![]() |
|
Green Lantern (2011) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Film a komiks (https://forumkmf.pl/Forum-Film-a-komiks--24) +--- Wątek: Green Lantern (2011) (/Thread-Green-Lantern-2011--1970) |
RE: Green Lantern (2011) - Gieferg - 17-01-2013 Zrobiłem sobie powtórkę i... w sumie niby było lepiej, ale film kładzie brak jakiegokolwiek sensownego przeciwnika, niewykorzystanie Oa i tak fatalne jak to tylko możliwe finałowe starcie. Gdyby poprawić te problemy (w skrócie: Legion za przeciwnika, finałowa konfrontacja na Oa z udziałem całego korpusu) byłby poprawny film superhero. Z efektami generalnie problemu nie miałem (wyjąwszy może turlające się i latające samochody w finałowej walce - sztuczne to i bez polotu), z Reynoldsem też nie, ale kilka pomysłów scenarzysty było naprawdę dobijających jak choćby tor wyścigowy, really? (zabawne, że nawet kumpel głównego bohatera w filmie zwraca uwagę jaki to głupi motyw). Wykorzystanie mocy pierścienia z kolei zbyt często sprowadzało się do tworzenia broni palnej i strzelania z niej, komiksów za wiele nie czytałem, pamiętam tylko Emerald Dawn, ale jakoś mi to kompletnie nie pasuje. W sumie żałuję, że nie będzie sequela, Sinestro byłby na pewno lepszym przeciwnikiem niż te patałachy z jedynki. Swoją drogą, czy Warner ma już jakieś konkretne plany co do JLA? Bo zabierają się do tego jak pies do jeża. RE: Green Lantern (2011) - raven.second - 03-06-2013 Wersja extended, trwająca dwie godziny i trzy minuty. Tragiczny film. Dosłownie. Poza jedną rewelacyjną sceną z Lively, w miarę dobrym ukazaniu Sinestro i Kilowoga oraz świetnych efektach dotyczących Pierścienia nie ma tu nic godnego uwagi. Może gdybym nie znał komiksów to bym jakoś wytrzymał, ale niestety zmiana żółtego potwora powstałego z czystego strachu na brązowy wyciek z kanalizacji z twarzą jakiegoś dziadka to kpina. Parallax był więziony centralnej baterii na Oa, nie na rodzinnej planecie Atrocitusa, jeśłi mnie pamięć nie myli. Oa to normalna planeta, zielona, jasna, pełna dobrej woli i szczęścia i życia, nie skaliste i ponure gówno. Hal Jordan to twardy i pewny siebie pilot, a nie parodia Guya Gardnera, na litość. Film miał potencjał na coś w rodzaju kosmicznego thrillera, czyli korpus pilnuje pokoju i porządku we wszechświecie korzystając ze swojej silnej woli, a nie fruwa bez żadnego celu. Film nie wciąga, nie angażuje, jest nudny, wątki nie trzymają się kupy, stoi daleko od komiksowego oryginału, irytuje i drażni. Z jednej strony jest świetnie i cudnie wykorzystuje się pierścienie (szkolenie z Kilowogiem i Sinestro oraz... nie, w sumie to tylko to jest świetne), z drugiej wszystko jest sztuczne, nudne, żenujące i po prostu głupie. A wystarczyłoby sięgnąć po Green Lantern Corps - Recharge i według tego komiksu lecieć. Sporo oryginalnych i ciekawych postaci, wiele wątków, pokazanie uczuć jakie targają ludźmi którzy zostali wybrani by dołączyć do korpusu Green Lantern... w filmie tego nie ma. W filmie jest wesoły pilot który się boi i który dostał pierścień i musi pokonać brązowe gówno. Bo tak. 3/10, oczko za scenę z Lively, oczko za Kilowoga i Sinestro oraz oczko za efekty związane z Pierścieniem i strojem. RE: Green Lantern (2011) - Gieferg - 03-06-2013 Cytat:A wystarczyłoby sięgnąć po Green Lantern Corps - Recharge i według tego komiksu lecieć. Trzeba się było trzymać Emerald Dawn. RE: Green Lantern (2011) - Szaman - 03-06-2013 A scenarzysta dostał pod pióro Blade Runnera 2! :) RE: Green Lantern (2011) - raven.second - 03-06-2013 (03-06-2013, 20:48)Gieferg napisał(a): Trzeba się było trzymać Emerald Dawn.Też fakt, ale Emerald Dawn czytałem wieki temu i szczegółów nie pamiętam, Green Lantern Corps natomiast czytałem w kwietniu czy maju i mam w miarę świeże spojrzenie. Olewanie materiału źródłowego to w ogóle jest bolączka wielu filmów i nie rozumiem, dlaczego tak często stara się zrobić coś innego. