisko, nie ma kontaktu z Ziemią, jest zupełnie sama i wywaliło ją w kosmos (dosłownie) - oczywiście, że panikuje i miota się.

Specjalnie do seansu nie słuchałem OST - ale cholera, w filmie tak mnie zahipnotyzował, że ciarki na plecach. Bardzo dopracowana muzyka, wyważona i motyw przewodni doskonale wpada w ucho. Kiedy trzeba, targa emocjami (vide Shenzou), a kiedy jest potrzeba wprowadzenia klimatu do rozważań nad losem Ryan, jest stonowana, smutna (Don't Let Go). Teraz słucham tego OST i jestem pod wrażeniem ogromnym.

Duet Cuaron/Lubezki powoli wyrasta na twórców wielkiego kina przez duże K - kina pełnego magii i emocji, mądrego i okraszonego znakiem Najwyższej Jakości. Jeszcze kilka lat, a jestem pewien że wyprzedzą obaj Spielberg/Kamiński (choć oni akurat poprzeczkę ustalili bardzo wysoko).

Na tę chwilę Gravity ma 9/10 - na ostateczną ocenę potrzebuje z 2-3 lat i wielu seansów. Jeśli film będzie mieć duży reply value, ocena powinna wzrosnąć na maks :)

A teraz dowcip w temacie Gravity:
Kobieta w kosmosie:

- Houston, mam problem!
- Co się stało?
- Nic.
- Ale co się stało?
- Nic, nie ważne.

-------------------------------
EDIT:

Cena biletu w opolskim Heliosie = 30zł/sztuka. U was też tyle kosztuje???

Jakość 3D bardzo słaba - w lewym dolnym rogu ciemnica jak przy zaćmie, prawy dolny rozmazany, to samo prawa góra. Czasem cała dolna linia przy szybkich ujęciach była niewidoczna w jakiejkolwiek ostrości. Miałem całkiem nowe okulary, więc to wina ustawień wyświetlania. Szkoda było to oglądać, bo czuję że wiele straciłem z piękna kosmosu.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - patyczak - 20-10-2013

Cytat:Cena biletu w opolskim Heliosie = 30zł/sztuka. U was też tyle kosztuje???

Ah ten opolski Helios.. Chciałem iść na 2D, ale dziennie tylko jeden seans i to bardzo późno. A teraz patrzę, że już w ogóle usunęli z repertuaru:/


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mierzwiak - 20-10-2013

(20-10-2013, 12:08)Martinipl napisał(a): Jeszcze kilka lat, a jestem pewien że wyprzedzą obaj Spielberg/Kamiński (choć oni akurat poprzeczkę ustalili bardzo wysoko).
Hmmm. Jakkolwiek uwielbiam Children of Men i jest to jeden z moich ulubionych/najlepszych filmów ever, tak - z całym szacunkiem - nie jest to coś, co w jakikolwiek sposób mogłoby konkurować z E.T, Jurassic Parkiem czy Szeregowcem Ryanem. (dwa pierwsze przykłady zresztą nie były nakręcone przez Kamińskiego i nawet jeśli wizualnie to nie ta sama klasa, co praca Lubezkiego, to jednak jako FILM Gravity może im co najwyżej czyścić buty)

Cytat:Jeśli film będzie mieć duży reply value, ocena powinna wzrosnąć na maks :)
Spekulowałem kiedyś, że będzie to film jednorazowy i już po obejrzeniu go widzę, że się nie pomyliłem. Nie mam specjalnej ochoty na powtórkę całości, za to do pojedynczych scen będę wracać na pewno.

PS. Za bilet w IMAXie zapłaciłem 29 zł.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Negatywny - 20-10-2013

U mnie replay value bardzo duże, dwa razy w kinie, teraz tylko czekam na blureyka, bez wątpienia klasa film.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Martinipl - 20-10-2013

Wywiad z prawdziwym astronautą i jego ocena Gravity:

http://www.vulture.com/2013/10/astronaut-fact-checks-gravity.html?utm_medium=email&utm_source=newsletter&utm_campaign=cheatsheet_morning&mid=dailybeast&cid=newsletter%3Bemail%3Bcheatsheet_morning&utm_term=Cheat%20Sheet

A teraz moja teoria pewnie z czapy, bo nikt na to nie wpadł, ale się podzielę:




RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Mierzwiak - 20-10-2013

Może i z czapy, ale na pewno ma milion razy więcej sensu niż "Alfredowi tylko się wydawało że na końcu TDKR widzi Wayne'a!" :)


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Martinipl - 20-10-2013

Gravity usiadło na 420M USD na całym świecie - spokojnie dojdzie do 600M - nieziemski wynik. Jestem pod wrażeniem takiego rezultatu.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Juby - 21-10-2013

(20-10-2013, 19:16)Martinipl napisał(a):

Yyyyyy... Nie. Nic w tym filmie nie jest hiperrealistyczne. To filmowe widowisko, które gdyby było realistyczne zakończyłoby się już w 15 minucie (nikt nie przeżyłby pierwszego deszczu odłamków pędzących z prędkością 32 tyś. km/h).

Grawitacja jest jednym z tych filmów, którego nie potrafię wyrzucić z głowy. Myślę o nim tak często od lekko rozczarowującego seansu, że aż postanowiłem dać filmowi Cuarona drugą szansę. Mam wolny czwartek więc idę jeszcze raz.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Negatywny - 21-10-2013

(21-10-2013, 08:47)Juby napisał(a): Yyyyyy... Nie. Nic w tym filmie nie jest hiperrealistyczne. To filmowe widowisko, które gdyby było realistyczne zakończyłoby się już w 15 minucie (nikt nie przeżyłby pierwszego deszczu odłamków pędzących z prędkością 32 tyś. km/h).

