Stały bywalec
Liczba postów: 1,166
Liczba wątków: 5
Byłem na przedpremierze w środę. Do filmu podszedłem niemal neutralnie, nie miałem wielkich nadziei, ale przyznam że trochę mnie zniechęcił fakt użycia cyfrowej kamery. I nie dlatego, że mam coś przeciwko takiemu stylowi, ale dlatego że miałem wątpliwość czy będzie on pasował do 1930s. Nie pasował. Przez niemal całą ciągłość filmu musiałem przekonywać siebie, aby tą Mannowską fanaberię tolerować i odsuwać na bok, aby nie zepsuła reszty. Nie jest jednak tragicznie, a jedynie źle. Miejscami miałem wrażenie, że oglądam film telewizyjny, a w połączeniu z nieco banalną i prostą historią, której jesteśmy świadkami przez jakieś 2/3 filmu, zacząłem odczuwać zniechęcenie. Całe szczęście film się w końcu rozkręca, a postacie przestają być papierowe. Na mój gust dzieje się to jednak trochę zbyt późno. Przed obejrzeniem 'Public Enemies' miałem też małe wątpliwości odnośnie obsady w postaci Bale'a i Deppa. Pierwszego z powodu utraty mojego zaufania, poprzez raczej mizerne role w Batmanach i T: Salvation, drugiego z powodu 'syndromu Deppa'. O czym mówię? Otóż nieważne w jaką rolę ten aktor wchodzi, niemal zawsze na chwilę przedostaje się na zewnątrz ten sam, rozpoznawalny akcent w postaci spojrzenia czy uśmiechu, będący niemalże przebiciem czwartej ściany. Ja im poszło tym razem? Akceptowalnie. Bale dał radę, nie miał jednak dużo do zagrania. Małe 'ale' miałbym do jego akcentu, który brzmiał nieco sztucznie, a miejscami niemal 'po austriacku'. Depp wypadł lepiej niż się spodziewałem, ale nie na tyle dobrze by uwierzyć w autentyczność kreowanej postaci. Raziła nieco komputerowa krew w kilku scenach (jeśli nie była CGI to w takim razie na taką wyglądała, więc żadne to usprawiedliwienie). Zawiódł również montaż. W dwóch scenach, które miały być przedstawione jako ciągłe zauważyłem nagłe cięcia, wyglądało niczym na filmach amatorskich (może to projektor się zaciął? - wątpliwe). Kontunuując wyliczankę. Dźwięki wystrzałów zdecydowanie za głośne. Mogli to jednak trochę stonować, ale przypuszczam że wielu kinomaniaków uwielbia takie atrakcje. Czas chyba przejść do plusów. Bardzo dobra muzyka, budująca klimat, którego to jednak w filmie nie brakuje. Mimo wszystkich powyższych wad, całość broni się jako dobra rozrywka. Kilka scen jest nawet bardzo dobrych, znajdą się również emocje. Film to zrobiony poprawnie, ale potencjał jednak zmarnowany. Choć jestem pewien, że dam mu drugą szansę.
"It ain't over 'til it's over."
03-07-2009, 20:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-01-2016, 15:53 przez Mierzwiak.)
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Zamykam temat do 16 lipca, tutaj mają pojawiać się TYLKO posty z wrażeniami po filmie.
05-07-2009, 23:08
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Film jest genialny Heat , Zakładnik i Public Enemies to od tej pory moja święta trójca twórczości Manna. Christian Bale zagrał niesamowicie to jego najlepsza rola w karierze, ogólnie pełen zachwyt i spełnione oczekiwania . Więcej napisze jutro po drugim seansie bo ten niestety był z nieodpowiednia widownią ;/
9/10 ale jutro pewnie dam 10/10
17-07-2009, 03:12
Stały bywalec
Liczba postów: 13,287
Liczba wątków: 77
Film-KOZAK! Mannowi udała się rzecz niemożliwa. Zadowolił nie tylko publiczność nastawioną na czystą rozrywkę ("szczelaniny", okradanie banków), ale również tę chwytającą klimat lat 30 oraz miłośników technologii. Film poraża wizualnie i jestem gotów się założyć, że poza wielkim ekranem kina nie będzie robił już tak dobrego wrażenia (no chyba, że ktoś ma 60 calowy LCD). Co nie znaczy, że obraz jest dobry tylko w kinie. Jest arcygenialny, surowy w cholerę, ale niesamowicie wciągający. Ani razu nie sprawdzałem która godzina. Bite 130 minut wpatrywania się w wciągającą historię. Zwiastuny nie zadowalały, ale film już mnie zgniótł, przemielił i wypluł abym mógł go jeszcze obejrzeć do końca. Aktorstwo świetne, nienachalne. Depp nie robi z siebie głupka jak w Piratach, jest gangsterem pierwszej klasy. Dorównuje mu Bale, który jako Purvis nie może sobie pozwalać na śpiewanie w samochodzie, ale kiedy na ekranie dzieją się rzeczy straszne jego oczy wyrażają wszystko. A na dodatek piękna Cottilard. Miejscami głupiutka, ale kiedy ma coś zagrać robi to świetnie.
