Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Captain America: Civil War (2016) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Film a komiks (https://forumkmf.pl/Forum-Film-a-komiks--24)
+---- Dział: MARVEL CINEMATIC UNIVERSE (MCU) (https://forumkmf.pl/Forum-MARVEL-CINEMATIC-UNIVERSE-MCU--54)
+---- Wątek: Captain America: Civil War (2016) (/Thread-Captain-America-Civil-War-2016--3943)



RE: Captain America: Civil War (2016) - Mierzwiak - 08-05-2016

Powiedziałbym, że nawet dwa.


RE: Captain America: Civil War (2016) - SonnyCrockett - 08-05-2016

Technicznie rzecz biorąc to cztery, ale nie czepiajmy się szczegółów.


RE: Captain America: Civil War (2016) - Gal Anonim - 08-05-2016

Ciekaw jestem, co by bylo, gdyby rzeczywiscie doszło do starcia tych filmów w ten sam łikend.


RE: Captain America: Civil War (2016) - SonnyCrockett - 08-05-2016

Tego nikt obecny nie wie, musisz odziać się w plecak, udać się w podróż z pieśnią na ustach o Nolanie i Snyderze do zapomnianej krainy Excelpolis i znaleźć proroka Jubego. Albowiem tylko on to wie.


RE: Captain America: Civil War (2016) - szopman - 09-05-2016

(07-05-2016, 19:26)Phil napisał(a):

A ktoś obczajał Capa z '44?? https://en.wikipedia.org/wiki/Captain_America_(serial)
Kiedyś w sumie widziałem chyba z dwa odc. (tak bardzo mi się podobał 'Superman' z '48, że dałem szanse innym, podobnym produkcją) ale już nawet nie pamiętam czy mi się podobały :D Po sesji może sb zarzuce znów ; ) Napewno gorzej niż ten z lat '90 być nie może :D Jakby nie patrzeć, ciekawa sprawa obejrzeć przygody Kapitana z okresu II WŚ, nakręcone faktycznie w czasach II WŚ.


RE: Captain America: Civil War (2016) - Negatywny - 09-05-2016

Marvel znowu dowozi.

Tym razem szok nie jest już tak wielki jak przy Winter Soldierze, bo tam człowiek kompletnie nie spodziewał się co można zrobić z cap'em, ale nawet bez tego film miażdży jajka.

Jak już porównywać z BvS to nie sposób nie zauważyć, że film DC jest jednak kompletnie plastic fantastic, nie ma mowy, żeby zapomnieć, że ogląda się coś całkowicie sztucznego, czego nie pamiętając o tym oglądać by się nie dało. W capie momentami człowiek zapomina. Ten świat jest tak organiczny i sensownie skonstruowany, wszystko jest tak pięknie wyważone, że zupełnie da się zapomnieć, że to jest kompletnie made up shit.

Największe pozytywne zaskoczenie to Zemo - doskonały czarny charakter. Absolutna mega przezajebistość, że stawką tego filmu nie jest ratowanie świata.

Chociaż z drugiej strony, przechodząc (dla odmiany) do wad, to zaczynało mnie już momentami wkurzać to ratowanie Buckiego - faktycznie momentami miałem wrażenie, że on nie jest tego warty. Zwłaszcza, że koleś żeby ratować własną skórę rozwaliłby każdego kto by mu stanął na drodze.
Jestem mrocznym zabójcą poza kontolo, nawet swoją własną, niebezpiecznym szaleńcem socjopatą, dlatego rozwalę każdego, kto będzie chciał mnie schwytać i powstrzymać, no chyba, że film się już kończy, wtedy wpakujcie mnie do lodówy i heja. C'mon...
(swoją drogą jeśli będą kiedyś chcieli kontynuować losy buckiego, to wyjdzie im Demolition Man 2, co propsuję całym sercem :D)

Z drugiej strony motywacja IM też dla mnie jest naciągana jak guma w gaciach starej baby. W każdym solowym filmie Tony bije po łapach rządowych chcących położyć łapę na jego zbroi i robi to w pięknym stylu. W avengersach nie cofnie się przed niczym, żeby zwiększyć szansę ziemii - ale nagle w Civil War olewamy to wszystko i Tony jest rządowym pieskiem, bo murzyn zginął - a szczerze mówiąc dlatego, że zwyczajnie w tym filmie musiał odegrać taką rolę. Można to kupić, ale jednak przy lekkim przymknięciu oczu.

