![]() |
|
Public Enemies (2009) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Filmy Michaela Manna (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Michaela-Manna--65) +---- Wątek: Public Enemies (2009) (/Thread-Public-Enemies-2009--1366) |
- Mental - 18-07-2009 solo, byłoby super, gdybyś nie rozwalał topicu takimi bezsensownymi pytaniami. zdanie nie zmieniłem, jedynie zmodyfikowałem treść posta, bo glut usunął swoją wypowiedź. - Glut - 18-07-2009 Solo napisał(a):Bardzo płytko postrzegasz postać Purvisa w takim razie. A jak wygląda głębokie postrzeganie? Takie, jakie ty uznajesz za słuszne? Twierdzisz że Bale nie chce dyskutować, czemu więc zatrzymuje się gdy Depp mówi o zmianie pracy? Trawi informację, gdyby nie chciał bawić się w riposty to by po prostu odszedł. [ Dodano: Sob Lip 18, 2009 01:47 ] Ja ... ja nic nie usuwałem. : ) - Mierzwiak - 18-07-2009 Mental napisał(a):przechadzka po komisariacie to wręcz manifest próżności. chciał się nasycić sławąJak myślisz, czy ryzykowałby w ten sposób gdyby Billie nie została aresztowana? Próżny był, owszem, ale pamiętajmy że wtedy nie miał już nic do stracenia. Tak czy inaczej scena genialna, podobnie jak ta w kinie : ) - Mental - 18-07-2009 też prawda. może chciał, żeby go aresztowali? chyba nie. - Anonymous - 18-07-2009 Glut napisał(a):Takie, jakie ty uznajesz za słuszne? Twierdzisz że Bale nie chce dyskutować, czemu więc zatrzymuje się gdy Depp mówi o zmianie pracy? Trawi informację, gdyby nie chciał bawić się w riposty to by po prostu odszedł. Mówiłem, ale nie chcesz zrozumieć: Purvis wie doskonale, że jest panem sytuacji, bo złapał Dillingera szybko i łatwo, i wie że los tamtego jest przypieczętowany. Dillinger owszem, wierzy że ucieknie (i ma rację, ale tego Purvis wiedzieć nie może), więc czuje się upokorzony, bo trudno żeby nie był, kiedy siedzi w klatce, a gliny oglądają go tryumfując, jakby siedzieli w zoo. W tej sytuacji gada próbując wyprowadzić Purvisa z równowagi, ale jedyne co słyszy to że wyjdzie z więzienia na krzesło, a na koniec dostaje ironiczny uśmiech. Tak to widzę, pisałem. [ Dodano: Sob Lip 18, 2009 01:51 ] Glut napisał(a):nie chciał bawić się w riposty to by po prostu odszedł. Przecież to zrobił.
- Glut - 18-07-2009 Mental napisał(a):też prawda. może chciał, żeby go aresztowali? chyba nie. Wybaczcie, ale muszę to utrwalić. Mental, to chyba najlepsze co się zdarzyło dotychczas napisać. : ) Kurna, właśnie przypominam sobie jak Purvis rozwala kolesi, którzy uciekają z rozbitego samochodu. Wszystkie włosy dęba mi stanęły w kinie wtedy. Solo, nie dojdziemy do porozumienia bo mamy idealnie biegunowe postrzeganie tej sceny, jak to możliwe że różne osoby interpretują to samo w dokładnie wykluczający się sposób? : ) - Anonymous - 18-07-2009 Kwestia interpretacji, dlatego to się nazywa interpretacja.
