![]() |
|
Public Enemies (2009) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Filmy Michaela Manna (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Michaela-Manna--65) +---- Wątek: Public Enemies (2009) (/Thread-Public-Enemies-2009--813) |
- Anonymous - 20-05-2009 Chodzi mi trochę o co innego - idea kamer cyfrowych jest taka, żeby obraz był bardziej doskonały niż w przypadku zwykłych. Obraz u Manna jest ok, ale jest taki sztuczny, "zvideowany" - nie było tego np. w "Miami Vice". - Mierzwiak - 20-05-2009 Solo napisał(a):nie było tego np. w "Miami Vice"W Miami Vice jest tego jeszcze więcej niż w Zakładniku : ) Np. cała finałowa strzelanina to jeden wielki 'efekt wideo'. Wydaje mi się że w którymś temacie ktoś (chyba nawet Mental) wyjaśniał w jaki sposób kamerą cyfrową uzyskuje się taki efekt, niestety nie pamiętam jaki jest sekret filmowania a la Mann. - Anonymous - 20-05-2009 Czyli to efekt zamierzony, a nie kwestia używania specyficznej kamery? Mierzwiak napisał(a):W Miami Vice jest tego jeszcze więcej niż w Zakładniku Mimo tego, że finał jest krótszy od całego filmu? - Mierzwiak - 20-05-2009 Solo napisał(a):Czyli to efekt zamierzony, a nie kwestia używania specyficznej kamery?Oczywiście że tak. Prosty przykład - Zakładnika i Zodiaka nakręcono tą samą kamerą, Thomson Viper. W życiu bym na to nie wpadł, w końcu zdjęcia w filmie Finchera wyglądają "normalnie". Solo napisał(a):Mimo tego, że finał jest krótszy od całego filmu?Źle się wyraziłem. Faktycznie w Zakładniku ten efekt jest niemalże w każdym ujęciu. - Anonymous - 20-05-2009 W "Collateral" ten efekt jest we wszystkich ujęciach, dlatego myślałem że to może jakaś specjalna kamera. Zasadniczo to nie wiem po co ten efekt Mannowi (może go po prostu lubi), bo on dużo w filmie nie daje, można poza takim lekkim wrażeniem wyobcowania tego co widzimy, ale to moje osobiste wrażenie. - Proteus - 20-05-2009 W Collateral cyfrówka została wykorzystana bo lepiej wychodziły na niej zdjęcia nocą. Znalazło by się też pewnie pare osób które pokłóciły by się o to czy przypadkiem taki typ kamery nie urealistycznia akcji i przybliża nas bardziej do bohaterów niż standardowe kamery które w pewien sposób "ubarwiają" rzeczywistość. - Mental - 20-05-2009 Solo napisał(a):Zasadniczo to nie wiem po co ten efekt Mannowi który efekt? ten? http://www.usa.canon.com/dlc/controller?act=GetArticleAct&articleID=2326 to się nazywa w żargonie filmowym MAGIA. na samą myśl, że PE nie będą przypominali martwoty aviatora czy czarnej dalii, ciarki mnie przechodzą. za pomocą tradycyjnej, 35-milimetrowej, rejestrującej obraz z prędkością ~ 24 fps kamery NIGDY nie uzyskasz tak magicznych kadrów. poza tym Mann używa cyfrówki nagrywającej w rozdziałce 1080p (a nie 4K), bo w odróżnieniu od kamery Red One soniacze z rodziny CineAlta pozwalają uzyskać niesamowicie rozległą głębię ostrości przy względnie niskich wartościach przysłony, a jak wiadomo duży otwór przysłony - więcej wpada światła na matryce. Mann kreci w nocy, więc każdy promień się liczy. poza tym facet uwielbia eksperymentować z przestrzenią hiperfokalną. jasne, kamera stricte filmowa daje bardziej plastycznie rozmyte tła. żeby nie było wątpliwości: Mann też jest freakiem, jeśli chodzi o plastykę kadrów - jarają go kolory, temperatura barwowa światła, kontrasty, ale wszystko to osiąga za pomocą innych środków. napisałeś, że cyfrowa stylistyka alienuje ciebie jako widza, czujesz się wyobcowany. nie jestem adwokatem Manna, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że jest to jeden z powodów, dla których gościu używa kamer cyfrowych. do tego dochodzą brak płynności i miękkości ruchów znane z taśmy filmowej, co dodatkowo potęguje wrażenie izolacji, "osamotnienia". im dłużej siedzę w twórczości Manna, tym coraz silniej przekonuje mnie teza o tym, ze jego