No i last but no least, gdzie jest Nick Fury? Bo szczerze mówiąc to jednak trochę dziwi jego brak w tym filmie. Albo inaczej, jego musiało w tym filmie nie być, bo gdyby był, to gówniarze dostaliby z liścia i musieli iść do swoich pokoi i by filmu nie było ;)

Say 'bucky barnes' again. Say 'bucky barnes' again, I dare you, I double dare you motherfucker, say bucky barnes one more Goddamn time!


RE: Captain America: Civil War (2016) - Gal Anonim - 09-05-2016

(09-05-2016, 10:49)Phil napisał(a): i to może nawet po to, żeby w końcu się od niego odczepili i obarczyli odpowiedzialnością kogoś innego.
Łot? Skad pomysl, ze Tony chcialby przerzucic odpowiedzialnosc na kogos innego? On od poczatku ma dobre intencje - te same, co w pierwszym filmie. Bo wrocil do punktu wyjscia. W pierwszym filmie odkryl, ze przyczynia się do śmierci niewinnych, a tutaj zdal sobie dobitnie sprawe, ze nawet robiac dobrze beda ofiary. Do tego doszła świadomość tego, że gdzies tam we wszechświecie jest zagrożenie, któremu sam może nie dać rady, ale ma poczucie, że musi (to widac w Iron Manie 3 i AoU), wiec jeszcze bardziej dąży do tego, by miec kontrole nad jak najwieksza liczba zmiennych. Tony ma kompleks boga - już w końcówce Iron Mana 3 próbowal porzucic Iron Manowanie na rzecz miłości i spokoju, ale szybko okazało sie, że nie jest w stanie.

Tony nie jest tez zadnym rządowym pieskiem, co pokazuje trzeci akt filmu. Próbuje wyprzedzić kulę, która leci w stronę superbohaterów. Bo o ile Captain ma racje ideologicznie, tak Iron Man tez ma słuszność: biurokracja w końcu dopadnie super-ludzi i dlatego chce móc być przy tworzeniu tej biurokracji, by moc jeszcze na nia wplynac nim nikt juz nie bedzie ich pytal o zdanie (bo jak sie wszyscy zbuntuja to jedynymi tworzacymi nowe prawo beda politycy i biurwy).


RE: Captain America: Civil War (2016) - Gieferg - 09-05-2016

Czekaliście na scenę po napisach?

W Cinema City w Silesii (Katowice), panienki od sprzątania ściemniały ludziom, że nie ma na co czekac, bo po napisach nic nie ma, ktoś spytał i wyszedł, też już mi się nie bardzo chciało siedzieć, ale że było już blisko końca, to jednak zostałem.
W każdym razie scena z dupy, nie warto czekać.


RE: Captain America: Civil War (2016) - SonnyCrockett - 09-05-2016

Znaczy scena sympatyczna ale raczej liczyłem na coś zapowiadającego Dr Strange'a. Co do tej niechęci obsługi do publiki siedzącej do końca. Zawsze samotnie siedziałem czekając na te sceny i gdybym znał poczucie presji społecznej mógłbym poczuć się niekomfortowo gdy ktoś zapala mi wszystkie światła i zamiata przy mnie gdy oglądam film do samego końca. Natomiast podczas CA:CV drugi cud, niemal cała sala siedziała do sceny po napisach. Ba, nawet nam świateł nie zapalono do tego czasu.


RE: Captain America: Civil War (2016) - Gieferg - 09-05-2016

U nas siedziało kilkadziesiąt osób, nie spotkałem się wcześniej z czymś takim. Zazwyczaj zostaje kilka.


RE: Captain America: Civil War (2016) - Capt. Nascimento - 10-05-2016

Mi też się wydaje, że ten film leci przede wszystkim na fali hajpu. Co prawda nie próbuje udawać arcydzieła jak "Mroczny Rycerz" - i tak jestem pod wrażeniem tego, co udało się osiągnąć braciom Russo.

"Civil War" ma trochę problemów. Pierwszy, który zaczął mnie kłuć w oczy to brak spójności tonu. Nie jest co prawda tak FATALNIE jak w kiepskim "Age of Ultron". Jak na film popcornowy autorom udało się całkiem znośnie zmieszać slapstickową komedię z poważnym dramatem. Ale patrząc na te wszystkie zachwyty, maksymalne oceny, wychwalanie pod niebiosa... przesada.

Na tę chwilę uważam "Guardians of the galaxy" i pierwszego "Iron Mana" za lepsze filmy komiksowe. Rozważyłbym nawet "Mrocznego Rycerza" mimo debilnej końcówki - tam imponowała spójna struktura, bardzo wyraźna warstwa emocjonalna, dokładnie zarysowany konflikt i konsekwentnie budowane napięcie. Jedna, interesująca fabuła.