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest możliwe przeniesienie tego, co widnieje na papierze, no ale bez przesady. A jeśli chodzi o komiks, to na upartego i storyboardy można wyciągnąć z poszczególnych stron. RE: Green Lantern (2011) - Juby - 19-07-2014 RE: Green Lantern (2011) - Grievous - 19-07-2014 Ten film jest jeszcze gorszy niż go zapamiętałem. A nie były to dobre wspomnienia. RE: Green Lantern (2011) - Juby - 19-07-2014 Ja byłem na tym w kinie i więcej nie zamierzam się do GL zbliżać. Niezwykły przykład jak niezły reżyser, z fajnym komiksem, aktorem pasującym do tytułowej roli, i ogromnym budżetem, potrafił stworzyć typowy, ograny kliszami, pozbawiony fajniejszych akcji superhero movie, z FATALNYM scenariuszem i dialogami! Na filmwebie mam wystawione 3/10, nie pamiętam za co aż tyle ale nie będę zmieniał bez powtórki (która nigdy nie nastąpi). RE: Green Lantern (2011) - raven.second - 19-07-2014 Cytat:nie pamiętam za co aż tyleZgaduję, że za scenę w której Lively poznaje Reynoldsa mimo jego "przebrania" (czyli małej maski na oczach). Green Lantern, którego chciałbym zobaczyć w kinie to Guy Gardner i mam nadzieję, że to on będzie w Justice League, a nie Hal czy Stewart. RE: Green Lantern (2011) - Gieferg - 20-02-2015 Wróciłem do tego raz jeszcze, myślę jednak, że po raz ostatni, bo tym razem to była droga przez mękę (a ostatnim razem oglądało mi się powiedzmy, że znośnie). Aż wali po oczach, że próbowali zrobić... film Marvela, tzn MCU. Problem tylko w tym, że tamte mają postacie, które da się lubić, a tutaj... ni uja. Reynolds jest totalnie bezpłciowy, Lively jest totalnie bezpłciowa, villain jest bezpłciowy, a latająca kupa gówna, która robi za głównego przeciwnika to już szczyt nijakości. Poza tym sposób kręcenia scen akcji... oh my.. mój faworyt to scena w której Lantern ciska ciężarówką w Parallaxa. Wyobraźmy sobie, jakby to sfilmował Michael Bay, a tu? Lot ciężarówki jest pokazany z takiego ujęcia, że równie dobrze mogła by to być dziecięca zabawka. Finał w ogóle ssie po całości, a rola Lanternów w ... ehh, szkoda słów. Ten film jest cienki scenariuszowo, ale szwankuje jeszcze bardziej od strony reżyserii. Jak temu samemu człowiekowi udało się nakręcić Casino Royale? Najlepsze (nie, że jakieś rewelacyjne, po prostu w miarę fajne) sceny: - Szkolenie na Oa - szkoda, że takie krótkie - muzyka podczas przelotu nad Oa - Carol Ferris rozpoznaje Hala - scena w trakcie napisów, zapowiadająca sequel, którego nie będzie I to tyle z zalet. I pomyśleć, że Emerald Dawn był taki fajny, wystarczyło wziąć i sfilmować kadr po kadrze. 2/10 - najgorszy znany mi film superhero jaki powstał od czasów... nie wiem... Superman Returns? Batman i Robin? (nie pamiętam już dobrze Ghost Ridera, ale wrażenia były zbliżone). Mierzwiak napisał(a):Dla mnie Green Lantern to dokładnie taka sama kupa co Thor Jak ja lubię wywlekać takie rzeczy XD RE: Green Lantern (2011) - Rozgdz - 27-08-2026 (28-10-2012, 23:22)OGPUEE napisał(a): Jezu, ale kiepskie. Jeden z niewielu postów tutaj do których można się jakoś odnieść :p Wciąż nie rozumiem co Giefergowi przeszkadza wygląd Parallaxa skoro Legion po odarciu ze zbroi wyglądał jeszcze gorzej :p Trauma po śmierci taty - no, Hal Jordan w tym filmie jest wzorowany na pewnej postaci. Naprawdę znanej:p Senator niezupełnie jest "głupkowaty". Jest śliskim ujkiem który z jednej strony chce jak najlepiej dla syna a z drugiej go lekceważy a nawet