Czy PE ma błędy? Ma. Dwa drobne:
- trochę przesłodzony wątek miłosny (ile razy Depp musiał powatrzać lasce, że zawiezie ją tam gdzie ona chce?)
- mimo wszystko zabrakło jakiejś genialnej sekwencji okradania banku. Są tylko bardzo dobre
A tak w ogóle PE posiada mnóstwo czadowych scen, pięknie skomponowanych, uwypuklających detale, twarze postaci... Można wymieniać i wymieniać. Boję się nazwać tego najlepszym obrazem Manna (bo to czyste subiektywne zdanie). Ale bez wątpienia jest to najlepszy film jaki widziałem w tym roku.
Jeszcz jedna rzecz:
Śmierć Dillingera to jedna z najlepszych scen w ostatnich latach. Kamera skierowana na twarz Deppa, ale ukazująca również posuwającego się szybkim krokiem agenta przyprawia o dreszcze.
10/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
17-07-2009, 16:13
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Krótko: jak zwykle u Manna dobry film, jak zwykle nierówny, jak zwykle dużo gorszy na początku niż na końcu, jak zwykle lepszy po seansie niż w trakcie, jak zwykle świetnie zrealizowany i obfitujący w zapadające w pamięć sceny, jak zwykle te same Mannowskie tropy. Jak nigdy dotąd nie rozumiem, po co Mannowi ta cyfra (która sprawiła, że jak nigdy dotąd na seansie bolała mnie głowa) do pokazania klasycznej jak nigdy dotąd gangsterskiej historii, jak nigdy dotąd na filmie Manna w finale się wzruszyłem, jak nigdy dotąd tylko jedno brzydkie słowo, jak nigdy dotąd bijący po oczach finałowy strzał w stylu "Watchmenów", jak nigdy dotąd zobaczyłem film Manna w kinie i jak nigdy dotąd czekam, żeby zobaczyć go na mniejszym ekranie, bo tam będzie się nań lepiej patrzeć. 4/6
17-07-2009, 18:02
Stały bywalec
Liczba postów: 4,438
Liczba wątków: 8
Pierwsza połowa filmu jest...przeciętna. Ktoś rabuje banki, ktoś poluje na gangsterów, ktoś do kogoś strzeli, ale nie ma w tym wszystkim emocji. Porównałbym to do Miami Vice (które widziałem jeden raz, więc to wszystko wyjaśnia  ). Za to druga połowa... Powiem tak: dawno żaden film mnie tak nie zaagażował, jak druga połowa Public Enemies. Od kiedy Hoover rozkazuje ,,zdjąć białe rękawiczki" akcja nabiera tempa, pojawiają się szokujące tortury g-menów, fantastyczne strzelaniny, emocje! A punktem szczytowym jest końcówka. Kto widział, ten wie. Kiedy pojawiły się napisy, ludzie na sali siedzieli jeszcze chwilę w ciszy.
Podabało mi przedstawienie policji jako tych złych, którzy za wszelką cenę, w myśl zasady, że cel uświeca środki próbuje dorwać szlachetnych gangsterów.
Cyfra w ogóle mi nie przeszkadzała. Prawdę mówiąc myślałem, że będzie jej więcej.
Podsumowując: obejrzałem świetny film.
9/10, ale ocena może się zmienić, bo za jakiś czas na pewno pójdę na drugi seans.
17-07-2009, 18:42
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Jestem zadowolony. I to bardzo. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć że lepiej nakręconych strzelanin nie widziałem od bardzo dawna, a może i nigdy.
Aktorstwo - klasa. Bale, jak Mental przewidział ma kij głęboko w dupie, ale jak to jest zagrane! Co do Deppa, trudno mi się cokolwiek wypowiedzieć bo facet zagrał rolę życia tutaj. Dalszy plan - serialowe znakomitości, Lisa z SFU pojawiła się na moment a w tle mignęła Claire z Lost.
Trudno mi się wypowiedzieć z sensem 20 minut po seansie - film jest doskonale sfotografowany, ma doskonałą obsadę i taki sam scenariusz. Scena zabójstwa wiadomo kogo jest idealna - te spojrzenia, to napięcie!