Tutaj mamy w tle jakiś tam konflikt, który jak na Hollywoodzki blockbuster ma parę argumentów po obu stronach. Ale to wciąż argumenty pretensjonalne, naciągane. "ZABILIŚCIE KILKUNASTU LUDZI!" - "HALO, URATOWALIŚMY 6 MILIARDÓW!"
Rozumiem próbę zadania widzom pytania "co gdyby superbohaterowie istnieli w prawdziwym świecie?". Ale nie biorą pod uwagę, że świat MCU jest przepełniony ciągłymi zagrożeniami świata, który atakują kosmici różnych ras, superzłoczyńcy i potwory. W takim świecie nie wierzę w tak kategoryczne krytykowanie superbohaterów, których jest tylko kilku, a którzy są jedyną szansą dla świata w chwili zagrożenia. Równie dobrze można by powiedzieć "przepraszamy za tamtych paru ludzi... postaramy się uratować wszystkich - choć to nie zawsze możliwe".

Podobnie Tony Stark i jego starcia z Kapitanem i Zimowym Żołnierzem. Czasem miałem wrażenie, że scenariusz odbiera im rozum. Nie konkretne powody, tylko właśnie scenariusz. Jakby momentami wystarczyłoby rozmawiać przez 20 sekund dłużej, by do konfliktu nie doszło. No ale wtedy nie byłoby filmu.

Dodając do tego wątki Black Panther - który był po prostu ok... nic specjalnego, nie wiem skąd zachwyty - no i Spider Mana, który był fajny. Ale tylko fajny i to ze względu na żarty i dobry głos, bo cała reszta nie robiła szału. W połączeniu jeszcze z skakaniem między poważnym dramatem a slapstickową komedią, traciłem zaangażowanie w historię. Spoko, niektóre akcje i pomysłowe wykorzystywanie mocy wszystkich bohaterów było naprawdę fajne. Bawiłem się bardzo dobrze. Poziom dramatyzmu podkreśla jeszcze skala konfliktu, zakończona AŻ połamaniem nóg postaci z drugiego planu. Powiedziałbym nawet, że ze trzeciego. W dodatku moce są dodawane i odejmowane przez scenariusz. Raz Iron Man jest półbogiem, który mógłby rozwalić kapitana Amerykę, Zimowego Żołnierza, Czarną Wdowę i Hawkeye'a pstryknięciem palców, chwilę później Hawkeye jest dla niego dużym zagrożeniem. Moce pojawiają się i znikają - czekam aż Czarna Wdowa spuści wpierdal Thorowi albo Hulkowi.

Bardzo fajna rozrywka, ale bez większych emocji, bez interesującej fabuły. Jedynym momentem, który trochę podniósł mi ciśnienie, była ostatnia konfrontacja i moment, w którym WRESZCIE byliśmy tak blisko chwili "o cholera, superbohaterowie też mogą umrzeć!". Było surowo i brutalnie - nie mogę się doczekać, aż w kolejnych filmach odważą się wreszcie kogoś zabić.

Ps. Jak już mowa o postaciach, to Spider Man był mi raczej obojętny, a Black Panther kompletnie obojętny. Podobała mi się gra aktorska Daniela Bruhla w tych paru momentach, w jakich się pojawił. A Zimowy Żołnierz nadal jest najbardziej zajebistą postacią ze wszystkich. Ma tylko metalową rękę a i tak potrafi nią wpierdzielić każdemu. I łaskawie unika używania ciężkiej broni szturmowej, dzięki której byłby jakieś 50x groźniejszy (srsly, wystarczy superszybki karabin z superprzebijającą amunicją, która potrafi przebić skórę i kostium superbohatera, albo pancerz Iron Mana... skoro da się zrobić pancerz to da się zrobić pocisk, który go przebije). Ma też najsilniejszą więź emocjonalną (z Kapitanem) i interesujący, niejednoznaczny charakter. Przebić go pod kątem zajebistości mógłby chyba tylko Jon Bernthal jako Punisher.

Ode mnie na tę chwilę 7+/10. Trochę lepiej od pierwszych Avengersów, O NIEBO lepiej od drugich Avengersów, słabiej od "Guardiansów" i pierwszego "Iron Mana".


