Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Boyhood (2014) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+--- Wątek: Boyhood (2014) (/Thread-Boyhood-2014--3672)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: Boyhood (2014) - nawrocki - 11-01-2015

Ten film wcale nie jest naturalny. Np. gdzie są sceny, jak bohater spada ze schodów, jak dostaje wpierdol, jak przyłapuje rodziców na seksie, jak rzyga po pierwszej libacji, gdzie spisywanie przez policję, pierwsze wagary, pyskówki z nauczycielami, i tak dalej, i tak dalej. Tego w filmie brakuje, a to przecież zwyczajne, naturalne, życiowe sytuacje. :D


RE: Boyhood (2014) - Gal Anonim - 12-01-2015

Nigdy nie widziałem też jak się załatawia w toalecie, a to przeciez taka naturalna, zyciowa sytuacja, ktorej filmy zwykle unikaja, bo są nadmiernie dramatyczne prowadzące do hollywoodzkich uproszczeń i efekciarstwa. ;) Linklater, tak blisko sztuki byłeś, ale speniałeś!


RE: Boyhood (2014) - Motoduf - 12-01-2015

Desjudi napisał(a):No przecież o większości tych rzeczy, o które prosisz, Majmurek pisze.

No właśnie nie do końca, bo pisze głównie o Linklaterze, jego strategiach, eksperymentach, nadziei, elipsach i "kontemplacji momentu". Z tym ostatnim elementem problem jest taki, że jak postawisz kamerę i sfilmujesz cały, trzydaniowy obiad, jedzony przez dużą rodzinę, to też będzie kontemplacja momentu :).

Generalnie masz pewnie sporo racji, tylko że "Boyhood" nie jest filmem, który do części trafił, a do części nie. Jest filmem, który trafił prawie do każdego (sugerując się choćby Pomidorami). I dlatego nie ogarniam, że prawie nikt nie potrafi uzasadnić swojego zdania czymś więcej niż "trafił do mnie, bo utożsamiałem się z bohaterem".

Zresztą, jeszcze a propos tego utożsamiania - ja się na przykład utożsamiałem z Rigganem Thompsonem w "Birdmanie", choć nie jestem upadłą gwiazdą po sześćdziesiątce, nie mam córki na odwyku ani problemów finansowych, generalnie prawie nic mnie z tym bohaterem nie łączy. Kluczem do utożsamiania się jest, moim zdaniem, takie zarysowanie bohatera, żeby był wiarygodny, ciekawy, miał wady i zalety, które możesz zrozumieć i poczuć, a jednocześnie takie skonstruowanie go, by widz znalazł jakiś drobiazg, który do niego trafia i dzięki któremu będzie mu na bohaterze zależało. Linklater idzie na łatwiznę - robi z głównego bohatera czystą kartkę. Nie podoba mi się to jak cholera.

Cytat:Lucy, którą ty kojarzysz z Kubrickiem, a ja, no cóż, nie potrafię tego dostrzec.

Kojarzę z Kubrickiem (a dokładnie z 2001) pewne motywy, tak jak montaż kojarzę z Eisensteinem. W żadnym wypadku nie twierdzę, że filmy jako takie są podobnie dobre :).

Cytat:Podobna sytuacja jest z Her, którą ty miażdżysz, a ja uwielbiam.

Tu akurat nie wiem, o czym mówisz, bo Her ma u mnie 7/10 i nigdy tego filmu nie miażdżyłem, choć nigdy mnie też nie zachwycił.

Cytat:A Birdmana w równym stopniu uwielbiamy ;)

A tutaj piona! :)


RE: Boyhood (2014) - patyczak - 12-01-2015

Serio Crov? Stać cię na więcej.

Czuję w Boyhood naturalność, która nie jest naturalizmem, tylko opozycją do filmowości, więc nie piszcie tu o sraniu czy rzyganiu po pierwszych libacjach, bo jest to słabe. Ale nie będę starał się bronić filmu, bo to na tyle wyjątkowe i intymne doświadczenie, że trudno byłoby je obronić na poziomie czysto filmowej dyskusji. Wydaje mi się tylko, że gdyby Linklater spróbował wtłoczyć te dwanaście lat w konwencjonalną formę zgodnie ze wszystkimi prawidłami sztuki filmowej - z konkretnym ciągiem przyczynowo skutkowym, z fascynującym, aktywnym bohaterem, dramatycznymi, budzącymi emocje zdarzeniami, ale mimo wszystko opowieść o dość przeciętnym życiu, to nie wyszłoby z tego nic dobrego. Dostalibyśmy zwykłą hollywoodzką, pokawałkowaną biografię. No może nie zwykłą, tylko gorszą, bo główny bohater nie był ani wybitnym sportowcem ani politykiem, nikim wyjątkowym.