10/10 aż do następnego seansu.
17-07-2009, 19:07
.
Liczba postów: 27,596
Liczba wątków: 61
Troche spoilerów, kto nie widział niech nie czyta, opinia pozytywna jak najbardziej
Spodziewałem się jakiegoś super genialnego filmu i troszeczke się zawiodłem, jest tylko po prostu genialnie  Po kolei: Bale kapitalny(najbardziej utkwiła mi w pamięci jego króciutka odprawa przed szturmem na chatkę w lesie - tak przekonywująco zagranego zdenerwowania, strachu i ogólnego braku doświadczenia w życiu nie widziałem), najlepsza jego kreacja z dotychczasowych(nie widziałem Harsh Time), Depp też sam miodzik(scena gdy tak troche płacze w samochodzie jest niesamowita), nie widać Deppa z innych filmów, czasami zapomianłem że to on. Warto wspomnieć jeszcze o Johnym Oritzu, scena gdy odmawia jakiegokolwiek posłuszeństwa Dillingerowie to prawdziwy popis aktorskich umiejętności. Zdjęcia - widać że Mann i Spinotti mają głowy na karku, pomysł na kręcenie i oryginalny styl(brak ostrości na głównych postaciach danej sceny, niedoświetlenie tych postaci, filmowanie ich od tyłu, wszystko to co w MV do kwadratu), podczas strzelanin i dynamiczniejszych scen czułem się jakbym to ja celował z Thompsona i oglądałem się czy przypadkiem poszycie siedzenia obok nie jest obdarte od strzałów; cyfra? Nie wiem w jakim kinie oglądaliście, ja w Cinema-city i obraz wyglądał tak jak na większości zwykłych filmów, raptem po paru scenach dawało siępoznać, że co cyfrówka. pewnie jak zobaczę na BD to będę mógł coś więcej o tym powiedzieć. Udźwiękowienie NAJLEPSZE jakie kiedykolwiek słyszałem, nie wiedziałem w ktorą stronę spierniczać jak oddawane były strzały, dialogi brzmiały dziwnie, ale to chyba wina kina, bo raz były straszliwie ciche a potem głośne jak pistolety. Ogólnie wszystko jest perfekcyjne, ale nie podobał mi się scenariusz, jak dla mnie im później tym gorzej, liczyłem na większą rolę Cotillard, a ta sprowadza się do tego, że raz Dillinger ją zostawia bo go łapią, potem łapią ją, ona go wcale nie zdradza i siedzi potulnie w więzieniu do końca filmu, myślałem że Billie będzie miała duży wpływ na Johnego a tu dupcia, gdyby nie ona to film toczyłby się prawie tak samo. O ile podoba mi się sam sposób narracji(bardzo podobny do MV) to cała historia mnie nic a nic nie ruszyła, gdyby nie dobra gra aktorska to w ogóle bym się nie przejmował czy go złapią albo zabiją. Ogólnie film jest świetny, najprawdopodobniej najlepszy w tym roku, chętnie zobaczyłbym go jeszcze raz w kinie aby rozkoszować się niektórymi kosmicznymi ujęciami - Homer(chyba, nie zapamiętałem dokładnie chłopaków z bandy Dillingera) stojący za drzewem w zamglonym lesie, albo Purvis wyskakujący w slo-mo z samochodu, albo scena z lotniska z flarą - normalnie wydrukować i na ściane aby codziennie podziwiać, może też bardziej podeszłaby mi fabuła, póki co 9/10, bo ja nienawidzę jak film nie angażuje i nie wciaga.
P.S Mam takie dziwne spostrzeżenia/skojarzenia. Chodzi o Fincherowskiego Zodiaca, tam każdy mógł poczuć jaką trudną robotę mają naprawde detektywi - mnóstwo fałszywych tropów, miesiące bezczynności w czekaniu na jakiś ślad i ogólna walka z wiatrakami. PE przedstawia sytuację po drugiej stronie barykady(oczywiście jeżeli za seryjnych zabójców podstawimy gangsterów) i pokazuje jak ciężko było wielkim złoczyńcą - niby pewni siebie, korzystający z życia jak nikt, ale okupione to było ciągłym strache, dzisiaj siedzisz w ekskluzywnym lokalu z pięknymi kobietami, mieszkasz w super willi, jednak nie możesz nawet rozpakować walizek, bo wiesz, że będziesz musiał wiać, twoi kumple mogą w każdej chwili zginąć i będziesz musiał szukać do brygady pierwszych lepszych osób z którymi nie będziesz się zupełnie zgadzał, Dillinger ma w tym filmie przekichane.