RE: Captain America: Civil War (2016) - Mierzwiak - 10-05-2016

(10-05-2016, 00:52)Capt. Nascimento napisał(a): Mi też się wydaje, że ten film leci przede wszystkim na fali hajpu.
A może po prostu - uważaj - podoba się ludziom? Bo wiesz, bywa, że filmy się podobają. Dla mnie niepojęta jest renoma, jaką cieszy się pierwszy Iron Man, ale nie wygłupiam się szukając dla tego jakichś wydumanych uzasadnień. Natomiast stawianie obok siebie Iron Mana i Mrocznego Rycerza jako przykładów spójnej struktury i jednej fabuły uznaję za wyjątkowo kiepski dowcip. Ten pierwszy tytuł, owszem, ale jeśli chodzi o film Nolana to oglądałeś chyba pod wpływem. Polecam trzeźwe spojrzenie na ten burdel (który i tak <3).


RE: Captain America: Civil War (2016) - Capt. Nascimento - 10-05-2016

Podobnie było z "Force Awakens", zresztą i "Mroczny Rycerz" zbierał niewiarygodnie pochlebne recenzje tuż po premierze. Ba, nawet "Mroczne Widmo" na początku było bardzo dobrze oceniane. :)

Dla mnie "Civil War" to bardzo fajna rozrywka, ale filmem jest conajwyżej dobrym, ma swoje wady. Stąd oceny 10/10 czy nawet 9/10 uważam za zawyżone. I jak ktoś wcześniej powiedział, zapewne niedługo te oceny zaczną trochę spadać gdy ludzie spojrzą nieco trzeźwiejszym okiem.

A "ten burdel" czyli "Mroczny Rycerz" do jakichś 3/4 jest filmem fenomenalnym. Tak naprawdę dopiero końcówka z litościwymi bandytami na łodzi, filozoficznymi frazesami i jakąś parodią szekspirowskiej tragedii między trójką głównych bohaterów na samym końcu - jest naprawdę zła.
Wcześniej jest bardzo spójna fabuła, wzbudzająca znacznie większe napięcie i emocje. Jakby dopierdzielić tam jeszcze Eisenberga jako Luthera, rzucającego tysiące żartów, dodać backstory ze dwóch nowych postaci pobocznych (dajmy na to Wonder Woman i Flash/Aquaman), a przez 2/3 film prowadzić w tonie bardzo komediowym i dopiero pod koniec zejść na poważniejsze tony - film byłby słabszy.

To nie znaczy, że przy dużej ilości superbohaterów nie da się zrobić spójnej i trzymającej w napięciu fabuły. Moim zdaniem się da, tylko trzeba było nieco bardziej skupić się na konflikcie i dwóch głównych bohaterach.


RE: Captain America: Civil War (2016) - Mierzwiak - 10-05-2016

Poczujesz się lepiej jak oceny zaczną spadać? Czy może dasz radę żyć ze świadomością, że komuś film podoba się bardziej niż tobie? :)

PS. Jest różnica między przerwanym rdzeniem kręgowym a złamanymi nogami.


RE: Captain America: Civil War (2016) - SonnyCrockett - 10-05-2016

Ale przecież gość dobrze gada, niemal wszystkie wady jakie wymienia, ten film ma. Tylko co z tego? Dla mnie walor rozrywkowy tego filmu przykrywa kwestie relacji, zaburzeń tonacji i innych takich -acji. Jak ktoś chce oceniać go na zimno jakimś "obiektywnym okiem" to proszę bardzo, tylko że trafi do szufladki "nudziarz". :)


RE: Captain America: Civil War (2016) - simek - 10-05-2016

Dzięki Nascimento - właśnie takiej opinii potrzebowałem, żeby zdecydować, że chętnie obejrzę, ale na Blu-ripie :)


RE: Captain America: Civil War (2016) - Gieferg - 10-05-2016

Cytat: Nie jest co prawda tak FATALNIE jak w kiepskim "Age of Ultron".

Dla mnie oba filmy to ten sam poziom (8/10), ale spójność tonu (która dla mnie jest chyba jego głównym problemem) jest ZNACZNIE lepsza w AoU. I od razu zaznacze, że to nie jest kwestia do dyskusji, bo opieram się tylko i wyłącznie na jednym kryterium - albo nie widzę braku spójności tonu i nie mam z tym problemu (AoU) albo ją widzę i mam z tym problem (CW). Żadne argumenty, przykłady scen itp nie są tu w stanie niczego zmienić. Jedynie kolejny seans może zmienić te odczucia (to tak na wypadek, gdyby ktoś próbował mi udowadniać, że się mylę :P)

The Dark Knight na premierę dostał ode mnie 10/10 i dalej ma ode mnie 10/10 więc jest dla mnie filmem bezsprzecznie lepszym od CW (Begins też, TDKR nie).