Linklater nie poszedł tą drogą. A jaką? Udaje, że to wszystko jest prawdą, a on tylko rejestruje coś nad czym nie ma władzy, że patrzymy na życie chłopaka, który naprawdę gdzieś tam żyje. Jest bierny, bo tacy są ludzie, a nie dlatego, że ma być czystą kartą, zwierciadłem, w którym możemy się przejrzeć. Film o niczym nie mówi, w taki sposób w jaki nie można powiedzieć, że "ten wycinek mojego życia mówi o...". Boyhood nie kończy wątków, bo i w życiu nie wszystko ma swój koniec.

No może jest to największe oszustwo dekady, bo przecież to wyreżyserowany film, a nie autentyczne życie, ale ja z przyjemnością dałem się oszukać. Może nawet chodzi tu jedynie o ten wyjątkowy, dwunastoletni proces kręcenia, bo Linklater uchwycił przemijający czas w taki sposób, w jaki nie zrobił tego nikt wcześniej. Może to opowieść o czasie, a nie o Masonie?


RE: Boyhood (2014) - Gal Anonim - 12-01-2015

(12-01-2015, 01:45)patyczak napisał(a): Serio Crov? Stać cię na więcej.
Dlatego jak nakręce "Boyhood 2" to będzie sikanie. (Nie wiem dlaczego wyskoczyłeś ze "sraniem", ble, stać Cię na więcej patyczak.)

Cytat:Wydaje mi się tylko, że gdyby Linklater spróbował wtłoczyć te dwanaście lat w konwencjonalną formę zgodnie ze wszystkimi prawidłami sztuki filmowej - z konkretnym ciągiem przyczynowo skutkowym, z fascynującym, aktywnym bohaterem, dramatycznymi, budzącymi emocje zdarzeniami, ale mimo wszystko opowieść o dość przeciętnym życiu, to nie wyszłoby z tego nic dobrego. Dostalibyśmy zwykłą hollywoodzką, pokawałkowaną biografię. No może nie zwykłą, tylko gorszą, bo główny bohater nie był ani wybitnym sportowcem ani politykiem, nikim wyjątkowym.
No, ale co to - filmy mają tylko takie szerokie spektrum? Albo film o niczym, albo hollywódzka biografia? Albo nic się nie dzieje przez 12 lat, albo melodramat? Film ma bardziej forme antologii powiazanej bohaterami, nijak sie to nie laczy. Wiec jak juz ma taka forme to kazdy etap moglby o czyms opowiadac. Chocby zyciowym - o tym jak glowny bohater pierwszy raz poszedł na impreze, albo jak pierwszy raz nauczył się jeździć na rowerze, cokolwiek. Żeby COŚ mówiło. I przy okazji moglby pokazac coś, czego w filmach dotąd raczej nie widzielismy, bo to banalne rzeczy, ale które mozna pokazac z zabawnej, czarujacej perspektywy.

Cytat:Jest bierny, bo tacy są ludzie, a nie dlatego, że ma być czystą kartą, zwierciadłem, w którym możemy się przejrzeć.
Ludzie nie są bierni. Robia rozne rzeczy, zwlaszcza dzieciaki. Ale to nie biernosc bohatera sprawia, ze jest czysta karta, a jego brak osobowosci i zainteresowan.

Cytat:Boyhood nie kończy wątków, bo i w życiu nie wszystko ma swój koniec.
Boyhood nie zaczyna wątków. Bohaterowie wspominają o nich, jakby oglądali jakiś znacznie lepszy film niż ten, który oglądają widzowie.

Im dluzej mysle o tym, tym bardziej mam wrazenie, ze Linklater naprawde podszedl do tego leniwie i uznal, ze nakrecenie dzieciaka przez 12 lat bedzie wystarczajace, a scenariusz to tam walic, napisze sie cos na kolanie. Zamiast sie postarac.


RE: Boyhood (2014) - Kaczor - 13-01-2015






RE: Boyhood (2014) - Capt. Nascimento - 14-01-2015

I ten komentarz:

Cytat:It's like 12 years a slave last year but this year 12 years of filmmaking.

It's like poetry.

Redlettermedia mają trochę racji, założę się że gdyby nie ten cały hype w kręgu recenzenckim to film zgarniałby niższe noty.