filmy, wszystkie bez wyjątku, opowiadają o osamotnieniu właśnie. przy czym zawsze będę powtarzał, że nie ma tu miejsca na filozofie straceńców. to coś innego, znacznie bardziej niezgłębionego (tłumionego) niż prosta chęć wykrzyczenia światu, że jest gówno warty. te ciągle powracające kadry ukazujące oceaniczny przestwór, na który spoglądają bohaterowie - w filmach Manna tkwi niewypowiedziany ładunek smutku i nostalgii. jak dotychczas wszystkie patenty reżysera (muzyka, miejsce akcji, pora dnia) sprowadzały się do intensyfikowania owych wrażeń - łącznie z cyfrą, wprowadzaną metodycznie i z głowa, a nie na wariackich papierach. Mann wiele lat przygotowywał się do przejścia z 35mm na obraz full "zdigitalizowany". to praca u podstaw, a nie formalna zachcianka rozkapryszonego artysty. - Anonymous - 20-05-2009 Mental napisał(a):który efekt? ten? Nie, zupełnie mi o co innego chodziło. O obraz chodziło, o jego fakturę, jego... niedoskonałość, sam nie wiem jak to określić. Najbliżej temu: taśma video. - Mental - 20-05-2009 Solo napisał(a):Nie, zupełnie mi o co innego chodziło. o ziarno? o fakturę "starego pieniądza" (nie moje określenie)? - Anonymous - 20-05-2009 Nie, to też nie to, chyba że myślimy o czymś innym. - Mental - 20-05-2009 w takim razie kapitulacja z mojej strony - nie wiem, o co ci chodzi. - Anonymous - 20-05-2009 Mental napisał(a):im dłużej siedzę w twórczości Manna, tym coraz silniej przekonuje mnie teza o tym, ze jego filmy, wszystkie bez wyjątku, opowiadają o osamotnieniu właśnie No to gdyby go nie interesowało tylko kino sensacyjne, mógłby zekranizować coś z Paula Austera - idealne połączenie. [ Dodano: Sro Maj 20, 2009 17:45 ] Mental napisał(a):brak płynności i miękkości ruchów znane z taśmy filmowej, co dodatkowo potęguje wrażenie izolacji, "osamotnienia". W zasadzie to po części to jest to, ale do tego dochodzą pewne efekty, coś jakby delikatna aberracja fotochromatyczna, ale niemalże wyczuwalna kątem oka. - Mental - 20-05-2009 to nie do końca efekty. prędzej wady optyczne obiektywu. w niektórych ujęciach rzeczywiście można wychwycić rozszczepienie kolorów. np. na styku ramy okiennej i białego tła:
- Guzeppe - 20-05-2009 Mental, kolegom chodzi o to, że Miami Vice i Collateral wyglądają jak nagrania ze ślubów, czyli cały ruch jest jakby "baaardzo płynny". Przyczyną jest to, co w sumie wcześniej napisałeś. Mann kręci w nocy, w miastach i nie da rady wystarczająco mocno oświetlić lokacji, aby kamery cyfrowe zarejestrowały obraz przy krótkich czasach naświetlania. Dlatego nowe filmy Manna, kręcone na ekstremalnie długich czasach, wyglądają trochę jak "Klan" - ruch postaci nie ma dynamiki znanej z filmów kręconych na celuloidzie przy krótszych czasach. Oczywiście możnaby kręcić z większą czułością, ale szumy cyfrowe są o wiele mniej kulturalne niż szumy analogowe taśmy o wysokiej czułośc - zamiast tradycyjnego, grubego ziarna mamy przypadkowe kolory (niebieski, czerwony etc.) w niedoświetlonych obszarach (po prostu matryca nie jest pobudzona i w skutek jej właściwości fizycznych są indukowane jakieś minimalne napięcia, przez co uzyskujemy te przebarwienia). Coś skrajnie przeciwnego oserwujemy w filmach wojennych (Saving Private Ryan, Band of Brothers), gdzie czasy są bardzo krótkie przez co na poszczególnych klatakch widzimy kawałki wyrwanej ziemii, "zamrożone w powietrzu" łuski etc., ale ruch jest jakby rwany. Mann chyba stara się nadać swoim obrazom plastyczności znanej z filmów dokumentalnych, tworzy hybrydę kina akcji i dokumentu (przez to widz ma wrażenie jakby przed pierwszym kadrem filmu wstawiono napis "based on the true story"). - Mental - 20-05-2009 Guzeppe napisał(a):Mental, kolegom chodzi o to, że Miami Vice i Collateral wyglądają jak nagrania ze ślubów, czyli cały ruch jest jakby "baaardzo płynny". koledzy, o to wam