I jeszcze tak na koniec. Jakim cudem Dillinger zdołał cokolwiek powiedzieć po dostaniu kulki w czaszkę? Pozatym usłyszał tam ktoś coś w stylu tego co agent powiedział potem w więzieniu Billie?
17-07-2009, 19:50
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Cytat:Pozatym usłyszał tam ktoś coś w stylu tego co agent powiedział potem w więzieniu Billie?
No właśnie - nie.
17-07-2009, 19:55
Stały bywalec
Liczba postów: 13,287
Liczba wątków: 77
Dillinger nie dostał w czachę tylko w tors, a druga kula bodajże musnęła mu ucho. Chyba że się mylę.
PE ma tyle świetnych ujęć że nie starczy miejsca na ich wypisanie. Ot choćby już na początku kiedy strażnik otwiera drzwi zakładu, a przez okienko widać skutego Dillingera jak się zbliża. Strzelaniny (zwłaszcza ta w domku na skraju lasu) to prawdziwa esencja, cud, miód, malina.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
17-07-2009, 20:10
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Cytat:****** nie dostał w czachę tylko w tors, a druga kula bodajże musnęła mu ucho. Chyba że się mylę.
Druga kula wyszła mu obok nosa.
17-07-2009, 20:20
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Nie wiem czy ma sens oznaczanie spoilerów - dzisiaj i tak Dillinger jest już martwy. ;)
17-07-2009, 20:30
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Jestem wniebowzięty. Na wstępie już powiem że na dzień dzisiejszy PE ląduje na liście Manna z numerem drugim!
W tym roku tylko 2 filmy które obejrzałem zrobiły na mnie takie wrażenie: Wielki Błękit i Gran Torino.
Dla Deppa to życiowa rola i najlepszy film w jakim kiedykolwiek zagrał i zagra. Jego Dillinger jest smerfastyczny! Bale również daje radę, stworzył tu świetną postać. Purvis to zawodowiec z poczuciem obowiązku, za wszelką cenę chce wywiązać się z powierzonych zadań.
Nie ma tu takiego pojedynku charakterów jak w Gorączce, ale też bohaterowie nie są tak wnikliwie przedstawieni. O życiu prywatnym Purvisa to właściwie nic nie wiemy, wydaje się że to zwykły służbista urzędas, ale nie zapomniano pokazać że to również człowiek. Akcja w większości skupia się na pracy bohaterów więc ich aż tak dobrze nie poznajemy.
Film jest zajebiście realistyczny, szczególnie podczas strzelanin, czuje się te przelatujące kule. Nie ma tu takiej jednej wypasionej naparzanki jak w Gorączce ale tych kilka które tu zaprezentowane są bardzo wysokokaloryczne.
Jest tu cała masa pamiętnych scen, niby takie pojedyncze pierdółki ale szybko zapadają w pamięć. np: Purvis ściga między drzewami jednego bandytę, przymierza i jeb w plecy, a z przodu wylatuje jucha, w tle Ten Million Slaves, czysta poezja. To samo mogę powiedzieć o scenie śmierci Dillingera - pieprzona poezja
Przez mniej więcej połowę filmu poważnie się zastanawiałem nad tym żeby zostać na drugi seans, ale w końcu stwierdziłem że to by była zbyt duża dawka wrażeń i emocji jak na jeden dzień.
Podsumowując, Public Enemies to:
- prawdopodobnie najlepszy film roku (jedynie Avatar może go pobić)
- drugi na liście filmów Manna
- jeden z najlepszych filmów XXI wieku
- najlepszy film sensacyjny od 1995 roku
Jak dla mnie bardzo wzruszający i poruszający film, gdy w wiadomej scenie bohaterka zaczęła płakać to mnie też niewiele brakowało.
Tak jak już pisałem, w ostatnim czasie jedynie Wielki Błękit i Gran Torino tak mnie poruszyły.
[ Dodano: Pią Lip 17, 2009 20:36 ]
Jeszcze taka sprawa, nie przypominam sobie bym słyszał w filmie znaną ze zwiastuna kwestię: John Dillinger has given us second chance to get John Dillinger.
17-07-2009, 20:32
Stały bywalec
Liczba postów: 13,287
Liczba wątków: 77
Tak, egzekucja Pretty Boy Floyda jest megazajebista! Dodam jeszcze scenkę "ze strzykawką"
Kuźwa.. arcydzieło?
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
17-07-2009, 20:37
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Cholera jasna, tak!
Powiem szczerze - dla mnie strzelanina w lesie przebija tą z Gorączki, a Cottilard przebija Judd - oceniać Bale'a w porównaniu z Pacino się nie odważę - zresztą to inne role, O Hannie wiemy dużo, o Purvisie prawie nic. Zauważyliście że Depp mówi to samo co De Niro podczas napadu na bank?