RE: Boyhood (2014) - Persona non grata - 07-02-2015

Team Crov +1!

Gdybym miał więcej czasu napisałbym dokładnie to co Crov na pierwszej stronie. Przy czym dla mnie nominacja dla Hawke'a jest żartem i nieporozumieniem. Uważam, że nawet on nie był w stanie tego filmu pociągnąć. Uwielbiam serię "Before...", ale tym razem Linklater zawiódł. Ot film-ciekawostka. Gdyby ktoś nagrał dokładnie taki sam film, z tymi samymi scenami, dialogami, tylko zmieniano by aktorów wraz z upływem lat, nikt nawet by o tym filmie nie wspomniał. 4/10


RE: Boyhood (2014) - myś gryźli - 07-02-2015

Lubię niektóre filmy Linklatera, od innych dostaję wysypki. Po seansie 'Boyhood' mnie wysypało jak rzadko. Montaż rodzinnych filmików, w jakiś dziwny sposób wybiórczy ( ni cholery nie wiem co tak naprawdę ukształtowało bohatera - rozmowa z tatusiem, patrzenie na chmurki ), celowe przynudzanie bo "analizujemy zwyczajne życie". Nie kupuję, dla mnie ten film jest jednym wielkim eksperymentem, który się solidnie rozjechał.

Mam wrażenie powtórki z "Zeszłgo roku w Marienbadzie". To stare filmidło z 1961 roku, krytycy wówczas piali z zachwtu, pomieszanie czasu, przestrzeni, surealistyczne odloty. Też było analizowanie do nieprzytomności życia bohaterów. Może nieco bardziej interesujące niż w filmie Linklatera. Dziś mało kto o tym filmie pamięta, może na operatorskich go wspominają ( kamerka była nowofalowa ).

'Boyhood' jest filmem dla krytyków, takim typowym festiwalowcem. Na tle serwowanej hollywoodzkiej kaszany ma jaśnieć jako ten brylant kina niezależnego. Ale to jest zwykły węgiel, trochę podrasowany.


RE: Boyhood (2014) - simek - 07-02-2015

Cooooooo? Najdziwniejsze porównanie jakie w życiu przeczytałem. Przecież Zeszłego Roku w Marienbadzie to uznany klasyk, może nie zdobywa wysokich miejsc w rankingach najlepszych filmów w historii, ale to znane i doceniane dzieło, z kapitalną reżyserią, zdjęciami, które w ogóle się nie postarzały no i chyba jedyną w swoim rodzaju narracją, pięknym chaosem, tajemnicą, poczuciem niepewności co do przeszłości. Dla mnie bardzo świeży film i naprawdę nie znajduje ani jednej wspólnej cechy z Boyhoodem, który jest realizacją fajnego konceptu podczas której zapomniano o scenariuszu.


RE: Boyhood (2014) - Pitero - 07-02-2015

Wszyscy mówią "gdyby nakręcili to z innymi aktorami, normalnie, nikt by się nie przejął". Może ale właśnie w tym tkwi siła i piękno tego filmu, że został WŁAŚNIE TAK NAKRĘCONY. Nikt na to nie wpadł, nikt się nawet nie odważył zrobić coś takiego. Twórcy filmu przeżyli wielka przygodę, która zostanie w nich na zawsze. I to jest największy atut "Boyhood".


RE: Boyhood (2014) - simek - 07-02-2015

Pitero, nie osłabiaj mnie - mam oceniać przyjazniejszym okiem film dlatego że twórcy przeżyli fajna przygodę na planie???


RE: Boyhood (2014) - patyczak - 07-02-2015

Hehe, czyli sprowadzasz ten koncept tylko do fajnej zabawy na planie? Fascynujące jest to deprecjonowanie fundamentalnego dla filmu zabiegu. Boyhood nie opiera się na głębokiej, skomplikowanej fabule czy charyzmatycznych postaciach, tylko właśnie na upływie czasu. Obserwowanie dorastających bohaterów jest największą wartością filmu, więc głupotą jest pisać coś w stylu, że gdyby nie sposób kręcenia, to nikt by o Boyhood nie usłyszał. To właśnie przez tak długi cykl produkcyjny taka banalna w sumie historia staje się czymś wspaniałym i inaczej odbiera się tą przeciętność egzystencji bohaterów.