Cytat:Czasem miałem wrażenie, że scenariusz odbiera im rozum. Nie konkretne powody, tylko właśnie scenariusz. Jakby momentami wystarczyłoby rozmawiać przez 20 sekund dłużej, by do konfliktu nie doszło. No ale wtedy nie byłoby filmu.

Fun fact: Stark zachowuje się chwilami jak Batman w BvS. <silence! I'll kill you!>

Cytat:Bardzo fajna rozrywka, ale bez większych emocji, bez interesującej fabuły.

And that's where you're wrong :)


RE: Captain America: Civil War (2016) - Mierzwiak - 10-05-2016

(10-05-2016, 14:16)simek napisał(a): Dzięki Nascimento - właśnie takiej opinii potrzebowałem, żeby zdecydować, że chętnie obejrzę, ale na Blu-ripie :)
Przyrzeknij, że nie zapomnisz o narzekanuu na Marvela i wysokobudżetowe widowiska jakby to był pierwszy film MCU jaki obejrzałeś!


RE: Captain America: Civil War (2016) - Capt. Nascimento - 10-05-2016

Sonny Crockett napisał(a):Ale przecież gość dobrze gada, niemal wszystkie wady jakie wymienia, ten film ma. Tylko co z tego? Dla mnie walor rozrywkowy tego filmu przykrywa kwestie relacji, zaburzeń tonacji i innych takich -acji. Jak ktoś chce oceniać go na zimno jakimś "obiektywnym okiem" to proszę bardzo, tylko że trafi do szufladki "nudziarz". :)



Nie zgadzam się. :) Jasne, w pierwszej chwili po seansie na fali emocji te wszystkie rzeczy nie mają znaczenia. Ale potem emocje opadają i nachodzą myśli "cholera, jaki ten film mógł być zajebisty... szkoda, że zepsuli to, to i to". A to "obiektywne oko" ocenia elementy, które wpływają na ten czysty fun. Przecież rozrywka nie wynika tylko z tego, że superbohater A użył superfajnej mocy na superbohaterze B, superbohater skontrował inną fajną mocą a superbohater D rzucił parę zabawnych żartów. Wzmocnij konflikt (również poprzez sensowniejsze uzasadnienie!)i tło emocjonalne dwóch głównych bohaterów, pogłęb relacje między nimi, zwiększ stawkę i nagle taka walka na lotnisku powodowałaby skrajny skok ciśnienia i równie skrajny opad szczęki. :)


Rozrywka składa się z wielu elementów. A tu mogło być znacznie lepiej - dało się to zgrabniej połączyć.

Jeśli MCU chce robić fan service (albo money service :) ) i ciągle zwiększać ilość superbohaterów, to mogliby się nauczyć trochę zgrabniej wplatać watki spin-offowe. Albo korzystać z tła. Czasem nie trzeba robić dwudziestominutowej rozmowy Starka z Peterem Parkerem, by Spider mógł rzucić kilka żartów w jednej walce. Wystarczyło dać parę wzmianek (najlepiej już w poprzednich filmach) - ot, ktoś przeczytał tytuł gazety, ktoś napomknął o kimś w trakcie rozmowy. I tak już wiadomo, że Spider jest gdzieś w tle. Wystarczy wtedy bardzo krótka rozmowa, wspólna motywacja i jednocześnie nie tracimy masy czasu na introdukcję KOLEJNEJ postaci, świat jest jeszcze żywszy a fabuła nie schodzi z głównego toru.


Gieferg napisał(a):The Dark Knight na premierę dostał ode mnie 10/10 i dalej ma ode mnie 10/10 więc jest dla mnie filmem bezsprzecznie lepszym od CW (Begins też, TDKR nie).



No widzisz, nawet przy mocno odmiennej opinii od mojej, w tym akurat się zgadzasz. A to wynika właśnie z tych wad CW, które wymieniłem.



RE: Captain America: Civil War (2016) - Mierzwiak - 10-05-2016

Ale zdajesz sobie sprawę, że układ Sony i Marvela narodził się w momencie gdy scenariusz CW dopiero powstawał? Może dla ciebie to normalne, że powinni teasować w poprzednich filmach pojawienie się postaci, do której nie mieli praw i nie wiedzieli, że będą mogli ją wykorzystać, ale chyba tylko dla ciebie :)