- Glut - 18-07-2009 Solo napisał(a):Przecież to zrobił. Nie, nie zrobił. Stał jak słup soli i się zastanawiał. Albo nie wymyślił odpowiedniej riposty, albo zgodził się z tekstem Dillingera. - B2Ka - 18-07-2009 Na początku chciałem symbolicznie powitać wszystkich miłośników filmu, śledzę to forum od dłuższego czasu ale byłem chyba zbyt leniwy żeby się zarejestrować .Public Enemies Nastawiłem się na rewelacyjne widowisko. Pozytywne opinie o filmie na tymże forum jeszcze bardziej podgrzały atmosfere przed seansem. Jeszcze tylko pare razy obejrze trailer i wio do kina. Zaczyna się dosyć chaotycznie. Nie wiadomo kto z kim i dlaczego, pewnie jeśli bym wczoraj nie zapoznał się z historią Dillingera nie wiedziałbym o co chodzi. Pierwsza połowa filmu jest po prostu przeciętna. Ciągle wkurzający handheld i nieustanne cięcia, która wyglądały jakby nadrabiali nimi braki w fabule. Strzelanina w lesie podobała mi się, ale mogła się okazać zbyt dynamiczna dla przeciętnego zjadzacza popcornu, którego mogła głowa rozboleć od tych ognii i cięć - na szczęście do takich nie należe . To był przełomowy moment potem było coraz lepiej. Świetna scena, w której porywają lubę Johna - Billie Frechette i ona podaje fałszywe informacje, no i jeszcze ta, w której ją przesłuchują. Kolejna rewelacyjna to jedna z ostatnich czyli kiedy rozpoczynają ostatnią krucjatę na życie Dillingera, aż do jego śmierci. Johnny Depp świetnie zagrał i to on był właściwie motorem napędowym tego filmu. Christianowi nie mam nic do zarzucenia po prostu wywiązał się dobrze z powierzonej mu roli. Co do scenografii to wkurzało jedynie, że każdy bank wyglądał niemalże identycznie jak i każde więzienie, rozumiem, że wszystko mogło być podobne ale oczekiwałem więcej kreatywności od scenografów. Cyfrówka nie przeszkadzała jedynie ten wcześniej wspomniany przeze mnie handheld i te cięcia. Nie mam pojęcia kto napisał scenariusz ale był on po prostu przeciętny. Nazwisko reżysera "Michael Mann" niczego nie usprawiedliwia oczekiwałem rozrywki na wyższym poziomie i się trochę przejechałem. W zamian dostałem ciekawy film o gangsterach jakiego dawno nie było. W Przekroju pisali, że ten film to symboliczny powrót tegoż gatunku i też tak myśle. Myślałem, że będzie 9/10, a ostatecznie przyjąłem 8/10. Gdyby nie ta kiepska połowa filmu byłaby pewnie ta dziewiątka. Warto jeszcze wspomnieć wcześniej wymienioną przez kogoś scenę przechadzki Dillingera po komisariacie - genialne.8/10 - Mental - 18-07-2009 a czytaliście może w wyborczej recke mossakowskiego? facio twierdzi, że wadą filmu jest to, że depp podszedł zbyt poważnie do roli. zamiast tego powinien bardziej wyluzować i grać z większa nonszalancją. czaicie to? gdybym to ja był redaktorem tej gazety, to w imię wolności słowa mossakowskiego już by w niej nie było:) - Anonymous - 18-07-2009 Glut napisał(a):Nie, nie zrobił. Stał jak słup soli i się zastanawiał. Całe kilka sekund. ![]() Glut napisał(a):Albo nie wymyślił odpowiedniej riposty, albo zgodził się z tekstem Dillingera. Po prostu stwierdził, że po co dyskutować z kimś, kto może tylko odszczekiwać się zza krat, a którego los jest już ustalony. I marny. No bo chyba sam nie wierzysz w to, że facet złapał Dillingera, włożył w to kupę roboty i poświęcenia, zyskał sławę, a potem wchodzi na minutę rozmowy z Dillingerem i wychodzi z niej przekonany, że życie nie ma sensu, robota jest do bani, a on tak w ogóle to chciałby został drwalem. Już wiem! To zapewne bo tej ripoście o kawie. Dillinger wtedy pomyślał, że chciałby być taki sam jak Dillinger...