RE: Boyhood (2014) - simek - 07-02-2015

Ok, a czym powyższa obrona Boyhooda się różni od takiej samej dla Transformersow? Tamte filmy tez nie opierają się na głębokiej fabule i charyzmatycznych postaciach tylko na super efektach specjalnych, obserwowanie walczących robotów jest największą wartością filmów Baya. To właśnie dzięki efektom ta banalna historia staje się wspaniałym widowiskiem.


RE: Boyhood (2014) - patyczak - 07-02-2015

Jeżeli chcesz, to możesz bronić w ten sposób Transformersów. Ja bym się z tobą nie zgodził, bo akurat efekty specjalne w filmie Baya nie polepszają mojego odbioru nędznej fabuły, nijak nie wpływają na jej percepcję, są tylko małym dodatkiem i nie niosą żadnej wartości prócz tego, że są świetnie wykonane. Nie kreują niczego, co byłoby dla mnie cenne. Ale tak samo jak strona wizualna Grawitacji czy Tylko Bóg wybacza skutkuje wyjątkowym, niepowtarzalnym doświadczeniem filmowym mimo prostej (czy wręcz absurdalnej, jak w przypadku filmu Refna) fabuły, tak Boyhood istnieje właśnie dzięki tej formie, w jakiej został nakręcony.

Lubię eksperymenty, lubię oryginalne, często ryzykowne zabiegi i staram się nie oceniać filmu rozbijając go na czynniki pierwsze i analizując każdy element z osobna - bo co z tego, że wyrwany z kontekstu scenariusz Boyhood nie zasłużyłby na żadną nagrodę? Ten kontekst jest najważniejszy. Są filmy, które nie muszą zachwycać scenariuszem.

Czy jest to przypadek Transformersów i innych głupich blockbusterów, które mają do zaoferowania jedynie efekty specjalne? Moim zdaniem nie.


RE: Boyhood (2014) - Gal Anonim - 07-02-2015

(07-02-2015, 11:34)patyczak napisał(a): Hehe, czyli sprowadzasz ten koncept tylko do fajnej zabawy na planie? Fascynujące jest to deprecjonowanie fundamentalnego dla filmu zabiegu. Boyhood nie opiera się na głębokiej, skomplikowanej fabule czy charyzmatycznych postaciach, tylko właśnie na upływie czasu. Obserwowanie dorastających bohaterów jest największą wartością filmu, więc głupotą jest pisać coś w stylu, że gdyby nie sposób kręcenia, to nikt by o Boyhood nie usłyszał. To właśnie przez tak długi cykl produkcyjny taka banalna w sumie historia staje się czymś wspaniałym i inaczej odbiera się tą przeciętność egzystencji bohaterów.
Dokładnie, Simek, pamietaj - Boyhood nie ma w sobie nic poza tym, ze zostal nakrecony przez 12 tygodni przez 12 lat. ;) Ja czekam aż ktoś wytlumaczy "To właśnie przez tak długi cykl produkcyjny taka banalna w sumie historia staje się czymś wspaniałym i inaczej odbiera się tą przeciętność egzystencji bohaterów." - dlaczego banalny snuj (bo nie nazwe to tego historia) nagle staje sie wyjatkowy, bo ktos sie postarzal przy produkcji. Czy seriale telewizyjne nagle są teraz wielkimi dziełami sztuki, bo aktorzy w nich dojrzewaja? I jeszcze poprosze, zeby ktos obliczyl od ilu lat trwania produkcji jest to wartością dodaną, bo moze warto bedzie krecic film np. przez 5 tygodni w ciagu 5 lat, bo widz uzna wtedy dzielo za bardziej wartosciowe? ;)

Pitero pisal o odwadze. Nakrecenie filmu w ten sposob to nie jest odwaga (chyba, ze dla producenta), tylko strata czasu, bo efekt 12 lat niczego nie wnosi do filmu. Jaka roznice by to zrobilo, gdyby okazalo sie, ze typ grajacy Masona okazal sie byc jednym z braci, ktorzy grali Masona w roznym wieku i stad wygladaja podobnie? Albo projekcją CGI? Nagle u widzów Boyhood film z 10/10 zszedłby do crovowego 3/10?

(07-02-2015, 12:28)patyczak napisał(a): Ale tak samo jak strona wizualna Grawitacji czy Tylko Bóg wybacza skutkuje wyjątkowym, niepowtarzalnym doświadczeniem filmowym mimo prostej (czy wręcz absurdalnej, jak w przypadku filmu Refna) fabuły, tak Boyhood istnieje właśnie dzięki tej formie, w jakiej został nakręcony.
Tak, ale tam strona wizualna - forma - jest dopełnieniem scenariusza i opowieści. Nawet w Only God Forgives, które jednak głównie formą żyje dla widza, który nie jara sie arthałsem. Sama forma ich nie broni. OGF zostal przyjety bardzo chlodno wlasnie dlatego, ze wiele osob poza forma niczego tam nie widzi. (Choc OGF przy calej swojej pretensjonalnosci jest milion razy lepsze niż Boyhood.)