poniża. I to on uważa syna za frajera a nie to że syn jest frajerem. To jest dobry naukowiec i wykładowca, choć nie wybitny. Nieżyczliwy kompani - nieżyczliwy jest Sinestro, ale on nie jest kompanem tylko "szychą". Kilowog jest "twardym sierżantem od musztry" i po prostu robi swoją robotę (50 pompek żołnierzu !! na co czekasz? Na Boże Narodzenie??!!). Jest jak najbardziej życzliwy Jordanowi. Reszta za jakiś czas. Obejrzałem to ponownie (po raz trzecie chyba) i jak poczytałem komentarze to chyba będę musiał trochę popisać o tym filmie.. ale to pewnie z jutro, bo na ten moment mi się nie chce :p RE: Green Lantern (2011) - Corn - 27-08-2026 Cytat:Reszta za jakiś czas. Obejrzałem to ponownie (po raz trzecie chyba) i jak poczytałem komentarze to chyba będę musiał trochę popisać o tym filmie.. ale to pewnie z jutro, bo na ten moment mi się nie chce :pAle będzie! Nie mogę się doczekać :) RE: Green Lantern (2011) - Rozgdz - 27-08-2026 Spox :) Nawet Ci coś dam dzisiaj extra - James Gunn zerżnął początek swojego "Supermana" właśnie z "Green Lanterna" :p RE: Green Lantern (2011) - Gieferg - 27-08-2026 Cytat:Wciąż nie rozumiem co Giefergowi przeszkadza wygląd Parallaxa skoro Legion po odarciu ze zbroi wyglądał jeszcze gorzej :p I wtedy też mi się nie podobał. Ale przez większość czasu był w zbroi i wtedy wyglądał zajebiście. RE: Green Lantern (2011) - Rozgdz - 28-08-2026 Czyli powinien być Green Lantern v Iron Man :p Ok, szczerze mówiąc nadal mi się nie chce pisać o wszystkim naraz w jakimś gigapoście, więc dzisiaj o nawiązaniach (plus przy okazji kilka uwag). Hal Jordan to arogancki i kapitalny pilot, dość nieodpowiedzialny przystojniak i gościu który ma kompleks ojca. A swojej wybrance podśpiewuje w knajpie tak btw bardzo mi się podoba ta bójka na parkingu, nie ze względu na wymyślną choreografię ale widać że się starano aby ciosy nie wyglądąły na markowane. Kogo on może przypominać? :p Najmocniejszą częścią filmu jest wg mnie chemia między Reynoldsem a Blake Lively (ciekawe dlaczego :p) Każda scena z nimi razem jest znakomita, jeśli miałbym wskazać jakąś parę w kinie superhero do porównania, to jak dla mnie - tylko Garfield i Stone w Amazingach. Maszyny podczas walki lecą do góry i systemy padają - oczywiście Iron Man Skąd James Gunn wziął początek do swojego Supermana Trochę oczywiście pozmieniał. Napisy zamiast narratora, ale jest info że Sups jest najpotężniejszy i ze właśnie przegrał i Sups robi ryms. Jeśli zamienić go na Abina Sura jest podobnie - narrator sugeruje nam że Abin Sur to przekozak (co potem zostaje potwierdzone w filmie), mamy scenę pokonania Abin Sura a potem jego rozbicie się na planecie i ratowanie przez Hala Jordana. U Gunna Jordana zastępuje.. Krypto. Też scenę walki i wrzepy od Borawiańskiego Młota dostajemy chwilę później. Mimo zmian, także w kolejności, widać skąd to jest. Kojarzycie ta scenę? dupek wystawia dziewczynę na wabia? (tak btw Carol Ferris ma ksywę "Sapphire" :p) No tak, na pewno nikt tu nie ściągał, po prostu wymyślili to samo.. tylko.. jakim cudem zgadzają się płcie? Tak btw w trakcie DCEU mówiło się o tym że Hala Jordana mógłby zagrać.. Tom Cruise. Chyba nikt nie złapał żartu kierownictwa DCEU :p Na ten moment wystarczy :p A no i oczywiście, potwierdzam - nie wiem jak w serialu (bo tam to może zupełnie inaczej wyglądać), ale w trailerach Kyle Chandler ewidentnie "gra Ryana Reynoldsa". RE: Green Lantern (2011) - Rozgdz - 29-08-2026 Ok, dzisiaj co mi się podobało a co nie Podobały mi si efekty specjalne. Ok, to nie są takie superrealne efekty jak np w MoS, hest tu pewna kiczowatość, ale ma to jakąś wspólną wizję plastyczną. Świat który jest stworzony jest spójny