Potem jest chyba powiedziane, że 90 tyś km/h, ale nawet przy tych 32 tyś km/h tych odłamków nie powinno być widać gołym okiem. Najpierw wahadłowiec czy stacja powinna być w jednym kawałku, a potem 0,0000000001s później w strzępach. Pocisk z karabinu którego raczej nie widać gołym okiem ma prędkość 2000 km/h, więc, żeby te odłamki były widoczne to musiałyby się poruszać kilkukrotnie wolniej niż pocisk z karabinu, czyli powiedzmy góra z prędkością 32,5 km/h. Odłamki muszą lecieć dwa razy szybciej niż stacja/wahadłowiec, żeby móc je co półtorej godziny przeganiać, a to i tak tylko przy wygodnym założeniu, że lecą w tym samym kierunku, bo przy kierunku przeciwnym oba obiekty zderzałyby się przy prędkości dwukrotnie większej i co mniejwięcej 20 minut. Tak więc to co widzimy na ekranie, to odłamki wygodnie orbitujące w tym samym kierunku co wszystkie inne obiekty i jakieś 60 razy wolniej niż jest powiedziane, że lecą ;)
W dodatku wydaje mi się, że raczej żadna eksplozja nie byłaby w stanie zwiększyć prędkości odłamków setality o 60 tyś km/h, co najwyżej o kilkaset m/s, więc chyba wszystko z czym mogliby się zmagać bohaterowie, to chmura opadających odłamków, poruszających sie tylko kilkaset metrówna na sekundę szybciej niż początkowa prędkość satelity z którego powstały, tak więc do spotkania jakiegokolwiek innego satelity z tymi odłamkami dochodziłoby co kilka miesięcy lub lat :)

No ale powiedzmy, jeszcze, że gdyby zniszczono jednego satelitę, a następnie inne satelity niszczyłyby się przelatując przez odłamki tego pierwszego, to część satelitów leciałaby zgodnie z jego kierunkiem ruchu a część przeciwnie do niego, więc ciągle powstawałyby nowe odłamki lecące w obu kierunkach, i raczej rozszeżający się pas kosmicznego śmiecia niż jedna skoncentrowana chmura odłamków pędząca sobie równiutko w jednym kierunku.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Martinipl - 21-10-2013

W tym filmie powinno być jasno określone:

- Teleskop Hubbla porusza się z prędkością ok 22 tys. km/h
- Odłamki z satelity 32 tys.km/h
- Czyli dla ludzi na orbicie lecą z prędkością ok 10tys. km/h

(i tutaj trzeba zaznaczyć, że prędkość początkowo nadana przez wybuch byłaby w stanie je rozpędzić do takiej wartości). To, co dolatuje do stacji i EVA to resztki odłamków, naprawdę niewielka chmurka, która masakruje wszystko po drodze - a to, że widzimy rozwalaną powoli stację to efekt gazów w niej zawartych, zmieniających kinetykę wszystkiego dookoła.

Ad mojego określenia "hiperrealistycznie" użyłem go błędnie - chodziło mnie raczej o to, że jest logicznie i bez nadużytego zbiegu okoliczności/farta/cudów. Po prostu jest tak, jak być powinno do momentu snu: źle i beznadziejnie.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - simek - 21-10-2013

To wszystko wynika z tego, że Cuaronowie najpierw wymyślili scenariusz, a dopiero potem skonsultowali go z naukowcami. Jakby od razu podejść do zagadnienia tak, żeby wszystko było jak najbardziej realne, to trzeba by uznać, że filmu się nie da zrobić. Jeśli założyć, że wszystkie obiekty są na jednej orbicie, to wszystkie by się zniszczyły od razu, a jeśli trzymać się prawdy, że są na różnych orbitach, to właściwie nie ma jak do nich dotrzeć jeśli wszystko zniszczone.


RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Negatywny - 21-10-2013

Otóż to, albo niestety wszystkie za jednym zamachem, albo góra jeden, a kolejne w wielomiesięcznych odstepach, plus brak możliwości przemieszczania się między nimi. W końcu kolejne założenie, że wszystkie orbitują w tym samym kierunku, bo jakby tak nie było, a przecież nie jest, to główna bohaterka musiałaby najpierw wyhamować z 30k km/h do 0, a potem rozpędzić się do kolejnych 30k km/h w przeciwnym kierunku, a do takiego zabiegu potrzebowałaby pewnie cysterny paliwa na plecach :)
Ten film nie jest w żaden sposób realistyczny, conajwyżej bardzo sprytnie i cwano nakręcony, umiejętnie pozory realizmu tworząc, za co oczywiście należą się wielkie brawa.

W każdym razie na pewno nie można powiedzieć, że do pewnego momentu realizm jest, a od pewnego go nie ma, bo jak dla mnie to pozorny realizm tego filmu jest taki sam od początku do końca (czyli najwyższy jaki mógł być, żeby móc w ogóle opowiedzieć taką bajkę).




RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - nawrocki - 21-10-2013

(20-10-2013, 23:46)Martinipl napisał(a): Gravity usiadło na 420M USD na całym świecie
What? Wynik po tym weekendzie to 284 miliony zielonych przecież.



RE: Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron) - Negatywny - 21-10-2013

(21-10-2013, 11:45)nawrocki napisał(a): What? Wynik po tym weekendzie to 284 miliony zielonych przecież.

No też tyle widzę na boxoffice mojo...