RE: Boyhood (2014) - patyczak - 07-02-2015

Cytat:Tak, ale tam strona wizualna - forma - jest dopełnieniem scenariusza i opowieści.

I tak właśnie widzę to w Boyhood.

Cytat:OGF zostal przyjety bardzo chlodno wlasnie dlatego, ze wiele osob poza forma niczego tam nie widzi.

Ja bardzo lubię OGF, chociaż w sumie poza formą też niewiele tam dostrzegam. Forma broni fabułę, bo bez niej byłaby totalnym, nieoglądalnym gównem. Przywołałem ten tytuł, bo wydaje mi się, że Simkowi też się podobał ;)

Cytat:Boyhood nie ma w sobie nic poza tym, ze zostal nakrecony przez 12 tygodni przez 12 lat. ;)

Tego nie napisałem.

Cytat:dlaczego banalny snuj (bo nie nazwe to tego historia) nagle staje sie wyjatkowy, bo ktos sie postarzal przy produkcji. Czy seriale telewizyjne nagle są teraz wielkimi dziełami sztuki, bo aktorzy w nich dojrzewaja? I jeszcze poprosze, zeby ktos obliczyl od ilu lat trwania produkcji jest to wartością dodaną, bo moze warto bedzie krecic film np. przez 5 tygodni w ciagu 5 lat, bo widz uzna wtedy dzielo za bardziej wartosciowe? ;)

I po co to bezsensowne uogólnianie, tak jakbym sugerował, że w każdym przypadku, automatycznie, czas produkcji wpływa na szeroko pojęty artyzm filmu, co można by później obiektywnie zanalizować i wysnuć jedyny właściwy wniosek w stylu "jeden rok dodaje 0,67 do oceny na filmwebie". Są różne filmy, obok fabularnych, zachwycających scenariuszem i aktorstwem znajdziemy takie perełki i dziwne twory, które trudno zaklasyfikować jak Koyaanisqatsi. Jestem świadom, że scenariusz nie jest mocną stroną Boyhood i analizując je ze z perspektywy typowych dramatów można bardzo łatwo go zjechać. Ale ja widzę sporą różnicę pomiędzy odgrywaniem kolejnych faz życia postaci w różnych filmach przez kilku aktorów, a tym co zrobiono w Boyhood. Ten upływ czasu + banalne, w sensie, że dość typowe i pozbawione fajerwerków życie głównego bohatera (a Linklater wydaje się wręcz omijać jakieś potencjalne "fajerwerki") jest wyjątkowym doświadczeniem.

Cytat:Jaka roznice by to zrobilo, gdyby okazalo sie, ze typ grajacy Masona okazal sie byc jednym z braci, ktorzy grali Masona w roznym wieku i stad wygladaja podobnie? Albo postacie są projekcją znakomitego CGI? Nagle u widzów Boyhood film z 10/10 zszedłby do crovowego 3/10?

To jest kiepska analogia, bo sugerujesz nią to, że ta długoletnia produkcja ma jedynie wartość jakiejś ciekawostki, która istnieje sobie niezależnie od filmu i nie ma na niego żadnego wpływu, poza tym, że sugeruje widzom jakiś artyzm - co jest łykane przez tych wszystkich stawiających Boyhood maksymalne noty. Nie umiem powiedzieć na ile czuję to w samym filmie, a ile sprawiła to świadomość tego jak wyglądała produkcja Boyhood, ale prawdopodobnie gdyby Linklater nakręcił to wszystko po bożemu, w rok, z braćmi w różnym wieku grającymi jedną postać (albo użyłby doskonałego CGI...), to nie czułbym tego autentyzmu i naturalności. To się odczuwa chyba gdzieś na granicy podświadomości, w taki sposób, w jaki od razu widzi się różnicy między nawet doskonałym efektem komputerowym a prawdziwą scenografią ;)

Ale i tak spróbuję odpowiedzieć na pytanie - czemu miałbym nie zmienić oceny i czemu ta zmiana miałaby świadczyć o kompletnym bezsensie i bezwartościowości kilkunastoletniego procesu produkcyjnego (bo chyba to chcesz udowodnić)? Gdybyś cenił jakiś film za oryginalność i nagle dowiedział się, że jest kompletnym plagiatem jakiegoś innego, to nie zmieniłbyś oceny? Co w tym dziwnego? A gdybyś stracił pamięć i sympatię do tych wszystkich filmów, do których klimatem nawiązuje Gość, to twoja ocena by się nie zmieniła? Film nie jest autonomicznym tworem, jego ocena zależy od wielu czynników, które nie są zawarte w nim samym. Jeżeli cenię Boyhood za jakąś prawdę, autentyzm, to oczywiście wkurzę się, jeżeli to wszystko okaże się nagle kłamstwem.