17-07-2009, 20:40
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
No właśnie podczas seansu stwierdziłem że Mann musiał być tą historią zafascynowany już od dawna, prócz motywu z banku; Proszę to zabrać, kradniemy pieniądze banku, nie pana, jest jeszcze motyw nieposłusznego i nie pasującego do grupy bandyty, w Gorączce był Waingro czepiający się ochroniarzy i dostający za to wpierdol, a tutaj jeden gość uczepił się niepotrzebnie strażnika, powodując przy tym śmierć członka grupy, skończył oczywiście podobnie jak Waingro.
17-07-2009, 20:45
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
A wydawałoby się, że nieposłuszny członek gangu to klasyczny filmowy motyw.
17-07-2009, 20:53
Stały bywalec
Liczba postów: 4,438
Liczba wątków: 8
A właśnie! Nie wiem jakim cudem o tym zapomniałem, ale pod sam koniec również o mało co się nie poryczałem.
Poza tym muzyka była naprawdę świetna. Oprócz klasyki, czyli Ten Milion Slaves, w ucho mi wpadł jeden spokojny motyw. A pomyśleć, że underscore mnie nudzi
17-07-2009, 22:15
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Jeśli chodzi o wzruszające motywy, ja ze wszystkich w filmie głosuje na śmierć Reda, pokazaną tak, by odzwierciedlała to, co Dillinger mówił Purvisowi zza kratek.
17-07-2009, 22:23
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
trochę opinii się już uzbierało. ok, moja kolei.
na wrogów publicznych szedłem jak na film Manna + ambitne kino rozrywkowe. rozrywki nie zaznałem (inaczej: nie czuje się "rozerwany" po seansie). zamiast tego złapałem coś w rodzaju doliny. sekwencje strzelane okazały się nieistotne. generalnie po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że Mann nakręcił sceny akcji jakby z konieczności. jasne, były momentami znakomite, ale kurde na maxa podrzędne wobec całej reszty. pełniły rolę służebną i gdyby w PE nie było strzelania, to... nawet bym tego nie zauważył.
oto co czuje na świeżo:
1. wrogowie publiczni to najbardziej nieamerykański film z ameryki, jaki kiedykolwiek oglądałem (historia klasycznie hollywoodzka, ale w środku dzieją się sprawy, które z hollywoodem nie mają nic wspólnego);
2. motyw spaceru po komisariacie uważam za najlepszą rzecz, jaką Mann wymyślił/nakręcił. w całym swoim życiu. jest to oczywiście czysta fikcja. dillinger nigdy nie wszedł do żadnego komisariatu;
3. scena więzienna (absolutnie finałowa), kiedy langella (boże, co za koleś!) zdradził ostatnie słowa dillingera, była tak mocna, że nigdy o niej nie zapomnę;
4. scena po torturach jak bale niesie kobiete i widać plamy moczu na spódnicy - to samo;
5. scena, o której wspomniał negrin w spojlerze - j/w.
powtórzę: na ten moment mam doła. wpędził mnie weń film o amerykańskiej ikonie popkultury, która z uśmiechem na ustach ruchała system. czuje się dziwnie, bo nie spodziewałem się czegoś takiego. aha, depp był... kurde, jaki on był? nie umiem tańczyć.
[ Dodano: Pią Lip 17, 2009 23:46 ]
Snappik napisał(a):Tak, egzekucja Pretty Boy Floyda jest megazajebista!
zauważyliście, jak facio wypuszcza ostatnie tchnienie? jak wydmuchuje po raz ostatni w swoim życiu obłoczek pary z ust? ten sam obłoczek rozmywa się potem na wietrze, podobnie jak dym unoszący się z rozgrzej lufy jego karabinu.
[ Dodano: Pią Lip 17, 2009 23:54 ]
Huntersky napisał(a):Pierwsza połowa filmu jest...przeciętna.
ja przez początkowe 20 minut miałem w ogóle problem z oglądaniem tego filmu. bynajmniej nie z powodu hd, ale ze względu na sposób sklejania ze sobą scen. przejście ze sceny domowej do napadu na bank tak ostro zaburzyło u mnie recepcję, że przez chwile nie wiedziałem, o co biega. to był chyba najdziwniejszy moment w trakcie seansu. wkrótce się jednak okazało, że Mann postanowił wszystkie napady "powsadzać" do historii z identyczną nonszalancją. jak mówie, sceny akcji w PE to sprawa drugorzędna.
17-07-2009, 22:25
|