- Glut - 18-07-2009 Kiedyś musiał odkryć że robota obssysa po całości, bo ją rzucił. Pokaż mi lepszy "uświadamiający" go moment w filmie to pójdę spać i dam tobie spokój. : ) - Anonymous - 18-07-2009 Glut napisał(a):Kiedyś musiał odkryć że robota obssysa po całości, bo ją rzucił. Pokaż mi lepszy "uświadamiający" go moment w filmie to pójdę spać i dam tobie spokój. : ) Ale ja twierdzę, że takiego momentu w filmie w ogóle nie było, bo go nie mogło być. - Glut - 18-07-2009 Czemu? - Anonymous - 18-07-2009 Bo nic nie wskazywało na to, że on tej roboty miał dość. Wręcz przeciwnie, jego determinacja w celu złapania Dillingera rosła z każdym niepowodzeniem. - Mierzwiak - 18-07-2009 Rozmowa z Dillingerem mogła zasiać w Purvisie ziarno niepewności, podlewane przez późniejsze pasmo porażek. Dillinger ucieka z aresztu, później akcja w lesie (zabijają ludzi Dillingera, ale on sam ucieka, więc to jednak bardziej porażka niż sukces), wreszcie wpadka z Billie. Przypomnijcie sobie wyraz twarzy Bale'a gdy widzi agentów którzy pilnowali Billie. Purvis mógł zacząć zastanawiać się, czy faktycznie nadaje się do tej roboty, czy właśnie tego chce. Ale nie zrezygnował, nie był aż tak słaby. Tutaj dochodzimy jednak do jego obojętnej reakcji w finale. Skoro osiągnięcie najważniejszego celu nie wywołało w nim emocji, musi to coś oznaczać, prawda? Ale wolałbym nie stwierdzać niczego ze 100% pewnością, jeden seans to za mało. - Anonymous - 18-07-2009 Mierzwiak napisał(a):Rozmowa z Dillingerem mogła zasiać w Purvisie ziarno niepewności I po co? Po co bawić się w takie subtelne rozgrywki psychologiczne, skoro Dillinger nie planował więcej spotykać Purvisa, a raczej nie liczył że tymi kilkoma zdaniami skłoni go do porzucenia pracy. Sorry, to nie Lecter przecież. Mierzwiak napisał(a):Purvis mógł zacząć zastanawiać się, czy faktycznie nadaje się do tej roboty Takie wątpliwości miałby sens, choć byłyby trochę banalne. Jednak w filmie - o ile pamiętam - nic na to nie wskazuje, że się pojawiły. Przeoczyłem coś? - Glut - 18-07-2009 Solo napisał(a):Dillinger wtedy pomyślał, że chciałby być taki sam jak Dillinger... : ) Mierzwiak ma rację, nikt do ekranu nie zapłakał ale z postacią Purvisa coś jest na rzeczy, Mann umieścił w filmie informacje o jego rezygnacji z jakiegoś powodu. Mam taką teorię że Purvis łapie Dillingera z powodu techniki. W jednym wywiadzie Mann nawet mówił o wpływie telefonii, porządnych samochodów i lotnictwa na pracę FBI. Gdyby nie podsłuchy G-Many na pewno by Johna nie złapały. Co pozostaje Baleowi? Trupy i kilka poważnych porażek przy tak ogromnej przewadze technologicznej. Nie miał z czego być dumnym. - Anonymous - 18-07-2009 Glut napisał(a):Trupy i kilka poważnych porażek przy tak ogromnej przewadze technologicznej. Nie miał z czego być dumnym. Nie przesadzaj - policja zawsze jest na gorszej pozycji w takich sytuacjach. Każdy glina jest tego świadomy i Purvis też był. Gdyby było inaczej (mam na myśli kwestię pozycji), to byśmy nie mieli problemu przestępczości. Porażki zdecydowanie nakręcają Purvisa - widać to po rosnącej zaciętości, w kolejnych scenach. Nie widać procesu odwrotnego, nie widać braku motywacji, zniechęcenia. Wręcz przeciwnie. Umieszczenie informacji o Purvisie nie ma raczej znaczenia dla tego dyskutowanego wątku - po prostu Mann (jak to wielu reżyserów przed nim) dopowiedział losy głównych bohaterów dramatu, co się z nimi stało naprawdę. - Anonymous - 18-07-2009 Public Enemies to kino wielkie - klimat miażdży, zdjęcia znakomite, muzyka bardzo dobra, surowe strzelaniny to perfekcja w każdym calu. Depp bez problemu może sobie swoje wcielenie w Dillingera dopisać do filmografii jako kolejną świetną rolę. Podobnie postąpić może też Bale w kwestii jego agenta Purvisa. Ja natomiast spokojnie mogę nazwać Public Enemies jednym z najlepszych filmów, jakie widziałem na dużym ekranie w ostatnich latach. Kilka scen to istna miazga, w tym strzelanina w Wisconsin (w domku w lesie) â surowo nakręcona z ręki, bez udziału muzyki - chyba najlepsza strzelanina, jaką widziałem, dająca niewyobrażalnego kopa (wyborne udźwiękowienie wystrzałów połączone z kręceniem z ręki w formie paradokumentu naprawdę daje nam wrażenie uczestniczenia w całej akcji). Następnie scena na lotnisku (fragmentarycznie widoczna na początku drugiego trailera): nakręcona bezbłędnie, idealnie, cudownie â ta flara, te ujęcia - majstersztyk. Napady na banki to również czysta poezja, trzymająca dzielnie kroku wspomnianej już strzelaninie. Opowieść o powolnym upadku Dillingera jako główny wątek filmu â wyborna. Już nie mogę się doczekać kolejnego seansu i do niego wstrzymam się z ostateczną oceną. |