Podobał mi się Sugar Man, ale po seansie poczytałem sobie o kontrowersyjnych różnicach między życiem piosenkarza a filmem i niestety nie umiałem już przywołać sobie sympatii dla dokumentu, bo miałem wrażenie, że idealizuje historię kosztem prawdy - to zrozumiałe w przypadku filmów fabularnych, ale od dokumentów oczekuję czegoś innego. Więc niby nic się nie zmieniło w samym Sugar Manie, ale mój odbiór był już całkiem inny. I pewnie to samo odczucie miałbym w przypadku Boyhood.


RE: Boyhood (2014) - Pitero - 07-02-2015

Ja też nie napisałem tego, że skoro Boyhood zostało tak nakręcone to można go bronić i dla wszystkich musi być arcydziełem. Mnie i bez tego film ogląda się znakomicie, te trzy godziny zleciały mi szybko (podobna sytuacja z Życiem Adeli), aktorstwo jest świetne. A to, że doceniam formę to juz inna sprawa.


RE: Boyhood (2014) - Gal Anonim - 07-02-2015

Ale moje pytanie jest zupelnie serio:

Jaka roznice by to zrobilo, gdyby okazalo sie, ze typ grajacy Masona okazal sie byc jednym z braci, ktorzy grali Masona w roznym wieku i stad wygladaja podobnie? Albo postacie są projekcją znakomitego CGI? Nagle u widzów Boyhood film z 10/10 zszedłby do crovowego 3/10?


RE: Boyhood (2014) - myś gryźli - 07-02-2015

Simek co do klasycznych porównań, "Przeminęło z wiatrem" też jest uznane za klasykę i co z tego. Klasyka wcale nie oznacza że film jet genialny. To jest właśnie, moim zdaniem rzecz, jasna przypadek "Zeszłego roku w Marienbadzie"

Jak pisałem praca kamery jak najbardziej doceniana, ale z tą narracją już tak pięknie nie jest. Tzw. tajemnica, świeżość, czy jak piszesz piękny chaos jest czystą zabawą formalną , natomiast treść sprowadza się do tego czy pani cierpiała na amnezję czy pan na urojenia. Sorry, do filmów Antonioniego, faceta od tajemnic, to jest jeszcze daleka droga.

Piękny chaos widzę też w "Boyhood", Jak pisałem nie mam pojęcia dlaczego reżyser wybrał te a nie inne momenty z życia bohatera, w jaki sposób młodego kształtowały. Mam wrażenie że równie dobrze mógł wybrać inne, dla procesu dojrzewania i "stawania się" postaci nie mają one w sumie żadnego znaczenia.
Qrcze tajemnica jest - jak z chłopca zostałem facetem ( odpowiedź sobie dośpiewuję, hormony ). Narracja też niby świeża, w końcu wszystko tu jest tak samo ważne.

Nie posunę się tak jak Crov do tzw. "zwyzwania" filmu od oszustwa, uważam że jest to eksperyment. Moim zdaniem się nie powiódł. Ten hype krytyków wygląda mi na zachwycanie się otoczką - boszsz... jaki fajny pomysł z tym kręceniem przez lata. No i co za warsztat, jaka świeżość spojrzenia i autentyzm osiagnięty przez zlepianie kawałków życia jakby podpatrywanego przez Wielkiego Brata.

Czekam na dysertacje "Kino w czasach reality show - od Truman Show do Boyhood" . Pewnie i "Boyhood" zostanie uznany za klasyk, filmy nowatorskie formalnie takowymi zostają. Tylko że takie filmy są cholernie letnie w odbiorze i w związku z tym nie wraca się do nich często, o ile w ogóle się wraca. Ciekawe ilu jeszcze żyjących krytyków z czasów francuskiej Nowej Fali z wypiekami na twarzy co jakiś czas śledzi zagadkę marienbadzką?