chodzi?;) Guzeppe napisał(a):Dlatego nowe filmy Manna, kręcone na ekstremalnie długich czasach, wyglądają trochę jak "Klan" coś w tym jest. oglądając MV, co rusz miałem wrażenie, że już gdzieś to widziałem. ;) Life is ironic isn't it? The Miami Vice TV show was shot on film and the Miami Vice film was shot on video. - Anonymous - 20-05-2009 Guzeppe napisał(a):Dlatego nowe filmy Manna, kręcone na ekstremalnie długich czasach, wyglądają trochę jak "Klan" - ruch postaci nie ma dynamiki znanej z filmów kręconych na celuloidzie przy krótszych czasach. Kurka wodna - kolega trafił w dychę - o tym myślałem. Ale do tego dochodzi ta "videowatość" obrazu, która ciągle za mną łazi. Guzeppe napisał(a):(po prostu matryca nie jest pobudzona i w skutek jej właściwości fizycznych są indukowane jakieś minimalne napięcia, przez co uzyskujemy te przebarwienia). Bum tralala - co fachowiec to fachowiec - chyba właśnie mi o to chodziło, jakieś drobniutkie artefakty tam ciągle widziałem i stąd skojarzenia z video. Choć z drugiej strony - dlaczego to samo - wydaje mi się - widziałem w trailerze PE, skoro tam większość akcji rozgrywała się za dnia? - Mental - 20-05-2009 Solo napisał(a):chyba właśnie mi o to chodziło, jakieś drobniutkie artefakty tam ciągle widziałem i stąd skojarzenia z video. przez kilkanaście postów toczy się dyskusja, bo ty masz problem z nazwaniem szumów? nie osłabiaj mnie człowieku. Solo napisał(a):Choć z drugiej strony - dlaczego to samo - wydaje mi się - widziałem w trailerze PE widziałeś, czy wydaje ci się, że widziałeś? najlepiej zarzuć jakimś kadrem w hd, żeby było jasne, o co ci chodzi. - Anonymous - 20-05-2009 Nie chce mi się. W sumie to nie jest takie ważne, być może tak naprawdę to co odebrałem jako coś nietypowego, to było wszystko po trosze o czym pisaliście. - Guzeppe - 23-05-2009 BTW. zaskakuja mnie te gigantyczne aberacje chromatyczne widoczne na krawędzi drzwi na zdjęciu umieszczonym przez Mentala. Wiadomym jest, że aberacje są zawsze i chyba nie ma sposobu by ich się pozbyć, ale Mann nie używa sprzętu za 1500zł tylko najlepszych kamer i topowej optyki, więc nie wiem skąd takie kwiatki. Mam wrażenie, że Mann cierpi na syndrom jazzoholików, którzy zmęczeni są wszystkim, co dotąd słyszeli i szukają jakichś nowości, powiewu świerzości, niepowtarzalności w chaosie jaki oferuje spontaniczny jazz, niestrawny i męczący dla normalnego odbiorcy. Mann też chyba szuka czegoś nowego, nowej formy, najwyraźniej stwierdził, że przejadł mu się styl tradycyjnej taśmy 35mm i chwyta technologię, która imo jest jeszcze zbyt młoda i niedoskonała, by konkurować z celuloidem. - Koleś - 27-05-2009 Guzeppe napisał(a):Coś skrajnie przeciwnego oserwujemy w filmach wojennych (Saving Private Ryan, Band of Brothers), gdzie czasy są bardzo krótkie przez co na poszczególnych klatakch widzimy kawałki wyrwanej ziemii, "zamrożone w powietrzu" łuski etc., ale ruch jest jakby rwany. "Rwany" ruch ekranowy nie jest tylko wynikiem zastosowania małych kątów migawki. Kamiński w "Szeregowcu Ryanie" rozsynchronizował mechanizm przesuwu taśmy i mechanizm migawkowy. Przez to taśma nie jest naświetlana stojąc w miejscu, ale także podczas przesuwu. To plus migawka 45 stopni daje efekt, o którym mówisz, czyli scratching. W "Szeregowcu Ryanie" Kamiński po prostu rozwalił kamerę, celowo ją uszkodził, żeby uzyskać taki efekt. Podobno teraz jest to wbudowana opcja niektórych kamer. Kamiński to w ogóle niezły kozak. Poza wcześniejszym efektem jaki udało mu się uzyskać to uszkodził także sektor w kamerze, przez co migawka nigdy nie zamykała się do końca. Widać to na niektórych ujęciach gdzie na dolnych i górnych krawędziach ekranu pojawiają się białe zaświetlki. Podobno w niektórych scenach przykładał wiertarkę do kamery, żeby uzyskać efekt drgania. Polska pomysłowość nie zna granic.
|