wizualnie i ma swój własny styl - i dzięki temu mogę w niego uwierzyć, także dzisiaj. Podoba mi się strój postaci - wyjaśnienie ze jest stworzony z energii moim zdaniem załatwia całkiem sporo. Też zmiana koloru oczu - chodzi zapewne o to aby oddać te "komiksowe" białe szpary, ale razem z maską daje to całkiem niezły efekt - bo widać że to są zupełnie inne oczy niż ma Hal Jordan, więc można bardziej uwierzyć że ludzie go nie rozpoznają w tej masce ;p Podoba mi się humor ( "by te power of Greyskull"!" :), jest jakiś taki.. inteligentny i wpleciony w film a nie - a teraz eksponujemy że robimy miejsce na heheszki, patrzajcie - jak to często bywa. Aktorzy. Ryan Reynolds jest ok choć tutaj była dość dziwna sytuacja - postać jest w sumie wkurzającym dupkiem ale jest też główną postacią pozytywną i powinna zdobyć sympatię widza. W konstrukcji jest to zrobione przez odsłanianie jego osobowości czy pokazywaniu że jak coś do czego to rzuca się na ratunek - jak Abin Surowi. Reszta zależy od aktora. I tu Reynolds ze swoją przystojną i równocześnie poczciwą gębą robi całkiem niezłą robotę. Choć tu pytanie czy to nie bardziej zasługa reżysera. Blake Lively - jak już pisałem, jako para ekranowa z Reynoldsem to po prostu strzał w dziesiątkę. Mark Strong - odwrotnie niż np w "Shazam!"i w sumie większości filmów z nim jakie widziałem) tu widzę postać graną przez aktora a nie aktora grającego postać. Nie umiem wskazać na czym właściwie ta różnica polega, może to po prostu kwestia charakteryzacji.. ale jak dla mnie Sinestro tym filmie jest naprawdę dobrą kreacją. Peter Sarsgaard i Tim Robbins tez swoje zrobili. Ich role są odpowiednio wygrane. Michael Clarke Duncan jako Kilowog jest świetny, az szkoda że nie ma go więcej. Podobnie Geoffrey Rush - od razy wiadomo że Tomar Re to "ten mądry/spokojny/rozsądny" acz najlepiej się sprawdza jako narrator na początku i końcu filmu. Zarąbisty ma ten głos :p Chyba w zasadzie tylko Angela Bassett mnie "zawiodła" - jest tu całkowicie niewykorzystana, ona w tym filmie po prostu jest. Ekspozycja - uważam że jest tu całkiem nieźle wpleciona. Czy to w początek czy walkę Sinestro z Halem czy w innych momentach. Widzowi trzeba wyjaśnić masę rzeczy - o co chodzi z Wolą i Strachem, co to jest Korpus, co to są Strażnicy. I film to całkiem nieźle robi, uważam (tak btw jak porównać te początki "Supermana" i "Green Lanterna" to Cambpell to zrobił wyraźnie lepiej). Podoba mi się pomysł na villaina (wykonanie już mniej). Mamy jednego Wielkiego Villaina z supermocą mogącą zniszczyć świat i cały Korpus (i który nie ma nic wspólnego głównym bohaterem) - i , będącego z "jego nadania", sługę -"tego mniejszego" którego rozwój możemy obserwować i który jest osobiście związany z głównym bohaterem, czyli Hammonda. Spoko jest pomysł aby te postacie "szły" równolegle - gdy Hal podłącza się do Latarni i "dostaje moc", Hammond jest infekowany również dostając moc. Gdy Hal jest zabierany na OA aby przejść szkolenie na Green Lanterna, Hammond też transformuje. Jest to tez powiązane z podobieństwem postaci Jordana i Hammonda.. ale o tym może jeszcze napiszę później (jeśli będzie mi się jeszcze chciało ;) Podoba mi się pomysł na tor dla samochodzików - bo wcześniej był taki tor u dzieciaka którego odwiedził i było widać skąd ten pomysł wpadł mu do głowy :p To co mi się przede wszystkim w tym filmie nie podoba że relacja z Hammondem dla Jordana i Carol nie ma odpowiedniego wydźwięku. No niby są te informacje - że to trójka przyjaciół z dzieciństwa, że Hammond jest zakochany w Carol. Ale tego jest o wiele za mało, powinno być tego więcej. Ciężko mi uwierzyć że ktoś o tym tyle myślał a potem nie przedstawił tego w scenariuszu. Czuję tutaj nożyce które się przejechały po skrypcie, na zasadzie "widzowie nie chcą rodzinnych dram, mają być wybuchy, kolorki, efekty specjalne !". Moim zdaniem brakuje przynajmniej z 15 minut tej tematyki, może więcej. Zapewne w ogóle tego nie sfilmowano, tylko "odrzucono" przy kręceniu. Coś jak przy "Supergirl". Chyba mało kto zrozumiał dowcip Ryana Reynoldsa z Deadpoola o scenariuszu do "Green Lanterna " :p RE: Green Lantern (2011) - Rozgdz - 30-08-2026 Dobra, dzisiaj reszta. Tak btw, przypomniało mi się że Tim Robbins grał w "Top Gun" :p Hammond i Jordan sa zbudowaniu na podobieństwie i różnicach. Obydwaj uważają że sa "niewystarczajacy", obydwaj są zakochani w Carol i obydwaj mają "syndrom ojca". Hammond nie jest zbyt przystojny i nie jest człowiekiem czynu. Nie przypomina swojego ojca, wybrał własną drogę, został ksenobiologiem i żyje sobie spokojnie. Wydaje się własnie spokojny i odpowiedzialny, żyje jednak w cieniu ojca dla którego jest rozczarowaniem, ten by chciał żeby syn go bardziej przypominał, był przebojowym człowiekiem sukcesu i cały czas daje to do zrozumienia. Więc ten ma przez ojca poczucie ze jest nieudacznikiem. Hal Jordan wybrał taką drogę jak ojciec, również jest pilotem. Cały czas pozostaje jednak w jego cieniu, nawet prace u Ferrisa ma ze względu na ojca. Nawet gdy w filmie rozbija samolot gdy mówią o tym w telewizji jest wspomniane że jest synem swojego ojca. Z jednej strony stara się dorównać ojcu (albo może swojemu wyobrażeniu o nim), z drugiej boi się że mu się to nie uda. Jest świetnym pilotem ale ma syndrom impostora. Dlatego kozaczy żeby udowodnić i pokazać co to nie on. Te wszystkie pretensje o to że przez niego mogą być duże problemy w firmie itd są całkowicie uzasadnione. Ale Jordan chciał pokazać że jest zajebisty i że może pokonać te drony. Przy okazji rozbił samolot, bo się przestraszył ze zginie. Boi się relacji z Carol, sypia z różnymi kobietami i unika zbliżenia się choć.. jest w niej zakochany. A ona w nim. Przez podobną sytuację "syndromu impostora" rezygnuje z bycia w Korpusie. Sinestro wyraźnie daje mu do zrozumienia co z nim jest nie tak - Green Lantern "powinien być fearless" tymczasem Jordan tylko kozaczy "na zewnątrz" - wewnątrz wręcz żyje w ciągłym strachu. Więc nie powinien być Green Lanternem. Tylko że.. okazuje się że nie ma że ktoś jest "fearless". Nawet Latarnie, Sinestro i Straznicy mają kogoś kto je przeraża - Parallaxa. A on się z kolei karmi strachem. I koło się zamyka. ..a ponieważ oni są normalnie "fearless" gdy ten strach się pojawia to stają się bezradni. Natomiast Jordan ten strach potrafi opanować i przezwyciężyć. No i na tym generalnie polega morał filmu - "prawdziwa odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu tylko na przezwyciężeniu go". Jak z bajki dla dzieci, wiem, ale w sumie chyba te kwestie faktycznie są w komiksach, coś tam gdzieś słyszałem. No i tyle ode mnie :p Generalnie, choć zarzuca się temu filmowi kliszowość.. jak dla mnie on jednak jest wyraźnie "inny", wyróżnia się z pozostałych produkcji superhero. Przez to jest ciekawy i dobrze się go ogląda. Za pierwszym podejściem (gdzieś koło 2016) dałem chyba 6/10, za drugim - z 6 lat temu - dałem 7/10, obecnie jest to dla mnie wciąż 7/10. RE: Green Lantern (2011) - Mefisto - 30-08-2026 Gadanie z samym sobą to oznaki psychozy :P RE: Green Lantern (2011) - Rozgdz - 30-08-2026 Nigdy nie twierdziłem że jestem normalny ^^ RE: Green Lantern (2011) - marsgrey21 - 31-08-2026 Wiecie co rzymianin Lindelof odjebał w nowym odcinku Lanterns? Zasugerował że Hal Jordan jest fearless, przez white privelage, bo nie musiał przechodzić przez to co czarni. |